Hipoteki nie mają wzięcia

26.03.2015
Już ponad 200 mld zł wynosi zadłużenie Polaków z tytułu złotowych kredytów na nieruchomości. Ostatnie miesiące nie są łaskawe dla tego rynku, z miesiąca na miesiąc rośnie on w coraz wolniejszym tempie. Banki nie mają też powodów do zadowolenia, jeśli chodzi o pozyskiwanie depozytów. Do ich zakładania nie zachęcają niskie stopy procentowe.

(Fot. M.Wegner/OF)


Na koniec lutego wartość kredytów na nieruchomości w krajowej walucie sięgnęła 200,06 mld zł – wynika z danych o należnościach i zobowiązaniach banków opublikowanych przez Narodowy Bank Polski. W skali miesiąca zadłużenie wzrosło jednak zaledwie o 1,3 mld zł. To niewiele w porównaniu z poprzednimi miesiącami, bo w ubiegłym roku zdarzały się miesięczne przyrosty przekraczające nawet 2 mld zł. Jednak od października 2014 roku zadłużenie rośnie coraz wolniej. W październiku było to 1,9 mld zł, w listopadzie, 1,7 mld zł, w grudniu już niecałe 1,7 mld zł, a w styczniu tego roku 1,4 mld zł. Sytuacja jest zastanawiająca, bo kredytobiorcom sprzyjają rekordowo niskie stopy procentowe. Złotowe kredyty na nieruchomości jeszcze nigdy nie były tak tanie w obsłudze, a co za tym idzie bardzo wysoka jest zdolność kredytowa liczona przez banki.

Zdolność kredytowa

Analitycy Lion’s Banku wyliczyli, że aktualnie trzyosobowa rodzina z dochodem 5 tysięcy złotych netto może pożyczyć na 30 lat 448,7 tys. zł, a to o 10 proc. więcej niż przed rokiem. Oczywiście w tym czasie banki podnosiły marże na kredytach hipotecznych, ale nie na tyle, by klienci nie zauważyli spadku oprocentowania. Tym bardziej, że w tym roku podwyżki marż już się zatrzymały, bo jak podają analitycy Domu Kredytowego Notus przeciętna marża dla kredytu na 250 tys. zł, z 20-proc. wkładem własnym, w styczniu wynosiła 1,87 punktu procentowego, a w lutym i marcu 1,88 p.p. Sytuacja finansowa polskich gospodarstw domowych tez nie jest najgorsza.

Wynagrodzenia rosną, ceny spadają, a jednak popyt na kredyty maleje. Jedynym wytłumaczeniem jest konieczność posiadania wkładu własnego, a od początku roku to już 10 proc. wartości nieruchomości. Zważywszy na konieczność poniesienia jeszcze innych kosztów: prowizja dla agencji, opłaty związane z udzieleniem kredytu, koszty notarialne, może się okazać, że trzeba mieć w gotówce nawet 15 proc. wartości mieszkania. Przy zakupie rzędu 200 tys. zł mówimy więc o konieczności posiadania oszczędności sięgających 30 tys. zł.

Niewykluczone, że problemy posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich tworzą atmosferę większej ostrożności, a wręcz podejrzliwości, wobec produktów hipotecznych. Po styczniowym skoku notować franka szwajcarskiego wzrosło zadłużenie z tytułu kredytów walutowych. Na koniec 2014 r. wynosiło ono 163 mld zł, a na koniec stycznia 2015 r. prawie 180 mld zł. W lutym spadło do niecałych 174 mld zł, razem ze spadkiem kursu franka.

Sytuacja posiadaczy takich kredytów w zasadzie wróciła do normy z ostatnich miesięcy, gdyż banki obniżyły spready stosowane przy przeliczaniu kursu po jakim płaci się ratę, oraz uwzględniły ujemne stawki LIBOR-u, co spowodowało, że oprocentowanie kredytów we franku w wielu przypadkach tylko nieznacznie przekracza 0 proc. W sumie zaś zadłużenie z tytułu kredytów na nieruchomości na koniec lutego wyniosło 374 mld zł. Luty nie przyniósł bankom powodów do zadowolenia również jeśli chodzi o rynek kredytów konsumpcyjnych. Zadłużenie spadło o 386 mln zł, do 137,9 mld zł. Zmniejszyła się wartość środków pożyczonych w ramach limitów w ROR – o 366 mln zł do 9,58 mld zł oraz tych na kartach kredytowych – o 114 mln zł do 12,25 mld zł.

Czynnikiem, który wpływa na rynek depozytów są przede wszystkim niskie stopy procentowe. Na koniec lutego WIBOR 3M wynosił 1,81 proc., a po marcowej obniżce stóp spadł jeszcze do 1,65 proc., co pozwala przypuszczać, że tendencje obserwowane na rynku depozytów w lutym będą kontynuowane również w marcu.

Depozyty

Wartość środków zgromadzonych przez gospodarstwa domowe na lokatach terminowych wzrosła o niecałe 1,3 mld zł – do 297,5 mld zł. To niewiele chociażby w porównaniu z grudniem 2014 roku, kiedy to saldo skoczyło o 6,9 mld zł, czy styczniem 2015 ze wzrostem o 2 mld zł. Bez wątpienia posiadacze oszczędności reagują na niskie oprocentowanie lokat w bankach. W lutym oferty na 3 proc. zaczęły być rzadkością, a jak podają analitycy Expandera w przypadku lokat na krótkie okresy, czyli trzy i sześć miesięcy średnia stawka spadła nawet poniżej 2 proc. Oczywiście znajdziemy kilka wyjątków z oprocentowaniem, które sięgało nawet 4 czy 5 proc., ale to typowe krótkoterminowe oferty promocyjne wymagające spełnienia wielu warunków: wpłata nowych środków, czy założenie ROR-u.

W tej sytuacji wielu klientów nie zakłada w ogóle lokat terminowych. Badanie Oszczędności Getinu pokazuje, że aż 28 proc. posiadaczy oszczędności nie decyduje się na lokaty, czy inwestycje – najczęściej trzymają gotówkę w domu.

Inwestycje

Oprócz tego alternatywą dla lokat są fundusze, bo w lutym warszawska giełda radziła sobie nie najgorzej. Indeks WIG20 zyskał w tym czasie 2,3 proc.

Jak podaje Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami w lutym saldo nabyć i umorzeń w krajowych TFI wyniosło 1,92 mld zł, a to najlepszy wynik od listopada 2013 roku. Nadal największym zainteresowaniem cieszą się fundusze gotówkowe i rynku pieniężnego oraz fundusze dłużne. Jednak wśród amatorów funduszy pojawił się wyraźny sygnał zainteresowania akcjami. Lokujące w nie fundusze pozyskały ponad 300 mln zł. Brak zainteresowania depozytami terminowymi skutkuje również tym, że wyraźniej rośnie saldo na depozytach bieżących, czyli ROR-ach i kontach oszczędnościowych. W lutym przybyło tam 5,6 mld zł, co spowodowało, że całkowita suma zgromadzonych środków wyniosła 307,3 mld zł.

Skoro lokaty nie przynoszą satysfakcjonujących odsetek, to znacząca część klientów zostawia je po prostu na nieoprocentowanych rachunkach osobistych. Zważywszy na marcową obniżkę stóp aż o 0,5 punktu procentowego trzeba się spodziewać, że ten trend się utrzyma, i oszczędności będą trafiać raczej na ROR-y lub będą trzymane w domu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test