Rogoff: Chybiony podatek dla Europy

10.10.2011
Europa już napytała sobie biedy, dlaczego by więc nie dolać jeszcze oliwy do ognia? Taki pomysł, jak się wydaje, przyświeca członkom Komisji Europejskiej opowiadającym się za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych. Jest to najnowsza koncepcja KE, mająca okazać się panaceum na słabnący wzrost gospodarczy i problemy finansowe w Europie.

Kenneth Rogoff (CC By-NC-ND canada2020)


Z czysto emocjonalnego punktu widzenia atrakcyjność opodatkowania wszystkich transakcji finansowych jest niezaprzeczalna. Zwykli obywatele muszą płacić podatek VAT przy zakupie większości towarów i usług, więc dlaczego nie opodatkować zakupów akcji, obligacji i wszelkiego rodzaju instrumentów pochodnych? Taki podatek z pewnością uderzy przede wszystkim w najbogatszych oraz w spółki finansowe, a do tego jeszcze przyniesie gigantyczne dochody.

Komisja Europejska szacuje, że wprowadzenie podatku w wysokości zaledwie 0,1 procent od obrotu akcjami i obligacjami i 0,01 procent od obrotu instrumentami pochodnymi przyniosłoby ponad 50 miliardów euro rocznie. Dodatkowo podatek od transakcji finansowych ograniczyłby spekulację destabilizującą rynki finansowe. Gdyby to wszystko było takie proste…

To oczywiste, że opodatkowanie zysków i premii uzyskiwanych przez spółki finansowe powinno w większym stopniu przypominać sposób opodatkowania innych sektorów gospodarki. Należy ograniczyć nadmiar dźwigni finansowych. Przywrócenie stabilności makroekonomicznej i finansowej do poziomu sprzed roku 2007 wsparłoby wzrost gospodarczy. Niestety, chociaż podatek od transakcji finansowych jest oczkiem w głowie czołowych liberalnych komentatorów ekonomicznych i Robin Hoodów z organizacji pozarządowych, jest on również całkowicie chybionym pomysłem osiągnięcia pożądanych celów.

To prawda, że wielcy ekonomiści tacy jak John Maynard Keynes i niedawny laureat Nagrody Nobla James Tobin wysuwali różne koncepcje opodatkowania transakcji finansowych, widząc w tym sposób na zwiększenie stabilności gospodarki. Podatek proponowany przez Tobina miał obejmować jedynie transakcje walutowe. Jednak od tego czasu, pomysły te zostały wnikliwie przeanalizowane i, szczerze mówiąc, trudno znaleźć badania potwierdzające ich skuteczność.

Takie podatki z pewnością ograniczają płynność na rynkach finansowych. Przy mniejszej liczbie transakcji, liczba informacji zawarta w cenach jest też zapewne mniejsza. Jednak zarówno z analizy teoretycznej jak i przeprowadzonych symulacji nie wynika jednoznacznie, że zaowocowałoby to zmniejszeniem zmienności na rynkach. I chociaż uzyskanie tak znaczących dochodów przy tak niskim podatku brzmi bardzo zachęcająco, to jednak należy pamiętać, że spadek obrotów spowodowałby gwałtowne skurczenie się bazy podatkowej. W rezultacie oczekiwane zyski prawdopodobnie nie okazałyby się aż tak wielkie. Przekonała się o tym Szwecja, która dwadzieścia lat temu eksperymentowała z podobnym podatkiem.

Co gorsze, w dłuższym okresie, obciążenie podatkiem stałoby się kosztem dla obywateli. Wyższe podatki od transakcji finansowych podnoszą koszt kapitału, co w efekcie zmniejsza poziom inwestycji. Przy niższym poziomie dostępnego kapitału, produkcja będzie wykazywać tendencję spadkową, co z kolei obniży przychody państwa i tym samym zmniejszy korzyści płynące z podatku. W dłuższej perspektywie, zaczną spadać płace i poważna część kosztów całego przedsięwzięcia spadnie na barki zwykłych pracowników. Mówiąc bardziej ogólnie, podatek od transakcji finansowych narusza jedną z podstawowych zasad finansów publicznych, która mówi, że nieefektywne jest opodatkowywanie pośrednich czynników produkcji, zwłaszcza tych, których odpowiedź na takie obciążenie może być bardzo płynna i elastyczna.

To wszystko jest powszechnie wiadome, nawet jeśli czołowi liderzy opinii społecznej, politycy i filantropi wolą tego nie zauważać. Departament Spraw Fiskalnych MFW z pewnością zdecydowanie ostrzegał Komisję Europejską, ponieważ jego eksperci ekonomiczni zdążyli już gruntownie przeanalizować wszystkie za i przeciw tego rozwiązania. Dlaczego więc Komisja uparcie forsuje ten pomysł?
Najbardziej wspaniałomyślna interpretacja może być taka, że Komisja po prostu nie wierzy szacunkom ekonomistów i analityków uważając, że podatek od transakcji finansowych przyniesie większe korzyści, niż się ogólnie sądzi (scenariusz, który przywodzi na myśl debatę towarzyszącą tworzeniu euro). Prawdą jest, że rządy państw południowoamerykańskich, szczególnie władze Brazylii odniosły sukces i uzyskały wyższe dochody z podatku od wycofywanych środków z systemu bankowego (prostsza wersja podatku od transakcji finansowych), niż szacowała większość analityków. Z drugiej strony jednak długookresowy wzrost gospodarczy w krajach Ameryki Południowej trudno uznać za reklamę tego rozwiązania, a jeśli weźmie się pod uwagę ubytki w podatku od przychodów spowodowane niższym poziomem PKB, zyski z tego rozwiązania będą z pewnością mniej imponujące.

Inna interpretacja może być taka, że Europejczycy doszli do wniosku, iż polityczne zalety podatku od transakcji finansowych przewyższają jego wady ekonomiczne. Nie ulega wątpliwości, że wprowadzenie takiego podatku, zostałoby przez opinię publiczną odebrane na tyle pozytywnie, że nawet wpływowe politycznie środowiska finansowe nie mogłyby go zablokować. Można byłoby nawet uznać ten pomysł za dobry, gdyby nie fakt, że podatek ten w dłuższym okresie przyniósłby efekt odwrotny od zamierzonego, co trudno uznać za zrobienie czegoś lepszego niż nic.

Na motywy działania Komisji Europejskiej w tej sprawie można też spojrzeć bardziej cynicznie. Być może decydenci dostrzegli, że w Europie właściwie już wszystko zostało wysoko opodatkowane, więc zamiast finansować instytucje unijne zwiększając stawki istniejących już podatków, szukają oni konsensusu, aby pozyskać nowe źródła dochodów. A może Komisja po prostu wie, że podatek od transakcji finansowych będzie martwy już w chwili wprowadzania, ze względu na dysputy toczące się wokół Wspólnoty i zwyczajnie chce zbić kapitał polityczny na tej cieszącej się niebywałą popularnością propozycji.

Po tym jak w 2008 roku kryzys w sektorze finansowym wybuchł z pełną siłą, były szef Rezerwy Federalnej, Paul Volcker stwierdził, że jedyną wartą zachodu innowacją w świecie finansów w ostatnich dziesięcioleciach było wprowadzenie bankomatów. A jak słusznie zauważono w nagrodzonym Oskarem filmie dokumentalnym „Inside Job”, nikt z ludzi, którzy wprowadzali znacznie mniej użyteczne innowacje, które później przyczyniły się do rozwoju kryzysu finansowego – polityków, finansistów i innych – tak naprawdę nie poniósł żadnych konsekwencji.

Krótko mówiąc, istnieją wystarczające powody do tego, aby być złym na finansistów i zdecydowanie  zmienić zasady ich działania. Jednak podatek od transakcji finansowych, mimo całej towarzyszącej mu szlachetno- intelektualnej aury, nie stanowi rozwiązania problemów – ani dla Europy, ani dla  świata.

Autor jest profesorem ekonomii i polityki publicznej na Uniwersytecie Harvarda, był głównym ekonomistą MFW.

Copyright: Project Syndicate, 2011.
www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test