Modi – nowa nadzieja dla Indii

08.07.2014
Ostatnie wybory powszechne w Indiach to być może najważniejsze z korzystnych wydarzeń ekonomicznych 2014 roku. Indyjscy wyborcy zdecydowanie odrzucili Partię Kongresową, która rządziła krajem właściwie bez przerwy od 1947 roku, kiedy to Indie uzyskały niezależność od Wielkiej Brytanii. Wyborcy czują się zapewne szczęśliwi, że tego dokonali.

Narenda Modi, premier Indii (CC BY-NC President Mahinda Rajapaksa)


Od 1998 roku zakulisową władzę sprawowała Sonia Gandhi, szefowa Partii Kongresowej i wdowa po byłym premierze Rajivie Gandhim, w efekcie czego premier Manmohan Singh stał się kimś niewiele istotniejszym od figuranta. Partia Kongresowa pod przywództwem Soni Gandhi realizowała populistyczny program, który oznaczał zwiększenie transferów i spowodował zmniejszenie tempa rocznego wzrostu do niespełna 4 proc. w 2013 roku. PKB na mieszkańca nadal wynosi zaledwie około 4 tys. dolarów, mniej niż połowę tego, co w Chinach.

Nowo wybrany premier, Narendra Modi, w kampanii wyborczej lansował program, który obiecuje zapewnienie w całych Indiach gwałtownego wzrostu zatrudnienia i dochodów, jaki osiągnął stan Gujarat, gdy szefował on tamtejszym władzom. Pod przywództwem Modiego Gujarat stał się regionem przyjaznym biznesowi, nasilił działalność gospodarczą i przyciągał inwestycje zarówno firm indyjskich, jak i zagranicznych.

Godną uwagi cechę ostatnich wyborów stanowi fakt, że Bharatiya Janata Party (BJP) Modiego uzyskała w parlamencie bezwzględną większość, co w Indiach jest osiągnięciem niemal bezprecedensowym. W efekcie Modi nie będzie musiał zawierać kompromisów z innymi partiami szczebla krajowego czy regionalnego po to, żeby zrealizować swój program wyborczy.

W kierowaniu programem gospodarczym Modiemu pomogą dwie kluczowe osobistości. Nowy minister finansów, Arun Jaitley, to doświadczony przywódca, który pełnił funkcje ministerialne w poprzednich rządach BJP. Jaitley ma również opinię człowieka myślącego strategicznie i sympatyzującego z interesami biznesu. Szefem Reserve Bank of India (banku centralnego) będzie nadal Raghuram Rajan, wyróżniający się ekonomista, który wykazał się już dążeniem do obniżenia stopy inflacji – w Indiach jest ona w skali roku niemal dwucyfrowa – oraz do zreformowania przynajmniej części odziedziczonych, szkodliwych ograniczeń wobec krajowego sektora finansowego.

Potrzeba czasu, żeby środki niezbędne do pobudzenia wzrostu gospodarczego zostały wprowadzone i żeby przyniosły one efekty. Jednak każdy, kto chce zobaczyć, czy nowy rząd działa na rzecz osiągnięcia szybkiego wzrostu w długim okresie, powinien sprawdzać, czy jest postęp w dziesięciu wymienionych poniżej dziedzinach.

Edukacja. Choć Indie mają wspaniałe instytucje edukacji na poziomie wyższym i technicznym, to wskutek niedostatków kształcenia na poziomie podstawowym i średnim jedynie niewielki odsetek ludności jest w stanie korzystać z oferowanych przez nie szans. Tylko 60 proc, dorosłej ludności potrafi czytać i pisać na poziomie podstawowym. Również sami nauczyciele są marnie wykształceni, a wielu ma tak słabą motywację do pracy, że nawet nie pokazują się w szkołach, gdzie powinni uczyć.

Infrastruktura. Indiom potrzebne są lepsze drogi i porty, by umożliwić zarówno skuteczniejszy transport wyrobów wewnątrz kraju, jak i ich eksport do reszty świata. Następująca ostatnio ekspansja prywatnych linii lotniczych i lotnisk pokazuje, co mogą w tym sektorze osiągnąć firmy prywatne.

Konsolidacja fiskalna. Duży deficyt budżetowy pochłania oszczędności krajowe, które powinny być użyte na ekspansję inwestycji prywatnych, a ponadto zwiększa zadłużenie publiczne, które w przyszłości musi być sfinansowanie wpływami z podatków.

Prywatyzacja. Należące do rządu indyjskiego przedsiębiorstwa przetwórcze i z innych sektorów działają nieefektywnie i często przynoszą straty, które też pochłaniają oszczędności krajowe. Sprzedaż tych przedsiębiorstw przyczyniłaby się bezpośrednio do przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego.

Likwidacja subsydiów. Subsydiowanie elektryczności i paliw prowadzi do ich marnotrawnego, nadmiernego zużycia i przyczynia się do deficytu budżetowego. Choć eliminacja tych subsydiów jest pod względem politycznym trudna, powinno się je zastąpić transferami gotówkowymi; dzięki wspaniałemu nowemu systemowi identyfikacji odbiorcy przekazu za pomocą odcisku palca można to dziś skutecznie wprowadzić.

Reformy w rolnictwie. W obecnym systemie to rząd skupuje, magazynuje i rozprowadza produkty rolne. W efekcie ogromne ich ilości psują się podczas składowania, a inicjatywy produkcyjne są źle wykorzystywane.

Prawa własności i podział na strefy. Każdy, kto odwiedzi Bombaj czy inne z głównych miast Indii może sam stwierdzić, że ograniczenia strefowe powodują niewłaściwe wykorzystanie gruntów miejskich i hamują modernizację. Niejednoznaczne prawa własności, zwłaszcza do ziemi rolniczej, utrudniają uprzemysłowienie terenów wiejskich.

Złagodzenie ograniczeń wobec inwestycji zagranicznych. Firmy zagraniczne maja obecnie zakaz posiadania udziałów większościowych w bankach i spółkach ubezpieczeniowych. Rozluźnienie tych restrykcji wzmocniłoby sektor finansowy i miałoby ważne znacznie dla wzrostu gospodarczego.

Reformy podatkowe. Indyjski skomplikowany system krajowych i stanowych podatków od sprzedaży powoduje zniekształcenia w handlu wewnętrznym. O zastąpieniu ich ogólnokrajowym podatkiem od wartości dodanej z podziałem wpływów między stanami dyskutuje się już od dawna, teraz natomiast powinno się do tego doprowadzić.

Korupcja. Istotne przypadki korupcji na najwyższym szczeblu podważają zaufanie w gospodarce i blokują podejmowanie decyzji oficjalnych. Indiom szkodzi również korupcja na małą skalę, zwłaszcza że łapówkarstwo stanowi powszechną cechę wszystkich form transakcji biznesowych i prywatnych. Rząd powinien zdecydowanie reagować na przypadki łapownictwa na wysokich szczeblach i wykorzystać nowy system transferów gotówkowych do ograniczenia zasięgu drobnej korupcji.

W nadziei na silniejszy wzrost i rosnące zyski indyjska giełda poszła już w tym roku w górę o 20 proc. Do Modiego i BJP należy teraz pokazanie, że są w stanie wywiązać się ze obietnic z kampanii wyborczej.

Martin Feldstein, profesor ekonomii w Harvard University oraz emerytowany prezes Krajowego Biura Badań Ekonomicznych (National Bureau of Economic Research), w latach 1982-1984 przewodniczył Zespołowi Doradców Ekonomicznych prezydenta Ronalda Reagana.

© Project Syndicate, 2014

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test