Boom na zieloną energię trwa

06.04.2016
Na inwestycje związane z odnawialnymi źródłami energii energetycznej w 2015 roku wydano na świecie 285,9 mld dol., czyli ponad dwa razy więcej niż na energetykę opartą na surowcach kopalnych. To najwyższe wydatki w historii. Udział OZE w produkcji energii pozostaje jednak niewielki.


Rekordowa kwota inwestycji przekłada się na 134 GW mocy ze źródeł odnawialnych oddanych do użytku (w tym 62 GW z elektrowni wiatrowych i 56 GW z projektów słonecznych), podczas gdy dwa lata wcześniej – gdy wydano 234 mld dol. – było to 87 GW. Źródła odnawialne – z wyłączeniem elektrowni wodnych o mocy powyżej 50 MW – miały niemal 54 proc. udział w łącznych zainstalowanych mocach i po raz pierwszy dały ponad połowę nowo zainstalowanych gigawatów.

Według przygotowanego przez Bloomberg New Energy Finance, Frankfurt School of Finance & Management i United Nations Environment Program raportu „Global trends in renewable energy investment 2016” w 2015 r. po raz pierwszy w historii w krajach rozwijających się w odnawialne źródła zainwestowano więcej niż w krajach rozwiniętych. Było to odpowiednio 156 mld dol. i 130 mld dol. Inwestycje w krajach rozwijających się wzrosły o 19 proc., zaś w uprzemysłowionych spadły o 8 proc. Największy wpływ na skalę wydatków w krajach rozwijających się, a także na całym świecie, miały Chiny, gdzie inwestycje wzrosły o 17 proc. (do 102,9 mld dol.).

Na ubiegłoroczne rekordowe wydatki składa się ponad 10 mld dol. zainwestowanych w rozwój technologii, w tym w firmy (głównie start-upy), blisko 15 mld dol., które trafiły do zakładów produkujących odnawialne źródła energii, 199 mld dol. wydanych na projekty związane z nowymi zainstalowanymi mocami (w tym 8 mld pochodzących z reinwestowania wcześniej wydanych pieniędzy) oraz 67 mld dol. wydanych na projekty mniejsze (głównie lokalne lub domowe projekty fotowoltaiczne o mocy do 1 MW) i takie, których wartości nie podano do publicznej wiadomości.

Europa szczyt inwestycji ma za sobą

Długoterminowe dane prezentowane w raporcie pokazują, że w Europie szczytowe inwestycje w źródła odnawialne są już za nami. Wydatki w Stanach Zjednoczonych od kilku lat oscylują w okolicy 40 mld dol., zaś w Chinach pną się w górę (w latach 2004–2015 średnio o 38 proc. rocznie). Szybko rosnącymi rynkami energii odnawialnej są także kraje Bliskiego Wschodu i Afryki oraz Indie.

Na Starym Kontynencie w 2015 r. na odnawialne źródła wydano 48,8 mld dol., o 21 proc. mniej niż rok wcześniej i o 60 proc. mniej niż w rekordowym roku 2011. Łącznie w latach 2004–2015 europejskie nakłady na ten cel wyniosły 832 mld dol. (36 proc. łącznych światowych wydatków).

Europa gros pieniędzy zainwestowała w odnawialne źródła energii w czasach, gdy wiatraki czy panele słoneczne były o wiele droższe niż teraz. Tymczasem Chiny zaczęły potężne inwestycje, gdy ceny spadły. Z danych Eurostatu wyraźnie widać, że w krajach, w których udział energii ze źródeł odnawialnych (z pominięciem elektrowni wodnych) jest wysoki – np. w Niemczech czy Danii – ceny detaliczne prądu dla odbiorców indywidualnych są najwyższe, a ich znaczącą składową są podatki i opłaty związane m.in. z finansowym wsparciem inwestycji w źródła odnawialne.

Za trwającym od 2011 r. spadkiem nakładów w Europie stoi wiele czynników, w tym obniżka kosztów zakupu paneli słonecznych, wygaszanie specjalnych rządowych projektów oraz wsteczne cięcia udzielonego już wsparcia m.in. w Hiszpanii i Rumunii, a także decyzje polityczne związane z obawami rządów przed społecznymi i biznesowymi skutkami podwyżek cen prądu.

Wiele wskazuje na to, że w przewidywalnej przyszłości w Europie raczej nie nastąpi znaczący wzrost nakładów na odnawialne źródła energii. Na poziom inwestycji w Wielkiej Brytanii – w 2015 r. przypadała na nią połowa wydatków na źródła odnawialne w Europie – wpływ będzie miało to, że w 2017 r. kończą się dotychczasowe zasady wspierania inwestycji i nie wiadomo, czy i ewentualnie na jakich zasadach zostaną przedłużone. Z kolei w Niemczech w 2017 r. planowana jest kolejna aukcja energii ze źródeł odnawialnych, co wiąże się z niepewnością inwestorów co do poziomu cen.

Polska flauta

Nowym projektom nie sprzyja także niestabilność otoczenia prawnego, którą obserwujemy m.in. w Polsce. Obecny rząd najpierw o pół roku – do 1 lipca 2016 r. – odroczył wejście w życie istotnych dla opłacalności inwestycji zawartych w przyjętej w 2015 r. nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) przepisów prosumenckich, a potem ogłosił, że szykuje kolejną nowelizację i chce w niej wyraźnie rozgraniczyć wsparcie dla tych, którzy zamierzają produkować energię w mikroinstalacjach (o mocy do 10 kW) tylko dla siebie, i tych, którzy chcą na niej także zarabiać. Obawy o przyszłość energetyki wiatrowej w Polsce budzi także wniesiony do Sejmu przez posłów partii rządzącej projekt ustawy ustalającej zasady budowania i używania wiatraków, w którym m.in. zapisano ostre ograniczenia dotyczące odległości farm wiatrowych od budynków.

Przepisy dotyczące zasad wspierania nowych inwestycji w OZE będą miały kluczowy wpływ na inwestycje także w innych krajach – m.in. Francja, Włochy i Hiszpania – w których w poprzednich latach dużo wydawana na inwestycje w energię odnawialną.

W USA bez zmian, a w Japonii boom

Stosunkowo stabilne wydatki inwestycyjne w USA to efekt utrzymywania przez rząd wsparcia, w tym przez ulgi podatkowe dla inwestycji w OZE. Z wyliczeń Bloomberg New Energy Finance wynika, że przedłużenie subsydiów do 2019 r. wygeneruje inwestycje warte w sumie ok. 73 mld dol. W najbliższych pięciu latach spodziewane jest też dalsze inwestycje w instalację paneli słonecznych przez gospodarstwa domowe, czemu sprzyjają ulgi podatkowe oraz stanowe programy wsparcia takich inwestycji.

Z kolei w Japonii inwestycje rosną. To bezpośredni efekt awarii w elektrowni atomowej w Fukushimie w 2011 r. W 2015 r. na OZE wydano 36,3 mld dol., czyli mniej więcej tyle, ile rok wcześniej, z czego 31,7 mld dol. (47 proc. globalnych nakładów) przypadało na panele słoneczne na dachach domów. Inwestycje wspierane są przez rząd, który od 2012 r. dotuje także instalowanie w domach i małych firmach baterii litowo-jonowych służących do magazynowania energii elektrycznej wyprodukowanej przez panele.

W latach 2004–2015 światowe nakłady na inwestycje w odnawialne źródła energii wyniosły w sumie 2,3 bln dol. Mimo że w ostatnich latach stale rosną, udział OZE (bez uwzględnienia dużych elektrowni wodnych) w produkcji energii elektrycznej i zainstalowanych mocach ciągle jest niewielki. W  2015 r. wzrósł odpowiednio do 10,3 proc. i 16,2 proc., czyli o 1,2 pkt proc. i 1,0 pkt proc. r./r. Różnica między mocą zainstalowaną a produkcją jest m.in. odzwierciedleniem faktu, że ani z paneli słonecznych, ani i z wiatraków nie da się pozyskiwać energii przez cały czas.

Z raportu „Global trends in renewable energy investment 2016” jasno wynika, że energetykę opartą na paliwie kopalnym czeka długie życie. Średni wiek elektrowni na węgiel kamienny to 23 lata, a czas życia takiej inwestycji to 40 lat. Dodatkowym argumentem za utrzymywaniem elektrowni węglowych jest koszt produkcji energii, który ciągle jest w nich niższy niż w przypadku większości projektów opartych na źródłach odnawialnych. Obniżce kosztów sprzyja zaś niska cena węgla.

Z prognoz Bloomberg New Energy Finance wynika, że przyrost mocy elektrowni węglowych będzie spadał. To efekt działań zmierzających do ograniczenia emisji CO2. Dobrym przykładem są Chiny, gdzie w tym roku rząd nakazał wstrzymanie w 15 prowincjach budowy elektrowni cieplnych, uzasadniając to nadwyżką mocy w systemie energetycznym oraz ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych.

Technologia tanieje

Eksperci są przekonani, że koszty inwestycji w panele słoneczne oraz farmy wiatrowe będą nadal spadać. Za tymi przewidywaniami stoją wynikająca z rozwoju technologii obniżka kosztów produkcji i wzrost wydajności samych urządzeń. Prognozy mówią, że w ciągu najbliższych 10 lat ceny paneli słonecznych zmniejszą się o połowę.

Spadek niezbędnych nakładów inwestycyjnych wprost przekłada się na koszty produkcji energii. O ile w III kwartale 2009 r. wyprodukowanie 1 MWh energii przez panele słoneczne kosztowało średnio 315 dol., o tyle w 2015 r. były to już 122 dol. Należy przy tym zauważyć, że koszty produkcji energii w nowo oddawanych dużych projektach plasują się wyraźnie poniżej średniej. Mająca 200 MW mocy instalacja w Dubaju prąd sprzedaje po 58,5 dol. za 1 MWh, zaś indyjskie instalacje w stanach Radżastan i Andhra Pradeś odpowiednio po 64 i 68 dol.

Obniża się też średni koszt produkcji prądu w lądowych i morskich farmach wiatrowych. W ostatnich sześciu latach spadł o 14 proc., do około 83 dol. w końcu  2015 r. (farmy lądowe), a dziesięcioletnie prognozy mówią o spadku o kolejne 18 proc. W przypadku farm morskich oczekiwane jest, że średni koszt 1 MWh spadnie ze 176 dol. w 2015 r. do 122 dol. w 2020 r.

Koszty wytwarzania energii przez panele słoneczne i wiatraki są nadal wyższe niż w przypadku energetyki węglowej, przerastają także rynkowe ceny energii. Opłacalność tych przedsięwzięć wynika z ulg i subsydiów dla OZE. W przypadku krajów rozwijających się rozwój energetyki opartej na źródłach odnawialnych jest często jedynym sposobem zapewnienia dostępu do prądu konsumentom (na świecie nadal 1,3 mld ludzi nie ma dostępu do energii elektrycznej), a czasami także przemysłowi (np. część chilijskich kopalni miedzi korzysta z OZE, bo nie opłaca się budować do nich linii przesyłowych).

Finansowanie inwestycji w OZE

Głównym źródłem finansowania dużych inwestycji w moce ze źródeł odnawialnych jest dług, w tym przede wszystkim kredyty udzielane przez konsorcja banków. Zazwyczaj 60–80 proc. wartości projektu. Dług w ostatnich latach taniał, co poprawiało efektywność inwestycji. W 2015 r. w Europie obligacje emitowane w związku z inwestycjami w OZE miały oprocentowanie o około 2 pkt proc. niższe niż w 2012 r. W USA krótkoterminowe papiery emitowane, by sfinansować budowę projektów średniej wielkości, przynosiły 2,5–3,0 proc.

Największa w 2015 r. europejska emisja obligacji miała wartość 978 mln euro. Była związana z refinansowaniem długu zaciągniętego na budowę morskiej farmy wiatrowej w Niemczech. Przeprowadziła ją firma private equity Blackstone. 556 mln euro warta była emisja obligacji Global Infrastructure Partners na przejęcie 50 proc. udziałów w innej zlokalizowanej na Morzu Północnym niemieckiej farmie wiatrowej. Dziesięcioletnie papiery kupiły przede wszystkim niemieckie firmy ubezpieczeniowe. Rok wcześniej w 50 proc. udziałów w siostrzanym projekcie wiatrowym 600 mln euro zainwestowały duńskie fundusze emerytalne.

W pożyczaniu pieniędzy na inwestycje w odnawialne źródła energii aktywne są wyspecjalizowane instytucje finansowe – Europejski Bank Inwestycyjny, niemiecki KfW, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Bank Światowy, brazylijski Banco Nacional de Desenvolvimento Economico e Social i chiński China Development Bank. Część środków z tych instytucji trafia do krajów rozwijających się.

Inwestycje kapitałowe w przedsięwzięcia związane z energią odnawialną – zarówno w akcje notowanych na giełdach firm, jak i w emitowany przez nie dług – uznawane były przez inwestorów za stosunkowo bezpieczne. Decydował o tym model działania takich firm oparty na długoterminowych kontraktach na dostawy energii lub np. na wakacjach podatkowych. Spokój został zakłócony, gdy ceny surowców energetycznych – ropy, gazu i węgla – poszły ostro w dół. Wbrew opiniom analityków inwestorzy zaczęli się obawiać, że popyt na „zieloną” energię może zacząć spadać.

W ostatnich dniach marca pojawiły się informacje, że SunEdison, firma produkująca panele słoneczne, a przez spółki zależne zajmująca się też skupowaniem wiatrowych i słonecznych projektów energetycznych na całym świecie, może mieć kłopoty z płynnością finansową i zwrócić się o ochronę przed wierzycielami.

SunEdison dwukrotnie opóźniał publikację raportu rocznego, a według ostatnich dostępnych danych z końca III kwartału 2015 r. miał 11,7 mld dol. długu. Według „Wall Street Journal” Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) prowadziła dochodzenie, które miało wyjaśnić, czy firma we wcześniejszych raportach podawała prawdziwe informacje o stanie płynności finansowej.

Także proponowane zmiany w polskim prawie dotyczącym energetyki wiatrowej cześć ekspertów uznaje za niebezpieczne dla zdolności obsługi długów przez istniejące już farmy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test