Dlaczego martwimy się robotyzacją, skoro to brak ludzi do pracy staje się problemem

01.05.2017
2017 będzie dobrym rokiem dla pracowników. To pracodawcy szukają ludzi. Problemy kadrowe są powszechnie wymieniane jako bariery rozwoju przedsiębiorstw. Nie są jeszcze tak dotkliwe, jak w 2007 r., ale kolejne kraje szukają pomysłów, jak i skąd pozyskać pracowników.


2017 rok jest dobry dla pracowników. To pracodawcy szukają ludzi. Z badania NBP „Szybki Monitoring. Analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw” wynika, że na początku tego roku kłopoty ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanej kadry miało co czwarte badane przedsiębiorstwo. Nieco mniej – bo 34 proc. – przyznało, iż mają już w tej chwili wakaty, na które nie mogą znaleźć chętnych.

Problemy kadrowe są powszechnie wymieniane jako bariera rozwoju przedsiębiorstw. Nie są jeszcze tak dotkliwe, jak w 2007 r., ale kolejne kraje wyraźnie zgłaszają potrzebę aktywizowania zawodowego grup, które dotąd nie chciały w pełni uczestniczyć w rynku pracy.

Zastanawiając się nad przyszłością kształtu rynku pracy, warto pamiętać o zmianach demograficznych. Już teraz mamy więcej osób 60+ niż dzieci i młodzieży. W ciągu piętnastu lat liczba osób, które będą mogły pracować (będą w wieku produkcyjnym), zmniejszy się o 2 – 3 mln w porównaniu ze stanem obecnym (24 mln). Niezależnie od obecnych subiektywnych odczuć pracowników, którzy często nie czują się niezbędni dla swoich firm, ludzi do pracy zacznie brakować.

Nasilały się będą zwłaszcza problemy z kadrą wykwalifikowaną. Dlatego właśnie dla wielu firm automatyzacja staje się sposobem na rozwój.

Robot – kumpel czy konkurencja

Roboty zmienią nie tylko rynek pracy, ale także system podatkowy. Jak przewidują ekonomiści, za 20 lat każdy, kto będzie chciał utrzymywać się z pracy zarobkowej, będzie musiał co dekadę zmieniać profesję.

Jeden zawód na całe życie odchodzi do historii

W Polsce – jak wieszczą niektóre badania – zmieni się lub zniknie do 40 proc. dziś istniejących zawodów. A to oznacza, że na modyfikowanie umiejętności i kwalifikacji powinni być gotowi już dzisiejsi 35-latkowie, a nawet 40-latkowie.

Ale być może – na to zwracają uwagę inni ekonomiści – zmieni się sposób utrzymywania ludności: nie będzie to już dochód z pracy, a jeden dochód gwarantowany dla wszystkich. Co prawda w referendum w zeszłym roku ten pomysł odrzucili Szwajcarzy, ale Finowie zdecydowali się na pilotażowy program.

Część ekonomistów „puszcza oko” i przyznaje, że prognozy przewidujące, co wydarzy się w gospodarce za dwie, trzy dekady są bezpieczne. Nikłe są szanse, że ktoś sprawdzi ich wiarygodność i trafność za 20 czy 30 lat. Trochę więc jak opowieści s-f brzmią zapowiedzi, że robotyzacja przejmie w najbardziej rozwiniętych technologicznie gospodarkach ok. 80 proc. stanowisk pracy w przemyśle i w usługach. W Polsce, która wciąż goni nowoczesne gospodarki, ma być to mniej: ok. 40 proc. Musimy przygotować się na zmiany, tym bardziej że pojęcie „innowacje” mieści w sobie robotyzację czy automatyzację.

Dla firm zmiany technologiczne oznaczają najpierw wydatki, ale potem oszczędności – przede wszystkim zwiększenie wydajności pracy, niższe koszty produkcji, większą elastyczność organizacji produkcji – wszystko to sprawia, że wzrasta konkurencyjność przedsiębiorstwa, przede wszystkim na rynkach międzynarodowych.

Shiller: Najwyższy czas na opodatkowanie robotów

Dla firm ważne są strategie ich rozwoju. Nie zastanawiają się, ze w przyszłych zautomatyzowanych gospodarkach państwa będą musiały zmienić system podatkowy, by uzyskiwać odpowiednie dochody. Opodatkowanie pracy straci – i to wymiernie – na wartości. I tu pojawiają się głosy, by opodatkować roboty. Na razie nikt nie precyzuje jak i kiedy, ale to sygnał, że zmiany nastąpią. Tak, jak wiadomo, że wielu kierowców wyprą automatyczne auta. Kiedy? To tylko kwestia czasu.

Co prawda na razie według szacunków Międzynarodowej Agencji Robotyki (IFR – ostatnie badania dotyczą roku 2015) w Polsce przypada 19 robotów przemysłowych na 10 tysięcy pracowników, ale w ciągu pięciu lat (2010 – 2015) ich liczba wzrosła o ponad jedną czwartą (w Czechach dla porównania o 40 proc. – do 72 robotów na 10 tysięcy pracowników). Wiele nas dzieli jeszcze do europejskiej średniej, gdzie dwa lata temu 82 roboty przypadały na 10 tys. osób.

W Polsce w takiej samej liczbie firm automatyzacja oznaczała zwolnienia pracowników, co dodatkową rekrutację.

Co więcej producenci zaledwie kilku branż: motoryzacyjnej, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, metali i wyrobów metalowych oraz urządzeń elektrycznych i elektronicznych, mają w swoich firmach ponad 80 proc. wszystkich robotów przemysłowych zainstalowanych w Polsce. Z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową „Wpływ robotyzacji na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw” wynika, że mniej więcej w takiej samej liczbie firm automatyzacja oznaczała zwolnienia pracowników, co dodatkową rekrutację – w co szóstej firmie. W pozostałych zatrudnienie się nie zmieniło.

Cena/efekt postępu

Bezskuteczne byłyby protesty i starania związków zawodowych, by skrócić czas pracy, wprowadzić 8-godzinną zmianę czy wolne soboty, gdyby nie postęp techniczny.

Prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego zwróciła uwagę, że postęp technologiczny wymusza nie tylko zastępowanie pracy ludzkiej mechaniczną, ale także wpływa na czas pracy czy sposób jej wykonywania.

– Skokowy rozwój nowych technologii zmienił sposób wytwarzania, ale też zakres usług. Powszechne zastosowanie najpierw maszyny parowej, a potem samochodów „zniszczyło” producentów batów i palcatów, jakimi poganiano konie, ale zmusiło ludzi do stworzenia innych, nowych zajęć – mówi ekonomistka.

I przypomina, iż postęp technologiczny na rynku pracy to zastępowanie pewnej części pracy ludzkiej mechaniczną, rozwój nowych branż i profesji, ale też zmiany organizacyjne czy logistyczne. Dzięki rewolucji przemysłowej zmienił się system czasu pracy. Bezskuteczne byłyby protesty i starania związków zawodowych, by skrócić czas pracy, wprowadzić 8-godzinną zmianę czy wolne soboty, gdyby nie postęp techniczny.

To, co się wydarzyło do tej pory sprawdzi się najprawdopodobniej także w przyszłości. Prof. Kryńska przypuszcza, że w kolejnych latach czas pracy będzie krótszy.

– Badania pokazują, że w wytężeniu umiemy pracować 6 – 7 godzin. Pozostały czas spędzamy mniej produktywnie – podkreśla.

Dodatkowo – dodaje Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK – rynek pracy nie jest homogeniczny.

– Tak jak mamy na nim różne typu umów związujących firmy z pracownikami, tak różne są możliwości wykorzystania automatyzacji w poszczególnych branżach. W niektórych automatyzacja może mieć dewastujący wpływ dla zatrudnionych ludzi, w innych nie – mówi Tomasz Kot.

Ekonomista przypomina, że w wielu wszystkich teoriach ekonomicznych globalizacja określana jest jako pozytywne zjawisko gospodarcze, są jednak społeczności, czy kraje, które na niej straciły. Globalizacja zmieniła także rynek pracy. Telepraca czy outsourcing – kiedyś nowinki, dziś podstawa działania wielu firm.

Ze względu na zmiany demograficzne za wysokie kompetencje trzeba będzie więcej płacić.

Różne są prognozy przewidujące, w jakim stopniu automatyzacja zmieni rynek pracy. Ważne jest, czy zmiany technologiczne wypchną ludzi z rynku pracy, czy zmuszą ich do zawodowego przeistaczania.

Kompetencje przyszłości

Zdaniem prof. Jacka Męciny z Uniwersytetu Warszawskiego, byłego wiceministra odpowiedzialnego za rynek pracy, na ewolucję na rynku pracy muszą się przygotować i pracownicy, i pracodawcy. Pierwsi powinni unowocześniać kompetencje, albo zmienić zawód. Automatyzacja oznacza, iż ludzie muszą zmienić swój sposób pracy: nauczyć się nowych technologii, wyzwolić w sobie kreatywność, umiejętność nieszablonowego działania. Drudzy – muszą się uczyć, że kończy się „sezon” na pozbywanie się droższych, bardziej wymagających pracowników. Ze względu na zmiany demograficzne za wysokie kompetencje trzeba będzie więcej płacić, a w przypadku osób z niższymi kwalifikacjami – zaangażować się w podnoszenie ich kwalifikacji. Część branż wciąż będzie potrzebowała ludzkiej pracy, a ludzi na rynku pracy będzie coraz mniej.

Ciekawe są analizy i wnioski prof. Andrzeja Wierzbickiego z Instytutu Łączności, autora książki „Przyszłość pracy w społeczeństwie informacyjnym”. Jego zdaniem mamy za sobą trzy wielkie przełomy techniczne, które w ostatnich dekadach zmieniły gospodarkę i życie społeczne, w tym rynek pracy. To powszechne używanie komputerów osobistych, telefonów komórkowych oraz upowszechnienie internetu. I także one, jak każdy przełomowy wynalazek, potrzebowały czasu od wymyślenia do upowszechnienia. Telewizję wymyślono w 1897 r., ale do mieszkań na masową skalę zaczęła trafiać w 1960 r. Telefon komórkowy był wynalazkiem – jak wiele innych – przeznaczonym do użytku przez wojsko od 1943 r., a zaczął się upowszechniać w 1990 r. Albo komputery – te analogowe wymyślono w 1931 r., cyfrowe – w 1936 r., a zaczęły wchodzić pod strzechy dopiero pod koniec lat 70. XX w. Internet analogicznie to lata 1948 – 1993.

Jednak czas od wynalazku do wdrożenia jest coraz krótszy, postęp dzieje się coraz dynamiczniej.

Powinniśmy spodziewać się kolejnych przeobrażeń wynikających z robotyzacji, upowszechnienia sztucznej inteligencji (zwanej też inżynierią wiedzy), a także stosowania na masową skalę biomedycyny (biotechnologii, nanotechnologii, inżynierii tkankowej) dla potrzeb profilaktyki i diagnostyki w ochronie zdrowia.

Prof. Wierzbicki przypomina o zjawisku, na które zazwyczaj nie zwracają uwagi politycy czy humaniści – na procesy z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Oznacza ono „zwrotne oddziaływanie strumienia czasowego skutków na strumień czasowy przyczyn, oczywiście w sensie dynamicznym, zazwyczaj z pewnym opóźnieniem.”

Według profesora, dodatnie sprzężenie zwrotne pomiędzy techniką a rynkiem oznacza, że im bardziej pracodawca może wykorzystać techniki informacyjne do ograniczania kosztów pracy i zwiększania własnych zysków, tym więcej zainwestuje w kolejne zastosowania technik. Robotyzacja dla rynku pracy może oznaczać więc całkowitą eliminację pracy ludzkiej. By temu zapobiec powinien zmienić się system podatkowy. Prof. Wierzbicki zastanawia się nad opodatkowaniem degresywnym CIT, z degresją zależną nie od wysokości dochodu, ale od wskaźnika zatrudnienia charakteryzującego rezultaty kreowania miejsc pracy.

Jednak by takie działania były skuteczne zmianę trzeba wprowadzić globalnie – inaczej biznes będzie uciekał z kraju, gdzie system zacznie obowiązywać. A działanie uzgodnione przez cały świat jakoś trudno sobie wyobrazić.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test