Izrael zwalcza ubóstwo podatkiem negatywnym

31.08.2010
Wprowadzenie negatywnego podatku dochodowego dla najuboższych w Izraelu zyskało pozytywną ocenę tamtejszego banku centralnego. Zakończony w sierpniu program pilotażowy przyniósł na tyle obiecujące rezultaty, że tą koncepcją zwalczania ubóstwa zajął się rząd w Tel Awiwie. W ciągu roku 10 proc. objętych podatkiem negatywnym rodzin izraelskich zmniejszyło swoje uzależnienie od pomocy socjalnej, nie zniechęcając się jednocześnie do pracy.

Podatek negatywny musi zatwierdzić Kneset(c) PAP/EPA


Ekonomiści izraelskiego banku centralnego stracili wiarę w zdolność rozbudowanych instytucji państwa opiekuńczego do skutecznej walki z biedą. Zamiast tego zalecają wprowadzenie w życie opracowanej przez Miltona Friedmana koncepcji negatywnego podatku dochodowego (jego podstawy w latach 40. zarysowała Juliet Rhys-Williams, członkini brytyjskich liberałów). Milton Friedman wyjaśnił jego mechanizm w swoim bestsellerze „Kapitalizm i wolność”.

Byłoby to lustrzane odbicie normalnego systemu podatkowego, w którym państwo ściąga ustalony procent od dochodów obywateli. Jeśli podatnik nie osiągałby zarobków w określonej wysokości, państwo zamiast ściągać podatek, wypłacałoby mu procent od różnicy między realnymi dochodami a wyznaczonym progiem.

Przykładowo: przy stopie podatku negatywnego wynoszącej 25 proc. i progu ustalonym na poziomie 100 tys. USD rocznie, czterosobowa rodzina z dochodem 80 tys. USD dostawałaby od państwa 5 tys. USD na rok. (25 proc. z 20 tys. różnicy pomiędzy 80 tys. a progiem dochodu wolnego od podatku 100 tys.). Rodzina z zerowym dochodem otrzymałaby 25 tys. USD, a taka, która zarabia dokładnie tyle, ile wynosi próg, czyli 100 tys. USD, ani nie płaciłaby podatków, ani nie otrzymywała od państwa pomocy. Powyżej 100 tys. USD dochodu obowiązywałby normalny system podatkowy.

Podatek negatywny miał być w istocie subwencją dla osób, które nie przekroczyłyby ustalonego minimum socjalnego i pewnego poziomu dochodów.  Część ekonomistów zwracała uwagę, że wprowadzenie podatku negatywnego byłoby przejściem z deszczu pod rynnę, bo bezrobotni zadowoliliby się samą subwencją. Sam Friedman nie traktował tej koncepcji jako doskonałej. W 1980 r. przyznał to nawet w programie telewizyjnym „From the Cradle to the Grave”.  Jego głównym celem było wyeliminowanie biurokratycznej machiny złożonej z dziesiątek tysięcy urzędników opłacanych z podatków.

– To dziś jedyne wyjście dla podatników, którzy nie mają już z czego płacić za obietnice pomocy państwa złożone przez nieodpowiedzialnych polityków – mówi dr Marian Tupy z CATO Institute. – Ani Stanów Zjednoczonych, ani Europy Zachodniej nie stać już na państwo opiekuńcze.

Jednak nie mniej ważne dla Friedmana było stworzenie możliwości realnej, tymczasowej pomocy ubogim i zasilenie ich gotówką, tak by mogli stanąć na własnych nogach. Taki był też cel pilotażowego programu negatywnego podatku wprowadzonego przez rząd premiera Ehuda Olmerta. Był to element szerokiej strategii tzw. Planu Wisconsin – tworzenia miejsc pracy dla bezrobotnych pozostających kilka lub nawet kilkanaście lat bez pracy – która ruszyła w czerwcu 2005 r., po przyjęciu jej przez ówczesnego ministra finansów Benjamina Netanyahu oraz ministra przemysłu, handlu i pracy Ehuda Olmerta.

Program objął 16 tys. osób. W czterech regionach największego bezrobocia powstały centra przekwalifikowania kadr i zatrudnienia. Stworzyły je cztery zagraniczne przedsiębiorstwa we współpracy z izraelskimi. W Jerozolimie i okolicach zainwestowała brytyjska A4E wraz z Aman. Na terenie Aszkelonu amerykański Maximus wraz ORS. Na północy Izraela, w Nazarecie, holenderski Alexander Calder z Marmanet. A w rejonie Hadea-Wadi Ara duński Agens z Yeud Human Resources.  To właśnie zatrudnieni tam pracownicy stali się pierwszymi beneficjantami podatku negatywnego.  W momencie podpisywania strategii, w czerwcu 2005 r., w tych regionach stopa bezrobocia wzrosła o 50 proc. w stosunku do poprzedniego roku.

– To był nowoczesny program socjalny, a de facto program odciążania systemu socjalnego – mówi keynesowski ekonomista, prof. Thomas Paley. – W następnej dekadzie to właśnie program opieki społecznej może być cynglem nowego kryzysu, jeśli nowoczesne państwa opiekuńcze nie zdecydują się na zreformowanie go.

Niektórzy ekonomiści  obawiali się, że dodatkowe subsydium zniechęci do pracy zamiast stać się dodatkową motywacją, jak chcieli tego autorzy strategii. Pierwsze badania, przeprowadzone jeszcze w 2007 r. przez Myers-JDC-Brook Institute, pokazały, że obawy te nie są uzasadnione.

Ekonomiści porównali próbkę osób pracujących w ramach programu Wisconsin (bezrobotni Wisconsin) z grupą bezrobotnych z innych regionów Izraela (bezrobotni ), która pobierała zasiłki. Okazało się, że 17 proc. osób, spośród bezrobotnych Wisconsin, którzy nie mieli pracy przed przystąpieniem do programu, po 15 miesiącach znalazło pracę, korzystając jednocześnie z podatku negatywnego. Natomiast w grupie bezrobotnych korzystających z konwencjonalnych zasiłków tylko 7 proc. po 15 miesiącach znalazło pracę. Ostatecznie ponad połowa korzystających z programu Wisconsin zwiększyła dochody w takim stopniu, że straciła prawo do poboru zasiłku socjalnego, udowadniając skuteczność metody.

Taką też konkluzję w zakończeniu raportu przedstawili analitycy Departamentu Badań Banku Izrael w sierpniu 2010 r. Według nich negatywny podatek zmniejszył o 4,5 proc. (czyli 8,7 proc. rodzin) liczbę Izraelczyków żyjących poniżej poziomu ubóstwa.  Zredukował też – jak napisał  w raporcie dr Karnit Flugt – przepaść pomiędzy ubogimi a bogatymi. Mniej rodzin miało odcięty telefon i mniej musiało rezygnować z usług medycznych. Analitycy banku szacują, że za cenę 393 milionów szekli (czyli mniej więcej 398 mln PLN) negatywnym podatkiem dochodowym można by objąć 300 tys. podatników. A to oznaczałoby 2300 kolejnych rodzin, które przestałyby żyć na granicy ubóstwa.

Zastąpienie negatywnym podatkiem dochodowym biurokracji zajmującej się pomocą społeczną dawałoby szansę na  uniknięcie pułapki, w jaką wpadają państwa opiekuńcze, prowadząc kosztowną wojnę z biedą.

Zapoczątkował ją amerykański prezydent Lyndon B. Johnson, oświadczając, że zamierza pokonać ubóstwo. – Jest to działanie właściwe, mądre i pierwszy raz w naszych dziejach stało się możliwe – mówił wówczas prezydent USA. Słuszność jego strategii tworzenia rozbudowanych programów pomocy socjalnej poddawano w wątpliwość już dziesięć lat później. Trudno było nazwać właściwym program, który zamiast pomagać, de facto szkodził i jeszcze bardziej zubażał biedniejsze warstwy społeczeństwa.

Skrytykował go w książce „Race and Economics” afroamerykański ekonomista Thomas Sowell. Tak się bowiem składało, że największą grupą korzystającą z programu zasiłków Johnsona byli Afroamerykanie. Sowell wykazał, że „pomoc państwowa  nie tylko była kosztowna, ale uzależniająca i niszczyła wszelką inicjatywę osoby pozostającej bez pracy”.  System był tak źle skonstruowany, że „z chwilą rejestracji bezrobotnego to urzędnik podejmował za niego najważniejsze decyzje życiowe: gdzie będzie mieszkał, co będzie jadł, w co się będzie ubierał, czy będzie uczęszczał do szkoły, a jeśli to do jakiej”.

Według analityków CATO Institute wojna z ubóstwem kosztowała dotąd amerykańskich podatników 8 bln USD. Efekty działania opieki społecznej pokazują, że USA tę wojnę przegrywa – bo  blisko 37,3 mln Amerykanów żyje poniżej poziomu ubóstwa, 30 proc. więcej niż przed jej rozpoczęciem.

Eksperyment z negatywnym podatkiem dochodowym przeprowadzony w Izraelu pokazuje, że można by wykorzystać alternatywne scenariusze. Wymagałoby to jednak pokonania oporu biurokracji, kontrolującej dystrybucję pomocy socjalnej.

– Podatek negatywny był zawsze bardzo trudny do wprowadzenia przez państwa opiekuńcze, ponieważ raz wywalczonej władzy urzędnik pozbywa się bardzo niechętnie, zwłaszcza gdy wie, że ważą się losy jego miejsca pracy – kwituje prof. Gary Becker z University of Chicago.

Tomasz Pompowski, Waszyngton


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły