Na patriarchalnym rynku pracy kobiety mają małe szanse

12.05.2016
Program 500 zł na dziecko i obietnica obniżenia wieku emerytalnego przysłaniają jeden z głównych problemów polskiego rynku pracy, którym jest za mała aktywność kobiet. Polska pod tym względem wciąż bardziej przypomina południe, a nie północ Europy.

(infografiki OF/BR)


Różnica między wskaźnikiem zatrudnienia mężczyzn i kobiet w 2015 r. sięgnęła 13 pkt proc. – pracowało 69 proc. mężczyzn w wieku 15–64 lat i niespełna 57 proc. kobiet w tej samej grupie wiekowej.

Gdzie jeszcze występują podobnie wielkie dysproporcje w zatrudnieniu między płciami? Na Słowacji (13 pkt proc.), w Czechach i Rumunii (po 16 pkt proc.), Grecji (17 pkt proc.), a we Włoszech 18 pkt proc. Największe dysproporcje są na Malcie i – co nie powinno dziwić – w Turcji – 40 pkt proc.

Przeciętna różnica w aktywności zawodowej między płciami sięga 10 pkt proc., ale na Litwie czy w Finlandii wynosi mniej niż 2 pkt proc. Nawet w Portugalii sięga tylko 6 pkt proc., a w Hiszpanii 10 pkt. proc.

Jeżeli chodzi o zróżnicowanie aktywności kobiet i mężczyzn, Polska jest więc krajem bliskim Hiszpanii, Grecji i Słowacji. Kraje te także historycznie były bardziej patriarchalne i są przywiązane do tradycji, co ma swoje plusy, bo występuje tam większa redystrybucja w ramach rodziny, a nie przez państwo.

W 2012 r. mieszkańców przepytano m.in. Europy o to, co myślą o rolach kobiecych i męskich. Z tezą, że rolą mężczyzny jest zarabiać pieniądze, a kobiety zajmować się domem, zgadza się 45 proc. Polaków, 40 proc. ma zdanie odwrotne, a reszta nie wie, co o tym sądzić. Podobne wyniki osiągnęły Turcja, Bułgaria czy Czechy. W byłym NRD tylko 20 proc. mieszkańców popiera patriarchalny układ ekonomiczny. Podobnie w USA 20 proc. respondentów jest w stanie zgodzić się z tradycyjnym podziałem ról damsko-męskich.

W niewymienionych krajach europejskich te odsetki są zdecydowanie mniejsze. Europejskim liderem patriarchalizmu jest Rosja, gdzie więcej niż połowa społeczeństwa uważa, że to mężczyzna powinien zarabiać, a kobieta ma siedzieć w domu.

Postawy Polaków się zmieniają. Aż 40 proc. z nas uważa (co nas różni m.in. od Węgrów, Czechów, czy Turków), że rolą kobiety nie jest tylko zajmowanie się domem. Zanim jednak będzie to większość, minie jeszcze kilka lat.

Niepopularne łączenie ról

Dominujący pogląd na role damskie i męskie jest oczywiście barierą w podejmowaniu zatrudnienia, nawet takiego, które umożliwia łączenie ról matki i pracowniczki. Pomimo długoletnich dyskusji o uelastycznieniu rynku pracy i korzystaniu z takich rozwiązań jak telepraca i zatrudnienie na część etatu, upowszechniły się tylko umowy cywilnoprawne. W Polsce zaledwie co dziesiąta kobieta (czyli 705 tys. spośród pracujących) ma umowę na część etatu. W krajach Unii tego typu kontrakt ma przeciętnie 1/3, a wśród liderów jest to 77 proc. (w Holandii) i 60 proc. (w Szwajcarii). W Wielkiej Brytanii zatrudnione jest w ten sposób 41 proc. kobiet, a w Niemczech 47 proc.

Nasz kraj nie różni się pod tym względem od wcześniejszej grupy odniesienia, czyli od krajów nastawionych patriarchalnie – w formule part-time pracuje 7 proc. Węgierek, 8 proc. Słowaczek, 9 proc. Rumunek i Czeszek. W Portugalii, Grecji i na Łotwie to kilkanaście procent. Odsetek Polek zatrudnionych w niepełnym wymiarze utrzymuje się w okolicach 10 proc. od ponad 10 lat.

Polki nie chcą pracować na część etatu zapewne dlatego, że ich zarobki byłyby zbyt niskie, by opłacało im się wybierać tę formę pracy. To oczywiście wynika z różnicy w wynagrodzeniach między nadal rozwijającą się Polską a rozwiniętymi gospodarkami zachodnimi (wynagrodzenie w Polsce są o 39 proc. niższe niż przeciętnie w krajach rozwiniętych, po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej).

Ponadto kobiety pracują na umowach cywilnoprawnych częściej o 1/3 niż mężczyźni – w sektorze usługowym, gastronomicznym czy hotelarskim, gdzie tego typu formy zatrudnienia są popularne. Ogranicza to jednak ich prawa, zwłaszcza w kontekście zasad zwalniania i przysługującego urlopu, bo świadczenia rodzicielskie są już dzisiaj dostępne nawet dla rolniczek.

Płeć – diagnoza społeczna

Wiele Polek po urodzeniu dziecka nie pracuje (>>więcej: Polska – kraj dzietności niższej niż w Chinach). W Polsce pracuje 54 proc. kobiet z dzieckiem do dwóch lat. We Francji ten odsetek wynosi 61 proc., w Rosji 63 proc., na Litwie 71 proc., a w Holandii i Danii przekracza 75 proc. Dużo niższe wskaźniki są w Czechach (20 proc.), na Słowacji (15 proc.), a także na Węgrzech (zaledwie 12 proc.).

Po odchowaniu dziecka część matek w Polsce wraca na rynek pracy (65 proc. kobiet z dziećmi w wieku 3–5 lat). To jednak dużo mniej niż w przypadku liderów: mając dzieci w tym wieku, pracuje 70 proc. Czeszek, 74 proc. Francuzek oraz 4/5 Holenderek, Finek, Estonek, Dunek, Słowaczek i Rosjanek.

Powodami niższej aktywności jest brak pomocy przy wychowywaniu dziecka. Wyniki analizy CBOS pokazują, że wśród kobiet, które mogłyby liczyć na wsparcie swoich rodziców, szanse zdecydowania się na kolejne dziecko są ponad trzykrotnie większe niż wśród tych, które takiego wsparcia nie mogą oczekiwać. Ważna w kontekście dalszych planów prokreacyjnych jest również postawa partnera – kobiety, które mogłyby liczyć na jego zaangażowanie w codzienną opiekę nad dzieckiem, prawie trzy razy częściej decydują się znów na potomstwo.

Mniejsza aktywność, krótsza kariera

Staż pracy kobiety przechodzącej na emeryturę w Polsce był w 2014 r. o 5,2 roku krótszy od długości kariery zawodowej mężczyzny. Oznacza to, że kobiety przepracowywały przeciętnie w ciągu swojego życia niespełna 30 lat, a mężczyźni około 35 lat. Różnice te są spowodowane przerwami na wychowywanie dzieci (kiedyś bez, a dziś z płatnymi urlopami rodzicielskimi), a także możliwością wcześniejszego odchodzenia z rynku pracy. Wiek emerytalny kobiet jest niższy i do końca 2016 r. będzie wynosił 61 lat.

W przeszłości była jeszcze możliwość, by kobiety przechodziły na emerytury w wieku 55 lat, z czego wiele z nich korzystało. Obecnie przeciętnie w Unii różnica w długości kariery zawodowej kobiet i mężczyzn wynosi mniej więcej tyle co w Polsce – 5,1 roku. Różnice te większe są w krajach południa – na Malcie to 13,7, we Włoszech 9,3, w Grecji 7,4, a na Cyprze 6,6 roku. Litwa jest jedynym krajem, w którym kobiety pracują o 0,1 roku dłużej niż mężczyźni.

Długość kariery zawodowej i wysokość wynagrodzeń – a te, jak wiemy, są niższe, bo kobiety często pracują na innych stanowiskach i w innych sektorach niż mężczyźni – wpływają na wysokość świadczeń emerytalnych, a te są niższe. Przeciętna stopa zastąpienia emerytury kobiet wynosi około 61 proc. (liczone jako proporcja świadczenia wypłacanego emerytom w wieku 65–75 lat do zarobków pracujących osób w wieku 55–65 lat). Emerytury mężczyzn wynoszą 70 proc. ostatnich zarobków.

Różnica między emeryturami wypłacanymi kobietom i mężczyznom sięga w przypadku Polski 15 proc. i nie da się ukryć, że jest to jedna z większych różnic w Unii Europejskiej. Przeciętnie w Europie mężczyźni mają świadczenia wyższe o 5 proc. od kobiet. Największe dysproporcje są w Hiszpanii, gdzie emerytki mają o 30 proc. niższe świadczenia od emerytów, na Cyprze różnica wynosi 27 proc., we Włoszech 18 proc. Co ciekawe, w Holandii kobiety mają emerytury niższe aż o 20 proc., co jest najpewniej konsekwencją pracy na część etatu.

W niektórych krajach kobiety mają wręcz wyższą stopę zastąpienia od mężczyzn i zarabiają lepiej niż wtedy, kiedy pracowały, mając pięćdziesiąt kilka lat – tak jest np. w Estonii, na Słowacji czy Łotwie.

Co po reformach

Wprowadzenie prawie uniwersalnego świadczenia wychowawczego wynoszącego aż 500 zł w połączeniu z instrumentami polityki rodzinnej praktycznie niweluje biedę rodzin wielodzietnych (dowody na to w Aktualizacji Programu Konwergencji). Problem jednak w tym, że najpewniej spowoduje ono dalszą dezaktywizację kobiet na rynku pracy. W wyniku reformy w ciągu kolejnych lat rynek pracy opuści ponad 200 tys. kobiet, choć urodzi się 278 tys. dodatkowych Polaków.

Ocenia się, że program 500 Plus zniechęci do pracy kobiety o niskich kwalifikacjach, zarabiające mniej od partnerów. Z pracy zrezygnują zwłaszcza te, które pracują na część etatu. W Polsce 8,8 proc. kobiet w wieku 25–54 lat zarabia w ten sposób. Program 500 plus na tyle zwiększy ich dochody, że nawet 40 proc. z nich może zrezygnować z pracy lub przenieść się do szarej strefy, by mieć prawo do świadczenia na pierwsze dziecko.

W efekcie na rynku pracy znajdzie się o około 200 tys. mniej osób, a współczynnik aktywności zawodowej kobiet obniży się o około 3 pkt proc. Przykładowo w Rosji po wprowadzeniu świadczenia rodzinnego wynoszącego 11 tys. dol. rocznie wskaźnik aktywności zawodowej kobiet zatrudnionych na część etatu spadł o 1,1 pkt. proc. Można zakładać, że u nas efekt będzie podobny, zwłaszcza że społeczeństwo ma podobne podejście do aktywności zawodowej kobiet i mężczyzn.

Druga planowana wielka zmiana to obniżenie wieku emerytalnego lub utrzymanie go na obecnym poziomie. To ostatnie oznaczałoby to, że kobiety przez kolejne lata mogłyby przechodzić na emeryturę w wieku 61 lat, a mężczyźni w wieku 66 lat. Podnoszenie i zrównywanie wieku emerytalnego obu płci byłoby zatrzymane na poziomie z 2016 r.

Przez kilka ta zmiana byłaby neutralna budżetowo, bo dzięki suwakowi (czyli temu, że na 10 lat przed przejściem na emeryturę środki z OFE są stopniowo przekazywane do ZUS) budżet musiałby mniej dopłacać do wypłacanych świadczeń. Osobna kwestia to jednak ich wysokość. Kobiety na krótszej aktywności zawodowej w ciągu swojego życia zwyczajnie tracą. 90 proc. Polaków przechodzi na emeryturę w miesiącu osiągnięcia do niej prawa. Nikt nie będzie dłużej pracował, licząc na to, że będzie miał dzięki temu wyższe świadczenie. Bez bodźca, jakim jest wiek emerytalny, nie da się wydłużyć aktywności zawodowej kobiet.

Można argumentować, że przez to, że zajmowały się domami, a nie pracą zawodową, kobiety powinny zachować preferencyjne warunki, ale czemu ustawodawca nigdy nie zaproponował sposobu przeliczania nieodpłatnej pracy kobiet na rzecz rodziny na świadczenia emerytalne? Byłby to rozwiązanie przynajmniej sprawiedliwe i przede wszystkim podwyższające wysokość świadczeń, które kobiety otrzymują. Dzisiaj przez to, że krócej pracują i mniej zarabiają, dostają jesienią życia zwyczajnie mniej pieniędzy.

Polska ma więc istotny problem. Postawy społeczne kształtują relacje gospodarcze, a te sprawiają, że kobiety w naszym kraju są mniej aktywne zawodowo. Stają się przez to jedną z podstawowych rezerw na naszym rynku pracy, bo zachęcając je do większej aktywności zawodowej, jesteśmy w stanie zwiększyć nasz potencjalny wzrost gospodarczy.

Dodatkowo każde nowe pokolenie kobiet jest lepiej wykształcone od mężczyzn – mają lepsze oceny, wyższe wyniki w badaniach OECD PISA, a także częściej zdają maturę i to z wyższymi wynikami. Trudno marnować ten potencjał przez to, że kształtujemy instrumenty państwa tak, by krócej pracowały i raczej zajmowały się tylko domem.

Autor jest analitykiem Polityka Insight.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test