Niskie ceny surowców zmniejszyły skalę globalizacji

11.03.2016
Chiny ogłosiły właśnie, że w 2015 roku ich eksport zmalał w stosunku do roku poprzedniego - co zdarzyło się po raz pierwszy od zapoczątkowanego w końcu lat 70. XX wieku otwarcia gospodarki chińskiej na świat. To nie wszystko: w 2015 roku zmalał także handel globalny w ujęciu wartościowym. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: dlaczego?

Daniel Gros


Gdy w 2009 roku nastąpił spadek globalnego handlu, wyjaśnienie było proste: świat przeżywał w tym czasie mocny spadek PKB. Tymczasem w zeszłym roku gospodarka światowa urosła o całkiem przyzwoite 3 proc. Ponadto nigdzie nie nastąpiło podwyższenie barier w handlu, a dzięki mocnemu spadkowi cen ropy maleją koszty transportu.

Wymowny jest tu fakt, że do najniższego w historii poziomu spadł tak zwany Baltic Dry Index. Mierzy on koszt wyczarterowania dużych statków, którymi odbywa się większość handlu na długie dystanse. Wskazuje to, iż rynki nie spodziewają się ożywienia. To zaś oznacza, że dane za 2015 roku mogą być zapowiedzią nowej epoki spowolnienia handlu. Prowadzi to do oczywistego wniosku, że niepowstrzymane niegdyś siły globalizacji tracą napęd.

Szczególnie wymowna jest sytuacja w Chinach. W ostatnich dekadach kraj ten stał się czołową gospodarką eksportową świata i spowodował przeobrażenie systemu globalnego handlu. Obecnie w Chinach spada wartość zarówno importu, jak i eksportu, z tym, że dzięki załamaniu globalnych cen surowców wartość importu kurczy się bardziej.

Bo tak naprawdę to właśnie ceny surowców stanowią klucz do zrozumienia tendencji, jakie od kilku dekad występują w handlu. Gdy są wysokie, pociągają za sobą zwiększenie handlu. Do tego stopnia, że rośnie jego udział w PKB, co nasila hasła o nieuniknionym postępie globalizacji. W 2012 roku ceny surowców zaczęły jednak spadać, a wkrótce poszły za nimi także obroty w handlu.

Załóżmy, że do wyprodukowania jednego samochodu potrzeba jednej tony stali i dziesięciu baryłek ropy. W latach 2002-2003 taki zestaw surowców wart był około 800 dolarów, czyli jakieś 5 proc. wartości samochodu, który kosztował 16 000 dol. Wynika z tego, ze na początku obecnego stulecia na sfinansowanie importu stu takich zestawów surowcowych kraje przemysłowe musiały eksportować pięć samochodów.

Do 2012-2013 roku wartość potrzebnych na jeden samochód surowców wzrosła do około 2000 dol. i stanowiła około 10 proc. kosztu takiego samego jak wcześniej pojazdu (ceny aut też się zwiększyły, ale znacznie mniej). Kraje uprzemysłowione musiały zatem zdwoić eksport – żeby importować taką samą ilość surowców, musiały sprzedać dziesięć samochodów.

Niewątpliwie istnieje bezpośredni związek między tendencjami w handlu i trendami w cenach surowców. Zważywszy, że związek ten dotyczy wszystkich towarów przemysłowych, które wymagają wsadu surowcowego, nie powinien dziwić fakt, że gdy spadają ceny surowców, to spada również handel globalny.

Infografika: Zbigniew Makowski

Można by dowodzić, że powyższy przykład odnosi się jedynie do wartości handlu i że w ostatnich dekadach także jego ilościowy przyrost przekraczał tempo wzrostu PKB. Ceny surowców odbijają się jednak także na wolumenie handlu, gdyż wyższy ich poziom zmusza kraje uprzemysłowione do zwiększenia wielkości eksportu (w podanym przykładzie – dziesięć aut zamiast pięciu) w celu pokrycia kosztów importu takiej samej ilości surowców.

Żywność, paliwa i surowce to około jednej czwartej globalnego handlu, gdy więc ich ceny wahają się – zwłaszcza tak mocno, jak w ostatnich dekadach – odbija się to oczywiście na zagregowanych wielkościach handlu. Jeśli się zatem uwzględni ogromny ostatnio spadek cen surowców, to nie ma już wielkiej potrzeby szukania innych wyjaśnień niedawnego spowolnienia w handlu.

Nie znaczy to jednak, że globalizacja i handel to jedno i to samo. Globalizacja ma także wiele innych cech, w tym ogromny wzrost transgranicznych transakcji finansowych oraz turystyki, wymianę danych, a także inne rodzaje aktywności gospodarczej. Te inne wzajemne powiązania wpływają na handel poprzez sprzężenie zwrotne – umożliwiają one bowiem tworzenie się globalnych łańcuchów wartości, w których poszczególne etapy procesu produkcyjnego odbywają się w różnych krajach.

Zjawisko to jest jednak przeszacowane. Według Światowej Organizacji Handlu w przypadku większości dużych gospodarek – takich jak Stany Zjednoczone czy Unia Europejska – zawarta w eksporcie zagraniczna wartość dodana wynosi tylko około 15 proc. Innymi słowy – globalne łańcuchy wartości mają niewielki wpływ na gospodarkę większych krajów handlowych.

Jedyny wyjątek stanowią Chiny. Ich pozycja jako montażowni dla produktów całego świata oznacza, że importują one większość z najbardziej nasyconych wartością dodaną elementów tych towarów. W miarę dojrzewania struktury przemysłowej Chiny będą się pod względem nasycenia wartością zbliżać do USA I UE, a nie odwrotnie: już dziś składane w Chinach iPhony zawierają więcej części chińskiej produkcji niż jeszcze parę lat temu. To zresztą kolejna przyczyna, dla której handel mógł ostatnio tracić na znaczeniu.

Kiedy coś się powszechnie zachwala, niemal zawsze ma jakiś rzeczywisty powód. Gospodarka większości krajów jest dziś bardziej otwarta niż jeszcze pokolenie temu. Obecnie staje się jednak jasne, iż przekonanie, że globalizacja to jakaś przemożna i nieustępliwa siła, stanowiło przede wszystkim odzwierciedlenie ubocznych skutków boomu surowcowego z ostatniej dekady. Jeśli ich ceny będą nadal niskie – co wydaje się prawdopodobne – w następnej dekadzie możemy być świadkami stagnacji w handlu globalnym, gdyż jego wzorzec ulegnie „przestawieniu” – z krajów rozwijających się na uznane potęgi przemysłowe.

Daniel Gros jest dyrektorem Center for European Policy Studies.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test