Podział na kraje bogate i biedne już nie obowiązuje

30.12.2018
Podział na kraje bogate i biedne, rozwinięte i rozwijające się stracił rację bytu. Obecnie 75 proc. ludności świata żyje w państwach, które określamy jako średnio zamożne. To jeden z wniosków z książki „Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” Hansa Roslinga, Anny Rosling RönnlundOla Roslinga.


W 1999 r. jeden z autorów publikacji – Hans Rosling – po raz pierwszy wygłosił wykład dla pracowników Banku Światowego. Potrzeba było jednak kolejnych 14 wykładów, by w 2016 r. Bank Światowy ogłosił, że nie będzie więcej używał terminów „rozwinięty” i „rozwijający się” w stosunku do krajów. Dlaczego?

Wszyscy jesteśmy średniakami

Na początku książki autorzy przedstawiają serię pytań z trzema możliwymi odpowiedziami. Jednym z pytań, które naukowcy zadawali różnym grupom ankietowanych na całym świecie było: jaki odsetek ludności świata żyje w biednych krajach? Większość odpowiadających wskazywała, że połowa albo więcej. Średnia wyniosła dokładnie 59 proc. Tymczasem prawdziwa odpowiedź to 9 proc.

Z tym, że większość z tych krajów, choć zaliczana do tzw. biednych ma zdecydowanie wyższy poziom życia, niż Afganistan czy Somalia, najgorsze miejsca pod względem standardu życia na świecie. Skoro tylko 9 proc. ludzi żyje w krajach o niskim poziomie dochodu, to w jakich krajach żyje większość ludzi na świecie? Przecież nie w bogatych!

Większość ludzi na świecie – ok. 75 proc. – żyje w krajach o średnim poziomie dochodu. Dlatego autorzy zwracają uwagę, że podział sprzed kilkudziesięciu lat na kraje biedne i bogate już nie istnieje. Ale jak w takim razie podzielić kraje ze względu na dochód? Autorzy proponują nowe rozwiązanie: cztery grupy dochodowe.

Biedni bogaci

Grupa I – do 2 dolarów dziennego dochodu, grupa II od 2 do 4 dolarów, grupa III od 8 do 32 dolarów i grupa IV powyżej 32 dolarów. Większość czytających ten tekst zastanawia się pewnie, gdzie jest Polsce w tej statystyce. Otóż powyższy dochód jest wyliczany z uwzględnieniem różnic w cenach, a więc w przypadku naszego kraju będzie wyższy, niż by wynikało z prostego przeliczenia średniego dziennego dochodu w Polsce na osobę na dolary (dlatego znajdujemy się w dolnej części 4 poziomu dochodowego, czyli jesteśmy wśród „biednych bogatych”).

Naukowcy opisują, że życie osób w kraju z czwartej kategorii dochodowej wygląda m.in. tak, że mogą sobie pozwolić na kupno samochodu, polecieć samolotem na wakacje, a raz w miesiącu pójść do restauracji na obiad. Z kolei poziom drugi i trzeci odpowiada poziomowi życia w USA i Europie Zachodniej w latach 50. XX w.

Powstaje jednak pytanie: skoro z danych wynika, że nie ma podziału na blok krajów biednych i bogatych, to dlaczego większość ludzi na świecie jest przekonana, że jest inaczej? Otóż autorzy tłumaczą to tendencją wszystkich ludzi do upraszczania sobie świata poprzez dzielenie wszystkiego co się tylko da na dwie grupy.

Taki podział ma tę zaletę, że prawie każdy go rozumie. Stąd w większości filmów mamy kontrastowy podział na dobrych i złych bohaterów. Podobnie wybory w większości krajów sprowadzają się najczęściej do oddania głosu na jedną z dwóch głównych partii.

Nawet nobliści błądzą

Ale kwestia podziału świata na kraje biedne i bogate to tylko jedno z trzynastu pytań, które autorzy zadają czytelnikom na początku książki. Inne pytania z tego testu to: jak w ciągu ostatnich lat zmienił się odsetek ludności na świecie żyjących w skrajnym ubóstwie albo jaki odsetek dzieci poniżej pierwszego roku życia na świecie jest szczepionych. Na każde pytanie są trzy możliwe odpowiedzi.

Autorzy dawali ten test różnym grupom zawodowym na całym świecie i podobnie jak w przypadku pytania o kraje biedne i bogate, zdecydowana większość pytanych nie była w stanie udzielić prawidłowej odpowiedzi. Co więcej, z trzech odpowiedzi jedna była prawidłowa, a więc gdyby ktoś losowo je wybierał to miałby około 33 proc. trafień. Tymczasem średni wynik to było zaledwie 17 proc.

Tak więc większość ludzi nie tylko nie ma wiedzy, ale ma błędne przekonania na temat procesów zachodzących na świecie. I nie jest to kwestia inteligencji, ponieważ wśród osób, które poległy na teście byli laureaci Nagrody Nobla. Dlaczego tak się dzieje?

W krzywym zwierciadle mediów

Autorzy zwracają uwagę, iż dużą rolę odgrywa przekaz medialny, który wyolbrzymia niereprezentatywne i rzadkie przypadki, a nie nagłaśnia tych, które nie brzmią sensacyjnie, nawet jeżeli dobrze oddają rzeczywistość. Oczywiście nie jest to wina jedynie mediów – one tylko reagują na popyt ze strony czytelników czy widzów.

Wygląda więc na to, że winna jest ewolucja, która ukształtowała nas w taki sposób, iż bez głębszego namysłu wyciągamy wnioski, bo taki sposób myślenia był przydatny, w czasach gdy szybka decyzja – na przykład odnośnie zagrożenia – była na wagę życia i śmierci.

Ale autorzy postanowili rzucić wyzwanie naszym instynktom. Stąd pomysł na książkę „Factfulness”, która oprócz zdiagnozowania problemu powszechnego braku wiedzy na temat stanu świata, daje nam receptę, by ten stan zmienić.

W publikacji przewijają się wytłuszczone rady, jak podchodzić do danych, aby nie stać się kolejną ofiarą dezinformacji. To głównie rady dotyczące interpretowania statystyk, takie jak „uważaj na porównywanie średnich”. Albo brania pod uwagę tego, że złe wiadomości są nadreprezentowane w mediach i docierają do nas znacznie częściej, niż by to wynikało z ich wagi.

Osoba otrzymująca w Polsce płacę minimalną ma dochód wyższy od 83 proc. ludzi na świecie

„Factfulness” to książka z pewnością dla każdego, który czuje się zaskoczony informacją, że świat zmierza w dobrym kierunku. Z roku na roku przedwcześnie umiera mniej ludzi, a potrzeby tych którzy żyją, są lepiej zaspokajane. Jesteśmy też przeciętnie bogatsi i zdrowsi. A każdy pracujący Polak jest w jednej szóstej najlepiej zarabiających ludzi świata. Nawet osoba otrzymująca w naszym kraju płacę minimalną ma dochód większy od 83 proc. ludzi na globie, a przecież zdecydowana większość z nas zarabia więcej niż płaca minimalna!

Książka ta powinna się także spodobać każdemu, kto chce lepiej rozumieć statystyki. W mojej ocenie wypełnia tę funkcję na tyle dobrze, że spore jej fragmenty warto by wprowadzić do szkół.

Wreszcie mimo, iż książka dotyczy, wydawałoby się „najnudniejszego tematu świata”, czyli statystyk, to czyta się ją świetnie. Duża w tym zasługa autorów, którzy nie wchodzą w techniczne szczegóły zbierania danych.

Książka pełna jest autobiograficznych wątków jej głównego autora, zmarłego w 2017 r. prof. Hansa Roslinga. Znacznie zwiększają one przyjemność czytania. O tym jaki miał talent do przykuwania uwagi swoich słuchaczy mogą świadczyć jego – dostępne powszechnie w internecie – wykłady. Zdarzało mu się na przykład, że przerywał zdanie, zdzierał koszulę, pod którą znajdował się strój cyrkowca, wyciągał miecz i wsuwał sobie ostrze do gardła. Jeżeli ktoś ma ochotę na podobne emocje to szczerzę polecam „Factfulness”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły