Polska w G20 szybciej niż myślimy

20.05.2019
Jeśli będziemy doganiać państwa Europy Zachodniej w podobnym, jak obecnie tempie, możemy wejść do grona 20 najbogatszych państw na świecie – G20 przed 2030 rokiem – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego (fot. W. Dąbkowski, NBP)


ObserwatorFinansowy.pl: Polski Instytut Ekonomiczny został powołany nieco ponad pół roku temu w miejsce Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Wiązały się z tym duże oczekiwania zintensyfikowania i uporządkowania badań nad polską gospodarką. Udało się je spełnić?

Piotr Arak: Po pierwszym półroczu funkcjonowania przestajemy już być w fazie start-upu i wchodzimy w etap instytucjonalny. Choć cały czas mamy sporo spraw do uporządkowania po poprzednikach, budujemy struktury, stworzyliśmy nową markę, a przy tym staramy się dostarczać nową wiedzę, nowe dane wynikających z naszych wewnętrznych badań i pokazywać te obszary, które jeszcze nie są zbadane. Bilans statystyczny tego, co robiliśmy w ciągu ostatnich 8 miesięcy to: 11 raportów, pięć tzw. policy-papers, i jeden czekający na publikację, 16 tygodników przygotowywanych co tydzień na podstawie naszych badań i raportów, a także 20 zorganizowanych przez nas konferencji.

Co Pan ma na myśli, mówiąc o nowych, niezbadanych obszarach do badań?

Po pierwsze: jako instytucja publiczna jako pierwsi zanalizowaliśmy alternatywny wskaźnik rozwoju gospodarczego dla większości państw świata i terytoriów. Nazwaliśmy go: Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju. Opisaliśmy problemy, które są związane z pomiarem rozwoju społeczno-gospodarczego w naszych czasach.

A PKB nie wystarcza?

PKB pełni ważne funkcje i jest to świetny wskaźnik rozwoju gospodarczego czy mówiąc wprost: pokazywania wzrostu produkcji. Natomiast w dzisiejszym świecie, w systemie gospodarczym krajów rozwiniętych sam wzrost gospodarczy będzie odgrywał trochę mniejszą rolę niż wcześniej. Dlatego musimy się zastanowić nad miernikami, które opisują poziom życia, a także takimi, które odzwierciedlają ślad, jaki zostawiamy na środowisku – w tym zawierają się kwestie związane np. z jakością powietrza, którym oddychamy. To są te elementy, które my wskazywaliśmy w naszym opracowaniu.

I już spotkaliście się z krytyką. Np. dotyczącą tego, że badacie jakość życia w danych krajach, biorąc pod uwagę tylko wskaźnik zabójstw, a pomijacie wskaźnik innych przestępstw czy wykroczeń. A w sytuacji, gdy zabójstw statystycznie w wielu krajach nie jest aż tak wiele, to właśnie te inne, w tym drobniejsze przestępstwa lepiej odzwierciedlają jakość życia.

Chodziło nam o zbadanie poczucia bezpieczeństwa, tego „dołu” piramidy Maslowa. To dobrze widać w Polsce, gdzie poczucie bezpieczeństwa było bardzo ściśle skorelowane z przestępstwami o najcięższym charakterze czyli z liczbą zabójstw, pobić itd. Kiedy drastycznie spadła liczba tego typu przestępstw, poczucie bezpieczeństwa Polaków drastycznie się zwiększyło. Sam to odczułem jako mieszkaniec Warszawy, który mieszkał w wielu dzielnicach, również tych, które nie cieszyły się dobrą sławą przez szereg lat…

Mieszkał Pan na Pradze?

Tak, mieszkałem również na Pradze. Natomiast proszę zauważyć: bez zainicjowania przez nas problematyki związanej z jakością życia, nie byłoby debaty. A ona trwa. Indeks odpowiedzialnego rozwoju wywołał dyskusję, pojawiły się liczne publikacje w mediach, mówiono o nim również za granicą. Prezentowaliśmy raport na ten temat w Brukseli, będziemy spotykać się w tej sprawie z przedstawicielami OECD. W ten sposób realizujemy swoją misję: nowe pomysły przekuwamy w debatę ekonomiczną. Dzięki temu głos polskich analityków i ekonomistów staje się słyszalny.

W porządku, debata została rozpoczęta, toczy się i co dalej? Czy pod jej wpływem udoskonalacie swój indeks, czy traktujecie go jako skończony miernik, którego przydatność można będzie zweryfikować dopiero po latach?

Wierzymy, że w XXI w. uda się stworzyć akceptowalną przez większość ekonomistów miarę, która będzie alternatywą dla PKB.

W długim terminie na pewno będziemy to narzędzie doskonalić. Sam HDI, który zaproponowała ONZ na początku lat 90. XX w. też ulegał pewnym zmianom. W związku z tym istotnie trzeba się skoncentrować na dyskusjach, które na pewno będą trwały. Tak, jak mówiliśmy podczas prezentacji naszego opracowania, my wierzymy, że w XXI w. uda nam się stworzyć akceptowalną przez większość ekonomistów miarę, która będzie alternatywą dla PKB. To znaczy będzie czymś, co będzie obok i będzie tak samo ważne, jak PKB. Czy to będzie nasz wskaźnik? To raczej mało realne, ale na pewno będziemy chcieli uczestniczyć w międzynarodowej dyskusji o tym, jak ten wskaźnik powinien wyglądać, jakie miary powinien zawierać. To jest clou tego problemu. Innymi słowy: my zbieramy skwapliwie uwagi dotyczące tego opracowania i przy najbliższej okazji, kiedy będziemy opracowywać kolejną wersję, na pewno je wykorzystamy.

Jakie źródła były wykorzystywane przy tworzeniu tego wskaźnika?

W raporcie wskazaliśmy wiele metodyk: były to m.in. opracowania OECD, ONZ, Banku Światowego, Komisji Europejskiej i wielu innych instytucji, które pracowały nad alternatywnymi wskaźnikami wzrostu gospodarczego. Ponadto korzystaliśmy ze statystyk BŚ, MFW, WHO, różnych agend ONZ, także danych uniwersyteckich np. Uniwersytetu w Rotterdamie. Pozyskanie danych nie jest problemem, ważniejsze jest to, jak je połączyć tak, żeby to miało sens…

To chyba największe wyzwanie współczesnej ekonomii, a nawet szerzej: nauki. Ale wracając do prac instytutu, to nie jedyne podjęte zagadnienie…

Drugi z ważniejszych obszarów naszej dotychczasowej działalności to opracowanie dotyczące luki CIT czyli pokazanie poziomu optymalizacji podatkowej dokonywanej przez osoby prawne. Wszyscy znamy lukę VAT, pierwszy raport o niej został opracowany w 2013 r.; wtedy nikt nie wiedział, co to jest, mało początkowo osób zainteresowało się tą sprawą, dopiero później zrobiło się głośno. Dzisiaj my, patrząc na sukces tamtego raportu, który wywołał lawinę: dyskusję, debaty, aż w końcu zmiany legislacyjne, podnosimy kwestię luki CIT. Istnieje jej świadomość w wielu dyskusjach, np. przedsiębiorców, w jaki sposób można dokonać tzw. optymalizacji czyli redukcji podatku poprzez np. redukcję przychodów albo zwiększenie kosztów, a także fikcyjne wytransferowanie przychodów z terenu Polski. Ta ostatnia metoda, naszym zdaniem, jest coraz popularniejsza i jej udział stanowi 40 proc. w luce CIT i rośnie. To jest kolejny ważny temat, którym w przyszłości państwo polskie powinno się zająć. My oszacowaliśmy tę lukę CIT w szerokim przedziale. Kolejne opracowania, tak jak było w przypadku luki VAT, będą lepsze i dokładniejsze.

Ale – o ile w przypadku luki VAT jej domknięcie jest jednoznacznie korzystne, to w przypadku luki CIT zbyt restrykcyjne podejście może zniechęcić obecnych i potencjalnych inwestorów, którzy przeniosą się do krajów z przyjaźniejszym, łagodniejszym dla nich prawem.

Nigdy nie będziemy mieli zerowej stawki CIT, jak niektóre państwa członkowskie Unii Europejskiej, np. Irlandia. W związku z tym nie jest możliwe, abyśmy konkurowali z rajami podatkowymi czyli krajami, które uważa za takowe Parlament Europejski. Natomiast podobnie jak inne, większe kraje, które mają bardziej zdywersyfikowaną gospodarkę, powinniśmy uszczelniać system, bo to się opłaca. A firmy zapewne z takich krajów nie odejdą, bo nie tylko chcą być w nich obecne, ale czasem wręcz muszą. Pamiętajmy, że my mamy stawkę CIT 9 proc. dla małych firm i 19 proc. dla dużych – to nie jest zbyt dużo. A korzystając z ulg, zgodnie z intencjami ustawodawcy, podatki mogą być bardzo niskie. My do luki CIT zaliczamy działania, które nie są legalne albo nie są zgodne z intencją ustawodawcy. Część tych rzeczy nie była dobrze zbadana. W dzisiejszych czasach – co wykazała walka z luką VAT – wystarczy do tego dobry interfejs technologiczny plus paru fachowców. To nie jest fizyka kwantowa! Nie jest to też coś, czego Wielka Brytania, Francja, Niemcy czy inne kraje rozwinięte nie robią. W związku z tym moim zdaniem należy być świadomym skali problemu i potem dostosowywać do tego narzędzia interwencji.

Skoro badacie tak nieszczelności podatkowe, to pewnie też zajmujecie się szarą strefą. Czy tam państwo nie traci więcej?

Szarą strefę również badamy, chcemy oszacować, jak zmieniała się w ostatnich latach i jaki to miało wpływ na zmiany w przychodach sektora finansów publicznych. W ciągu dwóch miesięcy opublikujemy raport.

Wydaje się, że powyższe obszary zainteresowań są dość naturalne. A może zajmujecie się czymś mniej oczywistym?

Tak. Jest też czwarty obszar naszych badań: powołaliśmy zespół, zajmujący się ekonomią behawioralną. To jedyne miejsce w Polsce, w którym taki dział istnieje. Właśnie sporządzamy tzw. raport otwarcia, pokazujący m.in. jak polskie instytucje publiczne, realizując różne programy korzystały z narzędzi ekonomii behawioralnej. Bo na pewno to robiły, choć może nie wiedząc o tym – niczym bohater Moliera, nieświadomy, że od lat mówi prozą. Chcemy pokazać dobre praktyki i ewentualnie też wskazać, jak można je ulepszyć. Prawdę mówiąc nasz zespół badawczy dostał już informację od tych instytucji, że są bardzo zainteresowani wynikami.

Zespół badawczy PIE, który częściowo został odziedziczony po poprzedniku, Instytucie Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.

Rzeczywiście, częściowo, bo ta instytucja jeszcze 21 września 2018 r. była czymś zupełnie innym, niż dziś. Wykonaliśmy z zespołem tytaniczną pracę w okresie restrukturyzacji. Musieliśmy przejść wiele zmian, w tym kadrowe, polegające na znalezieniu specjalistów z szerszych obszarów wiedzy ze względu na zmianę modelu funkcjonowania i przeistoczenia się z instytutu badawczego w think-tank. Ta restrukturyzacja była ciężka, trwała 3 miesiące, ale dorobiliśmy się wewnętrznych procedur. Jest to duży sukces osób, które tu pracują, całego zespołu ponad 50 pracowników. Odziedziczyliśmy instytut po IBRKK, za czasów którego – jak wykazał raport NIK – nie wszystkie procedury działały dobrze. My, jako państwowa osoba prawna, wprowadziliśmy bardzo restrykcyjne reguły, bardziej restrykcyjne niż miał w przeszłości nasz poprzednik. W tej chwili jesteśmy taką małą agencją publiczną, która działa na zasadach podobnych do ministerstwa. Obecnie jasne procedury wewnętrzne i kodeks etyczny są u nas bardzo ważne.

Na waszej stronie internetowej często pojawiają się informacje o rekrutacji.

Tak. Pracowników przyjmujemy według określonej procedury, wymogi formalne dotyczące wykształcenia są w niej ważne. Ale naszymi dodatkowymi kryteriami są: otwarty umysł i ciekawość świata. Tych cech nie da się nabyć w procesie formalnej edukacji, a są niesłychanie ważne… Wydaje mi się, że wszyscy w naszym zespole mają tę cechę, tzn. nie wyrabiają sobie zdania na jakąś kwestię bez analizy danych. No i oczywiście są w stanie przyjąć, że ktoś ma inny pogląd na daną kwestię, bo przecież różnimy się w swoich poglądach.

Czy osiągnęliście stawiane przed wami zadania?

Wprowadzamy do debaty publicznej istotne kwestie, których jednostki uzależnione kapitałowo raczej by nie poruszyły, np. Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju czy luka CIT.

Myślę, że tak. Udało się osiągnąć to, co było zamiarem: instytucję, która stymuluje debatę publiczną, uczestniczy w dyskusjach międzynarodowych. Warto zaznaczyć, że wprowadzamy do debaty publicznej istotne kwestie, których jednostki uzależnione kapitałowo raczej by nie poruszyły, np. wspomniany wcześniej Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju czy luka CIT. A my do tych kwestii podchodzimy obiektywnie, nie z punktu widzenia instytucji komercyjnej.

W końcu rola PIE jest inna…

Chcemy, żeby nasze materiały były użyteczne z punktu widzenia debaty publicznej. Należy pamiętać, że rola think-tanków w XXI w. uległa drastycznej zmianie, tzn. z badań quasi-akademickich, jakie robiły jeszcze 30-40 lat temu, musiały nieco zmienić formę, przenieść ciężar swej działalności w stronę praktyczności i większej użyteczności. To znaczy nadal trzeba wykonać tytaniczną pracę badawczą, ale z drugiej strony rezultat tych prac musi być zrozumiały, przystępny np. dla decydentów, którzy mają mniej czasu niż kiedyś, żeby się z takimi materiałami zapoznać.

Przejdźmy do stosowanych przez PIE metodyk.

Korzystamy z ekonomii ogólnej: począwszy od klasycznej teorii ekonomii, skończywszy na Danielu Kahnemanie i ekonomii behawioralnej. Ponadto oczywiście czerpiemy z danych zastanych czyli z tego, co pojawia się w międzynarodowych badaniach statystycznych – to jest tzw. baza. Druga rzecz to badania, które sami projektujemy i zlecamy na zewnątrz – dzięki nim dostajemy odpowiedzi na pytania, których byśmy nie dostali z badań ogólnodostępnych, bo dane są zbyt ogólne czy zbyt stare. Jeśli potrzebna jest nam dodatkowa wiedza, badamy przedsiębiorstwa, obywateli, poszczególne grupy społeczne czy poszczególne grupy przedsiębiorstw. Kolejna rzecz to wykorzystywanie danych z rejestrów administracyjnych i instytucji publicznych. To fantastyczne i przepastne źródło wiedzy, z którego w przeszłości korzystałem przy różnych projektach badawczych. Natomiast nie jest to całkiem proste, jesteśmy obecnie na etapie podpisywania umów z poszczególnymi instytucjami publicznymi po to, abyśmy mogli korzystać z ich danych statystycznych do naszych analiz. Z tych dodatkowych informacji korzystaliśmy m.in. przy analizie luki CIT. Kolejnym źródłem wiedzy są… umysły pracowników i ich wiedza dotycząca metodyk, które wypracowują na bazie literatury, którą przeczytali, własnej kreatywności. Możemy też oczywiście sięgnąć po ekspertów zewnętrznych: osoby, które są świetne w określonej dziedzinie. Tacy ludzie współpracują z nami…

Jakieś przykłady…

Choćby prof. Aleksander Welfe, który tworzy model prognostyczny dla polskiej gospodarki, który będzie kreowany w tym roku i pewnie w przyszłym ujrzy światło dzienne. To jest rzecz, która wymaga długiego czasu i bardzo nam zależy, żeby udało się to zrobić. To wymaga zbierania danych, prawie tysiąca zmiennych, które oni będą do tego modelu wprowadzać.

Co ten model będzie obejmował? Prognozy PKB?

Tak. Krótko- i średnioterminowe. Mogę jeszcze powiedzieć, że zgodnie z założeniami projektu, nasz model ma być jeszcze bardziej skomplikowany niż ten, którym posługuje się NBP. Do prac nad tym narzędziem włączony jest niemal nasz cały zespół, a także Rada PIE. Na poszczególnych etapach tego opracowania będziemy włączać kolejnych ekspertów spoza instytutu.

Życzymy sukcesów.

No, ale to nie wszystko! Tworzymy też cały zespół foresightu (prognozowania) gospodarczego. Uważam, że obecnie zbyt rzadko korzystamy z takich metodyk delfickich, z analiz scenariuszowych w poszczególnych segmentach gospodarki. Jedna z naszych kolejnych publikacji, która pewnie ukaże się w drugiej połowie 2019 r. będzie związana z foresightem gospodarczym polskiej gospodarki i jej poszczególnych branż.

Na pewno wzbudzi ona wiele dyskusji.

Zwykle, jeśli coś publikujemy, wcześniej poddajemy to debacie – tak było to w przypadku indeksu czy CIT-u. Słuchamy też opinii zewnętrznych.

Jak rozumiem, wpływają one na ostateczną treść.

Moim zadaniem jest pilnowanie, aby nasze materiały były możliwie najwyższej jakości. Są też procedury, które temu sprzyjają. Nad każdą publikacją się zastanawiamy, mamy cały system pilnowania tego, jak te materiały powstają. Nie chcę zdradzać, jak się to odbywa, powiedzmy, że jest to „tajemnica handlowa” oparta na moim dotychczasowym doświadczeniu zawodowym. Staramy się tak zaprogramować procesy wewnętrzne, aby zminimalizować wariancje produktu końcowego. Ale mogę zdradzić, że nie publikujemy wszystkiego, co powstało w instytucie. Niektóre materiały nie przechodzą testu jakości! Są też takie, które czekają na lepsze czasy, tzn. na to, aż ktoś je poprawi i będziemy mogli z nich skorzystać.

Czy zespół PIE składa się jedynie z ekonomistów?

Nie tylko. Mamy też np. świetnych socjologów, którzy zajmują się socjologią gospodarki, także fizyków – jeden z ekspertów planuje doktorat z fizyki. A nasz pierwszy stażysta to będzie absolwent Harvardu, Amerykanin z polskimi korzeniami. Staramy się pozyskiwać najlepszych!

Przejdźmy w takim razie na koniec do spraw merytorycznych, niejako spektrum zainteresowań instytutu. Jaka jest obecnie sytuacja polskiej gospodarki?

Spodziewamy się w 2019 r. wzrostu PKB w wysokości 4,3 proc., niektóre banki komercyjne mówią nawet o 4,5 proc.

Na samym początku roku spodziewaliśmy się spowolnienia wzrostu PKB Polski do ok. 4 proc. W budżecie na 2019 r. był wpisany wzrost 3,8 proc., NBP prognozował pod koniec zeszłego roku 3,7 proc. Inne instytucje prognozowały różnie, od 3,5 proc. do prawie 4,1 proc. Zapowiadany pakiet stymulacyjny dla polskiej gospodarki wchodzący w życie w II, III, i IV kwartale 2019 spowodował, że trzeba było dokonać rewizji tych prognoz. My obecnie spodziewamy się wzrostu 4,3 proc., niektóre banki komercyjne mówią nawet o wzroście 4,5 proc. w zależności od tego, jaka będzie waga tego pakietu stymulacyjnego. Jeżeli uda nam się w Polsce osiągnąć wzrost 4,5 proc., a w Niemczech będzie 0,5 proc. – bo takie są prognozy – to znaczy, że nastąpiła najbardziej strukturalna zmiana w przypadku polskiej gospodarki od kilkudziesięciu lat, jeśli chodzi o nasze możliwości tworzenia wartości dodanej.

Czyli impuls fiskalny będzie relatywnie silny…

Tak się wydaje; tak wiele instytucji finansowych i banków prognozuje. Nawet my zakładamy nieco skromniejszy wzrost niż inni. Wydaje mi się też, że spowolnienie wzrostu gospodarczego jest efektem psychologicznym. Nasze wewnętrzne czynniki kreacji wzrostu przez inwestycje prywatne, które w zeszłym roku stanowiły istotny element wzrostu gospodarczego, wówczas mieliśmy wzrost 5,1 proc., plus efekt „dopalenia” konsumpcyjnego, spowodują, że ten rok też będzie dobry.

A czy dalszemu rozwojowi Polski nie zagrażają braki na rynku pracy? Czy dopadł nas deficyt roboczej?

Tak, to istotne wyzwanie. Mówiąc o zagrożeniach dla wzrostu, na pewno ważny jest problem niewystarczającego zasobu pracowników. Ale jest to wyzwanie o tyle proste, że nadal mamy niższą stopę zatrudnienia osób w wieku produkcyjnym (20-64 lata) niż przeciętnie w Europie, szczególnie niż liderzy unijni jak Niemcy czy Czechy. Mamy ok. 8 pkt. proc. różnicy, między stopą zatrudnienia u nas, gdzie jest ok. 71 proc., a w wymienionych krajach, gdzie jest ok. 80 proc. Te 8-9 proc. to jest nasza rezerwa, którą możemy wykorzystać. Są tam m.in. osoby z sektora rolnego, które musiałyby się przekwalifikować plus osoby pracujące w szarej strefie. Ich przejście do usług czy produkcji – wszak choćby branża transportowa potrzebuje 100 tys. kierowców – może zwiększyć stopę zatrudniania, a co za tym idzie przychody sektora finansów publicznych. To jest dla nas wyzwanie, z którym możemy sobie poradzić.

A co dalej z inwestycjami prywatnymi? Wiemy, że konsumpcją nie da się na dłuższą metę podtrzymywać wzrostu. Czy inwestycje prywatne będą na tyle duże, aby podtrzymać wysoki poziom rozwoju w dłuższej perspektywie?

Poprawiają się dane statystyczne dotyczące inwestycji w badania i rozwój polskich przedsiębiorstw. Między 2016 a 2017 r. przybyła w Polsce jedna czwarta pracowników badawczo-rozwojowych. W deklaracjach pracodawców wskaźniki wzrosły ze 110 na 144 tys. takich osób. I to nie jest dlatego, że parę osób znalazło pracę, bo aż tak dużo naukowców w biznesie nie zatrudniliśmy, ale dlatego, że klasyfikacja, która weszła w życie dzięki reformom wprowadzającym ulgi podatkowe na badania i rozwój spowodowała, że przedsiębiorcy zaczęli wydatki na badania i rozwój odliczać. Poprzednio traktowali to wyłącznie jako koszt, nie traktowali tego jako nakłady inwestycyjne.

W związku z tym, dane statystyczne będą w kolejnych latach pokazywać rosnące nakłady inwestycyjne polskich firm ze względu na bodźce fiskalne, które zostały stworzone. Po prostu przedsiębiorcy będą inaczej klasyfikować to, co do tej pory klasyfikowali jako zwykły koszt. Dlatego informacja o tym, że produktywność w Polsce wzrosła o jedną czwartą od 2015 r. oznacza, że wzrosły koszty inwestycyjne. Inaczej nie dałoby się tego osiągnąć. Jeśli dane statystyczne tego nie pokazywały, to wynikało to z tego, że nie do końca dobrze mierzyliśmy stopę inwestycji dokonywaną przez firmy prywatne. W związku z tym czeka nas chyba dyskusja o jakości statystyki publicznej, aby te dane lepiej było widać. Być może potrzebne będą też kolejne bodźce fiskalne, aby przedsiębiorcy mogli sobie szerzej faktyczne wydatki inwestycyjne rozliczać.

Przez 15 lat w UE Polska notuje nieprzerwany wzrost gospodarczy

Wracając do prognoz: czy po roku 2019 nadal będziemy notować wysoki wzrost?

Wydaje się, że w 2020 r. wymienione wcześniej czynniki kreacji wzrostu poprzez konsumpcję i inwestycje nadal będą odczuwalne. Ale jest też pytanie o nasze otoczenie; Niemcy akurat prognozują, że w 2020 r. koniunktura w strefie euro będzie się poprawiać. Więc będziemy w stanie pozostać z bardzo szybkim, wysokim wzrostem gospodarczym roku 2019 i przy poprawiającej się koniunkturze w strefie euro, również w roku 2020. Rozmowa o polskich danych statystycznych dotyczących wzrostu – a mówię to jako osoba, która sporo jeździ po świecie na różne konferencje i debaty – jest niesamowita. Dla naszych zachodnich partnerów nasze wskaźniki są jak z kosmosu. W porównaniu z problemami strukturalnymi, z którymi musi się zmagać Finlandia, Irlandia, Francja czy Włochy, gdzie mają relatywnie wysoką stopę bezrobocia i niski wzrost lub nawet techniczną recesję w tym ostatnim kraju, jesteśmy oazą stabilności. Jeżdżąc po Europie i rozmawiając z zagranicznymi ekonomistami widzę, że nasze dane gospodarcze robią niesamowite wrażenie. Utrzymanie tego poziomu konwergencji i tego, że będziemy doganiać państwa Europy Zachodniej, może doprowadzić do tego, że wejdziemy do grona 20 najbogatszych państw na świecie – w sensie wielkości gospodarki – przed 2030 rokiem.

Nic, tylko się cieszyć.

Tak. W tym roku Polska przegoni Portugalię w PKB per capita z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej. To w końcu byłe imperium kolonialne z ogromnym kapitałem dziedziczonym przez pokolenia. Przeskoczyliśmy już Grecję, a wcześniej Węgry. Mamy perspektywy, żeby przegonić inne państwa Europy, w zasięgu są już Włochy. Dlatego myślę, że Polska, ze względu na wielkość gospodarki, powinna podejmować więcej wyzwań o charakterze globalnym, długoterminowym. Przykładem takich działań jest Inicjatywa Trójmorza i projektów gospodarczych w związku z nią realizowanych. To jest najciekawsza współcześnie inicjatywa – oprócz Hanzy2.0 – tworzenia forum dyskusji i rozwoju gospodarczego w Europie. Jest kilkadziesiąt realizowanych projektów, powstaje fundusz inwestycyjny, są nowe pomysły, angażuje się prywatny kapitał. Na dodatek niedługo czeka nas dyskusja o otwarciu Unii Europejskiej na kolejne kraje bałkańskie.

Rozmawiał Dariusz Rostkowski

Współpraca Ewa Rzeszutek


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test