Rynek poszukiwania pracy doczekał się reformy

03.06.2014
28 maja 2014 r. to historyczna data dla polskich urzędów pracy i - miejmy nadzieję - dla polskich bezrobotnych też. Pierwszy raz od przeszło 10 lat rząd zmienił zasady funkcjonowania "pośredniaków". Zwiększa się wachlarz dostępnych narzędzi, ale wciąż wiele zależy od zwykłego ludzkiego zaangażowania.

Słynny pomnik bezrobotnych z czasów Wielkiego Kryzysu; Waszyngton, USA. (CC By OakleyOriginals)


Sytuacja na rynku pracy poprawia się, choć wiele osób pewnie powie, że tego wcale nie widać. W kwietniu ponownie spadła liczba osób bezrobotnych (także pod tzw. odsezonowaniu wyników). Stopa bezrobocia również spadła – jej wartość  wyniosła ok. 12,7 proc. po pozbawieniu jej czynników sezonowych, a w maju będzie wynosić najpewniej 12,4 proc. (nieodsezonowane), czyli mniej o 1,2 pkt. proc. niż rok wcześniej.

Liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy w dalszym ciągu jednak spada. W kwietniu spadek był mniejszy niż w marcu. Wpływ miało na to także to, że dużą część ofert stanowiły subsydiowane miejsca pracy. To im w dużym stopniu zawdzięczano odpływ z bezrobocia. Możliwe, że pomimo rosnącej gospodarki urzędnicy nie starają się tak mocno, jak wcześniej o pozyskanie dodatkowych ofert pracy.

W drugiej połowie roku dostrzeżemy już zapewne efekty połączenia dwóch czynników: polepszającej się koniunktury i nowych mechanizmów działania urzędów pracy. Obecna reforma rynku pracy to rzadki przykład, gdy akademik swoje rekomendacje wprowadza w życie. Zmiany są bowiem w ogromnym stopniu realizacją pomysłów opisanych przez ich autora, ministra Jacka Męcinę, w książce „Polacy pracujący a kryzys fordyzmu” z 2009 r.

Zmiany

1. Zgodnie z założeniami reformy 7 proc. środków z Funduszu Pracy, jakie przekazywane są do samorządów na dofinansowanie pracowników urzędów pracy zostanie podzielone na dwie części: 5 proc. będzie dalej dofinansowaniem, a 2 proc. ma stanowić premię za wyniki danej instytucji. Problemem dla wielu jest to, że owe 2 proc. trafi do 75 proc. najlepszych urzędów, czyli do 252 z 336 istniejących.

Pomimo mniejszego niż zakładano oddziaływania, jest to pierwszy przypadek w sektorze budżetowym, gdy wynagrodzenie (budżet, czy też fundusz premiowy) urzędów uzależniony jest od efektów ich pracy.

2. Bezrobotni będą profilowani. W grupie pierwszej znaleźć mają się bezrobotni aktywni, którzy nie potrzebują specjalistycznej pomocy, a jedynie przedstawienia ofert pracy.

W grupie drugiej – bezrobotni wymagający wsparcia, którzy korzystać będą np. ze szkoleń czy staży.

W trzeciej grupie znajdą się bezrobotni oddaleni od rynku pracy – osoby zagrożone wykluczeniem społecznym, jak i te, które z własnego wyboru nie są zainteresowane podjęciem pracy lub pracują w szarej strefie.

Każdy klient urzędu pracy – zarówno osoba bezrobotna, jak i poszukujący pracowników przedsiębiorca – będzie prowadzony przez doradcę. Może się jednak okazać, że doradców wciąż będzie zbyt niewielu – ich liczba będzie zwiększona z 1,8 tys. do jedynie 2,5 tys., choć w urzędach pracy zatrudnionych jest aż 20 tys. osób.

Wiele doświadczeń międzynarodowych (m.in. z Francji i Niemiec) i także z Polski pokazuje, że świetnie sprawdza się zlecanie usług poszukiwania pracy instytucjom zewnętrznym. Świetnie te doświadczenia opisuje Mirosław Proppe z KPMG, który realizował już pilotaż tego typu usług w Małopolsce. 

3. Urzędy pracy będą mogły zlecać zewnętrznym firmom obsługę bezrobotnych z trzeciej grupy, czyli najbardziej oddalonych od rynku pracy.

Zlecanie tych usług na zewnątrz będzie możliwe w ramach programu Aktywizacja i Integracja, który powiatowe urzędy pracy będą mogły realizować wspólnie z ośrodkami pomocy społecznej. Wszystko zależy od tego, czy władze powiatowe we współpracy z gminnymi zdecydują się skorzystać z tej możliwości.

Na te działania będzie budżet w wysokości 160 mln zł – poza urzędy pracy będzie można skierować około 14,2 tys. bezrobotnych z około 2,1 mln zarejestrowanych obecnie, czyli niecały 1 proc.

Osoby, które bez uzasadnionej przyczyny odmówią uczestnictwa lub przerwą udział w programie, stracą status bezrobotnego. To samo będzie dotyczyć osób, które odmówią przypisania do konkretnego profilu.

4. Nowe rozwiązania to m.in. grant na telepracę, bon stażowy, bon na zasiedlenie po to by bezrobotny miał jak opuścić swój powiat, świadczenie aktywizacyjne, pożyczka z Funduszu Pracy na utworzenie stanowiska pracy lub podjęcie działalności gospodarczej, szkolenia organizowane w ramach trójstronnych umów szkoleniowych zawieranych między starostą, pracodawcą i instytucją szkoleniową.

5. Utworzony ma być Krajowy Fundusz Szkoleniowy, z którego finansowane będą szkolenia dla pracowników – zasilać go będą środki z Funduszu Pracy.

6. Dla młodych bezrobotnych (do 30. roku życia) skróci się z 6 do 4 miesięcy okres, w którym urzędy muszą przedstawić im ofertę pracy, stażu lub podniesienia kwalifikacji.

7. Pracodawcy zatrudniający skierowanych przez urząd bezrobotnych w wieku do 30 lat zostaną zwolnieni z obowiązku opłacania składek na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na 12 miesięcy. Będą również mieli możliwość refundacji składki na ubezpieczenia społeczne i dofinansowania wynagrodzenia za zatrudnionego bezrobotnego. Podobne preferencje będą mieli pracodawcy zatrudniający bezrobotnego 50+.

8. Dobrym pomysłem jest też zobowiązanie jednostek sektora publicznego do zgłaszania informacji o wolnych miejscach pracy w powiatowych urzędów pracy. Urzędnicy dostali też przykaz od ministerstwa by poszukiwać tzw. „ukrytych miejsc pracy”, czyli tych ogłoszeń, które oferują lokalni pracodawcy, ale np. na słupach ogłoszeniowych albo w prasie lokalnej, ale nie w PUP-ie. Więcej ogłoszeń to większa szansa na znalezienie pracy.

Bilans

Reforma urzędów pracy będzie prawdziwą rewolucją w funkcjonowaniu tych skostniałych instytucji. Dyrektorzy urzędów pracy starali się blokować wprowadzenie nowych przepisów, ale najistotniejsze jej zapisy wejdą w życie.

Najważniejsza wada reformy to opóźnienie. Jej założenia powstały w wakacje 2012 r. Rząd przyjął projekt ustawy w listopadzie 2013 r., a Sejm ją uchwalił dopiero w kwietniu 2014 r. Przez ten czas i bez reformy bezrobocie zaczęło spadać. Te działania są spóźnione co najmniej o dwa lata.

Druga sprawa to podległość, a co z tego wynika – rozliczanie. Pomimo, że urzędy pracy są regulowane przez ministerstwo to mu bezpośrednio nie podlegają. Jako instytucje samorządowe przede wszystkim odpowiadają przed starostami.

Minister nie może więc np. przeprowadzić zmian kadrowych nawet, gdy jakaś placówka nie realizuje zaleceń. W przypadku tych instytucji decentralizacja poszła zbyt daleko – UP powinny podlegać w większym stopniu wojewodzie i administracji rządowej.

Ryzykowny jest też brak możliwości śledzenia losów bezrobotnego. Istnieje obawa, że niektóre urzędy będą nagradzane za to, że wykreśliły bezrobotnych po to, by polepszyć sobie wskaźniki. Jak pisze na swoich stronach GRAPE UW, obecnie na około100 tys. osób bezrobotnych, które znalazły pracę, przypada niemal 120 tys. osób usuniętych z rejestrów przez pracowników PUP. Oznacza to, że ponad połowa „spadku” liczby osób bezrobotnych związana jest z działaniami administracyjnymi a nie z poprawą sytuacji na rynku pracy.

Okienko dla zdrowia

Jednym z postulatów części ekspertów – pisał o tym m.in. Jan Baran w Obserwatorze Finansowym – i Ministerstwa Pracy jest rozłączenie statusu bezrobotnego i prawa do ochrony zdrowia, co było w założeniach reformy, ale z niej wypadło.

Miesięczne koszty administracyjne obsługi procesu przekazywania list bezrobotnych niepobierających zasiłku, ale uprawnionych do świadczeń finansowanych przez NFZ – w tym celu do pośredniaków trafia średnio jedna trzecia bezrobotnych – wynoszą ok. 15 mln zł.

Urzędnicy PUP twierdzą, że realizacja tej procedury wymaga zaangażowania wielu pracowników w działania o charakterze biurokratycznym, co w istotny sposób zmniejsza liczbę urzędników zajmujących się aktywizacją bezrobotnych.

Ubezpieczenie zdrowotne jest powodem dla którego bezrobotni podejmują pracę – tak wynika z badań Craiga Garthwaite’a, Tala Grossa i Matthew J. Notowidigdo.

W amerykańskim stanie Tennesse w 2005 r. zniesiono powszechny program ochrony zdrowia, przez co bezrobotni utracili prawo do świadczeń. Dopiero prywatne wykupienie ubezpieczenia lub podjęcie pracy dawało prawo do ochrony zdrowia. Przez dwa lata od wprowadzenia reformy zatrudnienie w Tennesse wzrosło o 6 proc., najwięcej spośród wszystkich stanów.

W Polsce w odróżnieniu od USA konstytucja gwarantuje prawo do ochrony zdrowia. Gdyby nie zajmowały się tym urzędy pracy ten obowiązek przeszedłby na ośrodki pomocy społecznej. Problem w tym, że celem pomocy społecznej nie jest znalezienie danej osobie pracy, a pomaganie potrzebującym. Osoby, które tam trafiają rzadko później szukają pracy.

By zwiększyć zatrudnienie, należy dążyć do utrzymania osób odmawiających zatrudnienia w obrębie działania urzędów pracy, których celem jest pomoc w znalezieniu pracy. Kolejne propozycje resortu idą jednak w przeciwnym kierunku.

Minister Pracy zaproponował ostatnio by wprowadzić specjalne „okienka” do obsługi bezrobotnych, którzy chcą tylko posiadać tytuł ubezpieczenia zdrowotnego, ale nie szukają pracy. Takie rozwiązanie zostało dopisane do rządowego “pakietu kolejkowego i onkologicznego” przygotowywanego przez resort zdrowia.

Na zmianie zasad opłacania składki zdrowotnej skorzystaliby m.in. pracodawcy, bo na ich ofertę pracy odpowiedziałyby osoby rzeczywiście zainteresowane etatem. Jest to jednak półśrodek. Może okazać się, że większość bezrobotnych zrezygnuje z jakiejkolwiek aktywizacji i wtedy urzędnicy będą mieli naprawdę dużo czasu wolnego.

Jeżeli rząd jest tak przekonany do tego rozwiązania niech je najpierw przetestuje w wybranych losowo powiatach i odpowiadających im grupie kontrolnej.  Pilotaż udowodni, czy to rozwiązanie ma sens. Do tego czasu jednak nie skreślałbym tych którzy boją się i nie chcą podjąć pracy, bo okaże się, że nie będzie już żadnej instytucji, która pomoże wyciągnąć ich z szarej strefy lub pomoże im w podjęciu pracy.

Reforma pośrednictwa pracy była wyczekiwana od lat, dobrze, że wchodzi w życie. Problem w tym, że dalsze kroki resortu mogą zamiast zwiększyć zatrudnienie wyhodować grupę biernych społecznie wykluczonych, na których trzeba będzie łożyć przez następne dziesięciolecia. Korzyść z pozbycia się kolejek w urzędach pracy może być krótkotrwała.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test