Rzeki wylały w Tajlandii, skutki widać w świecie

05.11.2011
Trwająca od wielu tygodni powódź w Tajlandii, w wyniku której pod wodą znalazła się znaczna cześć tego azjatyckiego kraju, podobnie jak trzęsienie ziemi w Japonii z marca doskonale pokazują jak bardzo zglobalizowana jest współczesna gospodarka. Obecna klęska żywiołowa na Dalekim Wschodzie okazuje się klęską dla przemysłu motoryzacyjnego i elektronicznego.

Yingluck Shinawatra, premier Tajlandii. (CC By NC Ratchaprasong2)


W ciągu ostatnich 20 lat Tajlandia, którą wielu nadal kojarzy głównie z produkcją odzieży stała się dzięki polityce rządu drugim co do wielkości południowoazjatycką gospodarką i wielkim ośrodkiem przemysłu motoryzacyjnego i elektronicznego. Szczególnie entuzjastycznie do inwestowania podchodzili Japończycy, którzy zlokalizowali w tym kraju 2 tys. fabryk. Obecnie jedna czwarta z nich w wyniku największej od 1942 roku powodzi znalazła się pod wodą.

Gospodarka światowa zaczęła dostrzegać katastrofalną powódź w Tajlandii na początku października. Na telekonferencji Appla, czołowego światowego producenta elektroniki użytkowej, poświęconej wynikom w zakończonym 25 września czwartym kwartale roku finansowego padały pytania dotyczące wpływu powodzi na produkcję. Odpowiedzi były uspokajające.

Kilka dni później gruchnęła wieść, że pod wodą są należące do Western Digital i Toshiba zakłady produkujące twarde dyski do komputerów oraz, że produkcję dysków musiał przerwać Seagate. W tajlandzkich fabrykach powstaje od 30 proc. do 40 proc. światowej produkcji tych urządzeń, a Western Digital, czołowy światowy producent twardych dysków ma tam zlokalizowane 60 proc. swoich globalnych mocy produkcyjnych.

Jeśli nawet same zakłady wytwarzające twarde dyski nie zostały zalane, to pod wodą znalazły się fabryki, w których produkowane są części do tych urządzeń. Na dodatek wiele z zatopionych fabryk dostarcza komponenty do produkcji twardych dysków w zakładach w Chinach, Malezji czy Singapurze. W ocenie firmy badawczej IHS Suppli, w Tajlandii – w zakładach firmy Nidec – powstaje np. 70 proc. światowej produkcji silniczków używanych w twardych dyskach, a klientami firmy są tacy producenci jak Western Digital, Seagate, Hitachi Global Storage Technologies, Toshiba i Samsung.

Według firmy badawczej Gartner, pierwotnie szacowana na 180 mln sztuk światowa produkcja twardych dysków w IV kwartale może być w rzeczywistości nawet o 50 mln sztuk mniejsza. IHS Suppli spadek produkcji szacuje na ok. 28 proc. Ponieważ nie wiadomo kiedy powódź się skończy i kiedy wznowiona zostanie produkcja, na razie trudno oszacować o ile spadnie produkcja w 2012 roku.

Tajwańska firma badawcza Digitimes Research szacuje, że producenci komputerów mają w zapasach ok. 21 mln sztuk twardych dysków co sprawia, że spowodowany powodzią spadek produkcji komputerów w IV kwartale 2011 roku analitycy firmy szacują na ok. 12 proc.Z kolei Samsung, czołowy światowy producent pamięci wykorzystywanych w komputerach obawia się, że spadek produkcji komputerów pociągnie w dół ceny pamięci.

Na efekty powodzi nie trzeba było długo czekać. Ceny twardych dysków wzrosły, zaś czołowi światowi producenci komputerów zaczęli delikatnie mówić o związanych z tym ewentualnych podwyżkach sprzętu, a także o możliwym zmniejszeniu produkcji komputerów z powodu braku części.

Pojawiły się opinie, że zwiększy się popyt na SDD, czyli na elektroniczne urządzenia pamięci masowej zbudowane w oparciu o pamięci typu flash. Dziś jedynie 3-4 proc. komputerów – m.in. MacBook Air Apple – ma instalowane SDD. Powodem jest wysoka, wielokrotnie wyższa niż tradycyjne twarde dyski cena tego typu pamięci. Twardy dysk o pojemności 500 GB kosztuje o ok. 40 proc. taniej niż 64 GB SDD. Mimo różnicy cen niektórzy eksperci spodziewają się kilkukrotnego wzrostu sprzedaży SDD.

Acer, czwarty – według Gartnera – co do wielkości światowy producent komputerów jako pierwszy zapowiedział podwyżki cen oraz oszacował, że z powodu powodzi będzie musiał zmniejszyć produkcję o 5-10 proc. Amerykański Dell, numer trzy na globalnym rynku komputerów cen jeszcze nie podniósł, ale tego nie wyklucza.

Powódź odczuwają także producenci drukarek – np. Canon – i kamer – Canon, Nikon, Sony. Nikon spodziewa się, że produkcję kamer w tajlandzkich fabrykach będzie mógł wznowić w styczniu, a pełne moce osiągnie w marcu 2012 roku. Sony z powodu powodzi zmuszony był opóźnić premierę i wprowadzenie na rynek najnowszej kamery – EX-7.

Powódź w Tajlandii uderzyła nie tylko w producentów elektroniki użytkowej. Odczuły ją także koncerny motoryzacyjne, zwłaszcza japońskie. Toyota zawiesiła produkcję w swych trzech tajlandzkich fabrykach 10 października. Podobnie zrobił Nissan i Honda. Efektem tych decyzji są zakłócenia w łańcuchu dostaw, które mają wpływ na produkcję samochodów w różnych zakątkach świata. W przypadku Toyoty odczują ją fabryki w innych krajach Azji, a także w Południowej Afryce i USA. Honda informuje, że poza azjatyckimi zakładami skutki żywiołu odczuwają fabryki w Japonii, USA i Kanadzie, a także w Wielkiej Brytanii.

Co ważne żadna z fabryk Toyoty, czy Nisana nie została zalana przez powódź. Jednak pod wodą znalazły się szlaki komunikacyjne oraz zakłady produkujące części dla tych firm. Zatopiona jest jedna fabryka Hondy.

W ocenie Toyoty, w jej tajlandzkich zakładach w wyniku powodzi nie zostanie wyprodukowanych co najmniej 69 tys. samochodów, czyli ok. 10 proc. rocznej produkcji. Nissan szacuje, że nie wyprodukował w Tajlandii co najmniej 40 tys. aut. Do tego dochodzą spadki produkcji w zakładach w innych częściach świata. Według rzecznika Toyoty tylko w Japonii produkcja zmniejszyła się o 22 tys. sztuk. Spadek japońskiej produkcji Nissan szacuje na 20 tys. aut.

Powódź uderzyła w japońskie koncerny w najgorszym z możliwych momentów. W chwili, gdy zaczęły podnosić się z kłopotów spowodowanych tragicznym wiosennym trzęsieniem ziemi. Co istotne, już teraz Japończycy myślą jak uniknąć podobnych problemów w przyszłości i jakich zmian dokonać w łańcuchu dostaw i logistyce.

W ocenie specjalistów od logistyki wielkie koncerny powinny jeszcze raz przemyśleć za i przeciw związane z koncentracją produkcji czy to samochodów, czy to elektroniki w wybranych obszarach. Takie lokalizowanie produkcji sprzyja osiąganiu synergii i np. obniżce kosztów związanych z transportem, a także pozwala na lepszą gospodarkę zapasami, ale – jak pokazują tegoroczne przykłady z Japonii i Tajlandii – jest ryzykowne.

W ocenie ekonomistów, tegoroczna powódź będzie miała wielki wpływ na wzrost tajlandzkiego PKB. Tajlandzki bank centralny obniżył prognozę tegorocznego wzrostu PKB z 4,1 proc. do 2,6 proc. Według niektórych ekonomistów łączne koszty mogą stanowić nawet 3 proc. PKB, a to oznacza, że będą wielokrotnie wyższe niż np. katastrofalnego tsunami z 2004 roku, które zmniejszyło PKB Tajlandii o 0,3 proc., czy marcowego trzęsienia ziemi w Japonii, którego wpływ na PKB Kraju Kwitnącej Wiśni oszacowano na 0,1 proc. PKB.

>czytaj też: Nowa premier Tajlandii dopieszcza rolników


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test