Kodeks pracy zostanie zliberalizowany

Rozwiązania pakietu antykryzysowego dotyczące uelastycznienia przepisów prawa pracy wejdą na stałe do kodeksu pracy. Tak proponuje minister pracy, Jolanta Fedak – dowiedział się Obserwator Finansowy. Do tej pory zakładano, że będą one funkcjonować zaledwie do końca 2011 r. Nad propozycją debatuje właśnie Komisja Trójstronna.

Projekt ustawy liberalizującej kodeks pracy miałby powstać w połowie roku i zostać uchwalony do grudnia bieżącego roku. Przepisy weszłyby w życie najpóźniej 1 stycznia 2012 r.

– Monitorując działanie ustawy antykryzysowej, zauważyliśmy, że przedsiębiorcy chętniej korzystają ze zmienionych przepisów dotyczących elastycznego czasu pracy niż starają się o dofinansowanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – tłumaczy minister pracy Jolanta Fedak.

Pakiet antykryzysowy składa się z dwóch części. Pierwsza część ma chronić przed upadkiem te zakłady, których obroty z powodu kryzysu spadły o co najmniej 25 proc. Na mocy przepisów z 2009 r. przedsiębiorcy, którym groziłoby bankructwo albo byliby zmuszeni z powodu spadku produkcji przeprowadzić zwolnienia grupowe, mogą starać się o dofinansowanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Pieniądze te mogą być przeznaczone na:

a)      wypłaty dla pracowników w okresie przestoju – czyli w momencie, kiedy w zakładzie brakuje zajęcia dla wszystkich zatrudnionych osób, można załogę wysłać na płatny urlop, za który płaci właśnie FGŚP;

b)    rekompensaty dla pracowników, którym z powodu kryzysu zmniejszono czas pracy, a tym samym wynagrodzenie. To oznacza, że pracownik zamiast na cały etat pracuje np. na ¾ etatu. Pracodawca płaci wtedy tylko za przepracowane godziny. Reszta wynagrodzenia wypłacana jest z funduszu.

Ustawa antykryzysowa wprowadza też szereg regulacji uelastyczniających czas pracy. Najważniejsza z nich to wydłużenie okresu rozliczeniowego z 4 miesięcy do roku oraz wprowadzenie indywidualnego rozliczania czasu pracy. Dzięki tej możliwości przedsiębiorca, który w danym momencie ma mniej zleceń, nie musi zwalniać pracowników, ale może zmniejszyć im dzienny czas pracy do np. 5 czy 6 godzin. Płaci im tylko za ten czas, który przepracowali. Natomiast w momencie, kiedy pracy jest więcej, zespół pracuje dłużej niż 8 godzin, ale nie dostaje pieniędzy za pracę po godzinach. Najważniejsze jest to, żeby w ciągu roku przepracowane godziny podzielone przez liczbę dni roboczych dały nie więcej niż 40 godzin  tygodniowo. Jeżeli okaże się, że czas ten jest dłuższy – wówczas pracownikom należą się nadgodziny.

Ustawa antykryzysowa była dyskutowana w Komisji Trójstronnej i w Sejmie przez przeszło osiem miesięcy. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że  w okresie od 22.08.2009 r., tj. od dnia wejścia w życie ustawy, do 13.11.2009 r. (ostatnie dane resortu pracy) do 13 spośród 16 Biur Terenowych Funduszu  Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wpłynęło zaledwie 70 wniosków  przedsiębiorców o wydanie zaświadczenia o pozostawaniu w  przejściowych trudnościach i pomoc finansową. Z tego wsparcie finansowe dostało zaledwie 11 przedsiębiorców. Jak z tego wynika, przedsiębiorcy nie zaczęli masowo składać wniosków o dofinansowanie.

Zdecydowanie więcej firm, bo aż ponad 300, skorzystało z rozwiązań dotyczących uelastycznienia czasu pracy. Zdaniem minister Jolanty Fedak to pokazuje, że przedsiębiorcom bardziej potrzebne jest rozluźnienie przepisów niż wsparcie finansowe. W rozmowie z Obserwatorem Finansowym stwierdziła, że przydałyby się one nie tylko na czas kryzysu, ale także później, kiedy trwające obecnie spowolnienie gospodarcze minie. Wprowadzenie takich rozwiązań na stałe spowodowałoby, że w każdej chwili, gdy firma znajdzie się w tarapatach, będzie mogła z tych rozwiązań skorzystać. A to pozwoli jej uniknąć upadku oraz zwolnień pracowników.

Nad wprowadzeniem takich rozwiązań na stałe pracę rozpoczęła już Komisja Trójstronna, w ramach której, zgodnie z praktyką, zostanie ustalony wstępny kształt projektu nowelizacji. – Przed Bożym Narodzeniem odbyło się już posiedzenie zespołu monitorującego działanie ustawy. Ustaliliśmy, że do 15 stycznia partnerzy społeczni, czyli organizacje pracodawców i związki zawodowe przedstawią swoje propozycje zmian związanych z tą ustawą. W drugiej połowie stycznia chcemy już zacząć nad tym pracować – mówi Jacek Męcina, ekspert PKPP Lewiatan i przewodniczący zespołu prawa pracy w Komisji Trójstronnej.

Problem jednak w tym, że wypracowanie kompromisu w tym zakresie nie będzie łatwe. Na uelastycznienie kodeksu pracy nie zgadzają się bowiem związki zawodowe. – Przystaliśmy na liberalizację kodeksu pracy na czas kryzysu, wierząc, że to pomoże uniknąć gwałtownego wzrostu bezrobocia. Ale takie rozwiązania wprowadzone na stałe do przepisów prawa pracy w znacznym stopniu pogorszą pozycję pracowników. Przedsiębiorcy od dawna starają się wprowadzić takie rozwiązania na stałe, mając na uwadze wyłącznie pomnożenie własnego zysku kosztem zatrudnianych osób – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Związkowcy obawiają się, że wprowadzenie takich rozwiązań na stałe spowoduje, że przedsiębiorcy zaczną wykorzystywać przepisy np. do tego, żeby unikać płacenia za nadgodziny. A pracownik będzie musiał podporządkować swoje życie pracy i liczbie zleceń, które w danym momencie otrzyma jego zakład. Jeśli się do tego nie zastosuje, najpewniej straci pracę.

– Nie ma takiej możliwości – uspokaja Jacek Męcina z Lewiatana. – Za każdym razem, kiedy przedsiębiorca będzie chciał wprowadzić te przepisy u siebie, będzie musiał uzyskać na to zgodę zakładowej rady pracowniczej albo związku zawodowego działającego na terenie firmy.

I dodaje, że zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej wprowadzenie dwunastomiesięcznego okresu rozliczeniowego wymaga każdorazowo zgody pracowników.

Związki zawodowe – co budzi optymizm – deklarują, że są skłonne do dyskusji nad zaproponowanymi zmianami. – Nie jesteśmy ortodoksami. Jeśli takie rozwiązania są rzeczywiście potrzebne i w ostatecznym rozrachunku przydatne dla pracowników, należy się nad nimi pochylić – tłumaczy Radzikowski.

Mimo wszystko przedsiębiorcy i rząd na wszelki wypadek zakładają dwa scenariusze realizacji pomysłu liberalizacji kodeksu pracy.  – Jeśli po 15 stycznia okaże się, że wszystkie strony są w miarę przychylne tym zmianom, będziemy starać się to przedyskutować w komisji w zespole prawa pracy. Jeśli natomiast związki zawodowe będą zbyt gwałtownie protestować, przesuniemy dyskusje nad tymi rozwiązaniami do prezydium komisji. Tam łatwiej będzie to przeforsować – mówi nieoficjalnie osoba blisko związana z rządem.

Nowe propozycje dotyczące wprowadzenia na stałe do kodeku pracy uelastycznienia przepisów o czasie pracy chwalą ekonomiści. – To doskonałe rozwiązanie, z którego za każdym razem mogą skorzystać firmy, które wpadną w przejściowe tarapaty. A te mogą zdarzyć się nie tylko w sytuacji, gdy mamy do czynienia z globalnym spowolnieniem gospodarczym  – mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Elastyczny kodeks pracy to w Europie żadna nowość. Podobne uregulowania mozna znaleźć np. w ustawodawstwie niemieckim czy brytyjskim. Elastyczne rynek pracy od lat mają Holendrzy, gdzie znaczna grupa osób zatrudniana jest w agencjach pracy tymczasowej i „wypożyczana” tym przedsiębiorcom, którzy w danym momencie potrzebują większej liczby pracowników. Szczególny rodzaj elastycznych form zatrudnienia jest w Danii, gdzie łączy się je z rozbudowanym systemem socjalnym.

Opinia

Marek Zuber, ekspert Dexus Partners oraz były szef doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza

Liberalizacja jest potrzebna, bo restrykcyjne przepisy prawa pracy, które w założeniu mają chronić pracowników, bardzo często obracają się przeciwko nim. Pracodawcy obawiając się, że  nie będą mieć możliwości łatwego zwalniania pracowników, zamiast umów o pracę zawierają z nimi umowy cywilne, które łatwiej zerwać albo w ogóle zatrudniają pracowników „na czarno”. Równocześnie przestrzegam przed nadmierną liberalizacją przepisów prawa pracy. Danie wolnej ręki przedsiębiorcom cofnęłoby nas do XIX w., czyli czasów, kiedy wiele osób za pieniądze, które zarabiały, nie było w stanie się utrzymać. Uważam, że pewne zasady, np. te dotyczące pensji minimalnej, powinny być nadal zachowane. Uelastycznienie prawa pracy tak,  ale z zachowaniem wszystkich praw socjalnych.


Tagi


Artykuły powiązane

Związki zawodowe są potrzebne gospodarce Ukrainy czy jej szkodzą?

Kategoria: Analizy
Na Ukrainie toczy się spór o rolę związków zawodowych – rząd chciałby likwidacji istniejących i zastąpienia ich nowymi, powołanymi pod jego kontrolą. Pracodawcy marzą o gospodarce bez nich, a władze związkowe walczą o zachowanie status quo.
Związki zawodowe są potrzebne gospodarce Ukrainy czy jej szkodzą?

Więcej Polaków może pracować, jeśli im się to ułatwi

Kategoria: Pracownicy NBP
Podaż pracy, czyli liczba osób aktywnych zawodowo, zmniejsza się o około 100 tys. rocznie. Do zrównoważenia ubytku wystarczyłby jednak wzrost współczynnika aktywności zawodowej o 0,3 punktu proc. – mówią dr Katarzyna Saczuk i dr Robert Wyszyński z Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.
Więcej Polaków może pracować, jeśli im się to ułatwi

Nowy kodeks pracy spowoduje kolejną falę emigracji z Ukrainy?

Kategoria: Analizy
Na Ukrainie szykuje się radykalna zmiana kodeksu pracy. Wg ekspertów zapowiadane zmiany doprowadzą do nowej fali emigrantów zarobkowych. Tymczasem nad Dnieprem brakuje rąk do pracy i zdaniem naukowców kraj nie poradzi sobie bez imigrantów.
Nowy kodeks pracy spowoduje kolejną falę emigracji z Ukrainy?