• Alan Beroud

Polska – USA – gaz łupkowy

26.05.2011
Gaz łupkowy ma być jednym z tematów rozmów prezydentów RP i USA w czasie krótkiej wizyty Baracka Obamy w Polsce. Nie dyskutując o tym, czy to temat zastępczy czy jednak ważny, warto spojrzeć na niego od innej strony: niekonwencjonalne dłubanie w ziemi w świetle już istniejących przepisów.
(CC BY-NC-ND mattsabo17)

(CC BY-NC-ND mattsabo17)

(CC BY-NC-ND mattsabo17)

W związku z wizytą prezydenta USA Baracka Obamy w Polsce powrócił trochę ostatnio już przebrzmiały, zeszłoroczny, temat gazu łupkowego. Czy da nam niezależność od rosyjskiego sąsiada? Czy zapewni bezpieczeństwo energetyczne? Czy dzięki niekonwencjonalnym metodom staniemy się wreszcie jak najbardziej konwencjonalną potęgą w tej dziedzinie? To najczęściej poruszane wątki.

Za gaz łupkowy w Polsce przyjęło się uważać właściwie wszystko, co zalicza się do surowca wydobywanego ze złóż niekonwencjonalnych:

– gaz łupkowy (shale gas)

– gaz zamknięty (tight gas)

– gaz głębinowy (deep gas)

– gaz z pokładów węgla (coalbed methane)

– hydraty gazowe.

Niekonwencjonalność polega jednak nie na tym, co w ziemi, lecz po prostu na sposobie wydobycia tego na powierzchnię. Niekonwencjonalność przejawia się też w niekonwencjonalnych kosztach wydobycia, bo nowe technologie kosztują więcej, a więc i gaz jest po prostu droższy.

Opisy tej technologii czytaliśmy w przez ostatni rok nie raz. Wielu Polaków już słyszało, że polega na wierceniu poziomym, że towarzyszy jej drenowanie sieci spękań w skale, zwane szczelinowaniem hydraulicznym (hydraulic fracture). A wszystko razem polega na wtłoczeniu pod ziemię ogromnych ilości wody pod ogromnym ciśnieniem (600 atmosfer) oraz drobnoziarnistego piasku. Wszyscy już też wiedzą iż technologia taka została opracowana i jest wykorzystywana w USA. Głównie w USA.

Co z tego wynika? Dla statystycznego czytelnika, Polaka, zjadacza chleba – niewiele. Daleki jestem od oceny technologii, bo się na tym po prostu nie znam. Wiem jednak, że posiadanie technologii nie wystarczy, by zostać potęgą, uniezależnić się od dostawcy ze Wschodu, zapewnić bezpieczeństwo energetyczne.

Firmy, które mogą się zaangażować w drogie wydobycie będą myśleć nie o zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego krajowi, lecz o zapewnieniu zysków swoim akcjonariuszom.

I tak przechodzimy do barier i minusów projektu pod hasłem: „wydobycie gazu łupkowego w Polsce”.

Zgodnie z danymi Credit Suisse za 2009 rok, na które powołuje się między innym także polskie Ministerstwo Środowiska, stopa zwrotu z wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych (IRR) przy cenie 0,26 dol. za m3 wynosi średnio około 5 proc. To bardzo mało. Żeby inwestycja była opłacalna IRR musi osiągnąć co najmniej 11 proc. Koszt pozyskania rosyjskiego gazu do Polski to ok. 0,3 dol. za m3. Przy takich wskaźnikach z punktu widzenia przedsiębiorcy lepszą inwestycją – bardziej opłacalną i niemal pozbawioną ryzyk –  wydaje się być inwestycja w obligacje Skarbu Państwa.

Dlaczego w takim razie wydobycie opłaca się w USA? Najkrótsza odpowiedź brzmi: bo to inny kraj. Po pierwsze, w Stanach Zjednoczonych są inne warunki geologiczne (mniejsza głębokość złóż, inna tektonika, mniejsza zawartość SiO2 i minerałów ilastych, większa dojrzałość termiczna). W efekcie wydobycie jest łatwiejsze. Ponadto całość złóż w Polsce to około 1,4 bln m3. Stany mogą się pochwalić większymi zasobami – wg Wood McKenzie, samo złoże Haynesville w Luizjanie szacuje się na około 7,1 bln m3 – a to zwiększa opłacalność projektu (inaczej rozkładają się koszty, inne są przychody).

Po drugie, inny jest stopień zurbanizowania terenu, a także uwarunkowania związane z ochroną środowiska. Podobno najlepsze polskie złoża są ulokowane w paśmie od Pomorza na Lubelszczyznę. Zupełnie czym innym jest jednak wykonywanie siatki odwiertów położonych od siebie w odległości od 300 m. do 1100 m. na pustyni w Stanie Nowy Meksyk (co tworzy krajobraz przypominający szwajcarski ser z dziurami), a czym innym – próba realizacji takiego przedsięwzięcia w paśmie między Gdańskiem a Lublinem, w dodatku przez Warszawę.

I nie chodzi tu o względy estetyczne, lecz przede wszystkim o procedurę prawną. Zgodnie z Prawem Górniczym (art. 16 ust. 5 Ustawy Prawo Geologiczne i Górnicze) udzielenie koncesji na działalność wydobywczą wymaga uzgodnienia z właściwym wójtem, burmistrzem albo prezydentem miasta. I nie jest to prosty proces. Uzgodnienie następuje na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, a w przypadku jego braku na podstawie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Uzgodnienie powinno więc nastąpić na poziomie planu zagospodarowania przestrzennego a to oznacza uzgodnienia m.in. z:  zarządem województwa, starostą, gminą i sąsiednimi gminami, konserwatorem zabytków, organami wojska ochrony granic oraz bezpieczeństwa państwa, organem nadzoru górniczego, geologami, inspektorem ochrony środowiska czy strażą pożarną.

Obawiam się, że na szczeblu samorządowym przegłosowaniu planu zawierającego siatkę odwiertów może się okazać wielkim problemem. O ile bowiem większość mieszkańców, a tym samym rada gminy, chętnie pomyśli o swoim kraju, jako liderze na światowym rynku gazu, o tyle znacznie mniej przychylna będzie stworzeniu księżycowego krajobrazu na łące tylko nieznacznie oddalonej od własnego domu.

Ekolodzy też na pewno nie pomogą. Wiele obszarów jest objętych ochroną, a tym samym wyłączona jest możliwość uzyskania pozytywnej – niezbędnej – decyzji środowiskowej (art. 46 ust. 4 pkt. 3 ustawy Prawo ochrony środowiska).  W dodatku do wykonania odwiertów trzeba zużyć ogromne ilości wody (od 2000 do 4000 m3 dla przeciętnego otworu pionowego i od 8000 do 20 000 m3 dla poziomego). Dla porównania powiem, że średnie krajowe zużycie na jednego mieszkańca wynosi 5,4 m. sześc. (Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 14 stycznia 2002 r. w sprawie określenia przeciętnych norm zużycia wody).

Na koniec wrócę do kwestii finansowania i opłacalności inwestycji. W USA bardzo ważnym elementem stymulującym przedsiębiorców do wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych był system zwolnień podatkowych. Zastosowano więc reglamentację do stworzenia korzystnych warunków ekonomicznych dla rozwoju rynku. Ratio legis takiej regulacji polegało na zwiększeniu (w określonej perspektywie) własnych zasobów gazu, celem zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Gdyby Polski rząd zdecydował się na podobne posunięcie mogłoby to zostać uznane przez Komisję Europejską za zakazaną pomoc publiczną dla sektora (na mocy art. 107 ust. Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej). Przyjmijmy jednak, że tak by się nie stało. Że Komisja Europejska tknięta potrzebą zdywersyfikowania źródeł zaopatrzenia Europy w surowce zgodziłaby się, by Polski rząd udzielał wsparcia (w jakiejś określonej postaci) biznesowi wydobywczemu. Myślę, że przedsiębiorcy obawialiby się uwzględnienia takich subsydiów w swoich biznes planach. Obawialiby się, że państwo zmieni plan, a oni zostaną z dziurą w planie finansowania inwestycji. A państwo plany zmieniać lubi. Kilka lat temu rząd zapowiedział, że będzie wspierać dystrybucję CNG – gaz miał być zwolniony z cła i akcyzy. Niektóre firmy zaczęły inwestować w ten sektor. A potem zmienił się rząd, a razem z nim pomysł na CNG. Nowe władze nie podtrzymały pomysłu wspierania CNG, a produkcja paliwa stała się znacznie mniej opłacalna.

Nie możemy oczekiwać od przedsiębiorcy, że będzie się kierował bezpieczeństwem państwa, zamiast koniecznością zapewnienia dobrego wyniku finansowego swoim akcjonariuszom. Czy więc wydobywać gaz łupkowy? Nie wiem, ale biorąc pod uwagę stan prawny i polskie realia odpowiem historyjką z poprzedniej epoki: jak zrobić kalejdoskop:

– kupić tutkę z cukierkami, wyrzucić cukierki,

– kupić okulary zerówki , wyjąć szkiełka, jedno zmatowić

– kupić biżuterię z różnokolorowymi oczkami, oczka wydłubać

– kupić lusterko i wyciąć trzy poziome paski,

– wszystko połączyć i kalejdoskop gotowy.

Pytanie tylko, czy jednak nie będzie prościej kupić już gotowy kalejdoskop? I niech już nawet będzie rosyjski.

Alan Beroud jest prawnikiem, dyrektorem firmy doradczej Energia Polska oraz ekspertem i przedstawicielem w sejmie Izby Metali Nieżelaznych ds. Rynku Energii.


Tagi


Artykuły powiązane