Ukraina wchodzi do strefy wolnego handlu UE

30.12.2015
1 stycznia 2016 r. ma zacząć obowiązywać handlowa część umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą. Miała wejść w życie już kilkanaście miesięcy temu, lecz zaprotestowała Rosja. Moskwa znów grozi nałożeniem na Ukrainę kolejnych sankcji.

Premier Arsenij Jaceniuk rozważa wejście na ścieżkę handlowej wojny z Rosją. (CC By NC ND KPRM)


Brak zgody prezydenta Wiktora Janukowycza na podpisanie umowy stowarzyszeniowej (Association Agreement) z Unią Europejską leży u podstaw protestów, które rozpoczęły się na Placu Niepodległości w Kijowie w listopadzie 2013 r. i doprowadziły do tego, co zaczęto później określać mianem „rewolucji godności”. Ci Ukraińcy, którzy nie potrafili sobie wyobrazić przyszłości swojego kraju bez tej umowy, prawie natychmiast wyszli na centralny plac miasta, by wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji prezydenta. Ostatecznie umowa została podpisana, a jej główna, handlowa część ma zacząć obowiązywać z początkiem 2016 r.

Trudne negocjacje

Do podpisania pierwszej, politycznej części umowy, doszło w marcu 2014 r. i był to gest wsparcia dla władz w Kijowie wobec zaostrzających się napięć z Rosją. Fizycznie umowa nie została podzielona na dwie części; przywódcy sygnowali jednak akt końcowy, w którym zastrzegli, że ich podpisy odnoszą się tylko do rozdziałów dotyczących stosunków politycznych. Bardziej obszerną część porozumienia, która regulowała zagadnienia gospodarcze i handlowe, odłożono na czas po wyborach prezydenckich oraz wyłonieniu nowego rządu.

W czerwcu tego samego roku została podpisana druga część umowy – porozumienie o wolnym handlu (Deep and Comprehensive Free Trade Agreement – DCFTA). Ta część porozumienia dotyczy utworzenia strefy wolnego handlu, współpracy w dziedzinie gospodarki, wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Umowa otworzy unijny rynek dla Ukrainy poprzez stopniowe znoszenie ceł i kwot oraz poprzez harmonizację prawa i norm w różnych sektorach. Na jej podstawie Unia i Ukraina wyeliminują bariery handlowe.

Stanowczy sprzeciw Rosji

Od samego początku Rosja wyrażała przekonanie, że umowa stowarzyszeniowa uderzy w jej interesy, wobec czego zapowiedziała, że jeśli postanowienia umowy wejdą w życie 1 listopada 2014 r., tak jak było to przewidziane, natychmiast odpowie sankcjami gospodarczymi, skierowanymi wobec Ukrainy. Sprzeciw Rosji był powodem, dla którego o czternaście miesięcy przesunięto wprowadzenie części gospodarczej umowy stowarzyszeniowej.

Pomimo upływu czasu i odbywających się regularnie spotkań w formacie trójstronnym (Unia Europejska – Ukraina – Rosja), Kreml nadal sprzeciwia się przystąpieniu Ukrainy do umowy o wolnym handlu. Zasadniczy, formalny, zarzut, jaki Rosja formułuje wobec postanowień umowy dotyczy tego, że możliwy stanie się bezcłowy wwóz towarów wyprodukowanych w Unii Europejskiej do Rosji przez Ukrainę. Przedstawiciele Brukseli bezskutecznie próbowali przekonać Rosję, że jest to ryzyko teoretyczne, bo już wcześniej w międzynarodowych traktatach handlowych przewidziano zasady,  które mają takie niebezpieczeństwo niwelować. Zastosowanie znajdą reguły pochodzenia towarów, które obowiązują członków WTO, a więc także Rosję, Ukrainę i Unię Europejską jako całość.

Towary eksportowane z krajów UE na Ukrainę będą na mocy postanowień DCFTA zwolnione z ceł, wciąż jednak będą traktowane jako wyprodukowane w Unii i w związku z tym będą podlegały rosyjskim taryfom importowym, które mają zastosowanie wobec produktów wytworzonych w Unii.  Jedyny wyjątek stanowić będą wwożone półprodukty, które na terenie Ukrainy mogą podlegać daleko idącym modyfikacjom i w rezultacie będą traktowane tak, jak gdyby od początku powstały na Ukrainie, a co za tym idzie, skorzystają ze zwolnień celnych przewidzianych przez rosyjsko-ukraińską umowę o wolnym handlu.

Przywołanie ogólnych zasad, obowiązujących członków WTO nie przekonuje Rosji. Moskwa nie bierze pod uwagę nawet analiz własnych analityków z instytutu naukowego działającego pod egidą Rosyjskiej Akademii Nauk, którzy w 2014 r. zaraportowali, że nielegalny wwóz towarów, mogący być następstwem wprowadzenia w życie postanowień umowy, będzie wart maksymalnie 500 mln dolarów rocznie.

Rosja obawia się też rzekomo, że gdy Ukraina dostosuje swoje normy technologiczne do standardów unijnych przestaną być one zgodne z oczekiwaniami rosyjskich nabywców. To dziwne o tyle, że z czasem także Rosja (i cała Eurazjatycka Unia Gospodarcza, której Rosja przewodzi) będzie się dostosowywała do standardów obowiązujących w UE, które są zresztą zbieżne ze standardami międzynarodowych organizacji, przede wszystkim Światowej Organizacji Handlu;

Standaryzacja norm dotyczy tylko określonych kategorii towarów i nie jest wymagana od razu – Kijów ma na to od trzech do pięciu lat, w zależności od grupy produktów. Do tego czasu Rosja być może sama przyjmie te międzynarodowe normy.

Nie jest jednak żadną tajemnicą dla nikogo, że sprzeciw Rosji nie ma podstaw gospodarczych lecz polityczne.

I bez obowiązywania DCFTA eksport z Ukrainy do Rosji znacząco spadł. O ile w 2012 r. Ukraina sprzedała swojemu wschodniemu sąsiadowi towary za blisko 23 mld dolarów, to w 2014 r. już tylko za 13 mld a tegoroczny wynik będzie jeszcze słabszy (>>więcej: I bez wojny Ukraina także byłaby w recesji).

Istnieją grupy produktów, które Rosja, bez względu na sytuacje polityczną, tradycyjnie nabywa od ukraińskich przedsiębiorców, bo na razie nie jest w stanie samodzielnie ich produkować (np. turbiny parowe produkowane przez zakład w Charkowie), ale od kilkunastu miesięcy stara się zastąpić dostawców ukraińskich, na przykład z Ameryki Południowej lub Chin. Działa to także w drugą stronę, bo i Ukraińcy coraz mniej chętnie kupują towary z metką „sdiełano w Rosii” – dotyczy to zarówno zaawansowanych technologii, jak i rzeczy codziennej potrzeby, które Ukraińcy zwyczajnie ignorują na półkach w hipermarkecie.

Liczne zobowiązania

Przedstawiciele Unii Europejskiej, jak komisarz ds. handlu Cecilia Malmstroem, która była gospodarzem trójstronnych konsultacji, zapowiadają, że od wejścia w życie umowy nie ma odwrotu i zacznie obowiązywać w ustalonym brzmieniu od 1 stycznia.

Choć samo zawarcie umowy stowarzyszeniowej nigdy nie powinno być odczytywane jako gwarancja przyjęcia państwa w przyszłości do Unii Europejskiej (jednocześnie zawarcie umowy jest pierwszym krokiem do tego procesu), to skutkuje głęboką integracją z Unią i prowadzi do wzrostu inwestycji zagranicznych. Ukraina przyjmie szereg obowiązujących w Unii regulacji w obszarze, przede wszystkim, energetyki, ochrony własności intelektualnej, zobowiąże się dostosować produkcję do obowiązujących w UE standardów sanitarnych.

Szacuje się, że Ukraina uwzględni w swoim ustawodawstwie 80-90 proc. porządku prawnego UE w obszarze handlu, bo nie zaczyna od zera. W 2008 r. stała się członkiem WTO (Rosja przystąpiła do organizacji w 2011 r. po rekordowym, bo aż 18-letnim procesie negocjacyjnym) i już wtedy rozpoczęła proces dopasowania ustawodawstwa handlowego do praktyk obowiązujących we wspólnocie europejskiej.

Obok dostosowania przepisów o handlu Ukraina będzie też musiała zadbać o większą przejrzystość ogólnych zasad prowadzenia biznesu. To duże wyzwanie dla skorumpowanego państwa, w którym dużą rolę odgrywają monopole, a parlament zwykł przyjmować ustawy pod dyktando oligarchów – choć trzeba powiedzieć, że nowa władza robi wiele, by takie zachowania ukrócić.

W DCFTA zawarto także wymóg zwiększenia efektywności energetycznej – to wysoko postawiona poprzeczka, gdy wziąć pod uwagę, że Ukraina jest jedną z najbardziej energochłonnych gospodarek świata. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych opublikował w 2014 r. raport, z którego wynika, że wskaźnik intensywności energetycznej dla tego kraju był dziewięciokrotnie wyższy niż średnia państw OECD (dla porównania: wskaźnik właściwy dla Polski jest pięciokrotnie niższy od ukraińskiego). W rezultacie, do wytworzenia towarów Ukraina zużywa dużo więcej energii niż kraje rozwinięte, co zmniejsza jej konkurencyjność. Duże zapotrzebowanie na energię utrwala ponadto uzależnienie od dostaw gazu z zagranicy, przede wszystkim z Rosji.

Władze mają świadomość zagrożeń wynikających z niskiej efektywności energetycznej i chcą to zmienić – na przykład poprzez zachęcanie prywatnych podmiotówdo udziału w modernizacji przestarzałej infrastruktury elektrociepłowniczej w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.

Konieczność wdrożenia rygorystycznych postanowień DCFTA jest więc dużym wyzwaniem, ale i szansą.

Realne korzyści

Wdrożenie postanowień umowy będzie wymagało od Ukrainy uwzględnienia ponad 300 dyrektyw i regulacji unijnych. Harmonizacja przepisów ułatwi ukraińskim producentom dostęp do rynków krajów Unii Europejskiej, zaś poprawa standardów ich produkcji zachęci także odbiorców spoza UE. Analityk PISM Piotr Kościński podkreśla, że w dyskusji o korzyściach, jakie odczuje Ukraina w związku z przyjęciem porozumienia, najważniejsze są zyski długoterminowe, czyli dostosowanie prawa do unijnego i zapewnienie większej przejrzystości w jego stosowaniu.

– Dziś inwestowanie na Ukrainie wiąże się z dużym ryzykiem, zwiększonym z powodu wojny w Donbasie, ale zasadniczo związanym z nieprecyzyjnymi przepisami i ogromną korupcją oraz brakiem skuteczności organów prawa i sądów – mówi Piotr Kościński.

W biuletynie PISM wskazuje także na korzystne dla Ukrainy długie okresy przejściowe, dzięki którym powinna ona zdążyć dokonać zmian w prawodawstwie, ale także zmodernizować swoje zakłady przemysłowe. „Z jednej strony stowarzyszenie z UE pociągnie za sobą koszty, określane w długiej perspektywie na dziesiątki miliardów euro (Instytut Ekonomiki i Prognozowania Narodowej Akademii Nauk Ukrainy szacuje je nawet na 160 mld euro), z drugiej jednak są to konieczne wydatki na reformy i modernizację, bez których perspektywy dla gospodarki ukraińskiej byłyby bardzo złe.”

Nie wolno pominąć możliwych negatywnych skutków realizacji porozumienia. Oprócz pogorszenia stosunków handlowych i politycznych z Rosją (a co za tym idzie – realnego dalszego spadku eksportu), istnieje realne niebezpieczeństwo, że po szerszym otwarciu rynku ukraińskiego dla firm z krajów unijnych, lokalni producenci nie wytrzymają konkurencji i nie dość, że nie dokonają ekspansji na zachodnie rynki, to jeszcze zostaną zmiażdżeni u siebie.

Joachim Becker z Wiedeńskiego Uniwersytetu Ekonomicznego jest zdania, że porozumienie nie leży w interesie Ukraińców. Przywołuje przykład krajów bałkańskich, które, w jego ocenie, nie skorzystały na umowach stowarzyszeniowych. Becker mówi, że następstwem stowarzyszenia wcale nie musi być modernizacja:

– W 2012 roku PKB Ukrainy ciągle nie przekraczał 70 proc. PKB z 1990 roku. Mierzony w realnej sile nabywczej PKB per capita Ukrainy to zaledwie około 25 proc. średniego PKB Unii. Na te tereny wkracza Europa. Otwiera je dla swoich towarów, wymusza strukturalne reformy, racjonalne z punktu widzenia rynku Wspólnoty, niekoniecznie z punktu widzenia tych peryferyjnych krajów” – tłumaczy Becker w rozmowie z Krytyką Polityczną.

Niebezpieczeństwo, że ukraińskie firmy mogą nie poradzić sobie z konkurencją ze strony zagranicznych spółek jest realne, ale czy podobnych obaw nie miał polski przemysł przed wejściem Polski do UE? Biorąc pod uwagę europejskiej aspiracje Ukraińców, umowa stowarzyszeniowa zwyczajnie nie może nie wejść w życie. Ukraińscy przedsiębiorcy współpracują z partnerami z zachodu nawet bez przywilejów, jakie da im umowa stowarzyszeniowa, nie należy więc zakładać negatywnego scenariusza, że po 1 stycznia przestanie im się to opłacać.

Scenariusz pogłębienia napięć

Jak rozegra to Rosja? Ostatnia tura rozmów, która odbyła się 1 grudnia, nie przyniosła rozstrzygnięcia. Reprezentujący Rosję minister rozwoju gospodarczego Aleksiej Ulukajew zaproponował, by Ukraina na dziesięć lat odłożyła wdrożenie standardów technicznych i fitosanitarnych, co zostało kategorycznie odrzucone przez premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka. Aby wyjść z klinczu, różni politycy (kierujący się przy tym różnorodną motywacją) przedkładają swoje propozycje rozwiązania problemu, czyli przekonania Rosji do zaakceptowania umowy.

Berlin wyszedł z propozycją wspólnej deklaracji UE-Rosja, w której zaoferuje Moskwie od dawna oczekiwane przez nią ustępstwa inwestycyjne i energetyczne.

„Poprzez tę deklarację moglibyśmy odpowiedzieć na życzenia Rosji i rozpocząć bliższą wymianę opinii na temat energii i ochrony inwestycji, nawet jeśli umowa handlowa UE-Ukraina bezpośrednio ich nie porusza” – napisał w liście do Cecilii Malmstroem  szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier.

To wyjście Niemiec przed szereg nie zostało odebrane dobrze ani przez Rosję, która nadal domaga się porozumienia trójstronnego, ani przez kraje Europy Centralnej i państwa bałtyckie, które boją się możliwości ponownej intensyfikacji współpracy Unii z Rosją.

18 grudnia Bruksela podjęła decyzję o przedłużeniu sankcji gospodarczych wobec Rosji. W tej sytuacji rozmowy o nowych ramach współpracy gospodarczej i energetycznej będą znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe.

Premier Dmitrij Miedwiediew na naradzie rządowej w Moskwie potwierdził, że Rosja od 1 stycznia wprowadza na cło na ukraińskie towary oraz embargo na produkty żywnościowe. Od tego dnia przestanie ponadto obowiązywać porozumienie o uczestnictwie Ukrainy w strefie wolnego handlu z Rosją. Ukraina nie pozostanie zapewne dłużna – premier Jaceniuk już polecił przygotowanie projektu ustawy, która pozwoli na szybką odpowiedź Rosji.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test