Citi przewiduje na świecie niższy wzrost gospodarczy

07.10.2014
Dziś zaczynamy od nowej prognozy gospodarczej na lata 2014-2018 dla ponad 30 państw sporządzonej w Citibanku. A ponadto w przeglądzie informacji i opinii m.in. o nowych nierównowagach w gospodarce światowej, skutkach łatwego pieniądza, przyszłości eurostrefy, o Afryce Wschodniej i o tym, ile kosztował galon mleka w 1938 roku.


makroekonomiaCiti w najnowszej prognozie na najbliższe 4 lata zrewidował w dół wzrost gospodarczy w Rosji, Brazylii i Chinach. Business Insider relacjonuje obszerny materiał przygotowany przez głównego ekonomistę banku Willema Buitera. Mimo to nie wygląda ona źle, zwłaszcza dla Europy, gdzie Irlandia rok w rok ma mieć wzrost powyżej 4 procent, a nawet Grecja i Hiszpania w latach 2015-2018 zanotują wzrost gospodarczy w granicach 1,5- 2 proc., podobnie jak Niemcy.

Poniżej 1 procentowego wzrostu prognozuje się dla Włoch. Chiny i Indie mają się rozwijać w tempie około 7 procent, Turcja 3,5-4, Polska 3-3,5 proc. Dość dobre są prognozy dla USA, Wielkiej Brytanii – w obu państwach wzrost powyżej 3 procent w 2015 roku, stopniowo obniżający się do ok. 2 proc. w 2018. Informacje o poszczególnych krajach można znaleźć tu:

finanse-publiczne - KopiaRoger Bootle, szef firmy Capital Economics w Telegraph pisze o tym, że znaczna część nierównowag związanych z bilansami płatniczymi na świecie zniknęła częściowo lub całkowicie (m.in. nadwyżki Japonii czy deficyt USA). Pojawiła się natomiast, w związku z problemami zadłużenia w strefie euro i próbą wyjścia z nich przez oszczędności i wewnętrzną dewaluację, ogromna nadwyżka w eurostrefie. Niemcy i Holandia miały i nadal mają nadwyżki, natomiast zniknęły deficyty Hiszpanii, Włoch i pozostałych krajów peryferyjnych. Nadwyżka w Eurostrefie jest dwukrotnie wyższa niż Chin.

Zdaniem Bootle’a to „germanizacja” całej eurostrefy jest podstawową przyczyną słabego popytu na świecie. Światowa gospodarka byłaby znacznie silniejsza, gdyby dało się uzdrowić kraje euro.

pieniadzeŁatwy pieniądz niszczy bogactwo nie tylko poprzez inflację – twierdzi Frank Shostak z mises.org, prowadzący firmę doradczą Austriacka Stosowana Szkoła Ekonomii. Zubaża także bezpośrednio, gdyż w istocie pompowanie pieniądza tworzonego z niczego, prowadzi do wymiany niczego na coś wartościowego. Nie ma czegoś takiego jak samodzielny popyt. Najpierw musi być coś wyprodukowane, dopiero wtedy można zrealizować popyt na dobra czy usługi. Pieniądz jest tylko środkiem wymiany jednych dóbr na inne, sam niczego nie produkuje. Żeby osiągnąć wzrost gospodarczy i wytworzyć realne bogactwo trzeba usunąć czynniki, które zwalniają ten proces. Jednym z nich jest luźna polityka monetarna banku centralnego, która nakręca popyt bez wcześniej produkcji realnych dóbr.

Anatole Kaletsky z Reutersa pisze o trzech wydarzeniach, które przesądzą, czy jesień w eurostrefie będzie łagodna czy burzowa: wybory na Ukrainie i dalszy rozwój konfliktu rosyjsko ukraińskiego, stress-testy banków europejskich, których wyniki będą ogłoszone w końcu października oraz ocena planów budżetowych Włoch i Francji na szczycie w Mediolanie, a potem przez Komisję Europejską.

Pointa: jeśli rządy europejskie zwiększą reżim oszczędnościowy zamiast poluzować, banki nie zostaną dokapitalizowane, a relacje z Rosją pogorsza się, to marne lato jakie miała eurostrefa zamieni się w długą ciemną zimę.

Aby oderwać się od europocentryzmu warto przeczytać tekst o Afryce Wschodniej. Średni wzrost gospodarczy w ostatniej dekadzie przekraczał tam 6 procent rocznie i jak wynika z analiz nie był oparty wyłącznie na wzroście cen surowców, lecz całkiem zrównoważony. Wzrósł udział eksportu w gospodarce i poprawiła jego jakość, zmniejszyło znaczenie rolnictwa na rzecz budownictwa, przemysłu, transportu i handlu.

pieniadzeMaria Bartiromo, gwiazda FOX Business Network, pisze o sile dolara, że odzwierciedla relatywnie dobry stan amerykańskiej gospodarki i giełdy. Jednak zbyt silny dolar może nieść zagrożenie deflacją, a także utrudniać życie eksporterom. Również z tego powodu zbliżający się sezon ogłaszania przez ponadnarodowe spółki giełdowe wyników za III kwartał może okazać się słabszy niż oczekiwałby rozgrzany do czerwoności rynek giełdowy.

Rosnące koszty ubezpieczeń zdrowotnych i opieki medycznej są zdaniem autorów artykułu w Wall Street Journal główną przyczyną rosnących nierówności dochodowych w Stanach Zjednoczonych. Wynika to z faktu, że wynagrodzenie pracowników składa się z płac i benefitów, głównie ubezpieczenia zdrowotnego. Ponieważ koszty ubezpieczenia rosną szybko, płace rosną wolniej. Gdyby koszt ubezpieczeń nie rósł, płace słabo uposażonych wzrosłyby o 26 procent od 1999 roku, a najlepiej zarabiających zaledwie o 3 procent – wyliczają autorzy.

pieniadzeTymczasem co oznacza nawet niewysoka inflacja przypomina Henry Blodget. W 1938 roku nowy dom kosztował 3900 dolarów (przy przeciętnych rocznych dochodach 1731 dol.), znaczek pocztowy 3 centy, galon benzyny 10 centów, galon mleka 50 centów, funt boczku 32 centy. Blodget przypomina, że USA nigdy nie miały hiperinflacji, wystarcza kilka procent rocznie, by po kilkudziesięciu latach ceny stały się absurdalnie wysokie.

Na deser: Krzysztof Rybiński pisze o pomyśle przejmowania mieszkań od dłużników przez BGK. Fragment: „W Rzeczpospolitej przeczytałem, że Związek Banków Polskich pracuje z BGK (czyli ramieniem finansowym ministra finansów) nad następującym rozwiązaniem. Jeżeli ktoś wziął za duży kredyt na mieszkanie i teraz nie może go spłacić, to BGK wykupi mieszkanie, a jego dotychczasowy kredytowy właściciel dalej tam będzie mieszkał, ale już jako najemca. Innymi słowy, państwo zacznie przejmować aktywa prywatne, czyli będzie nacjonalizacja.

Zastanówmy się kto na tym straci, a kto zyska. Jest kilka możliwości. Jeżeli wartość mieszkania jest znacznie poniżej wartości kredytu, to BGK dostanie aktywo warte mniej niż kwota, którą spłacili, zatem różnica powinna zostać zaksięgowana jako strata podatników i zysk bankierów. A co gdy mieszkanie będzie warte więcej niż kredyt do spłacenia? Wtedy ingerencja państwa jest jeszcze bardziej absurdalna, bo jeżeli ktoś żyje w mieszkaniu/domu na które go nie stać, to powinien je sprzedać, spłacić kredyt i wynająć/kupić mniejsze.

Te przykłady pokazują, że ukrytym celem tej operacji jest przeniesienie strat banków na podatnika, co nas zresztą nie powinno dziwić, nad propozycją pracuje Związek Banków Polskich, organizacja lobbingowa banków, a niestety nie ma Związku Podatników Polskich, czyli silnej organizacji lobbingowej, które pilnowałaby, żeby grupy interesów nie łupiły obywateli.


Tagi


Artykuły powiązane