Niższe składki, wyższe odszkodowania

07.02.2020
Po raz pierwszy od lat do ubezpieczycieli wpłynęło mniej składek za OC komunikacyjne niż w roku wcześniejszym. Tymczasem w górę idą odszkodowania. To powód do niepokoju. Rynek zregenerował się dzięki podwyżkom cen sprzed 2-3 lat i znowu powoli zmierza w stronę wojny cenowej.

(©Envato)


Wyniki ubezpieczycieli po trzecim kwartale 2019 r. pokazują trend, którego asekuratorzy chcieliby uniknąć: najpopularniejsze, bo obowiązkowe, polisy komunikacyjne OC przynoszą coraz mniej składek. Jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń, po trzecim kwartale 2019 r. zebrane składki wyniosły 11,25 mld zł wobec 11,40 mld zł w 2018 r. Średnia składka wyniosła 562,8 zł, to jest o 3,3 proc. mniej niż w 2018 r. Spowolnienie było widoczne już w 2018 r., ale składka jeszcze rosła – o 3,1 proc. Dla porównania – w 2017 r. wzrost wynosił aż 34,6 proc.

Odwrotna tendencja widoczna jest w wypłatach. Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych po trzecim kwartale 2019 r. wyniosły 7 mld zł, co oznacza wzrost o 6 proc. rok do roku. Przeciętna szkoda to 7656 zł, czyli o 3,2 proc. więcej niż po III kwartale 2018 r. Na razie sytuacja nie jest groźna, gdyż mimo spadku sprzedaży komunikacyjnych ubezpieczeń OC wynik techniczny w tym segmencie poprawił się i wyniósł 735,84 mln zł , podczas gdy w 2018 r. było to 442,98 mln zł. Oznacza to, że wzrosła rentowność całego rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Jednak dalsze spadki składek mogą zaszkodzić asekuratorom.

Mądrzy po szkodzie

Już raz branża przeżyła podobną sytuację. Kilka lat temu wojna cenowa poważnie wykrwawiła ubezpieczycieli, przynosząc im kilkumiliardowe straty i doprowadzając do wypadnięcia kilku podmiotów z rynku. Wydawało się, że towarzystwa nauczyły się na własnych błędach. Po tym, gdy w 2016 r. ceny polis OC odbiły się od dna, poszybowały gwałtownie w górę, szczególnie dotkliwie pustosząc portfele kierowców o bogatej historii szkodowej. W ciągu roku podwyżki sięgnęły około 40 proc., ale dla niektórych kierowców były dużo wyższe.

Na rynku wciąż widać olbrzymie rozpiętości cen. Pomysłów na lepsze dopasowanie składek do ryzyka jest sporo i każdy ubezpieczyciel stosuje własne kryteria, rekordziści biorą pod uwagę aż 600 czynników. Ubezpieczyciele chcieli bardziej powiązać składkę z bezpieczeństwem na drogach. Polska Izba Ubezpieczeń postuluje powiązanie składek za OC komunikacyjne z bazą mandatów. Taki model z sukcesem stosują kraje anglosaskie, gdzie kierowcy łamiący prawo płacą za OC więcej.

Najtańsze i najdroższe OC dla tego samego kierowcy różnią się od siebie nieraz kilkukrotnie. To pokazuje, że każde towarzystwo stawia na innych klientów i inne czynniki bierze pod uwagę przy taryfikacji składek. Z punktu widzenia kierowców to dobrze, bo jeśli się postarają, mogą znaleźć polisę w akceptowalnej cenie, nawet gdy są młodzi i mają na koncie wiele szkód, czyli nie są ulubionymi klientami ubezpieczycieli sprzedających polisy komunikacyjne.

Ubezpieczyciele deklarują, że nie wejdą w wojnę cenową z przyczyn ekonomicznych i wizerunkowych, ale historia pokazała, że nie zawsze życie podąża za deklaracjami. W trakcie poprzedniej wojny cenowej też nikt się nie przyznawał do zaniżania składek, a dziwnym trafem ceny systematycznie szły w dół.

Krucha stabilizacja

Przez ostatnie dwa lata ubezpieczyciele cieszyli się równowagą na rynku OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Doszli do siebie po wojnie cenowej i zaczęli zarabiać na sprzedaży tych polis. Jednak w OC zachowanie stabilizacji nie jest proste. Warunki umowy są określone ustawą, więc u wszystkich są takie same, a celem jest ochrona poszkodowanych. Zatem właściciel auta nie ma motywacji, by przy zakupie ubezpieczenia OC kierować się innymi czynnikami niż cena. Z jego punktu widzenia nawet jakość likwidacji szkód nie ma znaczenia, gdyż ewentualny kiepski serwis nie dotyczy go bezpośrednio. Dotyczy osoby przez niego poszkodowanej

W efekcie może pojawić się ubezpieczyciel, który obniży składki bądź dla wszystkich, bądź dla jakiegoś segmentu klientów. O ile niższe składki związane z lepszym dopasowaniem cen do ryzyka związanego z konkretnym kierowcą nie są dla rynku groźne, to dużo gorzej wygląda sytuacja, gdy któreś towarzystwo chce za wszelką cenę pozyskać klientów i obniża ceny polis, balansując na granicy rentowności. Kończy się to zwykle pogorszeniem jakości likwidacji szkód, a poszkodowani nie mają w praktyce należytej ochrony. Co oznacza, że ubezpieczenie OC nie spełnia swojej roli.

Nie da się też abstrahować od rosnących wypłat odszkodowań. Mimo że bezpieczeństwo drogowe w Polsce się poprawia, to jeździmy coraz nowszymi i droższymi samochodami, których naprawa po kolizji coraz więcej kosztuje. W górę idą też ceny usług warsztatów. Przy rosnącej inflacji spadek składek za OC nie znajduje więc racjonalnego uzasadnienia.

Bezpieczeństwo drogowe się poprawia, ale jeździmy coraz nowszymi i droższymi samochodami, których naprawa po kolizji jest coraz droższa

Widząc spadające ceny, ubezpieczyciele przypominają klientom o wprowadzonej pięć lat temu przez kilka podmiotów bezpośredniej likwidacji szkód (BLS). Rozwiązanie to budziło w asekuratorach nadzieję, że klienci przy zakupie polisy nie będą kierowali się tylko ceną, ale też jakością obsługi. BLS polega na tym, że poszkodowany w kolizji może dochodzić odszkodowania od swojego ubezpieczyciela OC, a nie od ubezpieczyciela sprawcy szkody. Następnie ubezpieczyciel poszkodowanego rozlicza się z asekuratorem sprawcy szkody bez angażowania klienta. Jednak rozwiązanie to nie spełniło pokładanych w nim nadziei. Dzisiaj system BLS obejmuje 75 proc. rynku komunikacyjnego OC mierzone składką przypisaną brutto. Dzięki niemu ubezpieczyciele zlikwidowali ponad 200 tysięcy szkód. To ciągle mało, zwłaszcza w porównaniu z tym, co ma miejsce na zagranicznych rynkach. We Francji aż 80 proc. szkód komunikacyjnych likwidowanych jest bezpośrednio, w Hiszpanii 90 proc., a w Belgii 70 proc.

Zaniżanie cen skutkuje problemami

Prowadzona kilka lat temu wojna cenowa zakończyła się wypadnięciem kilku ubezpieczycieli z rynku. Dużo wskazuje na to, że teraz może być podobnie, choć walka na ceny jeszcze się nie rozkręciła. Jednym z liderów w zaniżaniu składek za komunikacyjne ubezpieczenie OC był Gefion – oddział duńskiego ubezpieczyciela. Oferował – nie tylko w Polsce – polisy OC w bardzo konkurencyjnych cenach, ale gdy doszło do szkody, dla poszkodowanych zaczynały się problemy z uzyskaniem odszkodowania. Strategia zaniżania składek zemściła się. Teraz firma ma problemy z płynnością i finałem najprawdopodobniej będzie upadłość. Duński nadzór podkreśla, że Gefion nie spełnia wymogów kapitałowych i choć ubezpieczyciel próbował poprawić płynność pompowaniem przypisu składki, duński nadzór, Finanstilsynet, nie był usatysfakcjonowany i zabronił wyruszania na kolejne rynki i wprowadzania nowych produktów. To przykład na to, że zdobywanie rynku walką cenową na dłuższą metę nie jest dobrą strategią.

Co jakiś czas Komisja Nadzoru Finansowego przypomina ubezpieczycielom o obowiązku zapewnienia prawidłowej kalkulacji wysokości składki w ubezpieczeniach komunikacyjnych i zwraca uwagę na konieczność rozpoznania przyczyn mających znaczenie dla wyniku technicznego oraz wysokości składki na ryzyko. Innymi słowy: nadzorca podkreśla, że składki mają być adekwatne do ryzyka.

Rosnąca wartość odszkodowań nie powinna iść w parze z obniżkami cen, gdyż to skutkuje problemami ubezpieczycieli z rentownością. Z drugiej strony jeden podmiot obniżający ceny często pociąga za sobą kolejne i spirala się nakręca. A pójście w drugą stronę nie jest łatwe. Ubezpieczyciel, który podniósł ceny, ryzykowałby utratę klientów. Towarzystwa nie mogą prowadzić wspólnych działań i porozumiewać się co do podwyżek, gdyż stanowiłoby to niedozwoloną przez prawo zmowę cenową.

Obecnie nie jest jeszcze przesądzone, w którą stronę pójdzie rynek: dalszych obniżek cen i rozkręcania wojny cenowej, czy zaprzestania walki o klientów za wszelką cenę. Pod koniec ubiegłego roku spadki wyhamowały i wygląda na to, że składki za OC nieznacznie zaczynają iść w górę, jest zatem nadzieja na opamiętanie.


Tagi


Artykuły powiązane