Po roku ratowania wyspa wciąż w kłopotach

17.03.2014
Rok temu rozpoczęło się ratowanie Cypru z kryzysu finansowego. Po raz pierwszy w historii unijnych planów ratunkowych za błędy banków zapłacili ich klienci, a nie podatnicy. Podciętego wówczas zaufania do banków do dziś nie udało się odbudować, a kraj jest nadal pogrążony kryzysie.
Nikozja - niegdyś ruchliwa, dzisiaj pusta (CC BY-SA Monika Kostera)

Nikozja - niegdyś ruchliwa, dzisiaj pusta (CC BY-SA Monika Kostera)

Nikozja - niegdyś ruchliwa, dzisiaj pusta (CC BY-SA Monika Kostera)

– Pamiętam Cypr z przed kryzysu, gdy był mekką turystów i biznesmenów, był atrakcyjny o każdej porze roku. Dziś jest smutnym krajem z problemami, które widać gołym okiem – opowiada znajomy turysta, który w marcu odwiedził wyspę. – Ulice nadmorskiej Larnaki świecą dziś pustkami. Co rusz widać niedokończone inwestycje, porzucone sklepy i świecące pustkami całe budynki. W Nikozji z tętniącej życiem arterii handlowo-rozrywkowej pozostało tylko wspomnienie. Wprawdzie znajdzie się kafeterie i restauracje, ale tylko przy jednej uliczce.

Powołując się na rozmowę z kelnerką, Polką od siedmiu lat mieszkającą na Cyprze, twierdzi, że większość starego miasta w Nikozji jest po prostu opustoszała, bo ludzie uciekają, zamykając sklepy, restauracje, porzucają nieruchomości, często nawet własne domy.

– Na brak pracy narzekają wszyscy, na brak pieniędzy także – mówi.

Gorąca wiosna 2013 roku

Wart 10 mld euro pakiet ratunkowy, który Trojka (Komisja Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny) zaoferowała przed rokiem Cyprowi, wydaje się stosunkowo niewielki, gdy porównamy go z 240 mld euro, które mają zostać wpompowane w gospodarkę Grecji.

Cypryjski kryzys to w sporej mierze pochodna kryzysu greckiego – banki z wyspy Afrodyty sporo zainwestowały w greckie obligacje, które najpierw drastycznie straciły na wartości, a potem zostały zrestrukturyzowane. To oznaczało starty cypryjskich banków, które znalazły się na krawędzi bankructwa. Na to nałożyło się załamanie na rynku nieruchomości, wzrost złych kredytów oraz wysoki deficyt budżetowy, który w obliczu spadających od 2011 roku ocen wiarygodności kredytowej coraz trudniej było pokryć, zaciągając dług.

Gaszenie pożaru w cypryjskim systemie finansowym było drastyczne. Najpierw na kilkanaście dni wstrzymano, a potem ograniczono możliwość wypłacania pieniędzy z banków i bankomatów, a także dokonywania transferów zagranicznych. W pierwszej wersji przygotowanego przez Trojkę planu ratunkowego pojawił się pomysł opodatkowania depozytów bankowych. Ta opcja została odrzucona przez cypryjski parlament. Ostatecznie zdecydowano, że tylko depozyty do 100 tys. euro będą chronione, a właściciele większych lokat poniosą koszty ratowania banków poprzez zamianę części depozytów na akcje banków. Drugi co do wielkości bank – Laiki Bank – został zlikwidowany, a zdrową część jego aktywów i depozyty do 100 tys. euro przejął Bank of Cyprus (BoC), największy bank na wyspie.

Przerzucenie kosztów ratowania banków na depozytariuszy uderzyło szczególnie silnie w Rosjan, którzy przed kryzysem mieli w cypryjskich bankach około 20 mld euro depozytów.

Przygotowany przez rząd wraz z Trojką plan pomocy został przyjęty przez cypryjski parlament w końcu kwietnia 2013 roku. Zakłada, że Cypr wygospodaruje 13 mld euro oszczędności, m.in. przez redukcję płac urzędników państwowych, zmniejszenie zatrudnienia w instytucjach państwowych, cięcia wydatków socjalnych i wprowadzenie nowych podatków. Cypr ma też zrestrukturyzować banki i przeprowadzić prywatyzację m.in. telekomunikacji, energetyki i portów.

Wiosna po roku

Cypryjska gospodarka już w 2012 roku była na minusie. PKB spadło wówczas o 2,4 proc. W 2013 roku spadek wzrósł do 5,4 proc. i był – co można potraktować jako element optymistyczny – mniejszy niż 8,7 proc., które w maju 2013 roku prognozował MFW. Wszystko wskazuje na to, że w 2014 roku cypryjskie PKB znów spadnie o około 5 proc., a więc więcej, niż zakładano przed rokiem (3,9 proc.).

Spadkowi PKB i deflacji (w ostatnim roku ceny spadły o 1,6 proc.) towarzyszy drastyczny wzrost bezrobocia, które przekroczyło już 17 proc. (MFW zakładał, że w grudniu 2013 roku wyniesie 15,5 proc.), a w ocenie ekonomistów do końca roku może dojść do nawet 19 proc. (przed rokiem zakładano, że wyniesie 16,9 proc.). Bezrobocie wśród osób do 25. roku życia przekracza 40 proc.

Jest szansa, że 2015 rok przyniesie zakładany przez MFW wzrost PKB. Na razie Cypr może się cieszyć, że deficyt budżetu był znacząco niższy niż założone 483 mln euro. Według wstępnych danych wyniósł 277 mln euro, czyli 1,8 proc. PKB (wobec 1,45 mld euro w 2012 roku). Jest też szansa, że za rok – a więc wcześniej, niż zakładano – po prawie czterech latach nieobecności Cypr wróci na międzynarodowe rynki finansowe. Na razie może się pochwalić tym, że średnia rentowność jego obligacji wynosi poniżej 7 proc. wobec 15 proc. w szczycie ubiegłorocznego kryzysu i jest najniższa od czerwca 2011 roku.

Pocieszające jest to, że Cypr nie przestał być miejscem, gdzie zagraniczne spółki zakładają firmy, by skorzystać z niskiego opodatkowania. Tylko w styczniu 2014 roku zarejestrowano niemal 1,5 tys. nowych spółek, o połowę więcej niż wiosną 2013 roku. Firmy nadal rejestrują Rosjanie, ale w odróżnieniu od lat poprzednich unikają lokowania pieniędzy w tutejszych bankach. Jeśli już mają depozyty, to do 100 tys. euro. Spółki z cypryjskimi adresami konta otwierają w Szwajcarii, Kanadzie i Azji. W 2013 roku wśród firm zakładanych przez Rosjan modnym kierunkiem były Brytyjskie Wyspy Dziewicze.

Sytuacja cypryjskich banków nadal pozostawia wiele do życzenia m.in. z powodu stale rosnącego poziomu złych kredytów, głównie tych zaciągniętych na zakup nieruchomości. W Bank of Cyprus na koniec 2013 roku było 53 proc. spłacanych nieregularnie kredytów (wobec 36 proc. na koniec czerwca).

Kolejnym problemem jest stale powiększająca się dziura między wartością udzielonych kredytów a szybko kurczącymi się depozytami. Według danych cypryjskiego banku centralnego w końcu stycznia 2014 roku depozyty wynosiły 46,9 mld euro (w tym 32,7 mld euro obywateli cypryjskich), a kredyty 63 mld euro. Rok wcześniej było to odpowiednio 68,4 mld euro (42,8 mld) i 72,1 mld euro, a w marcu 2013 roku odpowiednio 63,7 mld euro (41,3 mld euro) i 70,4 mld euro. W przypadku BoC dysproporcja między kredytami, a depozytami wynosi ponad 45 proc.

Ubiegły rok przyniósł niejednoznaczne sygnały z ważnej dla cypryjskiej gospodarki branży, czyli z turystyki. Wyspę odwiedziło ponad 2,4 mln gości, o 2,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Przychody z turystyki wzrosły jednak o 8 proc. do niemal 2,1 mld euro. W grudniu 2013 roku przychody Cypru z turystyki wyniosły 37,6 mln euro i były prawie o 10 proc. niższe niż rok wcześniej.

Olbrzymi opór budzi uzgodniony z Trojką program prywatyzacji, który ma dać budżetowi 1,4 mld euro wpływów. W lutym, gdy rząd przedstawił projekt ustawy prywatyzacyjnej, przez wyspę przetoczyła się fala strajków. 27 lutego 2014 r. cypryjski parlament odrzucił rządowy projekt i istniała realna groźba, że Cypr w marcu nie dostanie kolejnej, wartej 236 mln euro raty pomocy. Pięć dni później ustawa w poprawionej wersji została przyjęta.

Tuż po przepchnięciu ustawy prywatyzacyjnej do dymisji podał się Panicos Demetriades, szef cypryjskiego banku centralnego. Przyczyny nie są do końca jasne. Według agencji Reuters, jednym z powodów decyzji był konflikt z członkami zarządu banku. Jego następcą od 11 kwietnia będzie Chrystalla Georghadji, szefowa cypryjskiego odpowiednika Najwyższej Izby Kontroli.

Demetriadesa na stanowisko prezesa powołał w maju 2012 roku Stawros Malas, poprzedni prezydent, którego obarcza się teraz winą za doprowadzenie do kryzysu. Po objęciu stanowiska przez nowego prezydenta zmienił on część zarządu banku, a od jesieni 2013 roku stało się jasne, że między nim a prezesem banku narasta konflikt. Demetriadesowi zarzucano m.in., że źle ratował Cypr przed katastrofą finansową, a także że nie informował członków zarządu banku centralnego o ustaleniach w ubiegłorocznych negocjacjach z Trojką.

Gazowa przyszłość?

Szansą Cypru są podmorskie złoża gazu zlokalizowane w wodach przybrzeżnych na południu wyspy. Ich zasoby ocenia się na ok. 1,7 bln metrów sześciennych. Ich eksploatacja mogłaby uczynić z Wyspy Afrodyty śródziemnomorską Norwegię. Podobne złoża odkryte zostały także u wybrzeży Izraela. Odkrycie gazu natychmiast podgrzało temperaturę polityczną w regionie. Cypryjskie prawo do eksploatacji złóż neguje Ankara. Na przełomie stycznia i lutego turecki okręt wojenny zmusił do zaprzestania prac norweski statek poszukiwawczy MV Princess.

Choć komercyjna eksploatacja złóż mogłaby się rozpocząć ok. 2020 roku, to żadna z zainteresowanych firm – są wśród nich włoskie ENI i francuski Total – nie zainwestuje miliardów dolarów dopóki politycy nie dogadają się. Jest ku temu szansa. W lutym zaczęły się rozmowy między Grekami i Turkami cypryjskimi. Poprzednie – z 2004 roku – zakończyły się fiaskiem. Tuż po rozpoczęciu w lutym rozmów turecki minister odpowiedzialny za energetykę wyraził nadzieję, że otworzą one drzwi do projektów energetycznych.

Rozpoczęcie poszukiwań i eksploatacji złóż to jedno. Drugim problemem jest sposób  transportu gazu. Rząd w Nikozji mówi o budowie przez prywatnych inwestorów w pobliżu Limassol zakładów skraplania, co pozwoliłoby na transport LPG statkami do Azji. To wariant za 10 mld euro. Tańsza byłaby budowa rurociągu do Turcji (2-3 mld euro), ale rząd w Nikozji – przynajmniej na razie – nie rozważa tego wariantu. Grecja proponuje trzecią drogę – gazociąg z cypryjskich i izraelskich złóż do Grecji.


Tagi


Artykuły powiązane