Rynek odetchnął – Trump nie robi rewolucji

03.12.2016
Wall Street zdaje się pierwszym i największym wygranym na wynikach prezydenckich wyborów w USA. Notowania na giełdach idą w górę, bankierzy dostają rządowe posady. Reszta ekonomistów i świata jest natomiast zdecydowanie pesymistyczna co do rządów prezydenta Donalda Trumpa.


makroekonomiaWall Street znowu wygrywa, jak twierdzi redakcja Bloomberga, wskazując że prezydent-elekt Donald Trump wybiera na stanowiska rządowe bankierów i miliarderów. Uspokaja to rynek i Wall Street, bo gwarantuje, że nie będzie rewolucji. I przeraża Demokratów, którzy uważają, że Wall Street ponownie zamienia się w kasyno.

Miliarder Willbur Ross ma prowadzić ministerstwo handlu, sekretarzem skarbu, zgodnie z oczekiwaniami, ma być Steven Mnuchin. Mnuchin byłby trzecim od lat 90. sekretarzem skarbu wywodzącym się z banku Goldman Sachs (obok Henry’ego Paulsona i Roberta Rubina). Demokratyczna senator Elizabeth Warren, która walczy o ściślejsze ograniczenie ryzyka na finansowych rynkach i ukaranie winnych kryzysu 2008 r., napisała w oświadczeniu o Mnuchinie, że jest on „Forrestem Gumpem kryzysu finansowego – uczestniczył we wszystkich najgorszych praktykach Wall Street”.

finanse-publiczne - KopiaNa optymizm rynków deszczem pokropił  także Bank Anglii, którego szef, Kanadyjczyk Mark Carney wskazał, iż gwałtowna zwyżka cen akcji na amerykańskich rynkach po zwycięstwie Trumpa i skok stóp procentowych mogą być zwiastunem destabilizującej, ostrej podwyżki kosztów rządowego zadłużenia na całym świecie.

Również The Economist pisze, że wzmocnienie dolara, który poszedł ostro w górę po zwycięstwie Trumpa, może nie być dobre dla światowej gospodarki. Dolar jest dziś o 40 procent silniejszy niż w 2011 r. w relacji do walut innych bogatych krajów. Zwyżka z ostatnich trzech tygodni jest porównywana do podobnej w pierwszej kadencji Ronalda Reagana. Tygodnik przypomina, że spowodowała ona jednak problemy w innych krajach a obecnie może być gorzej. Wraz ze wzrostem wartości dolara rosną koszty bowiem obsługi zadłużenia krajów.

autorzy2Ekonomiści także skłaniają się do pesymizmu wobec gospodarczych ambicji i obietnic Donalda Trumpa. Tyler Cowen z George Mason University pisze że obiecana „katastroficzna” polityka protekcjonizmu będzie skutkować daleko szerzej niż tylko w obszarze handlu. Spodziewać się można np. narzucenia kontroli przepływu kapitału na amerykańskie firmy – przez zapowiadane prawo nakazujące trzymanie zysków w USA oraz podobne o trzymaniu miejsc pracy w USA. W obu przypadkach regulacje zawsze, przypomina autor, kuszą rząd do manipulacji na przykład poprzez wydawanie zezwoleń na przeniesienie produkcji zagranicę.

praca2Ekonomiści CATO Institute z kolei przypominają, że zapowiadana polityka wielkich programów infrastrukturalnych (zapowiedzi te wywołały ostatnią zwyżkę cen akcji na amerykańskich giełdach i wartości dolara) musi być bardzo starannie skierowana na rzeczywiste potrzeby lokalnych społeczności. Tymczasem plan Trumpa o pobudzeniu takich infrastrukturalnych wydatków przez wprowadzenie ulg podatkowych dla prywatnych inwestorów nie spełni zadania.

Również ich zdaniem zapowiadana ochrona amerykańskiego sektora produkcji stali przeciw chińskiej konkurencji nie pomoże Ameryce albowiem mechanizm akceptacji strat i zysków jest identyczny jak w przypadku konkurencji rodzimej, a taryfy importowe sprowokują jedynie identyczne restrykcje wobec amerykańskich produktów zagranicą.

gazociag2Odchodząca administracja prezydenta Obamy walczy o wprowadzenie ostatnich reform przed oddaniem władzy Republikanom. Podpisana została m.in. ostateczna wersja polityki o biopaliwach, jednej z najbardziej kontrowersyjnych polityk energetycznych w USA, którą po raz pierwszy wprowadził George W. Bush. Program wprowadza obowiązek produkcji benzyny i oleju napędowego z dodatkiem etanolu i bio-diesla, co uderza w producentów ropy naftowej i przeciwstawia ich innemu potężnemu lobby – producentom kukurydzy. Donald Trump zapowiadał w kampanii przywrócenie wielkiej nafcie jej dawnego miejsca w gospodarce USA. Podobne obietnice czynił jednocześnie wobec wyborców w centralnych stanach, które produkują głównie kukurydzę

pieniadzeDane o amerykańskiej gospodarce – rosnąca liczba nowych miejsc pracy, rosnący wolumen wydatków konsumentów i rosnąca inflacja – wspierają tezę, że Rezerwa Federalna podniesie w tym miesiącu stopy procentowe. Huśtawka ze śledzeniem przez ostatni rok każdej wypowiedzi każdego członka Rezerwy Federalnej Rezerwy, kakofonia wokół tych wypowiedzi, i nerwowość rynków w wyczekiwaniu na to, czy stopy procentowe będą faktycznie podniesione, wywołała jednak pytanie o to jak banki centralne powinny mówić o swojej polityce. Najszerzej podjął ten wątek dyskusji  Brookings Institute organizując konferencję na ten temat i prezentując opinie Bena Bernanke, byłego szefa Rezerwy oraz ekonomisty Donalda Kohna, który napisał na ten między innymi temat książkę.

Ben Bernanke wyjaśnia zwięźle (jak na tak szeroki temat), że wrażenie kakofonii najbardziej powoduje publikowanie przez Rezerwę tzw. SEP, czyli podsumowania ekonomicznych projekcji. Są one odzwierciedleniem analiz i dyskusji jakie prowadzi Federal Open Market Committee, czyli 12-osobowy Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku ustalając kierunek polityki pieniężnej. Z powodu różnic opinii pomiędzy członkami FOMC, publikacja każdego SEP dostarcza rynkowi bólu głowy pod tytułem „I co dalej?”.

gazociag2OPEC zdecydował się zmniejszyć – po raz pierwszy od ośmiu lat – produkcję ropy od początku 2017 r. Nie wiadomo jednak czy decyzja ta zostanie na pewno wprowadzona w życie. Ponadto, tak czy inaczej, OPEC-owi nie udało się zniszczyć amerykańskich odwiertów łupkowych. Odwrotnie. Wojna cenowa, jaką OPEC prowadzi od 2 lat spowodowała, że amerykańskie firmy odwiercające ropę ze złóż łupkowych są obecnie dużo poważniejszym zagrożeniem dla tradycyjnych producentów. Niskie ceny zmusiły „łupkowców” do drastycznego zbijania kosztów, w czym odnieśli fenomenalny sukces. Dziś produkcja ropy ze złóż łupkowych jest o połowę tańsza niż w 2014 roku. Wówczas wydobycie było opłacalne przy cenie ropy minimum 60 dolarów za baryłkę. Dziś łupkowym odwiertom wystarcza cena 30 dolarów. Reuters napisał w analizie, że amerykańscy konkurenci OPEC-u stali się odchudzeni i wredni.

pieniadzeDwie ciekawe analizy ekonomicznego statusu wyborców Donalda Trumpa. Nora Lustig, specjalizująca się w ekonomii krajów Ameryki Łacińskiej uważa, że o niezadowoleniu wyborców, które popchnęło ich do wyboru Trumpa, zdecydowały w mniejszym stopniu nierówności w dochodach w amerykańskim społeczeństwie. W większym natomiast fakt, że rośnie zasobność i liczba widocznie bogatych kobiet, Afro-Amerykanów i gejów w przeciwieństwie do grupy białych, nie-gejów mężczyzn.

Analitycy z Brookings Institute z kolei odkryli, iż jedną z głębszych różnic pomiędzy wyborcami Trumpa i Clinton jest wartość jakiej przysparzają narodowemu PKB. Mieszkańcy 472 hrabstw, w których Clinton miała większość dostarczają 64 procent PKB; mieszkańcy 2 tysięcy 584 hrabstw, którzy głosowali na Trumpa mają zaledwie 36 procent udziału w PKB.

uslugiNa koniec ciekawe dane prezentuje McKinsey. Okazuje się, że wielkość gig-ekonomii, którą tworzy tzw. niezależna siła robocza czerpiąca zyski z platform Uber, czy Airbnb oraz w systemie pracy freelancingu jest o niebo większa niż pokazują to statystyki. Tylko w USA pracuje w taki sposób 68 milionów osób. W Unii Europejskiej – 94 miliony. 30 procent tej siły pracuje tak nie z wyboru, a z konieczności. Takie wnioski płyną z badania jakie przeprowadzili ekonomiści z McKinsey Global Institute wśród 8 tysięcy respondentów w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Szwecji i Hiszpanii.


Tagi


Artykuły powiązane