Autor: Norman Bailey

były szef doradców ds. gospodarczych prez. R. Reagana

Wychodzenie USA z zapaści może trwać nawet dekadę

Stany Zjednoczone są niezwykle osłabione po kryzysie, trwającym od września 2008 r. Jego wynikiem są wysokie bezrobocie, spadek liczby inwestycji oraz trudno dostępny kredyt. Na to wszystko nakłada się  wciąż rosnący dług, który według najbardziej pesymistycznych szacunków może przekroczyć 500 proc. PKB. Raczej nic się nie zmieni w 2010 r.
Wychodzenie USA z zapaści może trwać nawet dekadę

Prof. Norman Bailey

Tak zwana wielka recesja w Stanach Zjednoczonych dobiega końca. Administracji prezydenta Baracka Obamy udało się zapobiec takiemu upadkowi systemu finansowego, jaki miał miejsce w 1931 r. Amerykański rząd nie zdecydował się wprowadzić środków protekcjonistycznych, na wzór taryf celnych Smoota-Hawleya z lat 30., i fakt ten przyczynił się do szybszego zakończenia recesji. Niemniej zapaść gospodarcza wyrządziła bardzo wielkie szkody, których naprawa może trwać dekadę.

Spadek PKB netto od 2008 r. aż do trzeciego kwartału 2009 r. wyniósł 10,1 proc. i był najdłuższy i największy od czasów Wielkiego Kryzysu lat 30. Wtedy PKB w okresie największych trudności gospodarczych spadł do 25 proc. Tyle samo wynosiła stopa bezrobocia. Obecnie rzeczywista stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych oscyluje wokół 17 proc. Choć oficjalnie administracja prezydenta USA mówi o 10 proc., to jednak nie wlicza osób, które straciły zasiłki dla bezrobotnych albo pracują w niepełnym wymiarze godzin, albo zupełnie zrezygnowały z poszukiwania pracy. Wszystkie ośrodki badawcze są zgodne, że te właśnie osoby stanowią 7 proc. aktywnej zawodowo populacji.

Jest też dobra wiadomość. Zyski przedsiębiorstw i produkcja wzrosły. Według przeprowadzonego w trzecim tygodniu grudnia sondażu Economonitor, jednej z najpoważniejszych grup specjalizujących się w badaniach dotyczących stanu gospodarki, wyniki finansowe przedsiębiorstw się poprawiły, ale ich rozwojowi zagraża wysoka stopa bezrobocia i nadal trudno dostępny kredyt, zwłaszcza dla małych firm.

I ta sytuacja powoduje, że zarówno ocena obecnej sytuacji gospodarczej, jak i prognoza na przyszły rok są przesycone pesymizmem.

Wzrost bezrobocia w 2010

W 2010 r. bezrobocie zwiększy się co najmniej o 1,5 proc. z powodu planowanych zwolnień w przedsiębiorstwach usługowych, których ciężary fiskalne wzrosną z początkiem stycznia. Wtedy właśnie kończy się okres cięć podatkowych wprowadzonych przez George’a W. Busha. Podniesienie podatków dla tych firm jest prawdopodobnie jednym z najpoważniejszych błędów obecnej administracji; tylko jedna na dwadzieścia badanych firm zdecyduje się na przywrócenie do pracy 20-30 proc. zwolnionych w czasie recesji oraz na zatrudnienie wszystkich osób w pełnym wymiarze godzin.

Niemal 40 proc. firm twierdzi, że morale ich pracowników jest bardzo niskie. A na początku recesji ten problem miało zaledwie 6 proc. amerykańskich przedsiębiorstw. Około dwie trzecie badanych firm deklaruje, że zwiększy zatrudnienie, jeśli wzrośnie popyt na ich produkty.

A zatem gospodarka znalazła się w zaklętym kręgu: firmy zwalniają ze względu na niski popyt, a niski popyt spowodowany jest faktem, iż bezrobotni albo niepracujący na pełnym etacie oszczędzają. Dlatego w 2010 r. gospodarka będzie wychodzić bardzo powoli z kryzysu.

Nadal trudno dostępny kredyt

Będzie się tak dziać również ze względu na niechęć banków do kredytowania biznesu. 43 proc. badanych przedsiębiorstw twierdzi, że ich banki nie są skłonne do udzielania im pożyczek na projekty, które kredytowałyby przed upadkiem Lehman Brothers, we wrześniu 2008 r. Tyle samo firm mówi, że brak kredytu spowodował odstąpienie od transakcji, których brak osłabi ich długoterminowe wyniki. Połowa firm, których roczny przychód wynosi ok. 500 mln USD, twierdzi, że od stycznia 2009 r. banki nie chcą w ogóle pożyczać im pieniędzy. Ta sama sytuacja dotyczy 30 proc. firm, które zarabiają rocznie ponad 1 mld USD.

Jednak to małe firmy tworzą o 30 proc. miejsc pracy więcej niż wielkie przedsiębiorstwa. Firmy z dochodem 500 mln USD, mimo że mają trudności z dostępem do kredytu, planują nabór o 1 proc. pracowników więcej niż w 2009 r., a duże przedsiębiorstwa zamierzają o 2 proc. zredukować swoje zatrudnienie. I właśnie dlatego stopa bezrobocia nie spadnie przynajmniej w pierwszych dwu kwartałach 2010 r.

Amerykańska gospodarka zagrożona jest także ze strony czynników zewnętrznych:

  • niechęci Chin do zmian kursu wymiany, a zatem do poprawiania poważnych dyslokacji walutowych, które przyczyniły się do recesji;
  • niewypłacalności całych państw – fala ta wzięła początek w Islandii, a następnie objęła swym zasięgiem Grecję, Hiszpanię, Łotwę – ta sytuacja powoduje bowiem niepewność banków i trudny dostęp do kredytu także na rynku międzynarodowym;
  • niezdolności Japonii, która jest wciąż drugą co do wielkości gospodarką światową, do dokonania zmian strukturalnych, koniecznych w rzeczywistości postkryzysowej;
  • ogromnych deficytów budżetowych państw europejskich i długu zaciągniętego przez Stany Zjednoczone wskutek wykupów zadłużonych banków i ubezpieczycieli, planowanych „reform” systemu zdrowia oraz rychłego bankructwa systemu Medicare i ubezpieczeń społecznych (Social Security).

Katastrofa wskutek góry długów

Wyłanianie się tej góry, będącej jeszcze dotąd za mgłą obietnic polityków, spowoduje wysoką inflację. Towarzyszyć jej będą wysokie stopy procentowe, wprowadzone w celu zrekompensowania spadku wartości dolara. Inaczej nie przyciągnie się nabywców na amerykańskie papiery dłużne.

Perspektywa tego scenariusza nie jest daleka. Niektórzy specjaliści twierdzą, że zrealizuje się on za 2-3 lata. Ja jestem większym pesymistą i uważam, że jeśli nie zostaną podjęte kroki naprawcze, takie jak redukcja wydatków i cięcia podatkowe dla wszystkich, to wydarzenia mogą zacząć się układać na kształt tego scenariusza jeszcze przed zakończeniem 2010 r.

Bardzo wątpię, że odrodzenie gospodarcze będzie miało kształt litery „V”.

Szacunki wzrostu PKB w trzecim kwartale mijającego roku zostały właśnie skorygowane w dół z  3,5 proc. do 2,2 proc. Oznacza to, że wzrost nastąpił dzięki programowi: gotówka za graty (cash-for-clunkers). Produkcja samochodów przyczyniła się do wzrostu PKB w trzecim kwartale o 1,45 punktów procentowych. W porównaniu z drugim kwartałem był to wzrost o 0, 19 proc. Sprzedaż komputerów spadła w tym samym czasie o 0,04 proc. Dlatego, że program gotówka za graty (cash-for-clunkers) zwiększył sprzedaż samochodów, a nie popyt, odrodzenie gospodarki po kryzysie najprawdopodobniej nie będzie w kształcie litery „V”.

Podzielam w pełni opinię ekonomistów Carmen Reinhart i Kennetha Rogoffa, że gospodarka będzie pełzać, zanim powstaną nowe miejsca pracy i wygeneruje się popyt.

Norman Bailey – ekonomista. Był doradcą ds. ekonomicznych w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego podczas kadencji prezydenta USA R. Reagana. Był prezydentem firmy inwestycyjnej Bailey, Tondu, Warwick & Co., Inc.Pracował jako ekonomista w Mobil International Oil Company. Był wykładowcą University of New York. Obecnie doradza rządom krajów Europy Środkowej.

Prof. Norman Bailey

Tagi


Artykuły powiązane

Praca coraz bardziej zdalna

Kategoria: Trendy gospodarcze
Znaczenie pracy zdalnej rośnie od wielu lat, a obecny kryzys ewidentnie ten trend wzmacnia. Całkowite przejście na taki tryb działań jest dla większości firm mało prawdopodobne. Nową normą stanie się elastyczna praca, a będą ją wykonywać przedstawiciele Generacji Flex.
Praca coraz bardziej zdalna

Polskie banki dobrze przygotowane na skutki pandemii

Kategoria: Rynki kapitałowe
Obecny kryzys jest kryzysem sfery realnej gospodarki, który może, ale nie musi, przeistoczyć się w kryzys bankowy. Na szczęście w obecny kryzys polskie banki wchodzą dobrze przygotowane, z wysokimi buforami na kapitale, w ciężar których można absorbować straty – mówi prof. Marcin Liberadzki z Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Polskie banki dobrze przygotowane na skutki pandemii

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Analizy
Norwegia weszła w najpoważniejszy kryzys od czasu II wojny światowej. Otrzymała dwa potężne ciosy jednocześnie, od koronawirusa i z rynku ropy. Czy to koniec bogatej Norwegii?
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie