• Obserwator Finansowy

Davos, dzień 3: Dane cenne jak złoto

25.01.2018
Dziennie powstaje ok. 2,5 kwintyliona (10 do 18 potęgi) bitów danych. W szczególnie wielkich ilościach generują je niektóre sektory gospodarki, w tym branża IT i finanse. Czy ten lawinowo powiększający się zbiór jest aktywem – pytanie to ogniskowało uczestników jednej z debat Forum w Davos.

Bardzo wiele rodzajów danych na pierwszy rzut oka nie wydaje się zawierać specjalnie cennych informacji – jak choćby setki tysięcy, a może i miliony zdjęć wieży Eiffla, które co roku robią turyści, a z których każde może mieć objętość ok. 5-10 MB. (Creative Commons)


Wraz z rozwojem Internetu rzeczy należy oczekiwać, że coraz więcej podmiotów będzie znacząco dokładało się do tego już wielkiego przyrostu danych. Powstaje zatem pytanie, czy Ginni Rometty, prezes IMB, jeden z uczestników debaty Data Responsibility in a Fractured World słusznie nazywa dane nowym globalnym aktywem, a ich wartość jest aż tak duża? Pytanie to jest tym bardziej nurtujące, że bardzo wiele rodzajów danych na pierwszy rzut oka nie wydaje się zawierać specjalnie cennych informacji – jak choćby setki tysięcy, a może i miliony zdjęć „tej samej” wieży Eiffla, które co roku robią turyści, a z których każde może mieć objętość ok. 5-10 MB.

Odpowiadając na powyższe wątpliwości warto przede wszystkim zauważyć, że pozornie trafny przykład fotografowania tego popularnego miejsca jest mylący. Dysponując bowiem dużą kolekcją zdjęć możemy, wykorzystując np. techniki analizy obrazów, ustalić jakie marki ubrań, ich kolory, dodatki są najbardziej popularne w danym sezonie. To już jest niezwykle cenna i korzystna wiedza dla firm odzieżowych, sieci sprzedaży itd. Może ona jednak nie być neutralna z punktu widzenia statystycznego Kowalskiego, którego wprawdzie na żadnym z tych zdjęć nie widać i nie ujawniają one jego wizerunku (dobro chronione), ale to on konkretnie zapłaci wyższe ceny za ubrania, na które popyt został tak trafnie rozpoznany.

Nowe globalne aktywa mogą tworzyć także i nowe, ujawniające się w wielu obszarach, zagrożenie – ubytek miejsc pracy. Steven J. Corwin, CEO, NewYork-Presbyterian, zwrócił bowiem uwagę, że sztuczna inteligencja połączona z dostatecznie bogatymi zbiorami danych może być konkurencyjna w stosunku do wielu tradycyjnych zawodów. Takie sytuacje coraz częściej będą występowały m.in. w ochronie zdrowia, w której wiele procedur diagnostycznych będzie automatyzowanych.

Zdaniem Sunil Bharti Mittala z Bharti Enterprises podobne trendy można obserwować także w branży IT, obejmujące np. firmy typu call centers. Otwartym pozostaje pytanie, czy zanikanie jednych zawodów i miejsc pracy będzie rekompensowane powstawaniem nowych specjalności. Dyskusja nie dostarczyła tu jednoznacznej konkluzji. Wskazywano jednak na konieczność podejmowania działań ułatwiających przekwalifikowywanie się pracowników – tak w ramach przedsiębiorstw, jak i ogólnego systemu edukacyjnego.

Dane mają cechę zbliżającą je do takiego tradycyjnego aktywa jakim jest złoto – muszą być bardzo dobrze chronione.

Czy zatem indywidualny konsument zawsze powinien obawiać się skutków zbierania i skutecznego przetwarzania dużych zbiorów danych; także o nim samym? Łatwo wskazać branże, w których sytuacja może być zupełnie odwrotna. Zdaniem Mario Greco, prezesa Zurich Insurance Company era danych zasadniczo zmienia np. model działania branży ubezpieczeń. „Tradycyjnie opierał się on na zasadzie: wielu [ostrożnych] finansuje straty niewielu [ryzykantów]. Dziś możemy bardzo dokładnie określić profile ryzyka naszych klientów”. Niższa składka dla osób o niewielkiej skłonności do ryzyka jest bowiem oczywistą korzyścią.

Powyższe przykłady pokazują, że gdy tylko znajdziemy właściwą technologię przetworzenia określonych danych w informacje, proces ten może generować dużą wartość dodaną dla określonych osób czy grup społecznych. Niestety nie zawsze odbywa się to w sposób, w którym interesy wszystkich zainteresowanych są zaspakajane zgodnie z ich preferencjami. Zdaniem Ginni Rometty rozwój w erze danych tworzy więc w społeczeństwach także problemy oraz niepewność, które trzeba trafnie identyfikować i rozwiązywać.

Dane mają przy tym cechę zbliżającą je do takiego tradycyjnego aktywa jakim jest złoto. Muszą być bardzo dobrze chronione. Powodów jest wiele. Dane łatwo, często łatwiej niż złoto ukraść. I to w dwojakim sensie. Technicznie gromadzone są one na nośniku, którego rozmiary fizyczne mogą być niewielkie w stosunku do takiej sztabki złota, jaką widzimy np. zwiedzając Muzeum Pieniądza NBP. Drugim aspektem tej „łatwości kradzieży” jest relatywnie duża – odwrotnie niż w przypadku większych ilości kruszcu – szybkość korzystnego upłynnienia danych.

Myśląc o wartości danych zastanawiamy się też przeważnie tylko nad tym, ile możemy zyskać dysponując nimi. Warto jednak przez chwilę zatrzymać się nad pytaniem: ile można stracić, gdy ktoś przejmie nasze dane? W biznesie odpowiedź często może być drastyczna – wszystko. Wraz z utratą danych nie tylko możemy narazić na szwank interesy wszystkich naszych klientów. Straty często dotyczą znacznie szerszego kręgu interesariuszy; w tym klientów naszych klientów etc. Konsekwencje mogą być szczególnie poważne m.in. w sektorze finansowym. Przedsiębiorstwo finansowe traci tu bowiem podstawę swego istnienia – zaufanie.

Gwałtowny rozwój „ekosystemu danych” przynosi wiele korzyści gospodarczych oraz społecznych, ale i tworzy wiele problemów. Przede wszystkim może on zwiększać produktywność czynników produkcji, w tym poprawiać ich alokację. W niektórych dziedzinach może to się jednak odbywać kosztem pewnych grup zawodowych i naruszać zasady wzrostu inkluzywnego. Brak społecznego zrozumienia i zaufania, w tym poczucia dobrze chronionego bezpieczeństwa danych, może się okazać czynnikiem ograniczającym pozytywne efekty tego rozwoju.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły