Hanno Beck: koszty poluzowania ilościowego pokryją podatnicy

03.04.2015
EBC prowadzący politykę luzowania ilościowego jest jak niedźwiedź z „Księgi dżungli”. Złapał tygrysa za ogon, ale co dalej? Nie będzie go łatwo puścić, bo na drugim końcu tygrysa są ostre zęby – mówią niemieccy ekonomiści Hanno Beck i Aloys Prinz.

(CC By Ashley Van Haeften, rys. Hendrik Hondius 1610 r.)


Od 9 marca 2015 roku Europejski Bank Centralny (EBC) skupuje papiery skarbowe denominowane w euro. Przez półtora roku będzie wydawać na ten cel po 60 mld euro miesięcznie. O poluzowaniu ilościowym oficjalnie zakomunikowano pod koniec stycznia, zaledwie kilka dni po tym jak Szwajcarski Bank Narodowy podał informację o uwolnieniu kursu franka wobec euro. Na rynkach spekulowano o tym już wcześniej, m.in. z związku z wypowiedziami prezesa EBC Mario Draghiego i jego współpracowników.

W wywiadzie udzielonym w grudniu 2014 roku Reutersowi Vitor Constancio, wiceprezes EBC, wyjaśniał, że dodruk pieniądza i skupowanie na rynku wtórnym denominowanych w euro papierów wartościowych (o ratingu inwestycyjnym) wyemitowanych przez rządy krajowe i agencje ze strefy euro oraz instytucje europejskie, może zacząć się w marcu 2015 roku. Ale jednocześnie, że nie jest to jeszcze pewne, bo najpierw EBC musi się upewnić, jakie efekty przyniosły wcześniejsze programy pobudzania gospodarki (przypomnijmy, że od przełomu 2011 i 2012 roku EBC prowadził m.in. szereg operacji otwartego rynku, chcąc podreperować płynność w sektorze bankowym – m.in. Main Refinancing Operation, MRO, Long Term Refinancing Operations, LTRO, pożyczki w dolarach).

Można nawet powiedzieć, że skup papierów rządowych bank prowadził już wcześniej – bo tak właśnie komentowano wprowadzenie długoterminowych, bo 36-miesięcznych, pożyczek LTRO (w sumie w ramach LTRO bank centralny Europy wpompował do systemu ponad bilion euro).

W oświadczeniu wstępnym z 22 stycznia 2015 roku Mario Draghi tak uzasadniał decyzję banku centralnego o rozpoczęciu programu poluzowania ilościowego:

„Dzisiejsza decyzja o skupie dodatkowych aktywów ma na celu przeciwdziałanie dwóm niekorzystnym procesom. Po pierwsze, dynamika inflacji nadal jest niższa, niż oczekiwano. Głównym czynnikiem wpływającym na obecny poziom inflacji ogółem pozostaje gwałtowny spadek cen ropy w ostatnich miesiącach, zwiększyło się jednak prawdopodobieństwo występowania efektów drugiej rundy w zakresie procesów płacowo-cenowych, co może niekorzystnie odbić się na sytuacji cenowej w średnim okresie. Ocena ta opiera się na dalszym spadku rynkowych miar oczekiwań inflacyjnych dla wszystkich horyzontów oraz spadku lub zbliżeniu się większości wskaźników faktycznej lub oczekiwanej inflacji do rekordowo niskich wartości. (…) Po drugie, środki polityki pieniężnej uchwalone między czerwcem a wrześniem ubiegłego roku spowodowały wprawdzie wyraźną poprawę cen na rynkach finansowych, ale już nie wpłynęły w takim stopniu na wyniki ilościowe”.

Inflacja w strefie euro jest poniżej 0,5 proc., a pożądana przez EBC stopa to 2 proc.

Z taką diagnozą sytuacji nie zgadzają się jednak niemieccy ekonomiści Hanno Beck i Aloyz Prinz.

„EBC twierdzi, że istnieje ryzyko spadku cen (deflacja), która może wpędzić Europę w jeszcze większą recesję – jeśli konsumenci będą spodziewać się dalszego spadku cen, wstrzymają się z konsumpcją, firmy zahamują inwestycję, a to przyczyni się do jeszcze większego bezrobocia. My uważamy, że ryzyko deflacji w Europie jest niewielkie. Spadek cen, na który powołuje się EBC, wynika ze spadku cen energii”, piszą w dokumencie „Europäische Zentralbank: Riskantes Spiel mit hohem Risiko”

Draghi dodawał, że: „akomodacyjne nastawienie polityki pieniężnej jego banku ma przyczynić się do wzmocnienia aktywności gospodarczej w strefie euro”. Beck i Prinz uważają jednak, że tego typu działania zwiększające podaż pieniądza w obiegu, nie przyniosą pożądanych oczekiwań. W ich opinii np. obecna stosunkowo mała aktywność kredytowa banków nie jest wywołana problemami z płynnością, a brakiem odpowiednich (w tym o odpowiednim poziomie ryzyka) okazji inwestycyjnych. To, na co popłyną dodrukowane pieniądze, to ich zdaniem inwestycje o wysokim poziomie ryzyka, których banki dziś w obawie o swoje bilanse, kredytować nie chcą.

Zdaniem ekonomistów, może to w przyszłości doprowadzić do kryzysu bankowego.

– Jeśli bank zwiększy sumę kredytu, może to doprowadzić do kolejnego kryzysu bankowego. Wystarczy, że banki wydadzą bardziej ryzykowne pożyczki (bo jeśli istnieją okazje kredytowe, które nie są ryzykowne, to dlaczego nie zaciągnięto jeszcze na nie kredytów?) – mówi Hanno Beck.

Ponadto poluzowanie ilościowe może wywołać jeszcze szereg innych negatywnych skutków, w tym bańki na rynkach nieruchomości i finansowym.

– Skup rządowych papierów doprowadzi do obniżenia oprocentownia, co z kolei obniży koszty długu dla rządów, sprawiając, że kredyt stanie się dla nich łatwiejszy. Banki natomiast będą mogły wyczyścić swoje bilanse. Przesuną zły dług (i ryzyko) ze swoich bilansów do bilansu EBC. Ryzyko pozostanie więc z europejskim podatnikiem – mówi Beck. – Spodziewamy się też, że zwiększona płynność trafi na rynek finansowy (giełdę) oraz na rynek nieruchomości i w efekcie doprowadzi to do nowych baniek (asset bubbles), które mogą spowodować kolejny kryzys finansowy – dodaje.

No i oczywiście pojawia się pytanie, jak pożegnać się z programem, planowanym na razie na półtora roku. W Stanach, gdzie od 2008 roku były aż trzy odsłony quantitative easing (QE I, II i III) deliberowano przez kilka lat nad skutkami dla rynku i gospodarki wstrzymania akcji. W końcu opracowano szereg kryteriów, które podano do wiadomości publicznej, jako te, które będą musiały być spełnione, by zaprzestać dodruku pieniądza i osłabiania dolara – był to m.in. spadek stopy bezrobocia poniżej 7 proc. W swoim oświadczeniu z dnia 22 stycznia 2015 roku prezes EBC Mario Draghi bardzo niejasno wypowiedział się na temat zakończenia europejskiego programu: „Skup ma być prowadzony do końca września 2016 r., a w każdym razie będzie trwał tak długo, jak długo nie stwierdzimy trwałego dostosowania ścieżki inflacji, odpowiadającego naszemu celowi inflacyjnemu: poniżej, ale blisko 2 proc. w średnim okresie”.

– Łatwo jest rozpocząć taką politykę, ale trudno jest ją zatrzymać i zredukować bazę monetarną. Nazywamy to problemem Balou (to niedźwiedź w książce o dżungli): łatwo jest dopaść ogon tygrysa, ale niebezpiecznie jest go puścić – na drugim końcu są zęby ­– komentuje Hanno Beck.

W Stanach Zjednoczonych baza monetarna wzrosła z 800 mld dolarów w 2007 roku do ok. 4 bln dziś. Baza monetarna strefy euro na koniec 2014 roku wyniosła 2 bln euro.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test