Przymus w ubezpieczeniach, czyli inflacja obowiązkowości

26.08.2013
W Polsce obowiązuje 156 ubezpieczeń obowiązkowych. Z tą liczbą znajdujemy się w ścisłej europejskiej czołówce, przebija nas tylko Francja z 200 ubezpieczeniami obowiązkowymi. Do tego w tym obszarze panuje bałagan. Są przypadki, gdy prawo nakazuje wykupienie polisy, ale nic nie mówi o sumie ubezpieczenia, więc wymóg ubezpieczenia łatwo ominąć.

Obowiązkowe ubezpieczenie dotyczy nawet myśliwych! (Fot. Piotr Bernad )


Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny ogłosił niedawno, że aż o jedną czwartą wzrosła liczba kierowców bez polisy OC, którzy muszą oddawać pieniądze za spowodowane przez siebie wypadki. W 2012 roku UFG prowadził łącznie 19,4 tysiąca spraw o zwrot odszkodowań wypłaconych ofiarom wypadków spowodowanych przez kierowców bez OC. Widać więc, że najpopularniejsze ubezpieczenie obowiązkowe, czyli OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, często jest ignorowane,  mimo że UFG dysponuje coraz lepszymi mechanizmami kontroli posiadania tych polis przez kierowców.

Równocześnie pojawiają się pomysły objęcia ubezpieczeniem obowiązkowym OC rowerzystów, a nawet pieszych, którzy również powodują wypadki drogowe. Nasuwają się tylko pytania: jak ten obowiązek egzekwować i przede wszystkim – jakie będą konsekwencje braku tego ubezpieczenia. Bo ubezpieczeń obowiązkowych w Polsce jest dużo więcej niż w innych państwach, a świadomość ubezpieczeniowa ciągle jest nieduża. Ubezpieczenia ciągle traktowane są jako obowiązek, którego lepiej jest uniknąć, a nie jako sposób na ograniczenie finansowego ryzyka.

Bałagan w ubezpieczeniach obowiązkowych

Do niedawna nikt nie wiedział, ile ubezpieczeń obowiązkowych jest w Polsce, gdyż w tej sferze panuje chaos. Pierwszy raport podsumowujący tę sferę powstał na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń, a eksperci z Katedry Prawa Ubezpieczeniowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przekopali się przez 2 tysiące aktów prawnych.

– W tworzeniu prawa panuje ogromna dowolność i bałagan. Do tego stopnia, że istnieją regulacje mówiące o konieczności posiadania ubezpieczenia, ale np. niczego nie mówią o sumie ubezpieczenia. Kłopot też w tym, że bardzo duża część regulacji powstaje poza Ministerstwem Finansów, które dba o logikę i porządek prawa ubezpieczeniowego – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński, prezes PIU.

Autorzy raportu doliczyli się 156 ubezpieczeń obowiązkowych, nie wliczając w to ubezpieczeń społecznych ani publicznych ubezpieczeń zdrowotnych. Polisę OC muszą m.in. wykupić architekci, doradcy podatkowi,  biura informacji gospodarczej, audytorzy efektywności energetycznej i piloci motolotni. Z kolei ubezpieczenie NNW trzeba wykupić m.in. skazanym wykonującym nieodpłatną pracę na cele społeczne, wolontariuszom i bezrobotnym odbywającym studia podyplomowe.

Po co przymus?

Chociaż ubezpieczenia obowiązkowe kojarzone są głównie z komunikacyjnym OC, większość z nich odnosi się do innego obszaru, mianowicie wiąże się z wykonywaniem wielu zawodów regulowanych, takich jak doradca podatkowy, adwokat, architekt czy biegły rewident oraz prowadzeniem działalności, gdzie istnieje ryzyko wyrządzenia klientom szkód o dużej wartości. Jak podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński, prawie 160 rodzajów działalności opiera się na ubezpieczeniach i bez nich nie mogłaby być wykonywana.

Polisa OC ma na celu ochronę nie tylko jej posiadacza przed wydatkami, co osobę (czy firmę) przez niego poszkodowaną przed sytuacją, gdy będzie należało jej się odszkodowanie, a sprawca nie będzie w stanie wypłacić go z własnej kieszeni. Wśród ekspertów z zakresu prawa ubezpieczeniowego powszechne jest dziś przekonanie, że obowiązkowych ubezpieczeń w Polsce jest zdecydowanie za dużo. Nie każda działalność wymaga obowiązku ubezpieczenia i nie w każdej przymusowa polisa jest najlepszym zabezpieczeniem.

W przypadku wyrządzenia szkody innej osobie odpowiada sprawca i w jego interesie –  a nie tylko poszkodowanego – jest zakup polisy. Jeśli raz  poniesie finansowe konsekwencje własnych błędów, to następnym razem zakupi polisę nawet wtedy, gdy państwo go do tego nie będzie zmuszało. Jeżeli podmiot wykonujący działalność, np. detektywa stać na zapłacenie za wyrządzoną szkodę, to jeśli nie będzie miał ubezpieczenia OC, poszkodowany będzie dochodził rekompensaty bezpośrednio od niego, a przymusowe chronienie klientów detektywów trudno racjonalnie uzasadnić.

– Dodatkowo nie istnieje żadna kontrola legislacyjna nad ubezpieczeniami. Są one rozproszone. Liczba obowiązkowych ubezpieczeń właściwie stale się zwiększa. W ostatnich latach obserwujemy rosnącą liczbę ubezpieczeń obowiązkowych poza OC, np. różnego typu gwarancji – komentuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Problemem jest też to, że pewne ubezpieczenia funkcjonują w przepisach bez odpowiednich parametrów jak np. suma ubezpieczenia. Obowiązkowe jest ubezpieczenie OC członków Polskiego Związku Łowieckiego w zakresie czynności związanych z gospodarką łowiecką i polowaniami, ubezpieczenie jachtów komercyjnych czy  ubezpieczenie OC oferenta składającego ofertę na prowadzenie rehabilitacji w ramach prewencji rentowej, ale przepisy nie określają parametrów ubezpieczenia. Można więc sobie wyobrazić, że myśliwy wykupi polisę OC z sumą gwarancyjną 2 tys. zł, a wyrządzi szkodę dziesięć razy wyższą, zatem ochrona będzie iluzoryczna, wymóg ubezpieczenia nie spełnia więc swojej funkcji.

Przymus kupowania ubezpieczeń często dotyczy również polis NNW, które nie mają na celu rekompensowania poniesionej szkody, ale zapewniają świadczenie – zazwyczaj niewysokie – w razie określonych w umowie zdarzeń, takich jak uszkodzenia ciała czy śmierć ubezpieczonego. Ubezpieczenie to muszą mieć m.in. bezrobotni skierowani na szkolenie ze skierowania starosty czy skazani, wykonujący nieodpłatną pracę na cele społeczne. Polisy te niewątpliwie są przydatne, czy jednak muszą one być obowiązkowe?

Inflacja obowiązkowości

Nadmiar ubezpieczeń obowiązkowych doczekał się określenia „inflacja obowiązkowości”. Przy takiej skali obowiązkowości ubezpieczeń konieczność zakupu polisy niekoniecznie jest traktowana serio, zwłaszcza że w wielu przypadkach brakuje mechanizmów kontrolnych pozwalających na sprawdzenie, czy podmiot, który musi zakupić polisę, rzeczywiście to zrobił. Szczególnie że świadomość ubezpieczeniowa w Polsce jest niska. Jak słusznie zauważyli autorzy raportu PIU, egzemplifikując ten stan świadomości ubezpieczeniowej, można stwierdzić, że nikt nie był w stanie zliczyć czy choćby w przybliżeniu ustalić listy takich ubezpieczeń.

Teoretycznie ubezpieczyciele powinni być zadowoleni z faktu, że tak dużo ubezpieczeń jest obowiązkowych, ponieważ oznacza to dla nich stały dopływ klientów. Okazuje się jednak, że zakłady ubezpieczeń pierwsze krytykują pomysły wprowadzania kolejnych ubezpieczeń obowiązkowych. Tak było  w przypadku ubezpieczenia zdarzeń medycznych, kiedy to towarzystwa ostrzegały, że szpitali nie będzie stać na taką ochronę i że rzadko który zakład będzie miał taką ofertę. Rozwiązanie jednak wprowadzono i szybko musiano je zawiesić, gdyż nie sprawdziło się w praktyce.

Przymus zamiast edukacji

Zakłady ubezpieczeń deklaruję, że wolą, gdy klienci przychodzą do nich, bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Jak mówi Marcin Tarczyński z PIU, sytuacja, w której klient przychodzi do ubezpieczyciela, bo jest do tego przymuszony przez państwo, nie przekłada się na dobre postrzeganie ubezpieczyciela w oczach klienta. Jasne, klientów jest więcej, ale niekoniecznie z tego powodu tych szczęśliwych. A niezadowolony klient niekoniecznie kupi inną polisę, bardziej opłacalną dla ubezpieczyciela.

Towarzystwa, co oczywiste, chcą sprzedać najwięcej ubezpieczeń, ale niekoniecznie tych, które państwo nakazuje klientom kupować. Ogromna część obowiązkowych ubezpieczeń to ubezpieczenia OC, które sprawiają ubezpieczycielom trudności chociażby dlatego, że odpowiedzialność towarzystwa często jest rozciągnięta w czasie, np. ochrona może obejmuje konsekwencje zdarzeń, które zaistniały w okresie ubezpieczenia, i w dłuższej perspektywie doprowadziły do powstania i ujawnienia się szkody, nawet po kilku latach od wygaśnięcia polisy.

Do tego w ubezpieczeniach OC klient nie ma możliwości realnej oceny sprawności likwidacji szkód, czyli potencjalnie najważniejszej dla siebie rzeczy. Przy zakupie ubezpieczeń OC klienci kierują się wyłącznie ceną, gdyż warunki ubezpieczenia określone są przepisami, a likwidacja szkody to problem nie ich, ale ewentualnych poszkodowanych. Kiepska jakość likwidacji szkód nie odbije się tu zatem na sprzedaży polis, a co za tym idzie, ubezpieczyciele przy likwidacji szkód nie muszą się wysilać. Z drugiej strony mogą konkurować między sobą jedynie cenami, a walka cenowa powoduje, że sprzedaż polis OC nie jest dla nich zbyt opłacalna.

Zdaniem ubezpieczycieli lepszym rozwiązaniem od ciągłego tworzenia nowych ubezpieczeń obowiązkowych jest uświadamianie klientom indywidualnym i przedsiębiorcom, jaką wagę ma zarządzanie ryzykiem i jakie skutki mogą mieć dla nich zaniedbania w tym obszarze. Świadomość ryzyka sprawia, że klient przychodzi po polisę, bo zdaje sobie sprawę, czym grozi jej nieposiadanie, a nie dlatego, że ktoś mu kazał. Jeśli rowerzysta wjedzie w zaparkowany samochód i uszkodzi zderzak i lusterko, po czym zapłaci właścicielowi auta okrągłą sumę z własnej kieszeni, to będzie wiedział, że polisa OC się przydaje. Podobnie będzie z inżynierem budownictwa. Jeśli popełni on fuszerkę, której skutki po paru latach od budowy będą go kosztowały kilkaset tysięcy złotych, to będzie kupował polisę OC bez względu na to, czy będzie ona obowiązkowa, gdyż uwolni go ona od tego rodzaju wydatków.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test