Tam gdzie mleko, miód i najlepsze banki

06.06.2014
Które spośród najbogatszych państw świata uniknęło całkowicie kryzysu finansowego 2007–2008 i od sześciu lat zajmuje pierwsze miejsce w rankingu stabilności 140 systemów bankowych według World Economic Forum? Wielka rozsądkiem, obszarem i bogactwem, a mała liczbą ludności Kanada.
(CC By-NC-SA jacob earl)

(CC By NC SA jacob earl)

(CC By NC SA jacob earl)

Globalizacja zbiera żniwo na wszystkich kontynentach, więc recesja ostatnich lat nie ominęła także Kanady. Choroba gospodarki nie wykręcała tam wszakże stawów, jak gdzie indziej, lecz przeszła dość łagodnie – jak ospa wietrzna u większości dzieci.

Niesłychanie trudno byłoby zaprzeczyć, że w obszarze finansowo-bankowym w Kanadzie dzieje się dużo dobrego. Nie jest to przy tym jakiś przypadkowy wyskok, tylko wyraźna długookresowa tendencja. Charles Calomiris, profesor finansów i stosunków międzynarodowych z Columbii, i Stephen Haber, profesor historii i nauk politycznych ze Stanfordu, przebadali kryzysy finansowe rozumiane jako systemowe paniki bankowe, których przejawem jest długotrwałe zamrożenie depozytów, upadki banków, pomoc państwowa udzielana sektorowi bankowemu i jeszcze wiele innych bardzo przykrych zdarzeń. W Stanach Zjednoczonych w okresie od 1840 r. do dziś kryzys taki zdarzał się średnio raz na 14,5 roku. W Kanadzie coś takiego nie wydarzyło się od 1840 r. ani razu.

Kraj rozwija się przede wszystkim dzięki eksportowi, jest więc wystawiony na działanie czynników zewnętrznych, a wskutek tego recesje są tam znane zupełnie dobrze. O ile jednak w USA podczas Wielkiego Kryzysu upadło ponad 9 tys. banków, o tyle w Kanadzie zbankrutował wtedy ledwo jeden, a i to wyłącznie z powodu oszustwa.

Szerszy wywód poświęcony pewnej wyjątkowości kanadyjskiego sektora finansów opublikowany został przez Renee Haltom w kwartalniku „Econ Fokus” wydawanym przez oddział Rezerwy Federalnej z Richmond („Why was Canada exempt from the financial crisis?”). Autorka nie sądzi, aby można było przypisywać jego zdrowie głównie sferze regulacji, choćby dlatego, że do późnych lat 80. XX w. kanadyjski sektor bankowy pozostawał w większości poza nadzorem.

W oczy rzuca się natomiast od razu jedna zasadnicza różnica z sąsiadem. USA mają jeden z najbardziej rozdrobnionych systemów bankowych świata. Działa tam dziś niemal 7 tys. regularnych banków i cały legion instytucji kontrolnych. W Kanadzie banków jest raptem 80, a udział rynkowy sześciu największych to aż 93 proc. Jednym i tym samym stróżem dla wszystkich instytucji finansowych (banków, funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych i innych) jest kanadyjski Office of the Superintendent of Financial Institutions (OSFI).

Mało, ale z oddziałami

Amerykańska mnogość banków ma źródło w trwającym w większości stanów USA aż do 1994 r. zakazie tworzenia i otwierania oddziałów bankowych. W efekcie 100 lat temu, kiedy wysyp tych biznesów był największy, działało w USA około 31 tys. samodzielnych instytucji bankowych, najczęściej maluchów czy wręcz maleństw obsługujących jakieś zapyziałe miasteczko gdzieś w „pasie zbożowym”. Fenomen ten miał daleko idące skutki, bowiem aktywa niewielkich banków w formie pożyczek udzielanych farmerom i kowalom były zależne od zbiorów, a gdy te zawiodły, zaczynały się kłopoty z wypłacalnością po obu stronach lady. Stąd m.in. liczne runy na banki, upadłości, a w końcu ogólnokrajowe kryzysy finansowe. Pojawiały się one w USA tym częściej, że kłopoty regionalne przekładały się na szerszy pęd do wycofywania depozytów. Banki pozostawały więc bez gotówki. Nie mogły z reguły wyemitować więcej banknotów, bo emisja musiała mieć pokrycie w obligacjach rządowych, a te były drogie i trudno dostępne, zwłaszcza gdy z okien banku nie było widać nic poza polami lub prerią. Na marginesie, jednym z powodów powołania przed 100 laty banku centralnego w postaci Fed było stworzenie możliwości szybkiej ekspansji monetarnej, gdy w kraju dawał o sobie znać doskwierający brak gotówki.

Kanada nie miała tego rodzaju kłopotów, bowiem jej nieliczne banki z licznymi jednak oddziałami obsługiwały najróżniejsze sektory gospodarki oraz rejony, a więc aktywa bankowe były mniej zależne od gradobicia czy pomoru bydła. Było to bardzo pomocne, gdy przychodziło do absorbowania wewnątrz banku skutków kłopotów z wypłacalnością w tej czy innej branży lub na tym czy innym terenie.

Kanadyjskie banki mogły też w razie potrzeby drukować bez istotnych przeszkód pieniądze, zabezpieczając emisję ogółem swoich aktywów. Wreszcie duża koncentracja sektora bankowego świetnie wpływała na koordynację działań prowadzonych w nagłych kłopotach.

Dawał też znać o sobie inny aspekt wysokiej koncentracji. Banki zrzeszone były w prywatnym konsorcjum – Canadian Bankers Association, które w razie potrzeby aranżowało przejęcia zagrożonych banków. Stowarzyszenie to stworzyło ponadto fundusz, dzięki któremu możliwe było honorowanie banknotów upadających banków. Gwałtowne zamknięcie jakiegoś biznesu bankowego bardzo źle wpływało na sytuację niewielu pozostałych banków, więc w zamian za obietnicę wsparcia jeden drugiego w kłopotach kanadyjskie banki uważnie patrzyły (i patrzą) sobie na ręce, aby któryś nie przeholował z optymizmem w ocenie ryzyka.

Rozproszenie w sektorze bankowym USA oraz duża nadal liczba względnie małych banków ma swoje przyczyny polityczno-wolnościowe (nie będzie nam Waszyngton w naszych garnkach mieszał), a także „antytrustowe”. Dopiero w 1911 r. doszło do przymusowego podziału giganta, jakim był Standard Oil, ale antytrustowa pamięć o robberbarons, czyli złodziejskich magnatach przemysłu i finansów, nadal jest u Amerykanów bardzo żywa. Banki amerykańskie pozostają więc w swej masie relatywnie małe, bo Amerykanie niechętnie obserwują ich wzrost.

Regulacją w ekscesy

W tym wywodzie istotne jest, że kiedy ściśnie się balon w jednym miejscu, to natychmiast wypuczy się w innym. Na tej zasadzie powstała i rozwinęła się w USA bankowość w cieniu, lepiej kojarzona pod swą oryginalną nazwą shadow banking. Regulacje i wkraczająca szeroką ławą do sektora bankowego USA instytucjonalizacja były odpowiedzią na niedomagania i ekscesy, ale z drugiej strony powstrzymywały wzrost kredytu dostępnego w bankach. Stąd rozwój shadow banking, który wypełniał lukę, oferując finansowanie w formie akcji i obligacji, by z czasem przejść do alchemii pod postacią derywatów. Ścieżka ta sprowadziła na Amerykę mnóstwo kłopotów, ale też uczyniła z tego wolnorynkowego podobno raju arkadię dla setek tysięcy rządowych kontrolerów wszystkiego i czegokolwiek, niegrzeszących przy tym ani pilnością, ani skutecznością.

Kanada powołała swój bank centralny dopiero w 1935 r. i jak twierdzą niektórzy, motyw ekonomiczny był mniej istotny od narodowo-politycznego. Naród chciał godnej instytucji, to ją dostał. Prekursor OSFI zatrudniał w latach 80. XX w. zaledwie siedmiu (!) kontrolerów i wystarczało.

W 1985 r. upadły dwa banki kanadyjskie (Northland Bank i Canadian Commercial Bank), co wywołało wielki szok, choć oba razem miały w swoich bilansach aktywa stanowiące wówczas jedynie 0,75 proc. wszystkich aktywów całego kanadyjskiego sektora bankowego. Tymczasem w latach 70. XX w. w USA, gdzie od dawna działali najprzeróżniejsi regulatorzy, było takich przypadków 79. W 1987 r. powołany został do życia OSFI. W Kanadzie jest to najważniejsza instytucja kontrolna, zaś w USA są ich wręcz pęczki, każda od czego innego.

Bardzo ważne jest również to, że olbrzymie przepływy finansowe wymykają się ściślejszej kontroli. Powołani przez państwa inspektorzy mają słaby wgląd w shadow banking, gdzie przelewają się w tę i z powrotem biliony dolarów. Tymczasem według opublikowanych przed rokiem przez zespół badaczy z Bank of Kanada danych w USA rozmiary shadow banking to równowartość 95 proc. PKB, a w Kanadzie wskaźnik 40 proc., co dobrze służy tamtejszej stabilności finansowej

Certyfikat od Tafta z tych Taftów

Wśród wilków z Wall Street trudno o lepszy certyfikat niż opinie amerykańskiego prezesa wielkiej spółki RBC Wealth Management z grupy Royal Bank of Canada, zwłaszcza, że szefem tym jest John G. Taft – prawnuk prezydenta USA Williama Howarda Tafta i wnuk Roberta A. Tafta, republikanina, którego demokratyczny prezydent John Kennedy nie zawahał się nazwać Panem Uczciwością.

John Taft odpowiada w zarządzanej przez siebie kanadyjskiej firmie za powierzony przez ludzi majątek o wartości ponad 200 mld dol., więc dobrze zna rynkowe i osobiste koszty tej odpowiedzialności. Był przewodniczącym amerykańskiego Stowarzyszenia Sektora Papierów Wartościowych i Rynków Finansowych SIFMA. Jest pod tak dużym wrażeniem realiów kanadyjskiego systemu bankowego, że uczynił go motywem wydanej ostatnio również w Polsce książki o utraconym dziedzictwie Wall Street („Służebność”). W swej wielce o nim pozytywnej opinii nie jest odosobniony. „Financial Times” napisał w styczniu 2010 r. w kontekście kryzysu finansowego, że „zrozumienie przyczyn przetrwania systemu kanadyjskiego może być kluczem do uczynienia Zachodu obszarem równie solidnym”. Międzynarodowy Fundusz Walutowy podkreślał zaś w ocenie z 2008 r.: „System finansowy Kanady jest dojrzały, wyrafinowany i dobrze zarządzany. Stabilności finansowej sprzyja stabilność polityki makroekonomicznej, mocne i rozważne regulacje oraz nadzór. Ubezpieczenia depozytów oraz ustalenia w zakresie zarządzania kryzysowego i rozwiązań na wypadek upadłości są dobrze przemyślane”.

Obserwatorzy, w tym Taft, wskazują cztery główne obszary dobrze służące bankom Kanady. Są to: system finansowania mieszkań oraz wysoka jakość kanadyjskich rynków kredytów hipotecznych; jeden dominujący regulator federalny kierujący się zasadami; wyższy współczynnik kapitału własnego i niższy wskaźnik dźwigni oraz struktura finansowania oraz uniwersalny model bankowy umożliwiający dostęp do stabilnych depozytów detalicznych.

Kanadyjski rynek kredytów hipotecznych nie działa według zasady „udziel finansowania i odsprzedaj pożyczkę/kredyt” (originate-to-sell), czyli nie opiera się na modelu sekurytyzacji, tylko zgodnie z regułą „udziel finansowania i zatrzymaj pożyczkę/kredyt w swoim portfelu” (originate-to-hold). Oznacza to, że kanadyjskie banki zatrzymują większość z kredytów hipotecznych, jakich udzieliły właścicielom domów, zamiast łączyć je w pakiety i odsprzedawać innym inwestorom. Kryteria udzielania kredytów pozostały w Kanadzie rygorystyczne, więc przed kryzysem jedynie 3 proc. kredytów hipotecznych wpadło do kategorii subprime, podczas gdy w USA było to 15 proc.

John Taft zwraca uwagę, że działania regulatorów amerykańskich opierają się bardziej na przepisach niż na zasadach, zaś w centrum uwagi OSFI jest ryzyko materialne oraz jakość zarządzania ryzykiem w nadzorowanych instytucjach finansowych. „Financial Times” kwituje tę podstawową różnicę oceną, że w Kanadzie chodzi o ducha, a nie o literę prawa. Warto pochylić się nad tym i w Polsce, oślepionej prymitywnie rozumianym legalizmem, w którym od rozumu i poczucia sensu istotniejsze są przecinki.

OSFI nakłada na banki limit dźwigni finansowej, czyli posługiwania się długiem w finansowaniu działalności. Aktywa ogółem (czyli udzielone pożyczki) mogą być w Kanadzie większe od kapitału całkowitego najwyżej 23 razy. Rzeczywiste współczynniki wyznaczone tamtejszym bankom są wyraźnie niższe niż w USA, UE i Wielkiej Brytanii. Taft podaje, że w 2007 r. współczynnik dźwigni dla pięciu głównych banków amerykańskich wynosił 40.

Banki kanadyjskie są instytucjami uniwersalnymi prowadzącymi bankowość detaliczną, bankowość hurtową połączoną z operacjami na rynkach kapitałowych oraz wealth management, czyli najogólniej rzecz biorąc działalność polegającą na pomnażaniu oszczędności i zasobów. „Jedno okienko” jest dla klientów istotną zachętą do składania w nim depozytów, które stanowiły w 2011 r. aż 65 proc. aktywów bankowych. Dużo depozytów to z kolei mniej ryzykownej dźwigni.

Wielką rolę odgrywają także czynniki niemal zupełnie niemierzalne. Jeden z dziennikarzy grupy Bloomberg napisał: „Kanadyjczycy są jak hobbici. Nie są po prostu tak pazerni jak Amerykanie”. Prezes Toronto-Dominion Bank Ed Clack zauważa z kolei: „Społeczeństwo Kanady jest bardziej egalitarne, a mnie hierarchiczne. W USA można kazać ludziom coś zrobić, a w Kanadzie trzeba poprosić i mieć nadzieję, że to zrobią”.

Banki – dobry włodarz

John Taft twierdzi, że fundamentalną przyczyną ostatniego kryzysu było niedochowanie przez świat finansów wierności zasadzie misji dobrego gospodarza. W jego opinii instytucje finansowe są lub powinny być środkiem do osiągania celów wyższych. Te cele to ułatwianie i wspieranie wzrostu gospodarczego poprzez kojarzenie podaży z popytem na kapitał. Taft dowodzi, że ostatnie załamanie było w wielkiej mierze skutkiem tego, że instytucje finansowe przestały uważać się in gremio za (zwykłych) pośredników, a stały się podmiotami samymi w sobie.

Przestrzeganie zasady odpowiedzialności i wyrabianie sobie opisanych w jego książce nadrzędnych cech dobrego włodarza instytucji finansowej (celowość, pokora, odpowiedzialność, przewidywanie, uczciwość) daje rezultaty podobne do zamontowania u dołu kadłuba łodzi czy statku kilu, który dzięki temu nie przewraca się na najbardziej nawet wzburzonych wodach.

Kanadyjski system bankowy jest przykładem, że rozpasanie w finansach i odchodzenie od norm zachowań służebnych oraz od reguł ostrożnościowych nie musi być w rozwiniętym kapitalizmie kanonem.

OF


Tagi


Artykuły powiązane