Wątpliwi pożyczkobiorcy z Afryki subsaharyjskiej

W ostatnich latach coraz większa liczba rządów afrykańskich emituje obligacje denominowane w euro, uważając to za sposób odejścia od tradycyjnych źródeł finansowania, takich jak pożyczki preferencyjne oraz inwestycje zagraniczne. Do lutego 2013 r. dziesięć krajów pozyskało w ten sposób łącznie 8,1 mld dol.
Wątpliwi pożyczkobiorcy z Afryki subsaharyjskiej

(CC By residentevil_stars2001)

Proces ten zapoczątkowała w październiku 2007 roku Ghana emitując warte 750 mln dol. euroobligacje z kuponem odsetkowym 8,5 proc. – i stając się tym samym pierwszym od 30 lat krajem subsaharyjskim (poza RPA), który przeprowadził emisję obligacji.

Ta debiutancka subsaharyjska emisja – zapisy na te papiery czterokrotnie przewyższały ich wartość – wywołała w regionie szał zapożyczania się przez państwa. W ślady Ghany poszło wkrótce dziewięć innych krajów – Gabon, Demokratyczna Republika Kongo, Wybrzeże Kości Słoniowej, Angola, Nigeria, Namibia, Zambia i Tanzania.

Do lutego 2013 roku te dziesięć krajów afrykańskich pozyskało łącznie 8,1 mld dolarów z „dziewiczych” emisji swoich obligacji, których zapadalność wynosi średnio 11,2 roku, a oprocentowanie – przeciętnie 6,2 proc. rocznie. Natomiast odsetki od ich obecnego zadłużenia zagranicznego wynoszą średnio 1,6 proc. rocznie, a przeciętny okres jego spłaty – 28,7 roku.

Nie jest tajemnicą, że koszty pożyczkowe są przy obligacjach państwowych znacznie wyższe niż w przypadku kredytów preferencyjnych. Dlaczego zatem coraz więcej krajów rozwijających się wybiera emisje obligacji państwowych? I dlaczego pożyczkodawcy papiery tych krajów nagle uznali za pożądane?

Jedno z wyjaśnień brzmi, że w sytuacji, gdy „złagodzenie ilościowe” sprowadziło stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu, to zainteresowanie stanowi kolejny, choć trochę niejasny, przejaw poszukiwania przez inwestorów wyższej rentowności. Ponadto najnowsze analizy (przeprowadzone w związku z ustanowieniem nowego banku dla krajów BRICS) wykazały, że pomoc oficjalna oraz kredyty preferencyjnych dalece nie wystarczają do zaspokojenia potrzeb Afryki w zakresie infrastruktury, nie mówiąc już o osiągnięciu trwałego wzrostu na poziomie niezbędnym do znacznego zmniejszenia ubóstwa.

Co więcej, kredyty preferencyjne wiążą się – jak to zwykle bywa w przypadku pożyczek od instytucji wielonarodowych – z pewnymi warunkami oraz ścisłym monitoringiem, co sprawia, że stają się one mniej atrakcyjnym źródłem finansowania. Jaki polityk nie wolałby pieniędzy, z którymi może zrobić, co chce? Zanim ujawnią się jakieś problemy, miną całe lata, no a wtedy to już inni politycy będą musieli je rozwiązywać.

Taki wysyp emisji obligacji państwowych to zjawisko korzystne, ale tylko do pewnego stopnia – wówczas, gdy przesłankę do udzielania takich pożyczek stanowiłyby umacniające się podstawy gospodarki Afryki. W tym jednak przypadku – podobnie zresztą jak w odniesieniu do wszelkich dokonywanych przez sektor prywatny ocen wiarygodności kredytowej – należy mieć się na baczności. Czyżby więc krótkowzroczne rynki finansowe we współpracy z równie krótkowzrocznymi rządami kładły podwaliny pod następny kryzys zadłużeniowy?

Zagrożenie nim niewątpliwie wzrośnie, jeśli władze niższych szczebli i jednostki sektora prywatnego zyskają podobny dostęp do międzynarodowych rynków kapitałowych; efektem tego może być nadmierne zapożyczenie. Nigeryjskie banki komercyjne już emitują obligacje międzynarodowe. W Zambii elektrownia, operator kolei oraz firma budowy dróg planują łącznie pozyskanie aż 4,5 mld dol. poprzez emisję obligacji międzynarodowych.

Narastają już oznaki „nieracjonalnej obfitości” –  albo rynkowych nadziei na posunięcia ratunkowe. Jak inaczej można bowiem wyjaśnić, że Zambia jest w stanie ustalić oprocentowanie niższe od rentowności emisji obligacji Hiszpanii, której rating kredytowy jest o cztery stopnie wyższy? Wszyscy ci subsaharysjcy emitenci obligacji państwowych (prócz Namibii) mają przecież rating „spekulacyjny”, co plasuje ich papiery w kategorii „obligacji śmieciowych” i sygnalizuje znaczące ryzyko niewypłacalności.

Takie oznaki już się pojawiają. Obligacjami kongijskimi w marcu 2009 roku – czyli niespełna dwa lata od emisji – obracano po 20 centów za dolara, co podnosiło ich rentowność do rekordowego poziomu. W marcu 2011 roku niespłacalny stał się dług państwowy Wybrzeża Kości Słoniowej; był to pierwszy taki przypadek od niewypłacalności Jamajki w styczniu 2010 roku.

W czerwcu 2012 roku Gabon odwlekał płatności odsetkowe od obligacji na kwotę 1 mld dolarów, czekając na wynik sporu prawnego – i był na skraju niewypłacalności. Gdyby załamały się ceny ropy i miedzi, Angola, Gabon, Kongo i Zambia mogą mieć trudności z zapewnieniem obsługi swoich obligacji państwowych.

Żeby mieć pewność, że emisja papierów dłużnych nie przekształci się w katastrofę finansową, kraje te powinny zorganizować solidną, nastawioną na przyszłość i wszechstronną strukturę zarządzania długiem. Muszą one bowiem nie tylko inwestować uzyskiwane z emisji kwoty w odpowiednie, wysoko rentowne projekty, ale i upewniać się, że nie będą zmuszone dalej się zapożyczać po to, żeby obsłużyć ten dług.

Być może kraje te mogłyby wyciągnąć nauczkę z przykrych doświadczeń Detroit, które – żeby uchronić się przed naciągającym kryzysem – w 2005 roku emitowało warte 1,4 mld dol. obligacje.

I tego czasu miasto ciągle zaciąga pożyczki, głównie na obsługę wcześniejszych obligacji. W trakcie tych operacji cztery banki z Wall Street, które od 2005 roku umożliwiły Detroit emisję obligacji na 3,7 mld dol., zgarnęły 474 mln dol. z opłat emisyjnych, premii gwarancyjnych i transakcji wymiany (swapów).

Jeśli kraje subsaharyjskie zorientują się, że istnieje ryzyko nadmiernego zadłużenia sektora prywatnego, że dokonywane przez prywatnych pożyczkodawców oceny wiarygodności kredytowej są niewystarczające i że konflikty interesów stanowią endemiczną cechę banków, to powinny wprowadzić ograniczenia tego typu pożyczek, zwłaszcza gdy występuje wyraźne niedopasowanie w zakresie kursów walut i terminów zapadalności.

Krajom, które rozważają dołączenie do grupy emitentów obligacji państwowych, dobrze by zrobiło przestudiowanie przypadków kryzysów zadłużeniowych, które w ostatnich trzydziestu latach były aż nazbyt częste. W przyszłości mogą one przybrać jeszcze gorszy obrót, gdyż tak zwane fundusze-sępy (vulture funds) nauczyły się, jak wykorzystać do cna znajdujące się w opresji kraje.

Niedawne decyzje sądów w USA zapewniły tym „sępom” przewagę, co sprawia, że restrukturyzacja zadłużenia może być jeszcze trudniejsza niż dotąd, a entuzjazm wobec operacji ratunkowych wyraźnie zanika. Społeczność międzynarodowa może więc słusznie nabrać przekonania, że zarówno pożyczkobiorcy, jak i pożyczkodawcy zostali z góry ostrzeżeni.

Nie istnieją łatwe, nieobarczone ryzykiem, drogi do rozwoju i pomyślności. Jednak pożyczanie pieniędzy na międzynarodowych rynkach finansowych to strategia wiążąca się ogromnym ryzykiem niepowodzenia i z ograniczoną jedynie szansą na sukces — co nie dotyczy banków, pobierających swoje opłaty z góry. Należy więc mieć nadzieję, że kraje Afryki subsaharyskiej nie będą musiały powtarzać kosztownych lekcji, jakich w ciągu ostatnich trzydziestu lat doświadczyły inne państwa rozwijające się.

Joseph E. Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, jest profesorem Columbia University.

Hamid Rashid jest starszym radcą ekonomicznym w Departamencie Spraw Gospodarczych i Społecznych ONZ.

Przedstawione tu opinie nie wyrażają poglądów ONZ i jej państw członkowskich.

©Project Syndicate, 2013

www.project-syndicate.org

(CC By residentevil_stars2001)

Tagi


Artykuły powiązane

Tańszy klimat

Kategoria: Analizy
Jednym z pierwszych gospodarczych skutków pandemii koronawirusa był gwałtowny spadek cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Dla Polski to znakomita wiadomość, bo niższe ceny CO2 pozwolą zaoszczędzić setki milionów złotych w skali roku.
Tańszy klimat

Rządy będą upadać

Kategoria: Trendy gospodarcze
W ramach antykryzysowych programów światowe rządy wpompują w gospodarkę ponad 8 bln dolarów, czyli równowartość 10 proc. światowego PKB. Ich potrzeby pożyczkowe wzrosną, ale nie wszystkie poradzą sobie ze spłatą długów. Światu grozi największa od lat 80. XX w. fala rządowych niewypłacalności.
Rządy będą upadać