Pogrzeb planów Junckera i Pisani-Ferry’ego-Enderlina

29.11.2014
W tym tygodniu ogłoszono plany dla Europy Junckera i Pisani-Ferry’ego – Enderlina i wydaje się, że zmarły w dniu narodzin. A ponadto o cenach ropy i miedzi, zadowoleniu Bundesbanku z deflacji i wojnie Europy z Google.


O planie inwestycyjnym przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera już informowałem. W czwartek i piątek pojawiły się nowe opinie na jego temat. Daniel Gros z ośrodka CEPS uważa, że plan jest fikcyjny w tym sensie, że nie przyniesie impulsu rozwojowego, a Unia powinna najpierw rozbudować wspólny rynek, w szczególności energii, zanim zacznie snuć plany inwestycyjne. Inwestycje wymagają lat planowania i będą hamowane przez wąsko pojęte interesy narodowe, ochronę „narodowych championów” i bariery regulacyjne – twierdzi Gros. Nadto nie jest jasne, jaki właściwie poziom inwestycji jest wskazany w Europie, skoro przed 2007 rokiem znaczna ich część była marnowana np. na budownictwo w Irlandii czy Hiszpanii. Być może wcale nie należy odbudowywać ich do tego poziomu. Gros krytycznie ocenia zarówno wielkość planowanych nakładów jak i ich formę. Nie wie też, dlaczego Europejski Bank Inwestycyjny zostaje wywołany do tablicy przy wspieraniu małych i średnich firm (SME), które z natury rzeczy działają częściej na lokalnych rynkach niż paneuropejskim (w poszczególnych krajach istnieją publiczne banki inwestycyjne zajmujące się SME). Pointa: „Plan Junkera to desperacka próba wywołania wrażenia, że istnieje pakiet inwestycyjny na 300 mld euro”. Wygląda podobnie jak również europejski 120-miliardowy pakiet „Inicjatywy wzrostu” sprzed kilku lat, który okazał się fiaskiem.

Krytyczny wobec planu Junckera jest wpis na blogu Breugel zatytułowany: „Nie ma ryzyka, nie ma rezultatów”. Autorzy koncentrują się na kwestii gwarancji inwestycyjnych, jakie zawiera plan i zwracają uwagę, że w jego ramach powinny być finansowane bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Inaczej zwykłe finansowanie zostanie zastąpione „junkierskim”, bez dodatkowego impulsu inwestycyjnego.

Drugi plan ogłoszony w tych dniach to dzieło dwóch ekonomistów- francuskiego Jean Pisani-Ferry’ego (wcześniej Breugel, teraz w rządzie francuskim) i Henrika Enderleina z prywatnego instytutu Hertie. Zasadza się on na równoległych reformach w Niemczech i Francji. W Niemczech chodzi o wzrost inwestycji, we Francji o m.in. naprawę rynku pracy i ułatwienia w dostępie do zawodów regulowanych. Nadto plan polega również na dotacjach do rozwoju alternatywnych źródeł energii. Przy werbalnej aprobacie, gospodarczy ministrowie z Francji Macron i Niemiec Gabriel krytycznie ocenili istotne propozycje planu w duchu tradycyjnych stanowisk ich rządów. Macron m.in. propozycję powiązania minimalnej płacy z produktywnością i wydłużenia horyzontu negocjacji płacowych, Gabriel proponowany wzrost nakładów inwestycyjnych w Niemczech z 10 do 24 mld euro w ciągu trzech lat . Mimo, że plan był dość miękki i nie przewidywał bardziej radykalnych posunięć, jak zniesienie 35-godzinnego tygodnia pracy, czy zmniejszenie zasiłków dla bezrobotnych we Francji. Plan Pisani-Ferry Enderlein można pobrać stąd. A omówienie Reutersa stąd.

Piątek był kolejnym dniem spadku cen ropy – notowania WTI znalazły się w okolicach 66 dol. za baryłkę. Martin Feldstein (Harvard) pisze o geopolitycznych skutkach niskich cen ropy – przegranych Iranie, Wenezueli i Rosji, ale ciekawsze są rozważania, co wpływa na cenę ropy. M .in. oczekiwania dotyczących przyszłych cen (mechanizm samosprawdzającej się przepowiedni) i spodziewany wzrost oprocentowania na rynku. Niskie stopy procentowe zachęcają do pozostawienia ropy w złożu, przewidywane wyższe – do zwiększania wydobycia.

Na marginesie, mało kto zauważa, że miedź również dramatycznie tanieje (ok. 40 procent od szczytów w 2011 roku), co odzwierciedla nienajlepszy stan światowej gospodarki.

Jens Weidmann, szef Bundesbanku, jest zadowolony z niskich cen, gdyż są głównie efektem niskich cen energii, co tworzy pozytywny miniszok podażowy dla gospodarki. Weidmann jest też przeciwny zwiększaniu inwestycji w Niemczech. Europie są potrzebne reformy strukturalne. To iluzja, że polityką monetarną można podnieść potencjalny PKB, czy stworzyć brakujące miejsca pracy. Wzrost tworzą innowacyjne firmy, konkurencyjne produkty oraz zmotywowani i dobrze wykształceni pracownicy (zjadliwe komentarze Zerohedge jak zawsze można sobie darować, relacjonuję za jego pośrednictwem artykuł w Wall Street Journal, który jest płatny).

Google (i inne megafirmy internetowe) jako monopoliści, to temat okładkowego tekstu najnowszego The Economist. Parlament europejski wezwał w tym tygodniu regulatorów do rozważenia przymusowego rozdzielenia wyszukiwarki Google od innych rodzajów działalności firmy. Tygodnik zastanawia się, czy pozycja monopolistyczna w świecie internetu to to samo, co w „starej gospodarce” . Otóż zdaniem czasopisma – nie, może być nawet korzystna dla konsumentów, a firmy takie jak Google, Facebook czy Alibaba mogą być agentami postępu sprzyjając innowacjom. Konkurencja objaśnia porażki, a nie sukcesy – uważa inwestor Peter Thiel (Pay Pal, Facebook). Sukces wynika z dostarczenia unikatowego rozwiązania i z natury rzeczy zmierza w stronę monopolu. Monopole w gospodarce cyfrowej są także łatwiejsze do złamania (niższe bariery wejścia), koszty odejścia od internetowego monopolisty Google nie są tak wysokie dla konsumenta jak w innych przypadkach. Wreszcie, z ostatnich dekad płynie nauka, że monopoliści mogą przez pewien czas dominować, ale nowe technologie rozszerzają rynek w sposób tak nieprzewidywalny, że monopole nie są trwałe (IBM, Microsoft).

I komentarz The Economist.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test