Bank Rossija, czyli jak zostać w Rosji miliarderem

30.09.2014
Zacznijmy od tekstu New York Times o Banku Rossija, który uczynił miliarderami krąg bliskich współpracowników prezydenta Putina. Nadto w przeglądzie informacji i opinii z kraju i świata opisujemy nowości z sektora górniczego oraz odpowiadamy na pytania, czy prezydent Obama wycofa się z sankcji wobec Rosji i czy przemysł odrodzi się w USA oraz mamy ciekawe informacje z Brazylii i Szwajcarii.


New York Times pisze o Banku Rossija, który stał się ważny w gospodarce rosyjskiej z prostego powodu – cały krąg kolegów i towarzyszy prezydenta Putina za pośrednictwem tego banku prowadzi interesy. A teraz w obliczu sankcji i zawirowań na rynkach prezydent zdecydował się dosypać im ok. 100 milionów dolarów za wierność. Mianowicie z dnia na dzień do tego banku przeniosły swoje operacje firmy państwowe z sektora hurtowego handlu energią. Aktywa banku to ok. 11 mld dolarów, CEO jest Jurij Kowalczuk, czasem nazywany Rupertem Murdochem Rosji za jego rolę w stworzeniu biznesowych relacji banku z mediami. Jednym z inwestorów Genadij Timczenko, znany handlarz ropa naftową. Historie oligarchów rosyjskich epoki jelcynowskiej są powszechnie znane, historie oligarchów Putina słabiej. A sam Putin? – To zdaje się bank średniej wielkości, nie jestem jego klientem  – powiedział, gdy prezydent Obama wpisał Bank Rossija na listę instytucji objętych sankcjami – ale na pewno w poniedziałek otworzę tam rachunek. Tak uczynił i nakazał administracji przekazywanie prezydenckiej pensji – 7500 dolarów miesięcznie – na rachunek w tym banku.

Koniec sankcji nałożonych na Rosję? William E.Pomeranz, komentator Reutersa rozważa poglądy Unii Europejskiej i USA na sankcje wobec Rosji. Ostatnia wypowiedź prezydenta Obamy, że „cofnie sankcje, jeśli Rosja wybierze drogę dyplomacji i pokoju”, może w Unii umocnić przekonanie, że sankcje należy ograniczyć lub wręcz znieść.

Krótkie podsumowanie sytuacji w górnictwie socjologa Marka Szczepańskiego z Uniwersytetu Śląskiego, po uzyskaniu 100 mln złotych dotacji z budżetu przez kopalnię Kazimierz Juliusz: „Sytuacja z kopalnią Kazimierz-Juliusz jest tylko przykładem na bardzo głębokie upolitycznienie górnictwa. Górnictwo polskie, choć teoretycznie we władaniu państwa – nie jest nadzorowane. W Kazimierzu-Juliuszu górnicy podjęli protest pod ziemią i trzeba było zadziałać politycznie. Ale to tylko działanie akcyjne, na krótką metę, doraźne. Takie – od incydentu do incydentu. Z powodów politycznych górnicy mogą nawet i kamień kopać”.

Przy okazji otwarcia kopalni KGHM-u Sierra Gorda w Chile, wiceprezes PiS Beata Szydło zapowiada zniesienie podatku od kopalin. „To zamach na kasę: wprowadzono go z bezradności, żeby załatać dziurę budżetową. Szukano pieniędzy i trafiło na KGHM. Kuriozum! Utrzymanie tej daniny, tak jak i jej wprowadzenie, byłoby działaniem na niekorzyść interesu polskiej gospodarki”. PiS proponuje także powołanie Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych.

Gazeta.pl próbuje ocenić, ile naprawdę kosztuje polski węgiel. „W maju premier Donald Tusk alarmował, że polski węgiel jest tak drogi, bo ceny windują pośrednicy. Cały kraj usłyszał, że tona węgla kupiona w kopalni za 250 zł, na Pomorzu kosztuje już 800-900 zł. Z wyliczenia wynikałoby, że koszty transportu i marża pośrednika na każdej tonie to razem 550-650 zł. Gdyby tak rzeczywiście było, to stawiałoby handel węglem w czołówce najbardziej dochodowych biznesów. Sęk w tym, że to błędne wyliczenie. Pod lupę wzięliśmy popularny węgiel “orzech”. W składzie pod Poznaniem tona takiego węgla kosztuje 812,47 zł z VAT. Węgiel pochodzi z bytomskiej kopalni Bobrek-Centrum, gdzie kosztuje 650,67 zł brutto za tonę. Koszt transportu to mniej więcej 85 zł brutto za tonę. Marża sprzedawcy to 76 zł brutto na każdej tonie. Z tego sprzedawca musi m.in. opłacić koszty osobowe pracowników i eksploatacji sprzętu załadowczego. Węgiel z reguły długo czeka na klienta i przed załadunkiem musi zostać ponownie przesiany. Oprócz tego dochodzą koszty kredytu, który trzeba wziąć, żeby najpierw zapłacić za węgiel w kopalni”.

A na koniec górniczego serialu krótko o likwidacji deputatów węglowych. Państwo gwarantowało deputaty, niech budżet płaci – to nowa strategia spółek węglowych.

Przemysł w Ameryce nie odbuduje miejsc pracy – przekonuje Daron Acemoglu z MIT wraz z kilkoma kolegami w artykule w vox.org. Informacje o powrocie producentów do USA są zbyt optymistyczne. W pierwszej dekadzie tego stulecia ubyło prawie 6 milionów miejsc pracy w przemyśle w USA, a w ostatnich 3-4 latach przybyło zaledwie kilkaset tysięcy. Według  wyliczeń Acemoglu 2,4 miliona ubyło ze względu na wzrost importu z Chin. Nawet jeśli koszty pracy w Chinach rosną, to fabryki są przenoszone do Wietnamu i Bangladeszu, a nie na wybrzeże Ameryki.

Nowe informacje, że Dilma Rousseff prowadzi w wyścigu do prezydentury w Brazylii sprawiły, że notowanie na giełdzie poleciały na łeb na szyję – indeks Bovespa obniżył się o 5 procent, bardziej niż w Moskwie i Hongkongu, a akcje Petrobras spadły o ponad 9 procent. Czyli wybory mają znaczenie.

Podobnie jak referenda. Mimo rosnących cen ubezpieczeń, Szwajcarzy w niedzielę odrzucili w referendum wniosek partii lewicowych, by zaprowadzić w tym kraju jeden państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych, zastępując istniejący obecnie system całkowicie prywatny i konkurencyjny.

Na deser ciekawostka. Instytut Misesa reanimował tekst Jacka Rostowskiego z 2003 roku o mitach na temat deflacji. Pointa: „Reasumując, lekka deflacja (1-3% rocznie) nie powinna być powodem do obaw. Istotnie, większość świata doświadczyła takiego okresu przez ostatnie trzy dekady XIX wieku. Ceny spadały wtedy w sposób ciągły, a mimo to miał miejsce pokaźny wzrost. Był to złoty okres “standardu złota”. Jest możliwe, że takie procesy zachodzą obecnie”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test