Gdyby status kobiet i mężczyzn był równy to światowy PKB byłby wyższy o 28 biliony dolarów

07.10.2015
Zaczynam od raportu McKinseya na temat potencjału ekonomicznego, jaki wyzwoliłby parytet płci, przez który rozumiane jest wyrównanie pozycji kobiet i mężczyzn w gospodarce, edukacji, płacach etc. Ponadto warto przeczytać m.in. jeszcze o transpacyficznym porozumieniu o wolnym handlu TPP, prognozach wzrostu gospodarczego MFW, o tym , że wyższa krańcowa stopa podatkowa nie zmniejszy nierówności oraz o konieczności umorzenia długów i ich monetyzacji według Adaira Turnera.


McKinsey ma nowy raport na temat pożytków z wyrównywania pozycji kobiet i mężczyzn. Gdyby kobiety na świecie uczestniczyły w gospodarce w stopniu takim samym jak mężczyźni, dodałoby to 26 proc. do światowego PKB, czyli około 28 bilionów dolarów. Gdyby poziom uczestnictwa kobiet i mężczyzn w poszczególnych regionach wyrównał się i podniósł do poziomu lidera regionu, przyrost PKB wyniósłby 12 bilionów dolarów. W Indiach wzrost PKB w takiej sytuacji wyniósłby 16 proc., w Ameryce Łacińskiej 14 proc., w Chinach 12 proc., w Europie 9 proc. Czynniki brane od uwagę przy ocenie parytetu płci (a raczej jego braku) to m.in. poziom płac kobiet i mężczyzn, odsetek pracujących kobiet i mężczyzn, inkluzja cyfrowa, inkluzja finansowa, poziom wykształcenia, polityczna reprezentacja – w sumie 15 czynników. Polska pojawia się na różnych wykresach, ale na najważniejszym pokazującym ogólny wskaźnik parytetu jej nie ma, choć można się domyśleć, że jesteśmy w środku grupy państw Europy Wschodniej, poniżej liderów czyli Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, ale nad państwami Ameryki Łacińskiej. Najniższe wskaźniki równości mają państwa Bliskiego Wschodu i południowej Azji. Na mapach poszczególnych wskaźników Polska występuje w różnych kategoriach, np. wysokiej nierówności jeśli chodzi o stanowiska kierownicze, bardzo wysokiej nierówności jeśli chodzi o płace, niskiej natomiast jeśli chodzi o pracę na stanowiskach profesjonalistów, czy poziom wykształcenia.

Podwyższenie najwyższej stawki opodatkowania dochodów i upowszechnienie edukacji na poziomie wyższym nie zmniejszy nierówności – pisze Peter Orszag z Brookings Institution. Zespół z Brookings sprawdził jak podwyższenie krańcowej stopy opodatkowania z 39,6 do 50 proc. wpłynęłoby na nierówności. Okazuje się, że współczynnik Gini’ego zmniejszyłby się zaledwie z 0,574 do 0,571. Zmiana współczynnika Gini’ego jest jeszcze mniejsza w symulacji, w której zwiększa się populacja osób z wykształceniem wyższym. Podwyższenie stopy opodatkowania może zwiększyć przychody budżetu, ale nie zmniejszy nierówności. Co w takim razie robić? Orszag pisze, że być może ciężar dyskusji należy przenieść z osób indywidualnych na przedsiębiorstwa i społeczności. Ale nie rozwija tej interesującej sugestii.

Wprawdzie informowałem już o prognozach MFW dla Polski zawartych w nowym World Economic Outlook opublikowanym we wtorek, ale warto jeszcze spojrzeć na kilka liczb, które wydały mi się ciekawe. W tabelach MFW podaje prognozy wzrostu PKB w 2016 i 2020 roku, co pokazuje trend w danym kraju. Wśród państw wysokorozwiniętych według klasyfikacji MFW najwyższe są wskaźniki dla Łotwy – odpowiednio 3,3 i 4,0 proc. Irlandii 3,8 i 2,5 proc. Słowacji 3,6 i 3,1 proc., Izraela 3,3 i 2,9 proc. i Korei 3,2 i 3,6 proc. W krajach postsowieckich fenomenalne już od wielu lat dla Turkmenistanu i niewiele gorsze dla Uzbekistanu oscylujące wokół 8-10 procentowego wzrostu. W krajach Azji wyróżnia się Mjanma (8,4 i 7,7 proc.) i Mongolia (3,6 i 9,1 proc.). W Europie nieźle wygląda Polska (3,5 i 3,6 proc.) z wskaźnikami podobnym  jak Rumunia i kraje bałkańskie nie należące do Unii (Albania, Kosowo, Czarnogóra, Bośnia, Macedonia). W Ameryce Łacińskiej liderami są Panama, Costa Rica i Dominikana z tempem wzrostu 4-6 proc. W Afryce Mozambik, Wybrzeże Kości Słoniowej i Etiopia, gdzie tempo wzrostu przekracza 7 proc.

Maurice Obstfeld, główny ekonomista MFW pisze na blogu Funduszu, że prognoza ukazuje się w momencie, gdy światowa gospodarka znajduje się na skrzyżowaniu trzech ważnych trendów. Po pierwsze, chińska gospodarka przechodzi transformację i przekształca się w gospodarkę napędzaną konsumpcją i usługami. Po drugie mamy okres niskich cen surowców. Po trzecie nieunikniona jest normalizacja polityki monetarnej i podwyższenie stóp procentowych w USA. Wzrost gospodarczy pozostanie umiarkowany i nierównomierny, a ryzyka, że będzie niższy niż w prognozach są obecnie większe niż trzy miesiące temu. Projekcje na ten rok przewidują na świecie wzrost 3,1 proc., na przyszły 3,6 proc. i są o 0,2 punktu procentowego niższe niż lipcu.

Zerohedge publikuje tabelę pokazująca jak zmieniły się prognozy MFW od lipca i kwietnia bieżącego roku oraz trzy wykresy zmian prognoz dotyczących wzrostu gospodarczego, gospodarki chińskiej i handlu międzynarodowego od 2011 roku. Rewizje właściwie są tylko w dół.

Z danych jakie publikuje CapX wynika, że z poniedziałkowego porozumienia transpacyficznego TPP najbardziej skorzysta Wietnam, którego PKB będzie w 2025 roku o 23,7 proc. wyższy, niż gdyby porozumienia nie zawarto. Następnie Malezja (6 proc.) i Singapur (2 proc). Podobnie 2 procent zyska Peru. Produkt otwartej gospodarki amerykańskiej będzie wyższy o 0,2 proc. a japońskiej o 0,3 proc.

Oryginalne spojrzenie na porozumienia o wolnym handlu prezentują autorzy Mises Institute. Otóż gdyby handel był naprawdę wolny, takie porozumienia nie byłyby potrzebne. Dlatego libertarianie są im przeciwni. Zwracają uwagę, że w istocie zwiększają władzę rządów i rozciągają kontrole poszczególnych rządów poza grancie własnego państwa oraz pomagają w umocnieniu monopoli pod hasłem ochrony własności intelektualnej. W porozumieniach międzynarodowych, które zresztą często nie dochodzą do skutku (patrz runda WTO z Doha), jedne rządy narzucają swoją wolę innymi, poprzez międzynarodowy proces harmonizacji. To coś dokładnie przeciwnego do prawdziwie wolnego handlu. Dyskrecja negocjacji i ich techniczny charakter faworyzują merkantylizm i protekcjonizm. Autorzy Freghane Azihari i Louis Rouanet podają jak doszło do Transpacyficznego Porozumienia, którego źródła tkwią w chęci ograniczenia dominacji Chin w handlu w Azji i basenie Pacyfiku (Chiny nie są w TPP).

Adair Turner, były szef brytyjskiego nadzoru finansowego, uważa, że konieczna jest monetyzacja i redukcja długów na świecie, by powiększyć popyt. Niestety to jest ostatnie zdanie jego tekstu. Turner zajął się w nim jedynie pokazaniem, jak polityka monetarna i różne formy QE okazują się nieskuteczne w stymulacji wzrostu gospodarczego, natomiast długi prywatne i publiczne pozostają wysokie a w wielu przypadkach nawet rosną. Wzrost gospodarczy pozostaje słaby, naciski deflacyjne są nadal mocne w znacznej części świata rozwiniętego. Co prowadzi Turnera do końcowego wniosku. Niestety nie pisze jak ta monetyzacja i redukcja długów powinny wyglądać.

Nie znamy szczegółów scenariuszy analityków Societe Generale – straconej dekady krajów wschodzących i twardego lądowania w Chinach (ten drugi oznaczałby wzrost PKB na poziomie zaledwie 3 proc. rocznie), ale oba prowadzą do wielkich zaburzeń na rynkach kapitałowych i odpowiednio 30 i 60 proc. spadku S&P 500 – wynika z omówienia jakie podaje zerohedge.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test