Ludzie umierają, koncern zarabia

05.08.2015
Jeff Sachs pokazuje okrucieństwo legalnego monopolu koncernu farmaceutycznego Gilead. A ponadto tematy bardziej tradycyjne: redukcja długów w Europie, osiągnięcia Singapuru, nieefektywny sektor publiczny we Włoszech, gigantyczne straty polskiego górnictwa i nieudana próba odwołania prezesa PKO BP.


Jeffrey Sachs opisuje jak koncern Gilead w 15 miesięcy odzyskał swoją miliardową inwestycję w lek przeciwko hepatitis C o nazwie Sofosbuvir. Gra toczy się o szansę dla 5 milionów Amerykanów zarażonych wirusem HCV i 160 milionów ludzi na świecie. Otóż cena specyfiku ustalona przez koncern wynosi 84 tysiące dolarów za kurację (tysiąc dolarów za pigułkę na jeden dzień). Koszt produkcji natomiast ok. 100 dolarów za kurację (1 dolara za pigułkę). Dzięki takiej marży monopolowej Gilead odzyskał nakłady inwestycyjne, które wynosiły 11 mld dolarów za prawa patentowe kupione w 2011 roku. Poniósł także koszty końcowych badań dopuszczeniowych, ale jak pisze Sachs wszystkie nakłady odzyskał w ciągu pierwszych 15 miesięcy sprzedaży leku. Przychody z niej wyniosły 12,4 mld dol. w 2014 roku i 4,6 mld w I kwartale br. Patenty monopolizujące produkcję będą natomiast działały do 2029 roku. Wisienka na torcie: Gilead płaci podatki w Irlandii, wykorzystując absurdalne założenie, że prawa intelektualne do jego leków tam są zlokalizowane. Są trzy metody walki z koncernem, który przyjął strategię cenową sprawiająca, że tysiące ludzi nie stać na leczenie. Po pierwsze prawo – Kongres może nakazać zmianę polityki cenowej w przypadku leków ratujących życie. Drugie – skarżenie koncernu przez pacjentów, którzy nie mogli być leczeni ze względu na cenę leku. Trzeci – publiczny protest i aktywizm.

Ciekawostka, znowu o monopolu: ceny podręczników akademickich wzrosły w USA o ponad 1000 proc. w ciągu 40 lat, trzy razy szybciej niż inflacja. Dzieje się tak ponieważ studenci są „porwanymi” konsumentami, muszą kupić takie podręczniki, jakie podsuwa wykładowca. Model sprzedaży w biznesie podręcznikowym jest podobny jak w przypadku leków – producenci docierają do tych, którzy decydują o zakupie – w przypadku leków do lekarzy, w przypadku podręczników do profesorów, którzy nie są wrażliwi na ceny. W księgarni campusu uniwersytetu Michigan ekstremalnie drogi podręcznik chemii kosztuje 400 dolarów.

Na świecie powrócił wzrost gospodarczy. Podaż pieniądza M3 w czołowych gospodarkach rośnie najszybciej od 6 lat. Także inne czołowe wskaźniki gospodarcze pokazują, że po słabym początku roku będzie coraz mocniejsze odbicie – analizuje Telegraph. Problemy ze wzrostem istnieją w Chinach, ale jest nieprawdopodobne, by spowolnienie pogłębiło się.

Nowy układ w sprawie nawisów długu? Być może tak będzie skoro MFW uznał, że dług Grecji jest nie do utrzymania – pisze Keneth Rogoff. Rogoff opisuje dotychczasowe stanowiska: albo obowiązujące ortodoksyjne programy oszczędnościowe i zrównoważenie budżetów albo nie realizowany, ale mający zwolenników: zapewnienie płynności i wypłacalności państw via uwspólnienie długów. Rogoff reprezentuje trzecie stanowisko i uważa, że problem długów w Europie od początku powinien być traktowany jako problem niewypłacalności. Nadal obok głębszej integracji w Eurostrefie, wymagań kapitałowych wobec banków i reform strukturalnych potrzebna jest pomoc dla krajów peryferyjnych. Europa powinna przemyśleć raz jeszcze kwestie bankructwa państw i znaleźć sposób na restrukturyzację długów greckich. Dług w obecnej wysokości jest nie do spłacenia.

Wyraźnie zafascynowany profesor Tyler Cowen pisze na czym polega specyfika  Singapuru: po pierwsze to kraj, w którym miliony ludzi mają obsesję na punkcie żywności i gospodarki. Po drugie, obywatele i szefowie państwa maja niezrównaną wiedzę i zrozumienie gospodarki, inżynierii i polityki publicznej. Po trzecie, udało się tu stworzyć najlepszą biurokrację na świecie. Czy jest inny kraj, w którym dyskutuje się o drenażu mózgów przez rząd?!

Po czym Cowen opisuje Singapur jako finansową korporację oddzielając 3 ramiona prowadzenia polityki finansowej: umiarkowany system podatkowy, ale z niezwykle efektywną egzekucją, unikatowy fundusz zabezpieczenia społecznego i trzecie ramię – fundusze suwerenne i ubezpieczeniowe Singapuru jako efektywny hedge fund.

Agencja Rozwoju Przemysłu podała, że polskie górnictwo węgla kamiennego zamknęło I półrocze 2015 r. stratą netto 1,445 mld zł i zyskiem operacyjnym minus 1098 złotych. Rok wcześniej w tym okresie strata wyniosła 772,3 mln zł – opisuje PAP. Spadek wydobycia węgla był minimalny i tylko w I kwartale. Sprzedaż wzrosła o 8,9 proc. – Kompania Węglowa wyprzedawała węgiel z hałd. Średnia cena węgla była o 5,9 proc., czyli ok. 16 złotych niższa niż rok temu. Średnia cena wyeksportowanego węgla wynosiła 243,98 zł za tonę i była o ok. 20 złotych niższa niż sprzedawanego w kraju. Koszt produkcji wynosił 301,78 zł za tonę. Strata na tonie doszła już do prawie 40 złotych i była o połowę wyższa niż rok temu.

Produktywność we Włoszech jest w stagnacji od lat 90. Najnowsza analiza ekonomistów MFW i Banku Włoch wskazuje, że w części odpowiedzialna jest za to nieefektywność sektora publicznego.

Na deser zazwyczaj dobrze poinformowany Maciej Samcik opisuje próbę zmiany prezesa PKO BP. „Na środę szykowany był „zamach” na prezesa PKO BP, największego polskiego banku, zarządzającego majątkiem wartym ćwierć biliona złotych. Prawdopodobnie do jego odwołania przez radę nadzorczą nie dojdzie, ale nie wiadomo na jak długo prezes został ocalony. Na pozbycie się obecnego szefa banku naciskał bowiem największy akcjonariusz, czyli skarb państwa. Za sektor bankowy w ministerstwie odpowiada wiceminister Wojciech Kowalczyk i to on jawi się jako szef zadymy. Urzędnikom rządu ponoć nie podoba się ograniczony wpływ, jaki mają na bank. Ba, według „Pulsu Biznesu” uzgodniony był już ewentualny prezes PKO BP, gdyby doszło do tajemniczego zniknięcia obecnego – miałaby być nim Lucyna Stańczak-Wuczyńska, pracująca dziś w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.

Po czym Samcik pisze, że nie ma powodów do „wywalania prezesa PKO BP na zbitą twarz w środku kadencji” poza jednym: W tym banku jest kasa, której politycy mogą potrzebować, żeby uratować przed bankructwem jakąś dużą, państwową firmę, by pokazać wyborcom muskuły.

I podsumowanie : „Jeśli rzeczywiście komuś w jakimś ministerstwie wpadł do głowy pomysł, żeby tuż przed wyborami, bez ważnego powodu próbować wymienić prezesa dużego banku na „spadochroniarza”, to bylibyśmy w pobliżu republiki bananowej, a nie w kraju, w którym obowiązują cywilizowane standardy ładu korporacyjnego. Ale z drugiej strony… Była już grabież OFE, to dlaczego miałaby się nie odbyć grabież pieniędzy spółek skarbu państwa”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test