Tesla skasowała Nevadę na 1,4 mld dolarów

18.11.2014
Na początek tekst o negocjacjach producenta samochodów z lokalnymi władzami w Ameryce, pouczający nie tylko dla nowych samorządowców.

Tesla (CC BY-NC-ND Daniel Piraino)


A ponadto o trzeciej recesji w Japonii, szczycie w Brisbane, o wysokich cenach ropy naftowej na świecie i nakładach na B+R w Europie.

Elon Musk, założyciel firmy Tesla, jest bohaterem wielkiego tekstu w Fortune o tym, jak negocjował z siedmioma stanami dotacje do gigantycznej fabryki baterii do masowych samochodów elektrycznych, które zamierza produkować Tesla. Fabryka akumulatorów powstanie w Nevadzie, a łączna suma korzyści zaoferowanych przez stan producentowi wyniesie 1,4 mld dolarów. Nevada płaci ponad 200 tysięcy dolarów za każde z 6,5 tysiąca nowych miejsc pracy. Tekst jest długi, ale dzięki temu szczegółowo pokazuje taktykę niektórych stanów i taktykę Muska, a także kreatywność w wymyślaniu, w jaki sposób z jednej strony wytargować darmową ziemię, ulgi (w podatkach, cenach energii) i inne dotacje (np. budowa drogi), a z drugiej jak spełnić oczekiwania producenta nie mając takiej kasy w gotówce (w pewnym momencie Musk postawił warunek 0,5 mld dol. w gotówce). Niektóre ulgi podatkowe są na 10 i 20 lat. Ciekawe i pouczające, także dla samorządowców. Oczywiście ostateczne rozstrzygnięcie nadejdzie za kilka lat, kiedy powinna powstać fabryka, a Tesla rozpocząć produkcje masowego samochodu elektrycznego w cenie 35 tys. dol. sztuka.

Jeszcze raz o cenach ropy i wpływie na gospodarkę światową. Zdaniem Rogera Bootle szok cenowy przyniesie korzyści z dwóch powodów. Po pierwsze dzięki potanieniu ropy stanie się możliwe wytworzenie dodatkowego PKB przy istniejących technologiach i innych czynnikach produkcji. Po drugie, i zdaniem autora być może ważniejsze, wzrost cen transferuje środki od konsumentów ropy do jej producentów. Te środki u producentów nie są natychmiast wydawane, ale służą też powiększeniu rezerw (Rosja, Norwegia, Bliski Wschód). Z kolei kiedy ceny spadają, więcej środków mają konsumenci ropy, którzy są bardziej skłonni do ich szybkiego wydawania. Pointa tekstu nie jest niestety korzystna dla Europy.”Czy nie jest zabawne, że w przypadku strefy euro nawet wiadomość, która powinna być bardzo korzystna okazuje się niebezpieczna” [ze względu na pogłębienie tendencji deflacyjnych i problemów ze spłatą długów] – wzdycha Bootle.

Japonia niespodziewanie znalazła się w trzeciej recesji w ciągu 4 lat. To zdaniem Jacoba Schlesingera (Wall Street Journal) oznacza trzy rzeczy: odroczenie podwyżki podatku od sprzedaży (w Japonii nie ma VAT), dodatkowy impuls dochodowy w postaci ulg podatkowych lub wydatków publicznych (nawet 260 mld dol), dodatkowy impuls monetarny i mniejsze zaufanie dla polityki premiera Abe i szefa Banku centralnego Kurody.

Telegraph o szczycie w Brisbane – konflikt z Rosją będzie utrudniał, o ile nie uniemożliwi, osiągnięcie przyjętego celu dodatkowego wzrostu PKB do 2018 roku o 2 proc. Sam handel Unii Europejskiej z Rosją wynosi 335 mld dol. i jest czterokrotnie większy niż przed dekadą. Autor Andrew Critchlow jest specem od surowców w redakcji Telegraph.

Z kolei ekonomista australijski Richard Wood, wykładający na Uniwersytecie w Brisbane uważa, że spotkanie G-20 błędnie skoncentrowało się na reformach podażowych, podczas gdy pierwszym problemem jest na świecie dziś niedostatek popytu (na który jest świetny sposób – oczywiście Overt Monetary Financing, czyli pieniądze z helikoptera).

Znany tandem ekonomistów amerykańskich CecchettiSchoenholtz porównuje bańki na rynkach aktywów i recesje jakie po nich nastąpiły. Te po szczytach notowań giełdowych w 2000 i 2007 roku trwały odpowiednio 30 i 21 miesięcy, ale pierwsza była dość słaba, a druga największa od lat 30. Dlaczego? W gruncie rzeczy istotne nie są wahania na giełdach i same bąble na rynkach, ale dźwignia. Kiedy widzimy boom na rynkach aktywów, ważne jak zadłużeni są ich właściciele i jak zadłużeni są pośrednicy – piszą. Niestety mimo zmian regulacyjnych nadal wiedza jest ograniczona w odniesieniu do zadłużenia pozabilansowego.

Pisałem o nakładach na B+R w Polsce w ubiegłym roku, dziś Eurostat podał dane dla Europy. W Polsce wydatki te osiągnęły 0,87 proc. PKB, poniżej średniej unijnej, która w 2013 r. wyniosła 2,02 proc. PKB. Najwyższy poziom wydatków na badania i rozwój w relacji do PKB wśród krajów unijnych odnotowały w 2013 r. Finlandia – 3,32 proc. oraz Szwecja – 3,21 proc., natomiast najniższy: Rumunia – 0,60 proc. i Cypr – 0,48 proc. Warto też popatrzeć na wartości bezwzględne. Polskie 3,4 mld euro porównujemy wówczas z 3 miliardami Czech , 2,7 mld Irlandii i 7,7 mld euro Danii, czyli krajów znacznie mniejszych. Wydatki w Turcji wynoszą 6 mld euro, 0,92 proc. PKB, czyli także więcej niż w Polsce. W Szwajcarii i Rosji nominalnie są pięciokrotnie wyższe, w Wielkiej Brytanii i Korei niemal 10-krotnie. Nie ma wątpliwości, że od lat mechanizmy zachęcające sektor prywatny do inwestycji w B+R nie są skuteczne, a środki publiczne chętniej kierowane na inne cele.

Z badania trójki brytyjskich ekonomistów wynika, że warto inwestować w dobrostan pracowników przez poprawę jakości miejsca pracy.  Zadowolenie z pracy jest pozytywnie skorelowane z wynikami finansowymi miejsca pracy, jakością pracy i usług  oraz produktywnością. Co oznacza, że inwestycje w dobrostan pracowników mogą być efektywne ekonomicznie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły