Forbes chce złota

30.01.2016
Przyznaję, dotąd prywatne poglądy ekonomiczne Steva Forbesa, redaktora naczelnego potężnej grupy prasowej Forbes Media, były mi obce. Wiedziałem, że wszystkie wydawnictwa spod szyldu Forbesa - internetowe, czy papierowe, amerykańskie, czy europejskie - promują wolny rynek, ale nie wiedziałem, że szef szefów to reakcyjny kapitalistyczny radykał. A taki właśnie obraz rysuje książka "Pieniądz: dlaczego niszczenie dolara zagraża światowej gospodarce i jak można temu zapobiec?"

(Wydawnictwo MT Biznes)


Steve Forbes (wraz ze współautorką swoich dwóch poprzednich publikacji, Elisabeth Ames) przedstawia się w niej nie tylko jako surowy krytyk obecnego systemu pieniężnego opartego na „papierowym pieniądzu” i płynnych kursach walut, ale przede wszystkim jako gorący zwolennik powrotu do standardu złota. Uważa on, że dla światowej gospodarki byłoby to nie tylko korzystne, ale nawet – że w końcu okaże się konieczne. Jego zdaniem obecny system to skandal.

Forbes szuka winnych i nie szczędzi uwag pod adresem konkretnych osób. Nie zostawia suchej nitki na waszyngtońskich oficjelach, mainstreamowych ekonomistach, a przede wszystkim na amerykańskich prezydentach od Roosevelta począwszy. Obrywa się także niektórym biznesmenom.

Z wyraźnym niesmakiem Forbes ocenia działalność Georga Sorosa, który bogaci się cynicznie wykorzystując słabości systemu pieniężnego, a w systemie waluty złotej być może wcale nie zrobiłby majątku. Nie podobają się Forbesowi np. ataki spekulacyjne, jakie Soros przypuszcza na niektóre kraje. Najbardziej znany jest atak na brytyjskiego funta szterlinga.

„W 1992 r. , gdy funt powiązany był z marką niemiecką, spekulanci pod przywództwem Sorosa zaatakowali, pożyczając funty, a następnie sprzedając je w celu nabycia marek. Gdy okazało się, że aby ratować Wielką Brytanię, trzeba by podnieść stopy procentowe aż o 100 proc., jej upokorzone władze poddały się i uwolniły kurs funta. Następnie Soros (i inni) sprzedaje swoje marki za większą liczbę funtów, niż pierwotnie pożyczyli. Zarobili na tym miliardy”, pisze Forbes.

To właśnie niestabilność systemu opartego na papierowym pieniądzu, której przejawem są nie tylko ataki spekulantów, ale przede wszystkim powtarzające się kryzysy finansowe i bankowe, najbardziej irytuje Forbesa.

W tym, że państwo uzurpuje sobie władzę (i powierza ją częściowo bankom komercyjnym) do tworzenia pustego pieniądza, Forbes widzi także przyczynę rosnących na świecie nierówności społecznych. Jego narracja przebiega mniej więcej tak: świat wyszedł z feudalnej nędzy dzięki kapitalizmowi. Ów rozwijał się, gdy pieniądz miał pokrycie w złocie. Różne systemy walutowe powiązane ze złotem to 170 lat najbardziej chwalebnej historii kapitalizmu. Gdy w 1971 r. zniesiono ostatecznie pokrycie waluty (dolara) w złocie, pojawiły się problemy. Zjadająca oszczędności klasy średniej inflacja, radykalne wahania koniunkturalne, zwiększone nierówności, wojny walutowe, kryzysy zadłużenia, pojawiły się nadmierne regulacje rynkowe i katastrofalne centralne planowanie w dziedzinie pieniądza i cen.

Taki stan, jak przekonuje Forbes, nie jest tylko efektem złych decyzji w zarządzaniu polityką pieniężną. To immanentna cecha obecnego systemu. Tylko stabilny pieniądz może zapewnić stabilny rozwój. Bo, jak czytamy, pieniądz to miara wartości a miara powinna być stała, ludzie powinni ufać w jej niezmienność.

Płynne kursy walutowe nie są dobre, tak samo jak dobrą nie byłaby sytuacja, w której codziennie zmienia się definicja metra, albo kilograma.

Nie da się? Da się!

Stąd marzenie o powrocie do sytuacji, w której waluty znów powiązane będą ze złotem. To odważny postulat, ale Forbes nie jest w nim osamotniony. Idea zyskuje sobie coraz więcej zwolenników w środowisku akademickim. Pojawia się także coraz więcej alternatywnych do dolara systemów walutowych (z bitcoinem na czele), co oznacza utratę zaufania do dolara (ale także do euro, yuana, itd.) i sygnalizuje konieczność przeprowadzania reform.

Amerykański magnat prasowy uważa złoto za jedyny historycznie sprawdzony surowiec, który może stanowić pewną podstawę nowego systemu walutowego, a za jedną z największych zalet takiego systemu – oprócz stabilności – uważa fakt, że „złoto dokonuje rozdzielenia pieniądza od polityki”. Obecny system pieniężny nasila społeczne konflikty. 1 proc. walczy z 99 proc. i odwrotnie. System waluty złotej, w którym nie istnieje inflacja i opozycyjne grupy, dla których jest ona korzystna i którym szkodzi; pieniądz jest politycznie neutralny. Słowem, znika wiele negatywnych zjawisk takich, jak choćby wspomniane wcześniej ataki walutowe.

Forbes nie jest jednak na tyle naiwny, by sądzić, że któryś z historycznych standardów złota mógłby funkcjonować w XXI w. przeniesiony w skali 1:1.

– Jeśli Ameryka ma kiedykolwiek podjąć próbę odzyskania dawnej energii gospodarczej, musi wrócić do tradycji stabilnego pieniądza powiązanego ze złotem. System waluty złotej na miarę XXI w. opierałby się na stałej relacji dolara do złota. Mogłaby być oparta ona na dziesięcio- lub pięcioletniej średniej ostatnich cen złota, powiększonej o jakąś wartość w ramach ochrony przed deflacją – tłumaczy Forbes.

Zasadniczo w nowym systemie zmieniłaby się rola banku centralnego – nie ustalałby już stóp procentowych na rynku międzybankowym, a jedynie stopę dyskontową, czyli cenę, którą banki płacą za pożyczanie pieniędzy z samego banku centralnego. Forbes uważa, że wdrożenie systemu w USA zajęłoby nie więcej niż 12 miesięcy. Potem inne kraje powiązałyby z dolarem swoje systemy walutowe.

Należałoby dopuścić także do legalnego obrotu waluty prywatne, co miałoby funkcję kontrolną (większa popularność takich walut oznaczałaby brak zaufania do złotego dolara, a zatem kłopoty do rozwiązania).

Czy taki system rzeczywiście by zadziałał? Forbes przyznaje, że nie jest to rozwiązanie idealne, ale przekonuje, że jest lepsze niż obecne. I że ci, którzy uważają – jak Warren Buffett, czy Paul Krugman – że powrót do złota to mrzonki, po prostu nie rozumieją, czym jest pieniądz i czym jest złoto. Forbes kilka stron poświęca obalaniu mitów na temat tego kruszcu. Jak choćby tego najbardziej rozplenionego: że złota jest za mało, a więc standard złota wywołałby deflację. „O skuteczności złota nie decyduje podaż, a jego zdolność do bycia stabilnym wyznacznikiem wartości”, przekonuje.

Czy to są tłumaczenia wystarczające? Zapewne nie dla szefowej Fed. Brzmią jednak rozsądnie i na pewno warte są przedyskutowania.

Pierwsza część książki, w której Forbes krytykuje obecny system pieniężny była ciekawa, ale nieszczególnie oryginalna. Brakiem oryginalności cechuje się także druga, konstruktywna część poświęcona pomysłowi Forbesa na powrót do złota. Forbes nie przedstawia żadnej całkowicie nowej idei, o której nie pisaliby inni. Napisana jest jednak w sposób wyjątkowo klarowny i całkowicie pozbawiony „ekonomicznego” bełkotu.

Tak prostym językiem o złocie i jego przewadze nad „fiat money” (fiat – z łac. „niech się stanie”) nie pisał nawet inny znany z publicystycznego zacięcia stronnik złota, Murray Rothbard. Forbes jest tylko i aż propagatorem idei, które przed nim formułowali inni, np. przedstawiciele tzw. Szkoły Austriackiej z Rothbardem na czele. Takich cieszących się prestiżem, a więc branych serio propagatorów można życzyć każdej nieortodoksyjnej szkole ekonomii.

Folder reklamowy

Na książce Forbesa ciąży jednak skaza. Oto po przejrzystym i jasnym wykładzie na temat złota, który mógłby przecież wieńczyć książkę, otrzymujemy rozdział pt. „Ochrona majątku przed niestabilnym pieniądzem”. Dowiadujemy się z niego, że w tych niepewnych czasach inwestowanie majątku powinno się sprowadzać właściwie do jego ochrony, po czym otrzymujemy kilka praktycznych i dość oczywistych porad w tym względzie. Każdy radzi, co wie i jak może, z tym problemu nie ma, a pewnie niektóre uwagi autorów są nawet pouczające. Problemem jest natrętne pojawianie się nazw firm i cytowanie wypowiedzi osób prezentujących firmy, które sprzedają właśnie te produkty, które autorzy polecają.

Do 237 str. czyta się książkę jak popularnonaukową publikację ekonomiczną, a od 238 str. jak folder reklamowy. Wątpliwości pozbawia nas końcówka rozdziału, w której radzi się nam, żeby korzystać z usług „zaufanych doradców”, którzy pomogą nam „konsekwentnie realizować przyjętą strategię”. Słowa te wypowiada szef firmy zajmującej się doradztwem finansowym.

Być może za te piarowe wrzuty odpowiedzialna jest współautorka, Elisabeth Ames, która – jak przedstawia się ją w krótkiej notce – jest „założycielką BOLDE Communications, firmy oferującej doradztwo strategiczne i medialne licznym klientom indywidualnym i korporacyjnym”. Podpisuje się pod tym także Forbes. To w oczach czytelnika może odebrać publikacji powagę i rangę, na jaką zasługuje i kazać zastanowić się, czy po to właśnie były te wszystkie wywody o złocie i niestabilności systemu finansowego, by w końcu sprzedać czytelnikowi kilka dywanów? Przepraszam, produktów chroniących jego majątek.


Tagi


  • pawel-l pisze:

    Dopóki nie zlikwidujemy góry długów, to wprowadzenie standardu złota jest raczej nierealne. Jak pisze R.Prechter – po katastrofie obecnego systemu przez następne 500 lat nikomu do głowy nie przyjdzie psucie pieniądza.
    A o najróżniejszych standardach złota ciekawie pisze Nathan Levis w książce „Gold – monetary polaris”

  • [ja!] pisze:

    1. Samotny powrót pojedynczej gospodarki do standardu złota jest dla niej zabójczy (chyba iż jej dominacja byłaby tak wielka, że to ona narzuca reguły).
    ———————————————————————————————————————————————
    2. W dzisiejszej gospodarce nie ma już możliwości wrócić do czystego złota — za każdym razem byłaby to jakaś forma „złota zdematerializowanego”, co zarazem otwiera pełne pole do współczesnych patologii — nie likwidując żadnej.
    ———————————————————————————————————————————————
    3. System oparty na rezerwie złota sam z siebie generuje wojny, gdyż daje powód do obrabowania sąsiada, któremu akurat powinęła się noga.
    ———————————————————————————————————————————————
    4. Żyjemy w świecie technologicznych osobliwości — po tysiącach lat stabilnej podaży (choć i to w dużym cudzysłowie) złoto może podzielić los np. siarki — pomijając nawet produkcję złota z ołowiu dzięki b.taniej energii (bo to i tak by oznaczało koniec naszego świata), to dość łatwo sobie wyobrazić armię autonomicznych robotów (albo bakterii), powiedzmy 10× zwiększających aktualne światowe wydobycie.
    ———————————————————————————————————————————————
    5. Następnym rozwiązaniem może być raczej jakiś nowy bitcoin (oparty na złocie lub nowe bitcoiny narodowych banków centralnych).
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    „Z wyraźnym niesmakiem Forbes ocenia działalność Georga Sorosa, który bogaci się cynicznie wykorzystując słabości systemu pieniężnego”
    ———————————————————————————————————————————————
    Negatywnie oceniać „łeb do interesów”? To nie Soros stworzył sytuację, więc błędem jest negatywna ocena tego rodzaju biznesmenów (co innego ze sposobem wydawania tych pieniędzy).
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    „W 1992 r. , gdy funt powiązany był z marką niemiecką, spekulanci pod przywództwem Sorosa zaatakowali”
    ———————————————————————————————————————————————
    No to Forbes wypowiada się jak niezły socjalista. Spekulanci nie „ZAATAKOWALI”, lecz dostrzegli okazję, którą stworzyli sami manipulatorzy rynkiem (interwencyjny link do marki) i ZARYZYKOWALI, stawiając na to WŁASNE (lub pożyczone na ich odpowiedzialność) pieniądze.
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    „kazać zastanowić się, czy po to właśnie były te wszystkie wywody o złocie i niestabilności systemu finansowego, by w końcu sprzedać czytelnikowi kilka dywanów?”
    ———————————————————————————————————————————————
    Immanentną cechą Amerykanów zawsze było mieszanie każdej dziedziny z okazją do zarobku, więc nie należy się dziwić, że jest tak i tym razem.

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    „System waluty złotej, w którym nie istnieje inflacja”?! Bzdura. Istnieje i inflacja, i deflacja, ale w dłuższych okresach przeważa lekka deflacja. Dlaczego? Wydobycie roczne złota to ok.2300 ton, podczas gdy wolumen złota w obiegu to ok. 175 tys. ton. Czyli wzrost ilości złota to ok. 1.3% rocznie, który równoważyłby podobny globalny wzrost ilości towarów i usług w obiegu. Lokalnie oczywiście mogą występować epizody inflacyjne lub deflacyjne spowodowane kosztami transakcyjnymi.

  • sds pisze:

    „Istnieje swego rodzaju romantyczna nostalgia za standardem złota, która sprawia, że ludzie mówią: „wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby pieniądz był powiązany ze złotem”. To ewidentny błąd. Gdy obowiązywał klasyczny standard złota, Anglia oraz Stany Zjednoczone doświadczały zarówno poważnego bezrobocia, jak i silnej inflacji. Jedne z najgorszych kryzysów występowały w Wielkiej Brytanii, właśnie wówczas gdy panował standard złota”.
    Roy Jastram „The Golden Constant”

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    @sds Mylisz się, Problem w UK wziął się stąd, że Anglia zawiesiła standard złota na czas I wojny i emitowała pieniądz inflacyjny. Po wojnie przywrócili standard złota przy starym kursie ignorując fakt, że saldo przestało się zgadzać. I to nie miało prawa działać.

  • ipx pisze:

    a kiedy była ta inflacja? nie przypadkiem w czasie wojny secesyjnej i greenbacksów

  • Grzegorz Sobiecki pisze:

    „stopę dyskontową, czyli cenę, którą banki płacą za pożyczanie pieniędzy z samego banku centralnego” – chyba coś nie tak.. Cena, którą banki płacą za pożyczanie pieniędzy z samego banku centralnego (pod zastaw papierów wartościowych) to stopa lombardowa.

    @Tezcatlipoca2016 – dokładnie, w systemie, gdzie pieniądz jest >> prawidłowo << zarządzany, którego przybywa tyle, ile gospodarka potrzebuje na potrzeby wymiany – zarówno pieniądz banku centralnego (wiele osób i w Polsce i na świecie nawet nie ma kont) – jak i pieniądz kreowany w systemie rezerw cząstkowych – nie ma podstaw do wróżenia upadku pieniądza czy sugerowania powrotu do standardu złota. Standard złota opiera się na "stabilności" wartości i "stabilności" wydobycia, co nie jest prawdą, bo koszty i trudność wydobycia rosną. Wydobycie tony złota jest znacznie bardziej zasobochłonne niż kiedyś, a będzie tylko trudniej, jeśli jakiś alchemik nie wymyśli, jak zmieniać piasek w złoto. A to oznacza, że wraz ze stabilizowaniem się ilości złota w warunkach nieustającej immanentnej potrzeby wzrostu gospodarki, jego wartość względna będzie musiała rosnąć, co oznacza nic innego reżim deflacyjny (tak jak zresztą jest w przypadku bitcoina). Ceny dóbr wyrażone w złocie albo w walucie na niej oparte musiałyby się obniżać. Jednocześnie niedostatek waluty, tak jak niedostatek smaru w silniku, będzie generował dodatkowe tarcia. Wtedy jedynie kreacja pieniądza bankowego (kredytowego) w systemie rezerw cząstkowych będzie pewnym rozwiązaniem dostarczającym płynności – no ale będzie to pieniądz za którym będzie stało nie złoto a jedynie przyrzeczenie banku, że złoto może wypłacić, w momencie gdy każdy wie, że nie może.. Dodatkowym rozwiązaniem mogłyby być wspomniane waluty prywatne z bitcoinem na czele – ale te mogą być poduszką bezpieczeństwa i w systemie nie opartym na złocie, a może nawet miałyby lepszą skuteczność (o czym zresztą sam pisałem w jednym z artykułów o walutach alternatywnych). Pomijam już kwestię zróżnicowania krajów i regionów pod względem produktywności czynników.

  • Grzegorz Sobiecki pisze:

    Aha. Oczywiście zostaje problem >> prawidłowości << zarządzania, a wraz z nim kontroli tej prawidłowości – i sądzę, że to jest kierunek dyskusji w obszarze pieniądza.

  • k.Ned pisze:

    Nie przekonuje mnie ten kontrargument.
    Stabilna wartość złota wynika z tego, że w proporcji do rocznego „zużycia” ma największy ze wszystkich dóbr zapas (stock to flow ratio). ——————————————————————————–Z tego samego powodu używamy poziomu morza jako punktu odniesienia dla mierzenia wysokości – opady atmosferyczne, napływ wody z rzek, parowanie są i każdego dnia inne, ale to nie ma znaczenia naprzeciwko ogromnej ilości wody zgromadzonej w morzach i oceanach.——————————————————————————–
    W nieklasycznym standardzie złota (to znaczy w takim gdzie Fed utrzymuje cenę złota na stałym poziomie poprzez operacje otwartego rynku), a o takim pisze Forbes, nie ma znaczenia, że podaż towarów i usług jest średnio wyższa niż podaż złota.
    http://www.nbp.pl/publikacje/materialy_i_studia/ms168.pdf
    W klasycznym standardzie złota (jego zwolennicy są skupieni wokół http://www.thegoldstandardnow.org/) ma to znaczenie.

  • BartoszW pisze:

    Problem wynika z tego, że banki centralne nie emitują pieniądza tylko dług, który trzeba spłacić i dlatego jest za mało pieniądza (niewykorzystane moce produkcyjne i niezaspokojone potrzeby) i za dużo długów. A długi to cykliczne krachy i kryzysy.

  • Leon Orlikowski pisze:

    Jaki system waluty złotej?
    Zacznę od następujących cytatów z książki Steve’a Forbes’a i Elizabeth Ames pt.: „Pieniądz”: „Wiele najpoważniejszych problemów, z którymi dzisiaj się zmagamy – od anemicznego wzrostu gospodarczego, przez drogą żywność i wysokie ceny paliw aż po zadłużenie państw – znajduje swoje źródło w zaburzeniach i zmienności stanowiących efekt uboczny funkcjonowania pieniądza biurokratycznego. Ludzie niemal instynktownie wyczuwają, że z naszym obecnym systemem (monetarnym – LO) jest coś nie tak. Prawdziwe wyzwanie polega na tym, aby ten niepokój przekuć w wiedzę, debatę publiczną i żądanie zmian. Przez zbyt długi czas nasze myślenie o pieniądzu było zdominowane przez żargon, złe koncepcje i interesy polityczne” (podkreślenie LO) (Wyd. MT Biznes sp. z o.o., Warszawa 2015, str. 273). Oraz „abyśmy mogli raz na zawsze skończyć z tą chorobą, którą błędnie nazywamy „nową normalnością” – światowy system monetarny musi znaleźć oparcie w stabilnej walucie globalnej” (Tamże, str. 272-273). Dlatego proponują: „Ponowne powiązanie dolara ze złotem (bo) wyeliminowałoby wahania koniunktury gospodarczej i kryzysy monetarne, będące efektem stosowania pieniądza biurokratycznego. Zatrzymałoby erozję naszego dobrobytu, która ma miejsce dzisiaj na skutek inflacji wywołanej przez Fed. Gdybyśmy wrócili do systemu waluty złotej,
    i n f l a c j i n i e byłoby w o g ó l e. Właśnie tak. Mówimy całkiem poważnie”. Albowiem „Złoto pozwoliłoby cenom odzwierciedlać prawdziwą wartość rynkową, a nie wartość zniekształconą przez Fed” (podkreślenie LO). (str. 195-196).
    Jako motto do rozdziału: „System waluty złotej. Jak uratować światową gospodarkę w XXI wieku” autorzy książki podają dwa cytaty: z Johna Miltona: „Czas zacznie się cofać i przyniesie nam epokę złota” oraz z Nathana Lewisa: „Nie da się ustanowić w przyszłości systemu waluty złotej, gdy nikt nie wie, jak to zrobić” (podkreślenie LO). Na szczególną uwagę zasługuje to drugie motto pochodzące z książki Nathana Lewisa pt.: „Gold: The Monetary Polaris”. Autorzy bowiem sygnalizują, że wiedzą, jak to zrobić: Proponują trwałe powiązanie wartości dolara ze złotem w podobny sposób jak to zrobił „Newton, (który) jako Mistrz Mennicy, dokonał formalnego powiązania funta ze złotem w 1717 roku. Ustalił wtedy słynny kurs równy 3 funtom 7 szylingom i 10,5 pensa (3,89 funta) za jedną uncje złota. Kurs ten został utrzymany aż do 1931 roku” (str. 203). Tak więc „System waluty złotej na miarę XXI wieku opierałby się na stałej relacji dolara do złota”. „Stany Zjednoczone nie musiałyby się martwić przechowywaniem olbrzymich ilości kruszcu. Wystarczyłoby, że nasze władze skupiłyby się na utrzymywaniu wyznaczonej relacji cenowej między złotem a dolarem” (str. 226). Albowiem „o skuteczności złota nie decyduje jego podaż, ale raczej jego zdolność do bycia stabilnym wyznacznikiem wartości. Aby system waluty złotej funkcjonował poprawnie, sterty złotych sztabek wcale nie są potrzebne. Nawet w szczytowym okresie klasycznego systemu waluty złotej żadne z państw nie miało pełnego pokrycia pieniądza w kruszcu. Wielka Brytania niejednokrotnie miła niewielkie zasoby złota na zabezpieczenie funta, a ilości rezerw przechowywanych w kruszcu bardzo różniły się między państwami [jak już wspominaliśmy, walutę można powiązać ze złotem nawet wtedy, gdy nie posiada się choćby jednej uncji tego kruszcu]” (podkreślenie LO). (str. 232). I dalej: „Czy dolar mający oparcie w złocie byłby tak samo narażony na ataki (spekulantów – LO)? Odpowiedź brzmi: nie, o ile dany kraj wie, jak bronić swojej waluty. No więc jak można to robić? Należy wykorzystywać rezerwy i skupować własną walutę na rynku w celu podtrzymania dotychczasowego kursu poprzez ograniczenie bazy monetarnej” (str. 237). (podkreślenie – LO). Oraz: „Złoto zapobiegłoby również bańce na rynku nieruchomości oraz innym podobnym sytuacjom, wywołanym przez sygnały cenowe zniekształcone przez nieustannie słabnącego dolara” (str. 216).”W ramach tego systemu kruszec stanowi jedynie wskaźnik wartości, a państwa nie mają obowiązku przechowywać rezerw w złocie. Pomysł ten zasadza się na prostocie. Dolar zostałby powiązany ze złotem na przykład po kursie 1200 dolarów za uncję. Gdyby cena rynkowa złota znacznie przekroczyła ten poziom, Fed podejmowałby działania rynkowe – sprzedawałby obligacje w celu uwolnienia rezerw złota z systemu bankowego i robiłby to tak długo, aż cena kruszcu wróci do poziomu 1200 dolarów za uncję. Gdyby natomiast cena złota spadła znacznie poniżej tego poziomu, Fed zachowywałby się dokładnie odwrotnie – skupowałby obligacje, powodując, że pieniądze wracałyby do systemu bankowego. (…) mocną stroną tego systemu jest wyeliminowanie ryzyka ataku spekulantów polegającego na skupowaniu przez nich złota (?! – LO). Poza tym – jak już wspomnieliśmy – funkcjonowanie tego systemu nie wymaga przechowywania rezerw w złocie.” (str. 224-225). Aby nie mieć wątpliwości, o co autorom chodzi, przytoczmy jeszcze raz fragment cytatu ze strony 232: „walutę można powiązać ze złotem nawet wtedy, gdy nie posiada się choćby jednej uncji tego kruszcu”, oraz odpowiedni fragment z następnej strony (233): „W warunkach wzrostu gospodarczego system waluty złotej pozwala na naturalny wzrost podaży pieniądza. Pamiętajmy, że wartość złota jako miernika pozostaje stabilna (podkreślenie – LO). Złoto tak samo nie ogranicza podaży dolara, jak to, że sztywny podział jednej stopy na dwanaście cali nie ogranicza liczby linijek stosowanych do dokonywania pomiarów”. Z powyższego wynika, że w proponowanym systemie waluty złotej samo złoto nie jest pośrednikiem wymiany towarów a jedynie miernikiem ich wartości wymiennej. Natomiast na zarzut, że „złoto charakteryzuje się olbrzymią zmiennością”, bo w latach 2008 i 2009 „jego cena ulegała podwojeniu”, spokojnie wyjaśniają, że kto tak twierdzi, ten „nie rozumie podstawowych zasad funkcjonowania systemu waluty złotej (oczywiście w wydaniu autorów „Pieniądza”). Cena złota podlega wahaniom tylko wówczas, gdy dolar nie jest powiązany z tym kruszcem. (…) Gdyby dolar był walutą stabilną (czyli powiązany ze złotem – LO), nikt nie uciekałby ani w złoto, ani od niego” (str. 230 -231).

  • Leon Orlikowski pisze:

    2.Tak więc autorzy „PIENIĄDZA” proponują system waluty złotej bez złota!? Czytelnik po głębszym zastanowieniu się może przypomnieć sobie, że podobne systemy walutowe istniały już i nadal istnieją w niektórych krajach. Mianowicie w latach 1991-1999 taki system walutowy funkcjonował w Argentynie, z tym że argentyńskie peso nie było powiązane stałym stosunkiem ze złotem a z dolarem.”W roku 1991, Menem (Carlos Saúl Menem był prezydentem Argentyny w latach 1989-1999)oparł ekonomię państwa o „wyższą” walutę, jaką był USD. Wprowadzono wymianę argentyńskiego peso na USD w stałym stosunku 1:1. Menem miał nadzieję, że USD stanie się w ten sposób szybko walutą obiegową w Argentynie. Była to na początku niezła idea, ale wkrótce okazało się, ze wartość USD została zawyżona. Zawyżyła się także automatycznie wartość argentyńskiego peso. W momencie, gdy inwestorzy zorientowali się, że wartość peso jest zawyżona, zaczęli się obawiać, że musi upaść. Dlatego zaczęli się domagać coraz wyższej stopy procentowej na wszystkim. Także na pożyczkach prywatnych i rządowych. To spowodowało powstanie ogromnego długu. Stopa procentowa została podwyższona o 40%. Aby utrzymać oparcie na walucie amerykańskiej, rząd Argentyny musiał w bankach posiadać odpowiednią ilość USD. W miarę pogłębiania się kryzysu rząd musiał kupować coraz więcej USD po znacznie zawyżonej cenie. Coraz więcej ludzi domagało się transakcji gotówkowych. Ten proces wepchnął Argentynę w dług wysokości 140 mld USD. W grudniu 2001 roku, rząd Argentyny obwieścił światu, że nie jest w stanie nic płacić.” (http://pokazywarka.pl/if5wj9/)Podobnie stałym kursem z amerykańskim dolarem powiązały swe waluty kraje azjatyckie, najpierw te nazwane „azjatyckimi tygrysami” (Korea Południowa, Singapur, Tajwan, Hongkong) ze względu na to, że począwszy od lat 80. ub wieku realizowały bardzo wysokie stopy wzrostu gospodarczego, a od początku lat 90. dołączyły do nich jeszcze Indonezja, Malezja, Filipiny i Tajlandia. One również powiązały stałym kursem swoje waluty z dolarem. „Do początku lat 90-tych zdecydowana większość inwestycji w szybko rozwijających się gospodarkach wschodnioazjatyckich pochodziła z krajowych oszczędności. Liberalizacja rynków finansowych azjatyckich tygrysów przyczyniła się do intensyfikacji napływu kapitału zagranicznego. Dodatkowo, stopy procentowe w krajach rozwiniętych były w ostatniej dekadzie XX wieku wyjątkowo niskie – banki centralne próbowały przezwyciężyć lekką recesję. Wielu inwestorów, szukając wyższych stóp zwrotu, zwróciło się za granice. W roku 1990 prywatne inwestycje zagraniczne w krajach rozwijających się wynosiły 42 mld dolarów. Siedem lat później ich wartość była już sześciokrotnie wyższa (256 mld dolarów). Początkowo inwestowano głównie w Ameryce Łacińskiej, jednak po kryzysie „Tequila” [Kryzys „Tequila w Meksyku w 1994/1995 r., który był skutkiem tego, że Meksyk utrzymywał sztywny kurs swojej waluty (ok. 3,3 peso za 1 dolara)] uwaga inwestorów skierowała się ku, rzekomo bezpieczniejszym, krajom azjatyckim.
    Napływ zagranicznego kapitału skutkował masową ekspansją kredytu pochłanianego przez inwestycje, również spekulacyjne. Stworzyła się bańka spekulacyjna, podobnie jak w Japonii pod koniec lat osiemdziesiątych. Banki centralne starały się sterylizować nadmierny napływ kapitału, jednak ich działania okazywały się nieskuteczne – emisja skarbowych papierów wartościowych, mająca na celu zmniejszenie podaży pieniądza w gospodarce, w praktyce wpływała na wzrost krajowych stóp procentowych i dodatkowo stymulowała zagraniczne inwestycje.” (http://www.psz.pl/118-gospodarka/kryzysy-xx-wieku-upadek-azjatyckich-tygrysow).
    Pomimo powyższych negatywnych przykładów, że kraje, które powiązały swoje waluty stałym kursem z mocnym dolarem, nie zdołały wybronić się od kryzysów, autorzy „Pieniądza” w ogóle do tych faktów się nie ustosunkowują. Jakby takich doświadczeń w gospodarce światowej w ogóle nie było! Natomiast przywołują okresy prezydentur Ronalda Reagana i Billa Clintona jako przykład prowadzenia polityki stabilnego pieniądza: „Powrót do polityki stabilnego pieniądza, prowadzonej przez Reagana i Clintona, oznaczałby kreowanie bogactwa przez innowacyjność.” (str. 218). Po przeczytaniu powyższego zdania, każdy zorientowany w problematyce pieniądza oraz w historii rozwoju poszukiwań optymalnego systemu pieniężnego musi ze zdumieniem przetrzeć oczy i zapytać: Czy autorzy rzeczywiście to wszystko „mówią całkiem poważnie”, czy też po prostu kpią z czytelnika, który cierpliwie doczytał do tego miejsca ich książkę?!

  • Leon Orlikowski pisze:

    3. Angielski pisarz Aldous Huxley (1894 – 1963), który pod wpływem okropności i tragedii II wojny światowej napisał powieść „Island” (1962), w której zawarł wizję utopijnej cywilizacji zagrożonej zagładą, jest też znany jako autor następującej sentencji: „Ignorowanie faktów nie sprawia, że przestają one istnieć”. http://aforyzmy.internetdsl.pl/autorzy.php?kto=Aldous+Huxley Steve Forbes i Elizabeth Ames, mimo że wielokrotnie odwołują do doskonałego funkcjonowania systemu waluty złotej, ani razu nie wspominają, że począwszy od dwóch ostatnich dekad XVIII wieku, a potem przez cały XIX wiek i aż do Wielkiego Kryzysu lat 1929 -1933, czyli przez cały okres, w którym najpierw waluty krajów były związane ze złotem, a potem oparte na złocie, gospodarki tych krajów były regularnie nawiedzane przez kryzysy nadprodukcji, które zubożały i rujnowały przedsiębiorców oraz pogrążały w nędzy i głodzie zatrudnianych przez nich pracowników. Nie wspominając o tych kryzysach, ignorują je, jakby ich w ogóle nie było, lub jakby były nic nie znaczącymi epizodami w historii gospodarczej świata. Tymczasem Wielki Kryzys lat 1929 – 1933 był tak głęboki i rujnujący, że zarówno teoretycy ekonomii jak i politycy pilnie poszukiwali alternatywnych rozwiązań. Prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt (1882 – 1945) swoją polityką New Deal uruchomił na dużą skalę roboty publiczne, które dały zatrudnienie milionom bezrobotnych i przyczyniły się do ożywienia gospodarki i wyjścia z kryzysu. Natomiast John Maynard Keynes (1883 – 1946) w opublikowanej w 1936 roku „Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza” przedstawił zbudowaną przez siebie teorię niedostatecznego popytu efektywnego z powodu skłonności ludzi do nadmiernego oszczędzania z realizowanych pieniężnych dochodów. Zalecając, aby te nadmierne oszczędności wypożyczało państwo i finansowało nimi roboty publiczne oraz inne deficytowe wydatki budżetu, sformułował doktrynę państwowego interwencjonizmu. W swych teoretycznych dociekaniach Keynes popełnił kardynalny błąd, bo zamiast przeprowadzić pogłębioną analizę, zawierzył swej intuicji i dlatego nie rozpoznał faktycznego źródła nadpodaży oszczędności. Mianowicie przyjął, że oszczędności pochodzą tylko z zaoszczędzonych dochodów pieniężnych, które są otrzymywane z realizowanych społecznych procesów produkcji. Taka prawidłowość rzeczywiście występowała, ale było to wtedy, gdy do obiegu były wtłaczane wyłącznie monety kruszcowe. Odkąd w pieniężnym obiegu poczęto zastępować monety kruszcowe substytutami, a przede wszystkim odkąd powołany w 1694 roku Bank Anglii wyemitował papierowe banknoty, które zaczęły wypierać z obiegu monety kruszcowe, pojawiły się i coraz bardziej powiększały dochody z emisji banknotów. Dochód z emisji banknotów pochodzi z różnicy pomiędzy ich wartością nominalną a kosztami kreacji/druku i wtłaczania do obiegu. Dochód emisyjny na banknotach to po prostu usunięta z pieniędzy obiegowych wartość drogich kruszców szlachetnych. Adam Smith problem dochodu emisyjnego powstającego na banknotach wtłaczanych do obiegu pieniężnego dostrzega i interpretuje w następujący sposób: „Gdy pieniądz papierowy zastępuje pieniądz złoty i srebrny, to wówczas ilość materiałów, narzędzi i środków utrzymania, jaką dać może cały kapitał obrotowy, można powiększyć o całą wartość złota i srebra, którego używano zazwyczaj do tego, by te rzeczy zakupić. Całkowita wartość wielkiego koła obiegu i podziału zostaje dodana do dóbr, które koło to wprowadzało w obieg i rozdzielało. (…) Gdy więc zastępując je (monety kruszcowe – LO) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać (…) musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy.” (Adam Smith: Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, PWN, Warszawa 1954, T. I, str. 358, 368-369).
    W pierwszych latach po powstaniu Banku Anglii cały dochód z emisji banknotów był absorbowany przede wszystkim na finansowanie wydatków królestwa. Gdy w 1707 roku została zawarta Unia pomiędzy Anglią i Szkocją i powstało nowe państwo pod nazwą Wielka Brytania, Bank Anglii spłacił ogromne szkockie długi emisją papierowych funtów szterlingów. Operacja ta zakończyła się niebywałym, wówczas wręcz niezrozumiałym sukcesem: przede wszystkim nie tylko, że nie zachwiała pozycją angielskiej waluty w handlu międzynarodowym, ale wręcz przeciwnie ją umocniła, a wewnętrznie zarówno w Anglii jak i w Szkocji zdynamizowała wzrost produkcji i dochodu. Można nawet stwierdzić, że przyspieszyła na Wyspie Brytyjskiej rozwój rewolucji przemysłowej. Dynamiczny rozwój brytyjskiego przemysłu rodził coraz większy popyt na pieniądz. Dostarczał go Bank Anglii drukując papierowe funty szterlingi. Oprócz oszczędności z dochodów realizowanych z procesów produkcyjnych coraz bardziej wzrastały też dochody/oszczędności z emisji papierowych funtów szterlingów, które inwestowane w produkcję zaczęły dawać nadpodaż towarów w stosunku do popytu określonego przychodami/dochodami pieniężnymi realizowanymi z procesów produkcji. Już pod koniec XVIII wieku wystąpiły w Anglii pierwsze kryzysy z powodu nadprodukcji towarów. W 1788 roku powstało pierwsze załamanie w angielskim przemyśle bawełnianym. Po pięciu latach, w 1793 roku nastąpił drugi kryzys w przemyśle angielskim, który objął nie tylko cały przemysł bawełniany, ale także i inne gałęzie przemysłu angielskiego. Rok 1797 przyniósł kolejny trzeci kryzys gospodarce angielskiej.
    Lata wojen napoleońskich stanowiły duże obciążenie finansowe dla państwa brytyjskiego. Koszty wojen pochłonęły nie tylko cały dochód z emisji papierowych funtów szterlingów tego okresu, ale też poważnie wzrósł dług publiczny oraz ceny towarów rynkowych. Po 1815 roku kapitał brytyjski zasilany finansami z dwóch źródeł, oszczędnościami z dochodów oraz dochodami z emisji papierowych funtów nabrał olbrzymiego wiatru w żagle i ruszył na podbój rynków zagranicznych. Przede wszystkim lokował się w nowo wyzwolonych państwach spod kurateli hiszpańskiej i portugalskiej w Ameryce Południowej. Jednak koniunkturalna hossa w gospodarce brytyjskiej nie trwała wówczas długo. Kraje te bowiem zaciągane w bankach brytyjskich kredyty wykorzystały nie produkcyjnie a na prowadzenie wyzwoleńczej wojny oraz na organizowanie własnej państwowości. Gdy nadeszły terminy zapadalności, nie miały czym spłacać zaciągniętych kredytów. Kryzys płatniczy przekształcił się szybko w pierwszy kryzys ogólnej nadprodukcji roku 1825. Dotknął on przede wszystkim gospodarkę angielską, przeniósł się jednakże i do innych krajów: USA, Francji i Niemiec.

  • Leon Orlikowski pisze:

    4. Do kryzysu 1825 roku pod pewnymi względami był bardzo podobny kryzys 1997 roku, który wybuchnął i ogarnął wszystkie szybko rozwijające się kraje Azji Południowo-Wschodniej. Gdy w 1981 roku Ronald Reagan został 40 prezydentem Stanów Zjednoczonych pod wpływem namowy swych doradców dokonał głębokiej obniżki podatków dla przedsiębiorstw, co miało się przełożyć na wzrost nakładów inwestycyjnych i wyrwanie gospodarki amerykańskie ze stagnacji, w jakiej pogrążyła się w latach 1970. Jednak większość w ten sposób powstałych kapitałów zaczęła odpływać zagranicę, m. in. do dynamicznie rozwijających się krajów Azji Południowo-Wschodniej, gdzie stopy zwrotu z kapitału były dużo wyższe, aniżeli dawały inwestycje w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ od początku swej kadencji Reagan podjął militarne współzawodnictwo z krajami bloku komunistycznego, musiał uciec się do kredytowego finansowania wysokich jego kosztów. W rezultacie wzrost wydatków na zbrojenia doprowadził do znacznego wzrostu długu publicznego. W ciągu dwóch kadencji dług publiczny rządu USA zwiększył się trzykrotnie. Jednak tak ogromny wzrost długu publicznego w sposób niespodziewany przełożył się na rekordowy poziom wzrostu 6% PKB. Gospodarka amerykańska napędzana m.in. zamówieniami wojskowymi i powstającymi dzięki nim nowym technologiom osiągnęła przez pewien czas nigdy wcześniej, ani już nigdy później, nienotowane tempo rozwoju. Za prezydentury George’a H.W. Bush’a – seniora (1989 – 1993), następcy Reagana, sytuacja gospodarcza znacznie pogorszyła się: zwiększyła się inflacja, wzrosło bezrobocie i zadłużenie wewnętrzne, co było głównym powodem jego porażki wyborczej w 1992 roku demokratą Billem Clintonem, który prowadził kampanię pod hasłem It’s the economy, stupid, w luźnym tłumaczeniu Liczy się gospodarka, głupcze (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bill_Clinton ). W pierwszym roku urzędowania (1993) Clinton przeforsował przez Kongres budżet zwiększający opodatkowanie i zwiększający wydatki rządu w celu rozruszania amerykańskiej gospodarki, borykającej się wciąż ze skutkami recesji za poprzednika. Dzięki tym posunięciom udało mu się rozkręcić największy w amerykańskiej historii boom gospodarczy. Pod koniec pierwszej kadencji swej prezydentury (1997) wyniki gospodarki amerykańskiej były tak dobre, że Clinton przystąpił do radykalnego redukowania wydatków budżetowych. W 1999 roku uzyskał nadwyżkę budżetową przekraczającą 230 mld USD. „Kiedy w 2000 roku prezydent Bill Clinton odchodził z Białego Domu spodziewano się w następnym roku bilansu dodatniego w wysokości nawet 2 bilionów USD. Wystarczyły jednak dwie wojny George’a W. Busha w Iraku i w Afganistanie, jedna obniżka podatków dla biznesu i wprowadzenie ustawy refundującej leki w ramach programu Medicare, aby sytuacja znacząco się zmieniła i nadwyżkę budżetową przemienić w deficyt. Kiedy Barak Obama objął urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, deficyt budżetowy wynosił aż 1,3 biliona dolarów”(https://www.facebook.com/KtoPlaciTwojemuDoradcyFinansowemu/posts/417208498316887).

  • Leon Orlikowski pisze:

    5. Na ogół nie kojarzy się, że działania oszczędnościowe za prezydentury Clintona, jeśli nie przyczyniły się bezpośrednio, to w poważnym stopniu zaostrzyły przebieg kryzysu azjatyckiego w latach 1997-1998. Ograniczając wydatki budżetowe spowodował bowiem wyhamowanie dynamicznie wzrastającego importu towarów z krajów Azji Południowo-Wschodniej. Wystarczyło to, że w krajach tych zaczęło spadać wysokie dotąd tempo wzrostu eksportu, a w ślad za tym kurczyć się też zaczęły możliwości obsługiwania zaciągniętych w bankach zachodnich kredytów. Gdy kryzys w 1998 roku dotarł do Rosji, uderzył też rykoszetem w gospodarkę amerykańską. W spektakularny sposób upadł wtedy agresywny fundusz hedgingowy Long-Term Capital Management (LTCM), który był kapitałowo zaangażowany w Rosji. Fundusz ten założony przez finansistów, zatrudniający noblistów z dziedziny ekonomii (Myron Scholes i Robert Metron, nagrodzeni w 1997 r. za wkład w rozwój rynku instrumentów pochodnych), przyciągał pieniądze największych ryb z Wall Street. W latach 1995 i 1996 jego zysk z inwestycji sięgnął kolosalnych poziomów 59 proc. i 44 proc. Ale już w 1998 r. ogłoszono, że LTCM stracił 2 mld dol. Później okazało się, że dysponujący miliardem dolarów fundusz ma aż 200 mld dol. zobowiązań. (http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/814887,fundusze-hedgingowe-piraci-gospodarki.html).
    Okazuje się, że wybiórcze przytaczanie faktów wyrwanych z szerszego kontekstu niczego nie dowodzi i dlatego jest nieuprawnione. Gospodarka jest bardzo złożonym i skomplikowanym „organizmem społecznym”. Występujące w niej powiązania są rozległe zarówno w przestrzeni jak i w czasie. Stabilna polityka pieniężna w jednym okresie może skutkować niestabilnością w dalszym okresie.
    Niemiecki polityk Gerhard Schroeder jako kanclerz rządu Republiki Federalnej Niemiec w latach 1998-2005 przeprowadził w okresie 2003-2005 plan reform niemieckiego systemu opieki społecznej oraz rynku pracy, pod nazwą „Agenda 10”. Celem programu było doprowadzenie do przyspieszenia wzrostu gospodarczego, zwiększenia zatrudnienia oraz podniesienie efektywności gospodarowania. Wprowadzając te reformy zraził sobie wiele środowisk społecznych, co skutkowało tym, że w 2005 roku jego partia SPD przegrała wybory do Bundestagu. W następstwie Schroeder wycofał się z polityki. Ale jego reforma spowodowała to, że dzisiaj gospodarka niemiecka jest nie tylko najsilniejsza w Europie ale i przodująca w świecie.Pieniądz dobrze służy temu, kto umie i chce tym narzędziem racjonalnie się posługiwać.
    Każda reforma musi być racjonalna, skuteczna i efektywna. Autorzy „Pieniądza” prezentując swój projekt „systemu waluty złotej” takiej propozycji reformy systemu monetarnego nie dają! Wątpliwe jest bowiem, czy samo powiązanie ze złotem pieniądza znajdującego się w obiegu stanie się wystarczającą kotwicą do jego stabilności. Doświadczenie dowodzi, że nie! Jak zostało to pokazane wyżej, nawet w okresach, w których pieniądz był oparty całkowicie na złocie i jego obieg zabezpieczony rezerwami złota, gospodarka doznawała dużych zaburzeń koniunkturalnych i finansowych. LO

Dodaj komentarz


sześć × = 12

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane