Nowa przepaść pokoleniowa

27.03.2016
We wzorach zachowań wyborczych po obydwu stronach Atlantyku pojawia się coś interesującego; młodzi ludzie głosują w sposób znacząco odmienny od starszych. Wydaje się, że rozpoczyna się właśnie wielki podział, którego podstawę stanowi nie tyle dochód, wykształcenie czy płeć wyborców, co pokolenie, jakie reprezentują.

CC BY-NC-ND Oliver Degabriele)


Podział ten ma istotne przyczyny. Zarówno starzy, jak i młodzi żyją dziś własnym i całkiem różnym życiem. Różni ich zarówno przeszłość, jak i perspektywy.

Na przykład zimna wojna skończyła się, nim się niektórzy z nich urodzili, a inni byli wtedy dziećmi. Słowa takie jak socjalizm nie niosą już ze sobą takich jak kiedyś znaczeń. Skoro socjalizm oznacza stworzenie społeczeństwa, w którym nie lekceważy się podzielanych przez wszystkich obaw, w którym ludzie troszczą się o innych ludzi i o środowisko, w którym żyją, no to niech będzie. Wprawdzie ćwierć czy pół wieku temu mogły się pod tym szyldem zdarzać nieudane eksperymenty, ale obecne eksperymenty nie są w ogóle podobne do tamtych. Porażka tych przeszłych eksperymentów nie ma więc nic wspólnego z nowymi eksperymentami.

Starsi Amerykanie i Europejczycy, którzy wywodzą się z wyższej klasy, mieli dobre życie. Gdy wchodzili na rynek pracy, czekało na nich dobrze wynagradzane zatrudnienie. Pytanie, jakie sobie zadawali, dotyczyło tego, co chcą robić, nie zaś tego, jak długo będą musieli mieszkać z rodzicami, zanim dostaną pracę, która umożliwi im wyprowadzkę.

Tamto pokolenie oczekiwało, że będzie mieć pewną pracę, że wcześnie zawrze małżeństwo, że kupi mieszkanie – a może i letni domek – i że w końcu przejdzie na zabezpieczoną emeryturę. A w ogóle ludzie ci oczekiwali, że będzie się im wieść lepiej, niż rodzicom.

I choć to – dziś już starsze – pokolenie na swojej drodze napotykało wyboje, to jego oczekiwania w większości zostały spełnione. Mogło się zdarzyć, że wzrost wartości domów oznaczał dla nich zarobek większy niż ten z pracy. Prawie na pewno uznali to za dziwaczne, ale chętnie przyjęli ten dar naszych spekulacyjnych rynków i często chwalą się tym, że kupili domy we właściwym miejscu i czasie.

Dziś młodzi ludzie mają całkiem odmienne oczekiwania i to niezależnie od tego, w jakim punkcie skali dystrybucji dochodów się plasują. Przez całe życie czeka ich niepewność zatrudnienia. Wielu absolwentów koledżów szukanie pracy zajmie (przeciętnie biorąc) całe miesiące – a często znajdą ją dopiero po jednym czy dwóch bezpłatnych stażach. A i tak będą się uważać za szczęściarzy, bo wiedzą, że ich biedniejsi koledzy – nawet tacy, którym w szkole szło lepiej – nie mogą sobie pozwolić na rok czy dwa bez żadnych dochodów, a poza tym nie mają znajomości, umożliwiających dostanie się na taki staż.

Młodzi absolwenci uniwersytetów są dziś obciążeni długiem, im są biedniejsi, tym większym. Nie zastanawiają się więc nad tym, jaką pracę chcieliby mieć. Pytają po prostu o pracę, która umożliwi im spłacenie pożyczek studenckich, te bowiem będą dla nich obciążeniem przez 20 lat albo i więcej. Kupno domu stanowi odległe marzenie.

Zmagania te oznaczają, że młodzi ludzie nie myślą dużo o emeryturze. Gdyby pomyśleli, tylko by się przerazili tym, ile powinni zgromadzić, żeby żyć na przyzwoitym (wyższym od zabezpieczenia społecznego) poziomie – zwłaszcza że rekordowo niskie stopy procentowe zapewne utrzymają się długo.

Krótko mówiąc, młodzi ludzie patrzą dziś na świat przez soczewki sprawiedliwości międzypokoleniowej. Dzieciom wyższej klasy średniej będzie się może w końcu powodzić całkiem nieźle, bo odziedziczą majątek po rodzicach. Choć ten rodzaj zależności może się im nie podobać, to jeszcze bardziej nie podoba się im rozwiązanie alternatywne: „start od zera”, w którym nie mają szans na osiągnięcie poziomu choćby zbliżonego do tego, co kiedyś uważano za podstawowy styl życia klasy średniej.

Tych niesprawiedliwości nie można w dodatku łatwo wyjaśnić. Przecież nie chodzi tu o młodych, którzy się nie starają i to mocno. Trudności te dotyczą ludzi, którzy długo się uczyli, mieli świetne wyniki w szkole i wszystko robili „jak trzeba”. To poczucie społecznej niesprawiedliwości – tego, że warunki gry ekonomicznej zostały zafałszowane – nasila się, gdy młodzi widzą, że bankierzy, którzy wywołali kryzys finansowy (przyczynę utrzymujących się niedomagań gospodarki), odchodzą z ogromnymi premiami i prawie nikogo z nich nie rozlicza się za ich złe uczynki. Dokonano ogromnych przestępstw, ale nikt ich właściwie nie popełnił. Elity polityczne obiecywały, że „reformy” przyniosą niespotykaną pomyślność. I rzeczywiście przyniosły – ale tylko 1 procentowi tych co są na samej górze. Wszyscy inni, w tym młodzi, dostali niespotykaną niepewność.

Te trzy realia – społeczna niesprawiedliwość na niespotykaną skalę, ogromne nierówności oraz utrata wiary w elity – całkiem słusznie określają nasz moment polityczny.

Odpowiedzią na nie może być „więcej tego samego”. Właśnie dlatego w Europie przegrywają partie centrolewicowe i centroprawicowe. Stany Zjednoczone są w dziwnej sytuacji. Kandydaci republikanów na prezydenta konkurują ze sobą na demagogię, wysuwając zupełnie nieprzemyślane propozycje, których wprowadzenie pogorszyłoby sprawy. Tymczasem obydwoje kandydaci demokratów proponują zmiany, które – gdyby tylko zdołali przepchnąć je przez Kongres – miałyby naprawdę istotne znaczenie.

Gdyby zostały przyjęte reformy wysuwane przez Hilary Clinton czy przez Berniego Sandersa, pohamowana zostałaby zdolność systemu finansowego do polowania na tych, którzy i tak żyją w niepewności. Obydwoje kandydaci mają także propozycje głębokich reform, które zmieniłyby sposób finansowania wyższego wykształcenia w USA.

Żeby jednak umożliwić posiadanie domów nie tylko tym, którzy mają rodziców, mogących dać im na przedpłatę i zapewnić ludziom bezpieczeństwo na emeryturze (zwłaszcza przy kaprysach giełdy i panujących obecnie bliskich zera stóp procentowych), trzeba zrobić więcej. Najważniejsze, że dopóki gospodarka nie będzie osiągać znacznie lepszych wyników, dopóty młodzi nie znajdą prostej drogi na rynek pracy. „Oficjalna” stopa bezrobocia w USA, 4,9 proc., tuszuje znacznie większe pokłady ukrytego bezrobocia, które powoduje co najmniej utrzymanie płac na niskim poziomie.

Dopóki nie uznamy istnienia problemu, dopóty nie będziemy w stanie go rozwiązać. Młodzi go uznają. Uświadamiają sobie nieobecność sprawiedliwości międzypokoleniowej i słusznie czują gniew.

Joseph Stiglitz, laureat ekonomicznej nagrody Nobla, jest profesorem Columbia University oraz głównym ekonomistą Instytutu Roosevelta.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org


Tagi


  • [ja!] pisze:

    ▌▌„We wzorach zachowań wyborczych po obydwu stronach Atlantyku pojawia się coś interesującego; młodzi ludzie głosują w sposób znacząco odmienny od starszych.”
    ———————————————————————————————————————————————
    I dalej rozwinięcie różnych socjalistycznych bajek mających to „wytłumaczyć” bez najmniejszego choćby napomknięcia o jednym, za to kluczowym gamechangerze: — _I_N_T_E_R_N_E_T_!_ Obecnie społeczeństwa dzielą się (płynną granicą wieku) na starsze — wciąż skutecznie sterowane przez telewizję (i odpowiednio do tego głosujące) oraz młodsze — nieulegające tym wpływom (a coraz częściej w ogóle nieposiadające telewizora). Stąd zupełnie nowy model dochodzenia do decyzji wyborczych oraz ich wyniki — jedyne wytłumaczenie, dlaczego stare socjalistyczne bajki w zasadzie przestały tłumaczyć już cokolwiek z dzisiejszej rzeczywistości.
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„Tych niesprawiedliwości nie można w dodatku łatwo wyjaśnić.”
    ———————————————————————————————————————————————
    Owszem, można: — dekolonizacja świata względem USA. (A więc nie są to również „niesprawiedliwości”, a co najwyżej łatwy do zrozumienia żal za utratą dotychczasowych korzyści ze swoich zamorskich parobków).
    ———————————————————————————————————————————————
    ———————————————————————————————————————————————
    ▌▌„Skoro socjalizm oznacza stworzenie społeczeństwa, w którym nie lekceważy się podzielanych przez wszystkich obaw, w którym ludzie troszczą się o innych ludzi i o środowisko, w którym żyją, no to niech będzie. Wprawdzie ćwierć czy pół wieku temu mogły się pod tym szyldem zdarzać nieudane eksperymenty, ale obecne eksperymenty nie są w ogóle podobne do tamtych. Porażka tych przeszłych eksperymentów nie ma więc nic wspólnego z nowymi eksperymentami.”
    ———————————————————————————————————————————————
    WHAT THE…??? „Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie.” — Piotr Konieczka. „Jedyną rzeczą, której uczy historia, jest to, że większości ludzi niczego nie uczy.” — Winston Churchill
    ———————————————————————————————————————————————
    To jest właśnie ta sytuacja, o której pisałem ostatnio: oduczeni wiedzy o skutkach socjalizmu wyborcy ==> rząd funduje nam socjalistyczne „rozkręcanie gospodarki” — tym samym przynosząc typową dla socjalizmu gwarantowaną zapaść gospodarczą po 2-4 latach jego intensywnego uprawiania. Tak właśnie kończą socjaliści za każdym razem pozostawiając po sobie jedynie legendę, że „gdyby nie to, czy tamto, to już bylibyśmy u wrót socjalistycznego raju — trzeba znowu spróbować, bo teraz — po zlikwidowaniu starych błędów i wypaczeń — tym razem już na pewno się uda!” Okazuje się, że moje słowa znajdują niemal natychmiastowe potwierdzenie nawet po drugiej stronie oceanu…

  • młody człowiek pisze:

    Prawdziwe w tym artykule jest tylko pierwsze zdanie: „młodzi ludzie głosują w sposób znacząco odmienny od starszych”. W Polsce ten podział jest także bardzo wyraźny, co widać chociażby średniej wieku w „młodzieżówce” KODu (ok. 50 lat). Natomiast reszta artykułu to jedynie wyobrażenia autora, tworzone w celu uzasadnienia dla forsowanych przez niego idei i kandydatów na fotel prezydenta. Z moich obserwacji na naszym polskim podwórku wynika, że młodzież prezentuje przeważnie podejście i poglądy odwrotne niż opisuje to pan Stiglitz.

  • johny pisze:

    artykuł ciekawy ale wyczuwam istne zakrzywienie logiki. Skoro cala „stara” klasa średnia (60%) kupiła swoje domy w odpowiednim czasie i miejscu oraz zdążyła zgromadzi majątki pracując na dobrze platynach „starych” posadach, to dlaczego tylko górna klasa średnia (ok 20%) będzie korzystać z transferu tych dóbr ? Co się stało nagle z 40% społeczeństwa przejadło ?

  • Tezcatlipoca2016 pisze:

    Cóż, cyniczny będę, ale może teraz, gdy zaczęły wyciekać teczki wymierających esbeków, dowiemy się, jak w istocie wyglądało uwłaszczenie nomenklatury, jakie horrendalny przewały robiono w ramach „prywatyzacji” NFI, jakim skokiem stulecia był przymusowy system OFE z nieprawdopodobnie wysokimi premiami pobieranymi od wpłat… z góry, za jakie „zasługi” niektórzy polscy politycy trafiali, przy swoim całkowitym dyletantyzmie, na kilkuletnie synekury bankowe na Zachodzie.

  • młody małpolud pisze:

    Treść artykułu w dużej mierze zasadna. W moim przekonaniu głównym problemem jest znaczne i ciągle rosnące rozwarstwienie majątkowe, wywołane uprzywilejowaniem w opodatkowaniu kapitału i przerzucenie większości kosztów utrzymania aparatu państwowego na świadczących pracę. Uprzywilejowanie kapitału i nadmierna jego koncentracja w niewielu rękach prowadzi także w istocie do ciągłego zmniejszania podmiotowości przy stanowieniu prawa po stronie obywateli, czyli wypaczenie idei demokracji.

Dodaj komentarz


− cztery = 2

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane