Za inwestycje obcym płacimy, swoim żałujemy

22.04.2014
Na liście 75 projektów, którym polski rząd przyznał granty na inwestycje, nie ma ani jednej krajowej firmy. O budowie zagranicznych fabryk mówią wszyscy, a o polskich zakładach – cisza. Czas na porządną politykę wobec rodzimych przedsiębiorców.

(infografika Darek Gąszczyk)


Wśród przedsiębiorców panuje przekonanie, że ich życie w Polsce jest ciężkie w przeciwieństwie do usłanego różami istnienia zagranicznych firm. Gdy jakiś obcy inwestor zastanawia się nad budową fabryki czy otwarciem centrum usług w Polsce, jest noszony na rękach – przez pracowników Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych i lokalnych włodarzy, którzy zrobią wszystko, by to za ich kadencji firma ogłosiła pozytywną decyzję. Często w sprawę angażuje się minister gospodarki. Gdy decyzja zapadnie, sprawa jest nagłaśniana, prasa się rozpisuje, pojawia się telewizja. Polskie firmy rosną, budują, inwestują i nikt tego nie zauważa.

Polskie strefy

Choć konferencje ogłaszające wielkie inwestycje w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE) zwykle mówią o projektach firm zagranicznych, to jednak z tego instrumentu pomocy publicznej – zwolnienia podatkowego – skorzystało dotychczas więcej polskich spółek. Co prawda wśród 15 największych inwestorów strefowych, którzy do końca 2012 r. zainwestowali 21,5 mld zł (czyli 25 proc. wszystkich pieniędzy ulokowanych w SSE) próżno szukać polskich firm. Najwięcej jest kapitału z firm zarejestrowanych w Holandii (29,2 proc.) – a są to tak „holenderskie” spółki, jak m.in. Volkswagen Motor Polska czy Kraft Food Poland Confectionary – oraz Japonii (19,8 proc.).

Mimo to z 85,5 mld zł zainwestowanych w SSE do końca 2012 r. najwięcej kapitału (16,1 mld zł, czyli 18,8 proc.) pochodzi z Polski. A to oznacza, że i odpisów podatkowych najwięcej mogły dokonać rodzime spółki, bo ich wysokość zależy od wartości inwestycji. Z Niemiec, które są na drugiej pozycji, napłynęło 13 mld zł, z USA 10 mld zł. Inwestycje przedsiębiorców z Polski wzrosły w 2012 r. o 2 mld zł. Rodzime firmy wyprzedzają zagraniczne w strefach ekonomicznych już od kilku lat. Najbardziej „patriotyczne” są strefy: starachowicka (52,8 proc. polskich inwestycji) i słupska (52,3 proc.), a najwięcej polskiego kapitału – prawie 3 mld zł – jest w strefie łódzkiej.

Te dane powinny przekonać, że warto zwalniać firmy w strefach z podatku (do końca 2011 r. było to 10 mld zł), bo pomoc publiczna trafiła głównie do polskich przedsiębiorców.

Zastanawiają jednak „polscy” przedsiębiorcy z kostrzyńsko-słubickiej strefy. Są tu Faurecia Gorzów z grupy notowanej na Euronext w Paryżu czy mający wśród akcjonariuszy szwedzkie spółki i notowany w Sztokholmie Arctic Paper. Siedziby obu spółek znajdują się w Polsce, dlatego zostały potraktowane jako polskie, ale oszczędności na inwestycjach w strefach zrobili jednak zagraniczni właściciele. To jednak wyjątkowe sytuacje.

Z drugiej strony, trudno pewnie policzyć, jaką część zagranicznych spółek w strefach stanowią firmy, które może i mają zagranicznego właściciela, ale bazę produkcyjną wyłącznie lub w większości w Polsce. Wówczas większość profitów płynących z pomocy publicznej trafia pośrednio do polskich pracowników. Przykładem takiej spółki jest Steico AG – notowana na giełdzie grupa z siedzibą w Monachium założona przez Udo Schramka. Początkowo spółka zajmowała się wyłącznie importem artykułów z drewna. Pod koniec lat 90. XX w. właściciel kupił od załogi zakład płyt pilśniowych w Czarnkowie. W 2003 r. – po bankructwie założonej w 1951 r. fabryki płyt spilśnionych – kupił także zakład w Czarnej Wodzie. Dziś polskie fabryki to trzon spółki, która poza tym prowadzi jeszcze działalność produkcyjną we Francji. W polskich zakładach zatrudnia jednak łącznie 800 osób, a we francuskim – 80. Teraz planuje w Polsce inwestycje za 60 mln euro. Liczy na wejście do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej z projektem produkcji LVL, tworzywa przypominającego sklejkę, za 189 mln zł.

Zagraniczne granty

O ile można uznać, że pomoc publiczna w specjalnych strefach ekonomicznych trafia w większości do polskich pracodawców i pracowników, to granty rządowe, które pojawiły się w Polsce w 2004 r., gdy ruszył system wsparcia dla inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki, są zastrzeżone dla zagranicznych firm.

Co prawda przepisy nie zabraniają polskiej firmie ubiegać się o dotację, ale nikomu to się dotychczas nie udało. W 2012 r. międzyresortowy zespół ds. inwestycji zagranicznych zgodził się przyznać 1,4 mln zł grantu firmie Impel, która myślała o otwarciu zatrudniającego 360 osób centrum usług wspólnych, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Tymczasem niektórzy zagraniczni inwestorzy otrzymywali taką pomoc więcej niż raz. Bywali tacy, którzy gdy tylko kończyli jeden program, zaczynali nowy. Inni w jednym roku rozpoczynali dwa różne programy. Łącznie od 2004 r. rząd uchwalił około 75 programów, w których przyznał 2 mld zł grantów. Przedsiębiorcy obiecali 14,8 mld zł inwestycji i 46,6 tys. etatów.

 

(infografika Darek Gąszczyk)

 

Bruksela daje swoim

Polskie firmy na pewno bardziej niż zagraniczne skorzystały na unijnych programach, w których były przytłaczającą większością beneficjentów. To jednak naturalne dla każdego unijnego kraju, a po drugie: także zagraniczni inwestorzy skorzystali na tych dotacjach.

– Do inwestycji w Polsce przekonała nas dostępność wyspecjalizowanych pracowników, m.in. spawaczy, niższe koszty pracy, lecz również położenie geograficzne kraju. W Polsce obserwujemy stały rozwój rynku oraz dynamiczny rozwój stref ekonomicznych. Niebagatelną rolę pełni również wykorzystywanie funduszy europejskich. Te czynniki są dla nas bardzo wartościowe, ponieważ dobrze rokują na przyszłość. Dodatkowo zagraniczni inwestorzy są tutaj mile widziani i mogą liczyć na wsparcie ze strony polskich decydentów. Wierzyłem (i nadal jestem tego samego zdania), że Polska stanie się najlepszym krajem dla belgijskich inwestycji w Europie, dlatego też często zachęcam belgijskich inwestorów do zakładania biznesów w Polsce – mówi Jean-Charles Wibo, dyrektor generalny Vlassenroot, belgijskiej firmy, która zatrudnia w Polsce 500 osób.

W tym rozdaniu Bruksela w ogóle nie zgadza się na dotacje dla dużych firm, więc udział polskich spółek z sektora MSP jeszcze wzrośnie.

To nie procentowy udział wykorzystania zwolnień podatkowych w strefach czy łączna wartość otrzymanych grantów świadczy o tym, czy polski rząd jest propolski czy prozagraniczny. Eksperci wskazują na inny problem.

– O ile zagraniczni inwestorzy są jakoś traktowani, to polscy nie są przez rząd traktowani w żaden sposób. Brakuje polityki wobec polskich firm, które urosły na średnich lub dużych, wręcz globalnych graczy, jak Inglot, Selena czy Fakro. O ile o zagranicznych inwestorach się mówi, o tyle o rodzimych już nie. Nikt nie mówi, że są ważni, tworzą miejsca pracy i budują gospodarkę. Tymczasem Polska nie będzie silna, jeśli polski kapitał nie będzie silny – uważa Małgorzata Bonikowska z centrum analitycznego ThinkTank.

Firmom nie chodzi o granty.

– O wiele korzystniej niż pomoc na klimat inwestycyjny oraz konkurencyjność gospodarki wpływa przejrzystość jej reguł, prosty system podatkowy, elastyczny rynek pracy oraz nowoczesny system edukacji – uważa Stanisław Wasko, wiceprezes producenta opakowań Can-Pack.

– Potrzebny jest bardzo łatwy dostęp do finansowania inwestycji zagranicznych, czyli kredyty, poręczenia, które poza Polską są standardem. Oferta BGK to bardzo wstępny instrument. Dostęp do kapitału nie może się wiązać z obowiązkiem dostarczenia kilkudziesięciu papierków. Poza tym banki niechętnie podejmują ryzyko. Kapitał prywatny jest w Europie zbyt mało rozwinięty. W USA to kapitał prywatny finansuje przedsięwzięcia firm, w Europie są to wciąż banki. Gdy jest ryzyko, ale i szansa na innowacyjny projekt, banki nie dają finansowania – uważa Małgorzata Bonikowska.

Jej zdaniem polskim firmom znacznie trudniej konkurować na świecie, bo mają gorszą od rywali sytuację w swoim kraju.

– Ważne jest też to, jaką atencją otacza się firmy. Kultura anglosaska jest nastawiona na biznes. Od przedszkola człowiek jest mentalnie przygotowywany na samodzielność i uczony, że robienie biznesu jest rzeczą dobrą, a kiedy ktoś zbankrutuje, to nie ma w tym nic złego. U nas panuje kultura publiczno-państwowa, urzędniczo-inteligencko-naukowa, ale nie biznesowa – wytyka Małgorzata Bonikowska.

Polskim firmom trzeba życzyć biznesowej kultury w naszym kraju – wśród polityków, urzędników i obywateli. Bo dziś wszyscy wyżej wymienieni traktują je niesprawiedliwie.

OF

 


Tagi


  • Jacek Krzemiński pisze:

    Pani Małgorzato, bardzo dziękuję :) za ten (bardzo dobry) artykuł, za poruszenie tego tematu. Temat jest – moim zdaniem – ważny, ale, niestety, dotąd prawie go nie było w polskiej debacie publicznej. Bardzo dziękuję, że Pani go poruszyła. Coś jest na rzeczy, skoro w specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce, które są u nas głównym instrumentem wspierania rozwoju firm przez państwo, tylko kilkanaście procent zainwestowanego tam kapitału to kapitał polski (lepiej to wygląda, gdy spojrzy się na statystyki, pokazujące liczbę firm z kapitałem zagranicznym i rodzimym w strefach, w tym przypadku jest pół na pół).

    Jacek Krzemiński

  • TK pisze:

    No pohybel crony kapitalizmowi! Na pohybel grantom i dla zagranicznych, i dla współ-plemiennych firm! Nie to, że to redystrybucja (kradzież), to jeszcze redystrybucja od biednych do bogatych. Nawet gdyby publiczne finansowanie innowacji dawało lepsze wyniki gospodarcze niż wolny rynek (co jest oczywiście nieprawdą), to i tak trzeba nie mieć krzyża moralnego, żeby to wspierać.

  • AnJa pisze:

    Interesujący artykuł. Pobudza do dyskusji na temat co jest prawdziwą przyczyną dobrobytu.
    Nie ma wątpliwości, że dotacje są narzędziem polityki gospodarczej, tj. oddziaływania polityków na gospodarkę. Pytanie jest o intencje i cele tego oddziaływania. W stosunkach międzynarodowych umożliwiają m.in. uzależnianie gospodarcze jednych państw od drugich.
    Jak do tego doszło, że potrzebne są granty dla przedsiębiorców? Najpierw skorumpowani politycy wraz z ich wspólnikami finansowymi zepsuli funkcjonowanie gospodarek i rynków, aby uzyskiwać partykularnych korzyści dzięki mechanizmom nieuczciwej redystrybucji dóbr zabranych ludziom, kierując je do kieszeni swoich i znajomych królika.
    Być może to, że walka polityczna przy użyciu narzędzi prawno-ekonomicznych narzędzi zastąpiła działania stricte militarne, bo te pierwsze są skuteczniejsze i tańsze, jest wyrazem działania praw rynkowych!!??
    Niewątpliwie, mimo globalizacji, nastąpiło moim zdaniem upolitycznienie gospodarki i rynków. Świadczyć o tym może ten artykuł. W prawdziwej gospodarce rynkowej taka sytuacja byłaby niemożliwa, a jeżeli by takie problemy występowały, to miały one charakter choroby.

  • Małgorzata Grzegorczyk pisze:

    Panie Jacku,
    pod względem nakładów polskie spółki też przodują w SSE! Na koniec 2012 r. 16,1 mld zł, czyli 18,8 proc., drugie Niemcy 13 mld zł.

  • AnJa pisze:

    Pani Redaktor:
    1. „Poza tym banki niechętnie podejmują ryzyko.”
    Dobrze, że banki są ostrożne, bo obracają pieniędzmi tych, którzy im zaufali, najczęściej drobnych ciułaczy, dla których utrata zgromadzonego kapitału, to bardzo często klęka życiowa. Inne postępowanie banków jest karygodne.
    2. „Kapitał prywatny jest w Europie zbyt mało rozwinięty. W USA to kapitał prywatny finansuje przedsięwzięcia firm, w Europie są to wciąż banki.”
    Ta sytuacja jest odzwierciedleniem postaw Amerykanów w USA, którzy świadomie podejmują większe ryzyko w sytuacji szansy na większy zysk, i Europejczyków, którzy też kochają duże zyski, ale na cudzy koszt, np. innych podatników.
    3. „Gdy jest ryzyko, ale i szansa na innowacyjny projekt, banki nie dają finansowania – uważa Małgorzata Bonikowska.”
    Patrz punkt 1. Błędem polityków, jest wchodzenie w obszar kompetencji (wolnego) rynku i sztuczne obniżanie kosztów ryzyka. Takie psucie gospodarki powoduje, że opłacalne stają się inwestycje, które w zdrowej, normalnej gospodarce byłoby nieopłacalne. Koszty funkcjonowania chorej gospodarki politycy rozkładają za pomocą podatków i innych danin na podatników, zazwyczaj tych ekonomicznie i politycznie najsłabszych. To w dłuższym okresie czasu zawsze prowadzi to katastrofy gospodarczej, społecznej i politycznej takich chorych państw. Zajmowanie się polityków podpieraniem chorych gospodarek i społeczeństw przed upadkiem tak bardzo absorbuje polityków, że nie zajmują się wykonywaniem swoich obowiązków, do których zostali powołani przez wyborców. Najlepszą ilustracją jest tu funkcjonowanie UE oraz USA, pod rządami Obamy.

  • AnJa pisze:

    Interesujące dane.
    To dobrze, że polskie firmy inwestują w SSE.
    Nie jest największym problemem dla polskiej gospodarki, że w SSE inwestują też firmy zagraniczne, ale to że politycy w Polsce traktują SSE i dotacje/granty jako lekarstwo na powolny rozwój gospodarczy i tworzenie miejsc pracy. To lekarstwo jest dla stosunkowo małego odsetka firm i nie przyczynia się do tworzenia polskiego kapitału (zakorzenionego na trwale w Polsce) i wykształcenia i wykorzystania zdrowej kreatywności Polaków, którzy jako przedsiębiorcy działają w MSP.
    Politycy powinni przysłuchiwać się głosom z rynku:
    „O wiele korzystniej niż pomoc na klimat inwestycyjny oraz konkurencyjność gospodarki wpływa przejrzystość jej reguł, prosty system podatkowy, elastyczny rynek pracy oraz nowoczesny system edukacji – uważa Stanisław Wasko, wiceprezes producenta opakowań Can-Pack.”

  • dziadek pisze:

    stara zasada mówi: nie ma obiadów za darmo
    zatem skoro polski rząd daje dotacje nie polskim firmom to skąd ma pieniądze? ano od babci klozetowej, szewca, warzywniaka, kiosku ruch czy pielęgniarki kontraktowej i tysięcy innych „pchełek” na tym polskim rynku. a ci nie mogą liczyć na żadne wsparcie od strony tzw władzy, wręcz odwrotnie są łupieni i maltretowani moralnie nagonkami typu jesteście nieudolni, leniwi, nieuczciwi itd itp
    zatem czyż włodarze dyskryminują w sposób oczywisty polskich przedsiębiorców? gdzie ustawowa równość w prowadzeniu działalności gospodarczej? dlaczego zabrane polskim przedsiębiorcom pieniądze są dawane zagranicznym inwestorom? skoro mamy zagwarantowane ustawowo i konstytucyjnie równe prawa to czemuż to cała Polska nie jest SSE?
    albo ze strony rządzących jest totalna indolencja albo działanie z premedytacją , a to już moim zdaniem tak w jednym jaki w drugim przypadku dyskwalifikuje tych mędrców od dewastacji
    zatem skoro rząd daje granty nie polskim firmom i sam konsumuje zebrane od pchełek podatki to jaki tu jest sens gospodarczy i dbałość o polskie przedsiębiorstwa? Wszak ci obdarowani nie płacą tu podatków, szewc płaci większy podatek od nieruchomości niż owi obdarowani razem wzięci (są zwolnieni)
    gdzie tu sens gospodarczy? gdzie tu gospodarcza troska o dobro wspólne WSZYSTKICH ?
    to jak z tzw reformą śmnoiieciuową : urząd kalkuluje opłatę ( a działa i w naszym imieniu i DLA NASZEGO DOBRA, reprezentując ponoć nasze interesy) i przetarg wygrywa firma z innego miasta po czym bierze podwykonawcę z lokalnego rynku, obie firmy są podmiotami prawa handlowego zatem MUSZĄ wykazać się zyskiem, skoro tak to jaka jest merytoryczna rzetelność tzw naszych reprezentantów skoro w taki oto sposób kalkulują koszty ( podkreślam dwie sp zoo mają zysk z jednej kalkulacji)
    gdzie tu sens ekonomiczny dla obywatela??? zgodnie z prawem -> a co z otwartą logiką

  • zk pisze:

    Nic dodać nic ująć,kultura traktowania biznesu polskiego i kultura urzędników zmieni się tak jak poprawia się kultura jazdy no polskich drogach, trup jeszcze ścieli się gęsto.Musimy zrozumieć ,że bogacący się Polak jest opłacalniejszy dla podatkobiorcy niż eksport na który propagandowo kładzie sie taki nacisk.

  • Marcel pisze:

    Oczywiście, że pani kpi albo o drogę pyta (w polemice z p.Jackiem):
    nakłady w SSE polskich spółek to faktycznie 18,8 % łącznych nakładów (stan na koniec 2012; nawet 19,19% na koniec 2013), ale tzn. że pozostałe ok.81% to nakłady/kapitał firm/spółek zagranicznych: niemieckich, amerykańskich, holenderskich, włoskich, japońskich, koreańskich, francuskich, szwedzkich… I nie ma co zaciemniać i kręcić.

Dodaj komentarz


× trzy = 6

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane