Autor: Mirosław Ciesielski

Wykładowca akademicki, opisuje rynki finansowe, zmiany na rynku fintechów i startupów

Globalny sektor kosmiczny z nowym napędem

Aktywizacja podmiotów prywatnych przyspieszyła rozwój technologii kosmicznych, choć na razie głównie w dziedzinie ich ziemskich zastosowań. Nie bez znaczenia jest też rozszerzenie globalnej rywalizacji w kosmosie w zakresie najnowszych technologii.
Globalny sektor kosmiczny z nowym napędem

(©PAP/Newscom)

Maj 2020 roku stanowi istotną cezurę w procesie podboju kosmosu. Nie tylko USA pierwszy raz od zakończenia w 2011 roku podróży za pomocą wahadłowców wysłały astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), ale uczyniły to dzięki rakiecie i kapsule skonstruowanej przez prywatną korporację Space Exploration Technologies Corp. (SpaceX) założoną przez miliardera Elona Muska.

To istotny krok w rozwoju technologii kosmicznych – komercyjne, konkurujące między sobą podmioty przejmują inicjatywę i ryzyko, aby kreować globalną kosmiczną gospodarkę (space economy). Pierwszym istotnym tego efektem jest budowa i zastosowanie rakiet i pojazdów wielokrotnego użytku, co czyni eksplorację przestrzeni pozaziemskiej znacznie tańszą. Co więcej, prywatne firmy mogą wdrażać projekty, jak choćby loty komercyjne czy turystyczne, które instytucjom państwowym trudno byłby podjąć czy usprawiedliwić. Jednak państwa, jak w przypadku USA, będą ich największym klientem i zleceniodawcą w zakresie realizacji misji kosmicznych i wymaganej dla nich infrastruktury.

Zdecydowana większość przedsięwzięć i inwestycji w ramach sektora kosmicznego służyła do tej pory gospodarce ziemskiej (tzw. space-for-earth). Ponad 90 proc. przychodów sektora generowanych jest właśnie z tego typu aktywności. Zawierają się w nich działania związane z telekomunikacją i satelitarną infrastrukturą (telewizja, radio, internet), satelitami Ziemi różnego, także militarnego znaczenia, ich wyrzutniami, a także usługami związanymi z obserwacją Ziemi prowadzonymi dla różnych celów.

Szybki spadek kosztów przyciąga coraz więcej graczy do branży, co może spowodować gwałtowny wzrost liczby sztucznych satelitów na orbicie okołoziemskiej (LEO), których jest już ponad 2800. To z kolei prowadzi do ich miniaturyzacji w postaci nano satelitów, ważących mniej niż 10 kilogramów. Ich producentem jest m. in. hiszpański startup Alén Space.

Rozwija się też segment space-for-space economy, a więc produktów i usług powstałych w kosmosie celem ich wykorzystania poza naszym globem. Zaliczyć do nich można sprzęt  górniczy umożliwiający pobieranie próbek mineralnych z Księżyca, Marsa czy asteroidów. Jedną z firm, która specjalizuje się w produkcji urządzeń przystosowanych do działania w warunkach bez grawitacji jest Made in Space Inc. Jej drukarki 3-D znajdują się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i już zostały zastosowane do produkcji elementów jej wyposażenia, a firma realizuje zlecenia przeznaczone dla innych obiektów kosmicznych NASA.

Okazuje się, że produkcja urządzeń w kosmosie przeznaczonych do funkcjonowania poza Ziemią jest znacznie tańsza niż w warunkach grawitacji. Rozwijać się mogą także projekty pozaziemskich laboratoriów, ludzkich siedlisk a nawet fabryk – w tym kierunku podąża Axiom Space, firma realizująca zamówienie NASA na zbudowanie komercyjnego modułu w ramach ISS.  Z kolei Maxar Technologies otrzymał w ubiegłym roku zlecenie konstrukcji robota do prac na orbicie okołoziemskiej. W związku z planami realizacji przez SpaceX, Boeinga, Blue Origin czy Virgin Galactic komercyjnych lotów załogowych i turystycznych będzie również rósł popyt  na sprzęt ułatwiający astronautom funkcjonowanie w kosmosie. Do tego typu kategorii zaliczyć można kosmiczny ekspres do kawy – przedsięwzięcie zrealizowane przed kilku laty przez firmy Argotec i Lavazza na potrzeby ISS. Dlatego sektor produkcji i usług space-for- space stanie się w przyszłości domeną działalności prywatnych firm.

UE na drodze do regulacji sztucznej inteligencji

Przedsięwzięcia komercyjne w kosmosie będą wymagać regulacji. W 2017 roku Luksemburg stał się pierwszym państwem, które zrobiło krok w tym kierunku. Luksemburg wprowadził bowiem prawo dotyczące pozyskiwania  i wydobywania surowców w kosmosie, podobnie postąpiła Japonia i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Poza tym osiem krajów wraz z USA, ale bez Rosji i Chin podpisało porozumienie Artemis Accords, które dotyczy eksploatacji Księżyca, Marsa i asteroidów i jest rozwinięciem Traktatu o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku.

Analitycy Bank of America wskazują na dynamiczne tempo rozwoju branży kosmicznej, która w ostatnich dwóch latach zwiększyła przychody o ponad 20 procent. Prognozy mówią o dalszym iście kosmicznym wzroście z 424 mld dolarów w roku 2019 do 1,4 biliona dol. w 2030 roku, tj. o 230 procent. Wartość ta bliska jest obecnej wielkości  branży turystycznej.  Trochę bardziej zachowawcze są estymacje Morgan Stanley (https://www.morganstanley.com/ideas/investing-in-space ), bo mówią o przychodach 1 bln dolarów, ale w roku 2040. Metodologia szacunków jest jednak nieco inna.

Prognozy mówią o dalszym iście kosmicznym wzroście branży kosmicznej z 424 mld dolarów w roku 2019 do 1-1,4 biliona dol. w 2030-40 roku. Wartość ta bliska jest obecnej wielkości  branży turystycznej.

W krótkim okresie największy strumień stanowiący 50 proc. wartości przychodów bedzie płynął z rozpowszechniania się dostępu do szerokopasmowego internetu pochodzącego z satelitów Ziemi, szczególnie w takich obszarach globu, gdzie jest on do tej pory ograniczony. Popyt na dane generowane z internetu gwałtownie będzie rósł także w wyniku rozwoju autonomicznych pojazdów (ciężarowych i osobowych), internetu rzeczy (IoT), sztucznej inteligencji, wirtualnej rzeczywistości i transmisji video. Koszty danych dramatycznie spadną w wyniku powszechnego stosowania rakiet wielokrotnego użytku wynoszących satelity na orbitę. Obecnie koszt wystrzelenia satelity to 60 mln dolarów wobec 200 mln kilka lat temu. Perspektywy są jeszcze lepsze, bo bank Morgan Stanley mówi o kwocie 5 mln dolarów w ciągu kilku lat. Masowa produkcja satelitów koszt ten sprowadzić może wręcz do 0,5 mln dolarów. Stąd koszt megabajta danych stanowić może zaledwie 1 procent obecnej kwoty.

Całkowita wartość inwestycji o charakterze equity w sektor kosmiczny wyniosła 178 mld dol. w ciągu ubiegłych 10 lat podaje firma Capital Space. Rozkładały się one na 1343 przedsiębiorstwa i startupy, głównie w USA i Chinach, na które przypadało 75 proc. wartości inwestycji. Zauważalnego napływu kapitału doświadczyły też podmioty w Singapurze (6 proc.), W. Brytanii (4 proc.), Indonezji i Indiach (po 3 proc.). Najwięcej kapitału (31 mld dol.) przyciąga obszar infrastruktury kosmicznej (wyrzutnie, satelity, rakiety i logistyka). Płynął on głównie do takich amerykańskich firm jak SpaceX, Blue Origin, Relativity Space, Rocket Lab, Planet Labs i Spire Global.

Na wsparcie inwestorów mogą też liczyć startupy rozwijające różnorodne aplikacje umożliwiające komunikację, nawigację, pozycjonowanie i obserwację Ziemi (17 mld dol.). Nowym segmentem rynku staje się powoli kosmiczna turystyka. Rośnie też roczna liczba exitów, czyli monetyzacji inwestycji poprzez sprzedaż firm docelowym inwestorom. Tylko w 2020  roku samych wyjść z inwestycji z zakresu infrastruktury kosmicznej było 24 i opiewały one na kwotę 7,9 mld dolarów. Wyjścia odbywają się też za pomocą wehikułów inwestycyjnych SPAC, które prowadzą do upublicznienia firm w szybki sposób. Debiutantem w tym zakresie był należący do miliardera Richarda Bransona Virgin Galactic Holdings rozwijający ofertę turystycznych podróży kosmicznych, który wszedł na nowojorską giełdę w 2019 roku, osiągając kapitalizację w wysokości 8 mld dolarów. Liczba takich działań z roku na rok rośnie, co świadczyć może o optymistycznych oczekiwaniach dotyczących rozwoju branży.

Chiny dążą  do uzyskania autonomii w zakresie produkcji i stosowania rakiet wielokrotnego użytku – firma iSpace obiecuje realizację do końca tego roku pierwszego startu takiego pojazdu, łudząco przypominającego rakietę Falcon 9 autorstwa SpaceX.

Chiny najnowszy plan komercyjnej ekspansji kosmicznej ogłosiły w październiku zeszłego roku. Dwa lata temu firmy działające w sektorze, zarówno prywatne i państwowe połączyły siły, tworząc sojusz (CCSA). Tych pierwszych firm jest około 80, z czego 29 specjalizuje się w produkcji satelitów, 21 – w produkcji wyrzutni, pozostałe zajmują się teledetekcją, technikami komunikacji, stacjami naziemnymi i analityką danych. Chiny dążą  do uzyskania autonomii w zakresie produkcji i stosowania rakiet wielokrotnego użytku – firma iSpace obiecuje realizację do końca tego roku pierwszego startu takiego pojazdu, łudząco przypominającego rakietę Falcon 9 autorstwa SpaceX. Natomiast do 2025 roku powstać ma statek kosmiczny o nazwie Tengyun. Za cztery lata chińskie wydatki na rozwój komercyjnych technologii kosmicznych wynieść mają 4,7 mld dolarów prognozuje rządowy think tank FutureAerospace.

Europa za mało innowacyjna

W Europie firmy działające w sektorze mogą liczyć głównie na wsparcie kapitału publicznego. W zeszłym roku Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny ogłosiły powołanie funduszu dysponującego kwotą 200 mln euro. Ma on być przeznaczony na rozwój systemu wyrzutni Ariane 6, który jest rozwijany przez ArianeGroup przy wsparciu Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oraz na inwestycje w europejskie startupy.

Najbardziej znanymi przedsięwzięciami kosmicznymi UE są dwa wielkie projekty: system obserwacji Ziemi Copernicus oparty na satelitach i sensorach funkcjonujących w zakresie sześciu obszarów: lądów, morza, atmosfery, zmian klimatycznych, zarządzania kryzysowego i bezpieczeństwa oraz system nawigacyjny Galileo składający się z ponad 20 satelitów, z których korzysta ponad miliard użytkowników na świecie.

Silnym ośrodkiem przemysłu kosmicznego w Europie jest Szkocja, a Glasgow jest drugim po Houston światowym centrum produkcji satelitów Ziemi. To tutaj, w Sutherland, rozwijany jest port, który do końca przyszłego roku ma umożliwić pionowy start wynoszący rakiety na orbitę. Wielka Brytania może się więc stać kolejnym europejskim konkurentem w tej dziedzinie, obok USA, Chin i Rosji.

Glasgow jest drugim po Houston światowym centrum produkcji satelitów Ziemi. Wielka Brytania może się więc stać kolejnym europejskim konkurentem w tej dziedzinie, obok USA, Chin i Rosji.

Biorąc pod uwagę rosnące upolitycznienie kosmosu i wyścig technologiczny z tym związany UE musi zwiększyć swoje wysiłki w zakresie technologii kosmicznych – wynika z analizy wykonanej na zlecenie Parlamentu Europejskiego. Inwestycje w takie technologie mają w coraz większym stopniu znaczenie dla zdolności obronnych (USA w 2019 roku powołały Dowództwo Sił Kosmicznych – US Space Command)  jak i gospodarczej konkurencyjności. To w tej dziedzinie powstają innowacje mające kluczowe znaczenie dla postępów w zakresie komputerów kwantowych, komunikacji cyfrowej, nanotechnologii, robotyki, sztucznej inteligencji i inżynierii materiałowej. Europie potrzebna jest wobec tego klarowna wizja dotycząca jej roli w kosmosie i towarzysząca temu strategia jej realizacji.

(©PAP/Newscom)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

LEO – inwestycyjna bańka, czy lek na internetowe bolączki

Kategoria: Analizy
Satelitarny dostęp do internetu nie jest pomysłem nowym. Ten, który zamierzają na masową skalę dostarczać takie projekty, jak Starlink, Kuiper czy OneWeb, ma być pozbawiony wad swych poprzedników: ma być tani, szybki i z niewielkimi opóźnieniami.
LEO – inwestycyjna bańka, czy lek na internetowe bolączki

Ukraina stawia na latyfundia

Kategoria: Analizy
Podczas gdy w Europie sukcesy odnosi rolnictwo oparte na stosunkowo niewielkich gospodarstwach rodzinnych, ukraiński rząd przeprowadził przez parlament projekt ustawy oddający kilkadziesiąt milionów hektarów ziemi rolnej w ręce nielicznej grupy wielkich posiadaczy ziemskich.
Ukraina stawia na latyfundia

Podczas kryzysu inwestorzy premiują dojrzałe start-upy

Kategoria: Analizy
Rynek venture capital (VC) wydaje się odporny na COVID-19, ale dostęp do finansowania dla wielu start-upów wyraźnie się zmniejszył. Inwestorzy preferują duże, dojrzałe firmy, ponieważ nie umieją oszacować ryzyka inwestowania w nowe start-upy w warunkach pandemii.
Podczas kryzysu inwestorzy premiują dojrzałe start-upy