Nieodpowiedzialne rządy pogrążyły Ghanę

28.09.2014
Latem rząd Ghany zwrócił się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, mimo że gospodarka kraju od 10 lat rośnie jak na drożdżach. Powód: ogromne długi zaciągnięte w nadziei na boom.

Dzień Niepodległości w Ghanie w 2007 r. (CC By Oluniyi Ajao)


Przez ostatnie 10 lat najmniejszy coroczny wzrost PKB, jaki odnotowano w Ghanie, wyniósł 4 proc., a i tak ten „skromny” wynik zdarzył się tylko raz. Największy przyrost PKB nastąpił w 2011 r. – według metodologii Banku Światowego aż o 15 proc. W 2013 r. gospodarka urosła też bardziej niż solidnie, bo o 7 proc. Przez dekadę Ghana wręcz błyszczała. Wprawdzie tłem był najbiedniejszy kontynent świata, jednak szacunek się należy, bowiem dźwiganie się z biedy jest boleśniejsze od pomnażania bogactwa. Dlaczego zatem pilnie potrzebna jest jej odsiecz? Jak to bywa najczęściej, główną przyczyną są długi, które narosły wskutek rozrzutności polityków żyjących mało realnymi wizjami i pragnących przedłużenia władzy. Plaga krótkowzroczności i wiary w cuda nie zna granic…

Przez dekady Ghana kojarzyła się na świecie niemal wyłącznie z kakao. Kto interesuje się historią XX w., pamięta też zapewne, że była Ghana pierwszą kolonią afrykańską, która w 1957 r. odzyskała niepodległość. Niestety eksperymenty z socjalizmem państwowym, megalomania oraz ślepe zapatrzenie w podpatrzone w Moskwie sekretarza Chruszczowa i Pekinie przewodniczącego Mao wzory doprowadziły do utraty pierwszeństwa w produkcji kakao oraz do wielu innych nieszczęść. Zamiast mozolnie kłaść fundamenty, kraj podejmował gigantyczne projekty infrastrukturalne (m.in. wielka tama na rzece Wolta), trwoniąc w ten sposób malutkie zasoby własne. Wiek XXI był już wyraźnie lepszy dzięki globalizacji, na której Ghana zyskała.

Przeceniony skarb

Najistotniejszym filarem względnego powodzenia gospodarczego ostatnich kilku lat jest tam wydobycie ropy. Jej zasoby nie są duże, ale też nie do pogardzenia – pod względem ich wielkości Ghana plasuje się w początkach piątej dziesiątki państw świata. Ropa jest na tyle ważna, że tamtejszy urząd statystyczny wyróżnia w swoich danych „PKB bez ropy” (non-oil GDP). W 2013 r. cały PKB Ghany wyniósł w cenach bieżących 93,5 mld cedi (48,7 mld dol.), z czego ropa przyniosła 7,3 mld cedi, a więc bardzo znaczące 8 proc. Produkcja ropy wyniosła w 2013 r. 100 tys. baryłek dziennie, choć jeszcze w 2009 r. było to marne 6 tys. baryłek dziennie. W planach rządu i działających w kraju koncernów Tullow Oil i Anadarko jest osiągnięcie w następnej dekadzie (kosztem co najmniej 20 mld dol.) poziomu 0,5 mln baryłek dziennie (około 25 mln ton rocznie). Latem 2014 r. rosyjski koncern Łukoil miał podobno odkryć kolejne złoże ropy w należącej do Ghany strefie morskiej, a więc plany te nie są pozbawione szans realizacji.

Państwo czerpie przychody z ropy w ten sposób, że firmy z koncesjami na jej wydobycie przekazują mniej więcej co szóstą baryłkę na rzecz państwowego koncernu Ghana National Petroleum Corporation. Cytowany przez tamtejszą prasę minister ds. energii i ropy Emmanuel Buah podawał we wrześniu 2013 r., że 2,5-roczne przychody z tego tytułu sięgnęły 1,4 mld dol. (444 mln dol. w 2011 r., 541 mln dol. w 2012 r. i 423 mln dol. w I półroczu 2013 r.). Nominalnie przychody rosły szybko, nie nadążały jednak za wydatkami rządu. Doszły do tego spadki cen pozostałych surowców mineralnych i rolnych, w tym złota, którego wydobywa się w Ghanie około 90 ton rocznie, co daje jej 10. miejsce w świecie.

Problemów Ghany doszukiwać się zatem można nie tyle we fluktuacjach rynkowych, co w działaniu słynnej „klątwy surowcowej”, która działa jak oślepiający błysk złota, zamieniając roztropność w motywowaną politycznie i ideologicznie rozrzutność. Jest to rozpowszechniona i bardzo zakaźna choroba (np. kilka rządów w Polsce ugięło się przed górnikami węgla, których działalność od paru dekad przynosi głównie straty, choć z perspektywy Ghany nasze władze zachowały się i tak dość umiarkowanie). Rząd w Akrze uznał np. za właściwe potrojenie uposażeń żołnierzy oraz policji. Według szacunków podawanych m.in. przez „The Economist”, uposażenia służby publicznej pochłonęły w 2012 r. aż 70 proc. przychodów budżetowych. W tej sytuacji deficyt budżetowy Ghany przekroczył w 2013 r. 10 proc.

Szybujący dług

Długi prywatne są w Ghanie małe, bo to nadal biedny kraj. Rodzime firmy mają skromne rozmiary i nie są w stanie solidnie zabezpieczyć dużych kredytów bankowych. Dług publiczny też był do niedawna trzymany w ryzach. Państwo rozpoczęło obecną dekadę z zadłużeniem publicznym w wysokości około 40 proc. PKB. Ghana zyskała opinię afrykańskiego lidera gospodarczego i solidnego, rozważnego dłużnika. Doprowadziło to w 2007 r. do bardzo udanego debiut jej obligacji na światowym rynku finansowym.

Potem było już gorzej, bo nadzieje na skok ilościowy i jakościowy rozbudziła ropa. Oficjalnie dług publiczny Ghany szacuje się teraz na 50 proc. PKB. Gdyby te dane były wiarygodne, obecne trudności nie byłyby tak dotkliwe. Agencja Fitch uważa, że bliższy rzeczywistości jest wskaźnik w wysokości 62 proc.

Do problemów związanych z obciążeniem finansów państwa dochodzi inflacja, która od kilku lat wynosi 15–16 proc. W tych warunkach miejscowa waluta – cedi straciła od początku roku do września 2014 r. niemal 40 proc. w relacji do dolara amerykańskiego. W tych okolicznościach cedi jest w tym roku drugą najgorzej radzącą sobie walutą świata, plasując się tuż za zambijską kwachą.

Wskaźniki gospodarcze są bezosobowe i zza ich beznamiętnej zasłony nie widać dramatów ludzi. Brytyjski „Guardian”, ale też Reuters, którego trudno posądzić o skrzywienie w lewą stronę, kreślą smutny, a nawet ponury obraz warunków życia w kraju będącym jeszcze wczoraj nadzieją i przykładem dla większości Afryki. Większość towarów w sklepach i na targach podrożała przez ostatnie 24 miesiące dwa, a niekiedy trzy razy. Wobec spadku wartości miejscowej waluty powszechne stały się żądania zapłaty w dolarach. W przypadku czynszów za mieszkania w miastach jest to już norma.

Cena wyborów

Przesłanki kryzysu ujawniały się od dawna, ale rząd brnął w kuglarstwo. W obliczu coraz gorszej sytuacji i braku środków władze nie znalazły innego rozwiązania niż wzmożony dodruk pieniędzy. Skończyło się to tym, że 4 sierpnia rząd Ghany udał się do Canossy, składając prośbę o ratunek w MFW, choć jeszcze kilka dni wcześnie odrzucał to rozwiązanie niemal kategorycznie, licząc na emisję euroobligacji, z których chciał pozyskać 1,5 mld euro. Fundusz jest raczej przychylny, ale od wniosku do konkretów droga daleka. Misja w celu opracowania szczegółów wsparcia zaplanowana została na wrzesień. Są zatem jakieś widoki dla Ghany.

Profesjonalni obserwatorzy potwierdzają, że jedna z najważniejszych przyczyn obecnego kryzysu to zauroczenie mirażem wzrostu. Wzrost nie jest jednak panaceum, czy choćby remedium, nawet jeśli tak się zdaje. Warunek konieczny długofalowego powodzenia gospodarczego to utrzymywanie w ryzach wydatków bieżących i zadłużenia państwa (jak również sektora przedsiębiorstw). Przykład niepowodzenia Ghany potwierdza, jak niszczycielski jest system polityczny, w którym zwycięstwa wyborcze opłacane są obietnicami za pożyczone pieniądze.

OF


Tagi


Artykuły powiązane