Obamacare wpływa na gospodarkę

29.07.2015
Orzeczenie Sądu Najwyższego USA, który pod koniec czerwca 2015 r. ostatecznie uznał prawomocność ustawy o reformie opieki zdrowotnej, pozwoli na bezprecedensowe zmiany w tym sektorze. A chodzi o rynek wart już niemal 3 bln dol.

(CC By NC ND Mike Bitzenhofer)


Recesja doprowadziła amerykańską gospodarkę do utraty 8,8 mln miejsc pracy. Jedynym sektorem, którego wartość w tym czasie rosła (średnio o około 3 proc. rocznie) była opieka zdrowotna. Nie tylko dlatego, że – jak zgadza się większość ekonomistów – ta sfera zawsze opiera się recesji, lecz przede wszystkim dlatego, że ochrona zdrowia (podobnie jak energetyka) w USA przechodzi rewolucyjne zmiany. Część z nich wymusza reforma, jaką wprowadził ustawą Affordable Care Act w 2010 prezydent Barack Obama. Jest ona na tyle radykalna, że nie znajduje poparcia u połowy Amerykanów i stała się głównym polem, na którym republikanie zwalczają prezydenta. Ekonomiści oceniają jednak jej konsekwencje jako pozytywne i to nie tylko dlatego, że według federalnego Biura Statystyki Pracy od 2010 r. do czerwca 2015 r. przybyło dzięki niej ponad 982 tys. miejsc pracy.

Postęp w trzech wymiarach

Amerykański system opieki zdrowotnej jest najdroższy na świecie i najmniej efektywny. Jego wartość wynosi prawie 3 bln dol., od 2014 rośnie średnio o 5 proc. rocznie i w 2018 r. ma wynieść prawie 18 proc. PKB, czyli dwa razy więcej niż w krajach UE (średnio 9 proc. PKB). To skutek tego, że USA jako jedyne państwo nie ma przewidzianego budżetu dla tego sektora i wydaje nie tyle, ile może, lecz tyle, ile uzna za konieczne. Pomimo to jeszcze do niedawna 10 proc. amerykańskiego społeczeństwa nie miało ubezpieczenia zdrowotnego, a średnia życia jest o cztery lata niższa niż w Europie Zachodniej. Reformy były od lat postulowane i dyskutowane, ale dopiero ustawa Obamacare je wymusiła.

Zmiany zachodzą w trzech aspektach – pierwszym i najbardziej kontrowersyjnym jest reforma ubezpieczeń zdrowotnych, drugim obszarem jest digitalizacja usług, a trzecim zabezpieczenie ochrony prywatności usług i danych pacjentów.

Ubezpieczenia nareszcie konkurencyjne

Według Commonwealth Fund, prywatnej fundacji monitorującej system opieki zdrowotnej w USA, Obamacare odwraca negatywny trend: liczba nieubezpieczonych medycznie zaczęła spadać. Od 2013 r., kiedy wszystkie elementy nowego prawa zaczęły działać, do końca roku 2014 udział mieszkańców bez ubezpieczenia zdrowotnego spadł z 43 do 36 proc. Liczba nieubezpieczonych zmniejszyła się o około 25 proc., co oznacza, że ubezpieczenie wykupiło 8–11 mln osób. Największa grupa, około 6 mln, to ludzie młodzi (19–34 lata). Obecnie, po orzeczeniu Sądu Najwyższego, liczba nowo ubezpieczonych ma się podwoić. Równie ważne jest to, że reforma wymusiła już i wymusza dalej konkurencyjność na rynku ubezpieczeń.

Mechanizm jest prosty – z jednej strony rząd federalny wprowadził kary za brak ubezpieczenia (zaczęły się od 95 dol. i rosną), z drugiej zadbał o obniżenie kosztów polis, tworząc publiczne giełdy ofert ubezpieczeń, które subsydiuje. Oba ruchy poczytywane są za ingerencję w wolny rynek i jako takie zostały zaskarżone, co ostatecznie rozstrzygnął Sąd Najwyższy, odmawiając zdelegalizowania subsydiów. Problem w tym, że rynek ubezpieczeniowy był raczej kartelem i paradoksalnie dopiero federalne subsydia wymusiły na nim konkurencyjność. Jak mocno wpłynęły na koszty, pokazują szacunki Biura Budżetowego Kongresu wskazujące, iż gdyby Sąd uznał zasadność zaskarżenia i zamknął federalne giełdy, koszty ubezpieczenia wzrosłyby średnio o około 76 proc., a najwyższa podwyżka miesięcznej składki wyniosłaby około 400 dol. (przy średniej składce nieco powyżej 300 dol.).

Oferowane na giełdach pakiety ubezpieczeniowe są efektem współpracy firm ubezpieczeniowych i instytucji opieki zdrowotnej, a cena pakietu jest jej wypadkową. To żadna nowość – takie pakiety od dawna są oferowane na giełdach, tyle że do niedawna były one wyłącznie prywatne i używane przez pracodawców. Nowe jest zaangażowanie rządu federalnego i to, że klientami są osoby prywatne. Zmusiło to sprzedających ubezpieczenia do szukania oszczędności i konstruowania konkurencyjnych – a więc nastawionych na potrzeby indywidualnego klienta – ofert. Opłaty za usługę zamieniono w opłaty za jakość, co zmienia ten sektor w rynek detaliczny i powoduje zmiany jego struktury (konsolidację).

Aby obniżyć koszty planów ubezpieczeniowych, instytucje opieki (szpitale, centra ambulatoryjne, diagnostyczne, centra opieki domowej itp.) łączą się z innymi udziałowcami, czyli firmami producenckimi i dostarczającymi usługi internetowe. Równolegle do horyzontalnej zachodzi też konsolidacja wertykalna (instytucje, a nawet lekarze przestawiają się z prywatnych praktyk na model zatrudnionych w systemie).

Jak wielki to rynek, pokazuje liczba firm ubezpieczeniowych – w 2014 roku było ich ponad 850. Według firmy monitorującej rynki finansowe Weiss Ratings 784 prywatnych i publicznych ubezpieczycieli z tej branży w sumie uzyskało w 2014 roku premię od ubezpieczeń w wysokości 450 mld dol.).

Nareszcie w sieci

Pomimo swych rozmiarów sektor opieki zdrowotnej był przez lata uważany za niedostępny i nieatrakcyjny dla przemysłu IT. Zaczęło się to zmieniać w 2007 roku, kiedy kalifornijska firma Athenahealth, wówczas z 10-letnim stażem na rynku, weszła na giełdę. Rok wcześniej jako pierwsza uruchomiła elektroniczną bazę danych medycznych (elektronicznych kart pacjentów) dla lekarzy w Kalifornii. Eksperyment był na tyle udany, że w dniu debiutu akcje Athenahealth skoczyły o 97 proc. I dziś firma jest liderem rynku, a jej wartość wynosi ponad 5 mld dol. Athenahealth stworzyła furtkę, natomiast bramę otworzyła reforma Obamy.

Jeden z jej punktów wprowadza roku obowiązkową od 1 października 2015 r. cyfrową standaryzację dokumentacji (ICD-10). Proces zaczął się już sześć lat temu. Uruchomiony wówczas w ramach ustawy American Recovery and Reinvestment Act program wpompował w rynek 16 mld dol. jako zachętę dla lekarzy i szpitali do wprowadzenia elektronicznych kart pacjentów. Pozwoliło to wielu firmom podążyć śladem Athenahealth i obecnie około 80 proc. gabinetów lekarskich i 60 proc. szpitali w USA prowadzi już takie karty.

Drugą część wzrostu sektora zapewnia rynek aplikacji – jest ich w USA prawie 50 tys., często darmowych, albowiem Obamacare wymaga, aby większość danych o kosztach i jakości była powszechnie dostępna za darmo. Konsumenci szukają też wskazań, co mogą robić samodzielnie dla poprawy zdrowia, a przedsiębiorcy dostarczają takie produkty. FDA (Federalna Agencja Żywności i Zdrowia) przyznaje licencje dopuszczające nowe urządzenia na rynek w rekordowym tempie: średnio dwie, trzy miesięcznie.

Trzeci aspekt wzrostu sektora to zabezpieczenie ochrony prywatności danych pacjentów. To wyzwanie pobudza zarówno wzrost liczby nowo powstających firm w Dolinie Krzemowej, jak zainteresowanie tych, które starają się o wejście w partnerstwo z firmami z sektora zdrowotnego. O tym, jak bardzo atrakcyjny jest ten rynek, świadczy fakt, że ponad 40 proc. firm z listy Fortune 50 zadeklarowało na 2015 rok plany takiej współpracy.

Czy Obamacare przetrwa

Orzeczenie Sądu Najwyższego nie pozwala na prawne obalenie reformy. Możliwe jest jej polityczne zaniechanie, czego chcą republikanie, ale do tego musieliby wygrać wybory prezydenckie, a nowy prezydent musiałby chcieć wycofać Obamacare. W grę wchodziłyby duże koszty – odejście od nowego systemu może być droższe niż jego utrzymanie. Biuro Budżetowe Kongresu opublikowało dane, które wskazują, że unieważnienie ustawy ACA powiększyłoby deficyt budżetowy o 353 mld dol. lub nawet o 1 proc. PKB w najbliższej dekadzie, a do roku 2035 powiększyłoby zadłużenie państwa o 5 bln dol. czyli 12 proc. PKB. Trzeba dodać, iż dzięki ustawie ubezpieczenia zdrowotne wykupi w sumie około 30 mln wcześniej nieubepieczonych osób, które nie byłyby skłonne płacić wyższych stawek, jakie prawdopodobnie byłyby skutkiem wycofania Obamacare. W szacunkach kosztów nie uwzględniono natomiast tego, że zgodnie z przewidywaniami np. Urban Institute dzięki reformie tylko w 2015 roku prawie 0,5 mln obywateli uruchomi biznes związany z sektorem opieki zdrowotnej. Podobna liczba wystartowała już w roku 2014.

 


Tagi


Artykuły powiązane