Rózgi dla Wells Fargo, ale więcej luzu dla amerykańskich banków

12.03.2020
W Stanach Zjednoczonych postępuje proces rozluźniania ostrych regulacji w sektorze bankowym. W europejskim systemie nadzorczym raczej istotnych zmian nie będzie, z uwagi na wciąż słabą kondycję banków.
Cipiur_Rózgi dla Wells Fargo_1_pap

(©PAP)

(©PAP)

Bank Wells Fargo często w ostatnich latach gościł na światowych łamach, stając się przykładem czarnej owcy. Teraz spadły nań chyba już ostatnie kary i powraca z wolna do grona szacownych instytucji bankowych, czyli takich, które też mogły, ale jakoś nie wpadły.

Żądza ekspansji

Główna wina Wells Fargo wzięła się z nieposkromionej żądzy ekspansji. W pragnieniu i konieczności spełniania oczekiwań głównych szefów, pion sprzedażowy otworzył w czwartym największym banku USA miliony fałszywych, pustych kont na osoby fizyczne. Gdy to wyszło na jaw wybuchł skandal, którego szczegóły oraz wstępne konsekwencje opisałem trzy lata temu.

Oszukańczy proceder banku nie budził jakichkolwiek wątpliwości, ale trzeba było wyjaśnić jego szczegółowy przebieg. Amerykańskie młyny sprawiedliwości nie mielą chyżo, ale też nie tak opieszale jak polskie, więc finał następuje zanim wszyscy zdążyliby zapomnieć, o co poszło.

Biuro Kontrolera Waluty (Office of the Comptroller of the Currency – OCC) – jeden z najważniejszych regulatorów rynku finansowego USA – ogłosiło w styczniu, jakie kary spadną ostatecznie na ośmiu byłych członków kierownictwa i sam bank jako przedsiębiorstwo.

Eks-prezes i CEO Wells Fargo John Stumpf zawarł ugodę na mocy której zapłaci 17,5 mln dolarów grzywny i zostanie objęty dożywotnim zakazem pracy w sektorze bankowym poddanym jurysdykcji OCC. Stumpf nie zasiądzie też już nigdy w żadnej radzie banku. Razem z nim na ugodę poszła dwójka byłych podwładnych, godząc się na grzywny.

Carrie Tolstedt, która przez dekadę kierowała biznesem Wells Fargo w obszarze tzw. community banking, czyli usług finansowych dla lokalnej ludności i drobnego biznesu, grozi 25 mln dolarów grzywny, a być może jeszcze więcej, ponieważ wraz z czwórką innych oskarżanych o udział w oszustwach wciąż odrzuca zarzuty. Wobec tego całą piątkę czeka postępowanie sądowe.

Bank Wells Fargo dał szefom po kieszeniach

Łączna wysokość grzywien nałożonych na wszystkich 8 menedżerów wynosi 59 mln dolarów. Oddalając podejrzenia, obecny szef Wells Fargo Charlie Scharf zapowiedział, że ósemka objęta postępowaniem OCC nie otrzyma już od swego byłego pracodawcy wypłat, które mogłyby wynikać z zawartych z nimi kiedyś umów i porozumień w zakresie przysługujących im wynagrodzeń, premii, bonusów i odpraw. Bank nie dorzuci im zatem na te grzywny, choć oświadczenie Scharfa nie jest twarde jak skała, bowiem dodał, że takie wypłaty nie nastąpią „w czasie, gdy bank będzie badał dokumenty”.

Miliardowe kary

Na aferze straciło też samo przedsiębiorstwo bankowe. Magazyn Forbes podliczył niedawno, że kary zapłacone w ramach ugód zawartych w związku z aferą kosztowały Wells Fargo blisko 1,4 mld dolarów.

W 2016 r. na konto Biura Ochrony Finansowej Konsumentów (Consumer Finance Protection Bureau) wpłynęło 185 mln dol. W 2018 r. dokonano wypłaty łącznie 575 mln dol. na rzecz 50 stanowych prokuratur generalnych. W tym samym roku sąd zatwierdził ugodę jako efekt pozwu zbiorowego złożonego przez osoby poszkodowane w procederze. Suma tej ugody wyniosła 142 mln dolarów. Dochodzi do tego 480 mln dolarów zadośćuczynień za straty akcjonariuszy.

W ostatnich dniach lutego 2020 r. rachunek uległ jednak potrojeniu i doszedł do 4,4 mld dolarów. Stało się tak z powodu kolejnej ugody, zawartej tym razem z Komisją Giełd i Papierów Wartościowych (SEC).

Z punktu widzenia klientów ważniejszy od kary finansowej, która kiedyś i tak zostanie przez bank przerzucona na ich barki, jest punkt ugody stanowiący, że postępowanie zostanie wznowione, jeśli wobec banku zostaną postawione jakiekolwiek zarzuty kryminalne. Znając bezwzględność amerykańskich sądów i instytucji, można zakładać, że dla Wells Fargo będzie to najbardziej skuteczny straszak.

Kaganiec wzrostu

Kary wydają się wysokie, ale bardzo dotkliwe nie są. Opuszczając bank John Stumpf otrzymał aż 134 mln dolarów odprawy emerytalnej, więc nawet po zapłacie grzywny i opłaceniu prawników, będzie miał na najdroższe steki. Pozostali też raczej biedować nie będą, a już z głodu na pewno nie umrą.

Pod względem wysokości aktywów finansowych Wells Fargo zajmuje w USA czwarte miejsce.

Bank jako taki też sobie za bardzo nie krzywduje. Pod względem wysokości aktywów finansowych (głównie udzielone kredyty i pożyczki), które wyniosły na koniec 2018 r. niemal 1,8 biliona dolarów, Wells Fargo zajmuje obecnie w Stanach czwarte miejsce. Zysk netto za 2018 r. wyniósł ok. 22,4 mld dolarów, więc 4,4 miliarda dolarów kar rozłożonych na lata nie zachwieje biznesem, bo i zachwiać nie miało.

Konsekwencją potencjalnie dotkliwszą od zadośćuczynień w gotówce jest ograniczenie ekspansji nałożone przez Fed w 2018 r. i do tej pory obowiązujące. Po ujawnieniu afery z fałszywymi kontami na światło dzienne wyszły inne nieprawidłowości związane z kredytami mieszkaniowymi i samochodowymi.

Nadzorcy z amerykańskiego banku centralnego postanowili zatem zamrozić, głównie jako przestroga dla innych, dopuszczalną wysokość aktywów banku na poziomie z 2017 r., czyli 1,95 biliona dolarów. Zadecydowała prawdopodobnie rażąca bezczelność poczynań kierownictwa i pracowników banku, która poruszyła opinię publiczną.

Szef bankowości komercyjnej Wells Fargo Perry Pelos ocenił wówczas, że w krótkiej perspektywie ustanowienie takiej bariery wzrostu nie ma znaczenia, bowiem procesy naprawcze i tak wymagały wycięcia niektórych linii biznesowych. Jednak nałożenie i niezdejmowanie kagańca nie rysuje dobrego obrazu instytucji.

Wells Fargo wyróżnia się wśród amerykańskich gigantów bankowych. Nie jest ani typowym bankiem uniwersalnym jak Bank of America, JPMorgan i Citigroup, ani przede wszystkim bankiem inwestycyjnym jak Goldman Sachs i Morgan Stanley.

Nie rozpycha się też za granicą jak wielcy konkurenci. Ale jest wielki i radzi sobie dobrze, zwłaszcza na zachodzie USA, skąd się wywodzi i gdzie zaczynał, choć nie jako bank, ale w biznesie konnych dyliżansów należących do założycieli American Express – panów Henry Wells’a i Williama Fargo.

Początek fazy deregulacji

Kryzys finansowy z 2008 r. spowodował zaostrzenie regulacyjne. Zaciśnięcie gorsetu zaordynowane bankom zostało przyjęte pozytywnie, a poza sektorem finansowym – nawet radośnie. Stuletni spór o granice regulacji trwa w najlepsze i oby trwał, bo nie ma lepszej drogi, jak ucieranie dobrych zasad w debacie.

Wskutek objęcia rządu przez prezydenta Donalda Trumpa rozpoczęła się kolejna faza deregulacji sektora bankowego.

W październiku 2019 r. rada Fed podjęła w głosowaniu decyzję o potrzebie poluzowania wymagań stawianych bankom spoza grupy mastodontów. Chodzi o banki z aktywami w przedziale od 250 mld do 700 mld dolarów. Miałyby utrzymywać mniejsze rezerwy w postaci gotówki i obligacji rządowych. Redukcja wynieść ma niebagatelne 15 proc.

Kolejne ułatwienie dla banków wprowadzane w Ameryce dotyczy tzw. resolution plans, czyli projektów restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji na wypadek zagrożenia upadłością. Obecnie banki muszą je przedkładać co rok, ale wielki stopień komplikacji związany z układaniem takich scenariuszy sprawia, że Fed bardzo często przyzwala na przedłużenie prac nad planami awaryjnymi.

Ponieważ cykl jednoroczny stał się legislacyjną fikcją, Fed uznał, że „mniejsze banki” będą przedkładały swój resolution plan raz na trzy lata.

Plany na wypadek katastrofy zwane są też living wills, czyli testamentami życia. Tłumaczenie słownikowe samo przez się nic nie wyjaśnia, więc trzeba dodać, że chodzi o odpowiednik oświadczenia woli otwieranego, gdy pacjent jest np. nieprzytomny i nie może podjąć decyzji w sprawie swego leczenia lub nieleczenia. Fed uznał, że living wills amerykańskich kolosów bankowych mogą być przedkładane bankowi centralnemu co dwa lata.

Utrzymana będzie praktyka opracowywania częściowych planów, jeśli jakiś aspekt działalności (np. praktyki korporacyjne) nie uległ zmianie od poprzedniej wersji living will.

Mniej Volckera

Z największym utęsknieniem większość sektora bankowego oczekuje złagodzenia tzw. zasady Volckera (Volcker Rule), czyli obszernej części wielkiej ustawy Dodda-Franka (ok. 2300 stron bez załączników) uchwalonej pięć lat wcześniej, ale wskutek sporów i pozwów wdrożonej dopiero w 2015 r.

Zasada Volckera przyjęła nazwę od nazwiska byłego szefa Fedu Paula Volckera, który zmarł w grudniu 2019 r. w wieku 92 lat. Określenia tego zaczął jako pierwszy używać prezydent Barack Obama, który chciał w ten sposób upamiętnić jego dążenia do ścisłego regulowania działalności bankowej.

Zasada ta zabrania m.in. tzw. proprietary trading, czyli inwestowania przez bank swoich własnych środków z myślą o zaliczeniu na swoje dobro wszystkich ewentualnych korzyści, w odróżnieniu od inwestowania pieniędzy klientów w zamian za opłatę w formie prowizji.

Ponadto zasady te to także bolesne ograniczenia w inwestowaniu banków w fundusze hedgingowe i private equity. Nie mogą przekroczyć równowartości 3 proc. kapitałów własnych, a te – zgodnie z fundamentalnym mechanizmem bankowości – są relatywnie małe. Np. całkowita wartość kapitału akcyjnego Wells Fargo wynosi obecnie 188 mld dolarów, przy aktywach 10 razy wyższych.

W styczniu Fed złożył propozycje dotyczące poszerzenia możliwości inwestowania przez banki w przedsięwzięcia venture capital i pożyczki sekurytyzowane.

Fed jest od października 2019 r. za złagodzeniem zasady Volckera. 30 stycznia 2020 r. złożył propozycje dotyczące poszerzenia możliwości inwestowania przez banki w przedsięwzięcia venture capital i tzw. pożyczki sekurytyzowane (czyli pożyczki „przerobione” na standardowe papiery wartościowe np. certyfikaty). Podobnie jak w przypadku propozycji zmian przedstawionych wcześniej, ostatnie słowo należy jednak nie do Fed, a do państwowej agencji ubezpieczania depozytów (Federal Deposit Insurance Corporation – FDIC) oraz do OCC.

W świetle spustoszeń poczynionych w wyniku kryzysu finansowego, wprowadzenie ostrych barier hamujących spekulacyjne poczynania banków jest bardziej niż zasadne, więc sektor kładzie nacisk na ich poboczne konsekwencje.

Narzeka np. na mitręgę wynikającą z wykazywania właściwych rozmiarów inwestycji w fundusze hedgingowe. Musi bowiem oddzielać zabezpieczenie ryzyka związanego z regularną działalnością kredytowo-pożyczkową od domniemanego, zakazanego inwestowania środków stanowiących depozyty klientów w interesy spekulacyjne.

Może się wydawać, że są to żale niewarte uwagi, ale nie ma nic gorszego w działalności biznesowej niż niejasne prawo i możliwość jego interpretacji w dowolną stronę. W Polsce czujemy to jeszcze boleśniej niż w Ameryce.

Rozluźnianie gorsetu opinającego amerykański sektor bankowy jest w zgodzie z poglądami i polityką prowadzoną przez Trumpa. Realne jest zatem, że proces ten nie zwolni. Dotychczasowe propozycje zostały przegłosowane przy jednym tylko głosie sprzeciwu gubernator Fedu, Lael Brainard.

Wiceprezes Fedu ds. nadzoru Randal Quarles daje jednak do zrozumienia, że to nie koniec. Jak przystaje członkowi władz najpotężniejszego banku centralnego, swoje opinie wyraża w ezopowym języku nazywanym przez Allana Greenspana „fedomową”.

Oto próbka z jesieni 2019 roku podana uczestnikom konferencji na Georgetown University: „Z chęcią podejmuję się identyfikowania innych takich usprawnień procesowych w modelu naszej działalności nadzorczej, które nie zaszkodziłyby ważnym krokom poczynionym przez nas na rzecz odporności (sektora bankowego) od czasu kryzysu”.

Mimo wyważonych słów komunikat jest jednoznaczny. Nie wypada wprawdzie wymawiać pochodzenia, ale w tym istotnym dla wszystkich kontekście, warto jednak wiedzieć, że oprócz doświadczeń w roli jednego z bardzo wysokich urzędników w Departamencie Skarbu za rządów prezydenta George’a Busha seniora i zastępcy sekretarza Skarbu za George’a W. Busha, obecny wiceprezes Fed ds. nadzoru miał długi epizod w jednej z największych firm private equity Carlyle Group.

W Europie bez zmian

Banki europejskie nie mogą liczyć, że regulatorzy pójdą amerykańskim śladem. Nad naszym kontynentem cały czas wisi przykład m.in. Deutsche Banku, kiedyś największego w Europie, lecz od czasów kryzysu w ciągłych tarapatach z powodu podejmowania bardzo ryzykownych inwestycji na rynkach derywatów, ale też działań ściganych przez prokuratorów, takich jak: manipulowanie stopami procentowymi, pranie pieniędzy, czy omijanie sankcji USA nałożonych na Iran.

Straty Deutsche Bank za 2019 r., który kiedyś chciał dorównać amerykańskim kolosom, wyniosły 5,3 mld euro.

Deutsche nie jest jedyny w kłopocie. Większość banków europejskich nie zarabia tyle, żeby w całości pokrywać koszty pozyskiwania gotówki koniecznej (także z powodów regulacyjnych) do rozwijania interesów pożyczkowo-kredytowych, zwanych fachowo powiększaniem aktywów.

W komunikacie z 28 stycznia 2020 r., poświęconym ocenie działalności europejskich banków w 2019 r. (Supervisory Review and Evaluation Process), Europejski Bank Centralny podkreśla pogorszenie wyników sektora.

Wyniki szczegółowych analiz przekształcane są na oceny w skali od 1 do 4, gdzie 4 to wynik najgorszy. W 2019 r. udział banków z „trójką” wzrósł do 43 proc. w porównaniu z 38 proc. w 2018 r. „Dwójkę” uzyskało mniej banków – spadek do 49 proc. z 52 proc. Żaden bank nie zasłużył na „jedynkę”. W tych okolicznościach pójście śladem Ameryki w rozluźnianiu rygorów regulacyjnych dla banków jest marzeniem ściętej głowy.


Tagi


Artykuły powiązane