Autor: Aleksandra Fandrejewska

Dziennikarka, laureatka nagrody im. W. Grabskiego dla najlepszego dziennikarza ekonomicznego.

Zagrożony utratą pracy nie idzie na zakupy

W zahamowaniu wzrostu bezrobocia mogłaby pomóc dalsza liberalizacja rynku pracy – uważają pracodawcy. Związki zawodowe są przeciwne, gdyż liberalizacja jeszcze bardziej osłabi pozycję pracowników. Ekonomiści zwracają uwagę, że ceną liberalizacji będzie, tak jak w Niemczech, osłabienie popytu wewnętrznego i koniunktury.
Zagrożony utratą pracy nie idzie na zakupy

Prof. Andrzej Sławiński uważa, że uelastycznienie rynku pracy może osłabić popyt krajowy. (Fot. OF)

Uelastycznienie rynku pracy zajmuje jak dotąd najbardziej (i za sobą skłóca) organizacje pracodawców i związki zawodowe. Zatrudniający tłumaczą, że bez uelastycznienia w czasach spowolnienia nie tylko nie mają szans na zwiększenie zatrudnienia, ale coraz trudniej jest im utrzymać także dotychczasową liczbę pracowników.

Związkowcy natomiast argumentują, że stosunki pracy są aż za nadto liberalne, a pojęcie elastyczności pracodawcy wykorzystują do tego, by móc zwalniać pracowników kiedy im przyjdzie na to ochota. Dla związkowców elastyczność, o jaką dopominają się przedsiębiorcy jest zaprzeczeniem poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji wśród pracowników. Tłumaczą też, że biznes często wykorzystuje idee elastyczności pracy do rugowania praw pracowniczych, ograniczania wypłat i zobowiązań zakładów pracy.

Kwestie te rozpatrywane są więc publicznie tylko z perspektywy rynku pracy i wpływu, jaki na decyzje pracodawców mieć mogą mniej sztywne i mniej kosztowne przepisy pracy. Nie zwraca się natomiast uwagi na wpływ, jaki bardziej elastyczny rynek pracy może mieć na konsumpcję. O wpływie tym przypomina prof. Andrzej Sławiński, dyrektor Instytutu Ekonomicznego Narodowego Banku Polskiego (IE NBP).

–  Liberalizacja rynku pracy ma wiele zalet, ale może też przynieść podobne efekty do tych, które pojawiły się w Niemczech w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy liberalizowano rynek pracy. Otóż równocześnie w sposób trwały obniżyło się tam tempo wzrostu płac. Wzrosły więc stopy oszczędności firm, ale popyt krajowy na ich towary i usługi był niski, bo niskie były dochody gospodarstw domowych.

Ubocznymi skutkami liberalizacji rynku pracy w Niemczech są więc: dobra sytuacja przedsiębiorstw i słaby popyt krajowy. Stąd też na rynkach europejskich pojawiła się niemiecka żywność i dobra konsumenckie, które jeszcze do niedawna nie były eksportowymi specjalnościami Niemiec.

Prof. Sławiński mówił o tym na spotkaniu Panelu Interpretacyjnego, jaki raz na kwartał organizuje prof. Jerzy Hausner przed publikacją raportów na temat sytuacji mikroekonomicznej, przygotowywanych przez zespół ekonomistów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Właśnie na tym spotkaniu prof. Sławiński powiedział, że uelastycznienie rynku pracy w Polsce może mieć podobny wpływ jak w Niemczech – mianowicie może osłabić popyt krajowy.

Najprawdopodobniej ta uwaga spowodowała, że w ostatnich rekomendacjach dla polityki gospodarczej, przygotowywanych także raz na kwartał, prof. Jerzy Hausner zastanawia się nad tą kwestią.

– Coraz bardziej zarysowuje się potrzeba zwrotu od działań koniunkturalnych, polegających na maksymalnym uelastycznianiu zatrudnienia, do działań strukturalnych, ukierunkowanych na podnoszenie poziomu kapitału ludzkiego, zdolności kreatywnych i przedsiębiorczych oraz produktywnego samozatrudnienia – pisze Hausner.

Zdaniem Hausnera należy rozważyć ustanowienie nowego, kompleksowego kodeksowego ustawodawstwa pracy, a nie tylko dokonywać cząstkowych i czasowych jego korekt.

Hausner zwraca także uwagę na jeszcze jeden problem związany z rynkiem pracy. Obecne uelastycznienie rynku pracy, powoduje, że praca jest nie tylko nisko opłacana, ale nie za bardzo opłaca się w nią inwestować. Poziom kapitału ludzkiego dostosowuje się do poziomu wynagradzania, a w ślad za tym idą możliwe wymagania i uzasadnione nakłady.

A dzieje się to w sytuacji wysokiego bezrobocia strukturalnego, które prowadzi do znaczącego poziomu emigracji zarobkowej. Emigrują osoby najbardziej przedsiębiorcze, w tym także szczególnie utalentowane i już o wysokich kwalifikacjach zawodowych. To nie jest tylko drenaż rąk do pracy, ale także mózgów. Jakość krajowego zasobu pracy słabnie. W sumie powoduje to znaczący odpływ kapitału ludzkiego oraz redukcję naszego potencjału rozwojowego, w tym możliwości eksportowych.

Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK, przypomina, że z badań MFW wynika, iż rynek pracy należy liberalizować, ale nie w sytuacji wyraźnego spowolnienia gospodarczego, właśnie ze względu na wpływ jaki może mieć to na osłabienie konsumpcji indywidualnej. Zwraca też uwagę na to, co dzieje się w Chinach, gdzie zaczęto podnosić płace, by przesterować gospodarkę na rynek krajowy. Do tej pory siłą napędową gospodarki chińskiej był eksport, teraz władze przez zwiększenie dochodów do dyspozycji chcą zwiększyć znaczenie popytu wewnętrznego.

– Model wzrostu oparty tylko na eksporcie wyczerpuje się, ale Polsce nadal jeszcze daleko do konsekwencji, jakie spotkały gospodarkę niemiecką. Mamy więcej możliwości budowania popytu wewnętrznego niż Niemcy. Jednym z filarów są wciąż inwestycje infrastrukturalne i inne, dzięki którym zmniejszamy zacofanie cywilizacyjne – uważa Tomasz Kaczor.

Upowszechnianie się elastyczności na rynku pracy faktycznie zmniejsza popyt, gdyż zmniejszają się dochody do dyspozycji. Ale przynosi też jeszcze inne – nawet groźniejsze skutki – uważa Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE.

– Zbytnia elastyczność aktywności zawodowej wywołuje poczucie tymczasowości. A to oznacza, że trudno planować na dłużej, brać na siebie zobowiązania tak finansowe, jak i rodzinne. Poza tym nie wszyscy umieją pracować „projektowo”. Liberalizacja stosunków pracy utrwali  słabą mobilność pracowników w kraju i brak postępu w dostosowywaniu popytu i podaży na rynku pracy. Niskie stawki nie dają możliwości utrzymania się w innych regionach kraju, więc zamiast migracji wewnętrznej – krajowej, rozwija się zagraniczna – tłumaczy ekonomista.

Ekonomiści nie są przeciwni uelastycznieniu rynku pracy. Obawiają się jedynie, że zmiany w kodeksie pracy będą jedynymi, jakie w najbliższym czasie zostaną wprowadzone w życie, a to nie zmieni problemów ze strukturalnym bezrobociem, ani z niskim wskaźnikiem aktywności zawodowej Polaków.

OF

Prof. Andrzej Sławiński uważa, że uelastycznienie rynku pracy może osłabić popyt krajowy. (Fot. OF)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Długofalowe skutki zamykania szkół

Kategoria: VoxEU
Badanie sugeruje, że zamykanie szkół i placówek świadczących opiekę nad dziećmi ma w dłuższym okresie znaczący negatywny wpływ na poziom kapitału ludzkiego i dobrobytu dotkniętych tym dzieci, a w szczególności dzieci z gospodarstw domowych o niższym statusie społeczno-ekonomicznym.
Długofalowe skutki zamykania szkół

Uchodźcy na rynku pracy: bilans na plus i liczne wyzwania

Kategoria: Analizy
Napływ obywateli Ukrainy do Polski może się okazać zastrzykiem kapitału ludzkiego dla niektórych branż, borykających się z brakami kadrowymi. Jednak kobiety i dzieci nie wypełnią wakatów w budownictwie i przemyśle.
Uchodźcy na rynku pracy: bilans na plus i liczne wyzwania

Wartość ludzkiego życia

Kategoria: Społeczeństwo
Życie ludzkie jest bezcenne. Jest za to stale wyceniane przez sądy, biznes czy władzę. W jaki sposób? O tym traktuje książka "Ultimate Price: The Value We Place on Life" Howarda Stevena Friedmana.
Wartość ludzkiego życia