Autor: Jan Cipiur

Dziennikarz ekonomiczny, publicysta Studia Opinii

Praca zamiast kapitału

Głos zabierają dyletanci i ignoranci. Mówią o wzroście płac, prowadzącym do wzrostu popytu konsumpcyjnego i zapewniającym tym samym (rzekomo) bodziec rozwojowy dla gospodarki. Zapominają o konkurencyjności, a przede wszystkim o tym, że z braku kapitału głównym źródłem rozwoju jest w Polsce praca.
Praca zamiast kapitału

Jan Cipiur

Zmniejszenie konkurencyjności polskiej gospodarki poprzez wzrost kosztów wynagrodzeń, a tym samym kosztów pracy bez adekwatnego wzrostu wydajności stępi, a nie wyostrzy, impuls rozwojowy, a tym samym odda społeczeństwu i krajowi niedźwiedzią przysługę.

Droższa praca, to droższe towary i usługi (dzieła tej pracy), a droższe rzeczy sprzedają się gorzej, niż takie same a tańsze, zaś towar niesprzedany i zalegający w magazynach nie przekształca się w gotówkę, z której wypłaca się m.in. pensje.

Alternatywnym (w istocie co najmniej równoległym, a wręcz najważniejszym) źródłem rozwoju jest kapitał zastępujący pracę, tak jak mechaniczna koparka zastępuje łopatę poruszaną siłą mięśni. Kapitału nie ma w Polsce w wystarczającej wielkości i musimy go sprowadzać z zagranicy. W tym sensie procesy globalizacyjne, które otworzyły bramy przed kapitałem zamkniętym przedtem w granicach państw, były dobrodziejstwem dla Polski i innych państw aspirujących. Kapitał zewnętrzny nie kieruje się jednak żadnymi sentymentami – wykorzystuje to co nadaje się do wykorzystania, a więc w naszym polskim przypadku (ale także chińskim, wietnamskim, tureckim i kilkudziesięciu innych  państw) relatywnie tanią pracę, bo nowinek i najwyższych technologii u nas raczej niewiele.

Skąd czerpiemy kapitał pokazuje wskaźnik zwany międzynarodową pozycją inwestycyjną netto. Jeśli jest ujemny to Polska (państwo, przedsiębiorcy i obywatele) są dłużnikami zagranicy, ponieważ pożyczyliśmy od kogoś w sumie więcej pieniędzy niż sami pożyczyliśmy komuś.

Dane na temat międzynarodowej pozycji inwestycyjnej gromadzi i weryfikuje NBP. Zdrowy rozsądek podpowiada, że międzynarodowa pozycja inwestycyjna Polski może być wyłącznie ujemna. W 1997 r. wynosiła w przeliczeniu na złote 107,4 mld zł, a w 2012 r. już ponad bilion złotych (1057 mld), czyli z grubsza 2/3 rocznego PKB kraju. Tyle sprowadziliśmy per saldo kapitału do Polski. W istocie więcej. Import kapitału wyniósł w 2012 roku 1737 mld zł, eksport i rezerwy oficjalne razem 680 mld zł, a zatem saldo zamknęło się wymienioną przed momentem kwotą 1057 mld zł.

Kapitału nikt nie udostępnia za darmo. Załóżmy, że jego cena wyrażona w oprocentowaniu pożyczek i kredytów wynosi średnio 10 proc. Przy takiej cenie zapłaciliśmy w 2012 r. (także w formie niskich płac) za kapitały zagraniczne zaangażowane w Polsce co najmniej 100 mld zł, może więcej.

Im mniej będziemy konkurencyjni podwyższając płace bez poparcia we wzroście wydajności, tym intensywniej obracać się będziemy w błędnym kole niemożności ekonomicznej i tym więcej kapitału będziemy musieli sprowadzać na coraz gorszych warunkach dla podtrzymania już osiągniętego poziomu życia.

Na końcu tego łańcucha hipotetycznych (jak długo?) zdarzeń majaczy kolejna katastrofa. Trzeba przed nią przestrzegać nieustanie, bo w Polsce niemal nikt nie rozumie podstawowych nawet zasad, prawideł i uwarunkowań ekonomicznych, finansowych i biznesowych. Brak elementarnej choćby orientacji w tej najważniejszej dla ciała i ducha materii stał się nawet modnym przymiotem towarzyskim, choć nie odstręcza całych już tabunów „wujków dobra rada” od zabierania głosu i intensywnego celowania kulą w płot.

Ta rada nie w smak nikomu, ale trzeba nam więcej cierpliwości w osiąganiu kolejnych poziomów majętności, cokolwiek znaczy to słowo dla każdego z nas. Z drugiej wszakże strony powinniśmy z coraz większą niecierpliwością domagać się od rządzących w każdej z trzech władz (ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej) większego szacunku dla naszych indywidualnych i zbiorowych wysiłków codziennych w pracy na umowie i bez oraz dla naszej dużej ciągle wytrzymałości i tolerancji dla pleniącego się w Polsce nieudacznictwa.

Nie ma potrzeby, żeby zapracowywać się na śmierć. Kapitał można gromadzić także pomysłowością i przemyślnością zwaną przedsiębiorczością. Po raz enty powtórzyć wypada, że marnotrawimy w Polsce przeogromny potencjał w wyniku skandalicznie niskiej pewności tzw. obrotu gospodarczego. Człowiek niesłusznie (przynajmniej jego zdaniem) zwolniony z pracy lub wykorzystywany nielegalnie przez szefa prędzej wpadnie w depresję i trwałe bezrobocie, niż doczeka się prawomocnego orzeczenia sądowego w swojej sprawie. Jeszcze gorzej mają przedsiębiorcy czekający długimi latami na rozwiązywanie sporów ze sobą i administracją państwową.

Systematyczny i nieustanny przegląd prawa pod kątem przepisów niepotrzebnych, powielających się, źle i niezrozumiale sformułowanych, sprzecznych wewnętrznie i z innymi regulacjami oraz naprawa prokuratur i sądów nie kosztowałaby dziesiątków miliardów, a nie możemy się doczekać choćby deklaracji w tym zakresie.

Rządzący wolą płacić haracz za kapitał z zagranicy, niż stwarzać warunki do jego akumulacji w kraju. To powinni zrozumieć ci którzy bajdurzą i chrzanią jak najęci w tych dniach w sprawie kosztów pracy.

OF

Jan Cipiur

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Praca coraz bardziej zdalna

Kategoria: Trendy gospodarcze
Znaczenie pracy zdalnej rośnie od wielu lat, a obecny kryzys ewidentnie ten trend wzmacnia. Całkowite przejście na taki tryb działań jest dla większości firm mało prawdopodobne. Nową normą stanie się elastyczna praca, a będą ją wykonywać przedstawiciele Generacji Flex.
Praca coraz bardziej zdalna

W migrację trzeba inwestować

Kategoria: Makroekonomia
Polska gospodarka korzysta na napływie pracowników z zagranicy, jednak państwo musi zainwestować w politykę migracyjną, by sytuacja się nie odwróciła. Wspieranie mobilności wewnętrznej może pomagać w równoważeniu nadwyżek i niedoborów siły roboczej, ale wymaga analizy skutków dla lokalnych rynków.
W migrację trzeba inwestować

Więcej Polaków może pracować, jeśli im się to ułatwi

Kategoria: Pracownicy NBP
Podaż pracy, czyli liczba osób aktywnych zawodowo, zmniejsza się o około 100 tys. rocznie. Do zrównoważenia ubytku wystarczyłby jednak wzrost współczynnika aktywności zawodowej o 0,3 punktu proc. – mówią dr Katarzyna Saczuk i dr Robert Wyszyński z Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.
Więcej Polaków może pracować, jeśli im się to ułatwi