• Marek Chądzyński

Droga ropa przyspieszyła wzrost cen

13.01.2011
Ceny paliw wzrosły w grudniu o 14,4 proc. rok do roku i były jedną z głównych przyczyn wzrostu rocznej inflacji do 3,1 proc. W ciągu dwóch-trzech miesięcy ceny konsumpcyjne mogą wypaść poza pasmo dopuszczalnych wahań od celu inflacyjnego NBP, bo przed nami czas drogiej benzyny i żywności.


Ceny ropy, które rosną niemal nieprzerwanie od początku września ubiegłego roku, to główna przyczyna skoku detalicznych cen paliw na polskich stacjach benzynowych w grudniu. Według danych zbieranych przez firmę e-petrol.pl średnia cena etyliny 95 wzrosła z 4,73 zł za litr w pierwszym tygodniu grudnia do 4,85 zł na koniec miesiąca. O 10 groszy podrożał litr etyliny 98, o 12 groszy – oleju napędowego. Taka zmiana musiała mieć wpływ na inflację, co potwierdziły czwartkowe dane GUS. Według nich paliwa zdrożały w ciągu miesiąca o 5,1 proc. Ceny w transporcie wzrosły przez to w grudniu o 2,6 proc.

Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl uspokaja jednak, że dynamika wzrostu cen ropy powinna wyhamować. W czwartek rano za baryłkę ropy Brent w Londynie trzeba było płacić 97,5 dolara – o ponad jedną czwartą więcej, niż jeszcze cztery miesiące temu. – Na początku roku pojawiły się prognozy zapowiadające cenę 100 dolarów za baryłkę, więc na dalsze wzrosty cen ropy jest już coraz mniej miejsca. Teraz należałoby oczekiwać korekty – mówi Jakub Bogucki.

W hamowanie cen paliw wierzy Katarzyna Hyż, ekonomistka PKO BP. Jak mówi nie ma fundamentalnych powodów, by ropa na świecie nadal drożała w takim tempie, jak w ostatnich trzech miesiącach. Pozytywny wpływ na ceny krajowe może mieć umocnienie złotego.

– Poza tym gospodarka nieco wytraci impet wzrostu w I połowie roku, więc zapotrzebowanie na surowce może spaść, a niższy popyt zmniejszy presję na wzrost cen – mówi.

Przerwa we wzroście cen ropy powinna też oznaczać mniejszą presję na detaliczne ceny paliw. Z analiz e-petrol wynika, że w drugiej połowie stycznia etylina 95 może kosztować do 4,95 zł za litr, etylina 98 około 5,11 zł. Cena oleju napędowego może się mieścić w przedziale 4,60-4,78 zł.

Żywność – poważniejszy problem

Drugim motorem grudniowego wzrostu inflacji były coraz wyższe ceny żywności. Według GUS wzrosły one o 4,3 proc. rok do roku, najbardziej podrożały warzywa, bo aż o 19,9 proc.

Świat ma problem z drożejącą żywnością już od kilku miesięcy. Niższe zbiory spowodowane klęskami żywiołowymi u dużych producentów rolnych – jak Rosja – spowodowały zmniejszenie podaży surowców. Podbijaniu cen sprzyja też duża ilość taniego kapitału finansowego, jaki trafia na rynek m.in. dzięki luźnej polityce pieniężnej amerykańskiej Fed.

– Do czasu zakończenia luzowania ilościowego stosowanego przez Fed ceny na rynkach surowców rolnych mogą się utrzymywać na wysokim poziomie. Bo nie ma żadnego fundamentalnego uzasadnienia takiego wzrostu cen – mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Dlatego ekonomiści uważają, że przed nami co najmniej kilka miesięcy z drogą żywnością.

– Spodziewamy się przyspieszenia tempa wzrostu cen żywności, średnio w tym roku mogą one wzrosnąć o 4 proc. Dla porównania w 2010 roku było to 2,8 proc. – mówi Katarzyna Hyż. Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ dodaje, że żywność będzie drożeć w pierwszej połowie roku 2011, a apogeum tego zjawiska przypadnie na maj. Wtedy ceny mogą być wyższe o około 6 proc. licząc rok do roku.

Co podrożeje w pierwszej kolejności? Według ekonomisty BGŻ nadal będą drożeć warzywa i owoce oraz cukier.

– Możliwe są także dalsze wzrosty cen produktów mącznych, bo zależą od zbóż, a te na rynkach światowych są drogie. Jest ryzyko, że w połowie roku ceny produktów ze zbóż będą wyższe nawet o 7,5 proc. w skali rok do roku – uważa ekonomista.

Sytuacja na rynku zbóż może wywołać efekt domina: przez wyższe koszty produkcji (droższą paszę w hodowli) może podrożeć mięso. W ślad za zbożami droższe będą też rośliny oleiste. A to przełoży się na ceny oleju roślinnego i innych tłuszczy. Gdy zdrożeje margaryna w górę mogą też pójść ceny masła.

To wszystko bezpośrednio przełoży się na wzrost inflacji. Ceny żywności mają dziś ponad 24 proc. udział w wartości koszyka inflacyjnego.

– W tym roku inflacja może wzrosnąć do poziomu około 4 proc. Najprawdopodobniej stanie się to na początku drugiego kwartału. Potem presja na wzrost cen będzie nieco mniejsza, o ile nie będzie negatywnych zdarzeń w zbiorach warzyw i owoców – mówi Dariusz Winek.

Czy grozi nam efekt drugiej rundy

Na razie za wzrostem inflacji cen konsumpcyjnych (CPI) nie idzie jeszcze dynamiczny skok inflacji bazowej, do której bezpośrednio odnosi się polityka pieniężna. Ale może do tego dojść w perspektywie kilku miesięcy, gdy nastąpią tzw. efekty wtórne wzrostu cen żywności i paliw.

– Będzie to stopniowy proces. Jeśli CPI wzrośnie do 3,5 proc. w I kwartale inflacja bazowa wzrośnie do celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc., dopiero w II połowie roku – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Problemem może stać się tzw. efekt drugiej rundy. Gdy gospodarstwa domowe zauważą podwyżki cen – a w przypadku cen żywności następuje to szybko – to może się to przełożyć na żądania wyższych płac. – Zwłaszcza w takiej sytuacji jak nasza: wyższy wzrost gospodarczy przy stopniowej poprawie sytuacji na rynku pracy. Wyższe ceny żywności dziś to większe żądania płacowe za kilka miesięcy – mówi Piotr Bielski.

Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku, uważa, że na razie nie widać takiego zagrożenia.

– Żeby ryzyko efektu drugiej rundy się zmaterializowało musiałaby nastąpić poprawa sytuacji na rynku pracy. Ożywienie gospodarcze, które ma miejsce od kilku kwartałów nie przełożyło się jeszcze w takim stopniu na zatrudnienie. Stopa bezrobocia w grudniu była prawdopodobnie wyższa, niż rok wcześniej. Zatrudnienie rośnie, ale w zbyt wolnym tempie, żeby powodowało spadek bezrobocia. Dlatego ryzyko efektu drugiej rundy nie jest dziś głównym argumentem żeby zacieśniać politykę monetarną – mówi Jakub Borowski.

Ekonomista Invest-Banku, podobnie jak większość analityków, uważa, że Rada Polityki Pieniężnej nie będzie zwlekać z rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Jego zdaniem w RPP przeważy pogląd, że to ożywienie gospodarcze – a nie wysoka inflacja dziś – za jakiś czas przyczyni się do wzrostu presji płacowej.

– W drugiej połowie roku możemy mieć silniejszy spadek bezrobocia, jeśli przyspieszą inwestycje i nastąpi odpływ siły roboczej do Niemiec i Austrii. Presja inflacyjna może zacząć wówczas narastać. A trzeba pamiętać, że w polityce pieniężnej nic nie dzieje się z dnia na dzień: podwyżka stóp dziś to będzie miała wpływ na inflację za 5-7 kwartałów – mówi Jakub Borowski.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test