Globalny kapitalizm pożera demokrację

18.08.2019
Globalny kapitalizm to samo zło, więc lepiej żeby nadeszła burza ekosocjalizmu, która go zmiecie – przekonuje William Robinson w zbiorze esejów „Into the Tempest”.


William Robinson to w Polsce postać szerzej nieznana. Tymczasem od około 30 lat jest uznanym – w zachodnich kręgach intelektualnych – krytykiem globalnego kapitalizmu i uważany za ojca chrzestnego ruchu World Social Forum. Obecnie jest profesorem socjologii na University of California-Santa Barbara. W przeszłości pracował, co ciekawe, jako dziennikarz śledzczy. Jak do tej pory napisał kilka książek, m.in. „Latin America and Global Capitalism” (2008) czy „Global Capitalism and the Crisis of Humanity” (2014).

Jego najnowsza książka „Into the Tempest: Essays on the New Global Capitalism” (Haymarket Books, Chicago, 2019) to – jak sam tytuł wskazuje – zbiór esejów na temat globalnego kapitalizmu, które Robinson popełnił na przestrzeni ostatnich kilku lat. Można je traktować jako wstęp do wymyślonych przez niego Critical Globalisation Studies – krytycznych studiów globalizacji. Niektóre eseje pochodzą nawet z 1996 r., ale większość jest dość świeża i świetnie oddaje to, co czołowy antyglobalista myśli o otaczającej nas rzeczywistości gospodarczej.

A ma o niej opinię nie najlepszą, mówiąc eufemistycznie. Z esejów Robinsona wyłania się obraz drapieżnego kapitalizmu.

„Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka.”

To fragment wiersza Jana Brzechwy pt. „Zoo”. Dla Robinsona globalny kapitalizm jest właśnie taki, jak ten dzik. Już w otwierającym książkę eseju „Globalisation: Nine theses on our epoch” wskazuje on, że na świecie toczy się wojna – przed którą nie ma ucieczki – między bogatą mniejszością a biedną większością, której spora część nie posiada żadnego kapitału, ani żadnej szansy na zmianę swojego statusu.

„Globalny kapitalizm niszczy wszystkie nierynkowe podmioty i struktury, które w przeszłości nakładały na niego ograniczenia. W każdym zakątku globu, w każdym aspekcie życia społecznego kapitalizmu jest coraz więcej. Państwo, społeczności lokalne i rodzina są rugowane ze swoich rewirów przez kapitalizm. Jak wskazuje James O’Connor, kapitalistyczna gospodarka dojrzewa, zmieniając się w kapitalistyczne społeczeństwo, a co za tym idzie również sfera prywatna zostaje coraz bardziej nasączona kapitalizmem” – uważa William Robinson. Jak dodaje, w sferze prywatnej coraz bardziej panoszą się konsumeryzm i indywidualizm.

Zdaniem Robinsona, kapitalizm zawsze był agresywny, ale w latach 70. XX wieku narodziła się jego nowa, jeszcze bardziej drapieżna odmiana. Do tego momentu globalny kapitalizm opierał się na systemach produkcyjnych, które funkcjonowały w ramach państw narodowych. W tamtym okresie te systemy zostały pocięte i sklejone na nowo ponad państwami, tworząc łańcuchy akumulacji bogactwa, często pozostające poza jakąkolwiek kontrolą – wskazuje Robinson. Rozwój nowych technologii informatycznych oczywiście uczynił ten proces możliwym, a na pewno przyczynił się do tego, że zaszedł on błyskawicznie.

Wraz z budową ponadnarodowych sieci produkcji i akumulacji bogactwa powstała klasa transnarodowych kapitalistów. Według Robinsona najłatwiej spotkać ich w takich miejscach, jak szczyt ekonomiczny w Davos oraz w organizacjach takich, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy World Economic Forum. To są tacy ludzie, jak meksykański miliarder Carlos Slim czy Hindus Lakshmi Mittal. Albo tacy, jak cytowany przez niego obszernie William J. Amelio, szef Lenovo. „Jestem Amerykaninem pracującym w Singapurze. Szef rady nadzorczej, który jest Chińczykiem, pracuje w Karolinie Północnej. Nasze spotkania wewnątrzfirmowe wyglądają niemal jak Zgromadzenie Ogólne ONZ. A nasze produkty powinny mieć metkę Made globally” – mówił Amelio. Sposób myślenia tej klasy pokazuje cytat z Carla Gerstackera, szefa Dow Chemical: „Śniłem o kupieniu wyspy, która jest niczyja. Przeniósłbym tam chętnie siedzibę Dow Chemical, by znajdowała się na neutralnym gruncie, poza kontrolą jakiegokolwiek państwa czy narodu”. Ci ludzie poruszają się ponad głowami polityków, mieszkają często poza granicami swojej ojczyzny, za pieniądze mogą wszystko. Zdaniem autora „Into the Tempest”, na razie członkowie tej klasy często nie zdają sobie sprawy, że do niej należą, albo nie czują braterstwa z innymi członkami, ale to się będzie zmieniało w kolejnych latach, jeśli globalny kapitalizm w obecnej formie będzie dalej funkcjonował.

Zresztą, wedle Robinsona pojawi się nie tylko transnarodowa klasa społeczna, ale również transnarodowe państwo. Co nie oznacza, że państwa narodowe przestaną istnieć, czy staną się zupełnie nieprzydatne. Globalnemu kapitalizmowi będzie potrzebna ich szczątkowa władza, więc je wykorzysta – uważa Robinson. Są one mocno osadzone w geografii, na danych terytoriach, nie tak łatwo się ich pozbyć z map. One będą pełniły liczne funkcje w wymiarze lokalnym, ale będą coraz częściej omijane przez ponadnarodowe sieci. „Państwa narodowe stoją w rozkroku między potrzebą promocji przepływu kapitału a potrzebą zachowania politycznej podmiotowości” – wskazuje precyzyjnie problem autor książki „Into the Tempest”. Warto zwrócić uwagę, że Robinson właśnie z wyżej wymienionych powodów jest krytykiem neomarksizmu, wciąż pokładającego nadzieje w państwie narodowym.

Zdaniem autora „Into the Tempest”, globalny kapitalizm przyczynia się do tego, iż świat staje się coraz bardziej antydemokratyczny. „Już pod koniec XX w. 400 ponadnarodowych korporacji dysponowało około 66 proc. aktywów i kontrolowało 70 proc. światowego handlu. To oznacza, że globalny krwioobieg gospodarczy jest kontrolowany od kilkunastu co najmniej lat. Koncentracja władzy gospodarczej musi prowadzić prędzej czy później do koncentracji władzy politycznej. W takich okolicznościach mówienie o demokracji jest bezprzedmiotowe” – utyskuje Robinson.

William Robinson zwraca również uwagę na to, jak zmienia się status pracownika w rzeczywistości globalnego kapitalizmu. Obecnie, pod wpływem zjawiska masowej migracji, istnieją dwa rodzaje pracownika: imigrant i obywatel. I te dwie kategorie znacznie się od siebie różnią. Kategoria pracowników-imigrantów to nowa kasta społeczna, która jest pozbawiona większości praw, ale za to otrzymuje możliwość zarabiania pieniędzy.

Czy Robinson ogranicza się do narzekania, czy może chce jakiejś zmiany systemu? Bezsprzecznie to drugie. Wskazuje na to tytuł zbioru esejów. „The Tempest” („Burza”) to jedna ze sztuk Williama Shakespeare’a, która jest alegorią burzenia obowiązującego ładu społecznego. Robinson marzy o wyemancypowaniu się biedniejszej części społeczeństwa z globalnego kapitalizmu w kierunku ekosocjalizmu. Problem w tym, że nie opisuje w jaki sposób ma to nastąpić, poza wzmianką, że najpierw – oczywiście – z kapitalizmu muszą się wyemancypować światli ludzie, czyli naukowcy, a potem klasa robotników-imigrantów, to tam powinien zacząć się bunt.

Rolę załącznika pełni wywiad z Robinsonem, przeprowadzony w 2017 r. Antyglobalista opowiada w nim o tym, co ukształtowało jego sposób myślenia: nauka w Afryce i praca reporterska w Nikaragui. Po tych epizodach zajął się działalnością naukową i skupił na drążeniu tematu nierówności w Ameryce Łacińskiej. W wywiadzie wykładowca University of California-Santa Barbara podkreśla, że wielu jego oponentów lekceważy jego empiryczne doświadczenie, które – jak podkreśla – jest bardzo cenne.

Wobec książki Robinsona można wysunąć poważny zarzut. Przedstawia on bardzo stronniczo wszystkie osiągnięcia globalnego kapitalizmu w zakresie niwelowania ubóstwa i nierówności na całym świecie. Wzrost realnych płac, szczególnie w miastach, w ciągu ostatnich 30 – 40 lat był znaczący. Szacuje się, że na przestrzeni 25 lat z biedy wyszło około 800 mln Chińczyków – właśnie dzięki włączeniu się Chin do globalnego łańcucha produkcji i konsumpcji. To jest tak poważne oskarżenie, że niemal dyskredytuje resztę książki. Śmieszyć może również straszenie neofaszystowską prawicą (i Donaldem Trumpem, a jakże!), która według niego może dorwać się do sterów ponadnarodowego państwa, podczas gdy nawet normalna prawica w wielu krajach jest zepchnięta na margines życia politycznego. Tym niemniej, jeśli ktoś jest zainteresowany spojrzeniem na globalny kapitalizm oczami antyglobalisty erudyty sprawnie posługującego się piórem, to „Into the Tempest” jest z pewnością pozycją godną polecenia.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test