Kres spadkowych przywilejów niemieckich „średniaków”

14.01.2015
Przemysł Niemiec familią stoi. Aż 95 proc. tamtejszych firm to przedsięwzięcia rodzinne tworzące 60 proc. miejsc pracy oskładkowanych w pełnym wymiarze. Kanclerz Merkel podkreśla, że są one kręgosłupem niemieckiej gospodarki więc nie dziwi, że cieszą się względami. Trybunał Konstytucyjny orzekł jednak, że na atrakcyjności straci wielce dla nich istotny przywilej spadkowy.

(CC By NC SA gynti_46)


W niemieckim prawie spadkowym (Erbschaftsteuer- und Schenkungsteuergesetz – ErbStG) obowiązuje od 2009 r. zasada, że własność firmy może być przekazana następcom bez żadnego podatku, o ile sukcesor (sukcesorzy) będą utrzymywać biznes przez 7 lat i nie doprowadzą do zwolnień znacznej liczby pracowników. Podatek spadkowy płacony jest wyłącznie od wartości niebiznesowych, czyli dóbr zgromadzonych przez przedsiębiorcę ku własnej wygodzie i dla zbytku. Wartość aktywów niebiznesowych zwolniona od podatku spadkowego jest duża. W przypadku małżonków wynosi 500 tys. euro, a dla dzieci 400 tys. euro.

17 grudnia niemiecki Trybunał Konstytucyjny (Bundesverfassungsgericht) orzekł na wniosek Federalnego Sądu Najwyższego ds. Finansów (Bundesfinanzhof), że niektóre przepisy prawa spadkowego ErbStG są niekonstytucyjne i dał legislaturze (Bundestag) czas do połowy 2016 r. na ich dostosowanie do litery i ducha niemieckiej ustawy zasadniczej. Trybunał uznał, że przywileje podatkowe związane ze spadkobraniem i darowiznami są nazbyt blankietowe, tzn. nie uwzględniają rzeczywistej sytuacji finansowej beneficjenta oraz stanu w jakim jest firma będąca przedmiotem spadku lub darowizny. Sędziowie podkreślili przy tym, że nie kwestionują uprawnień ustawodawcy do wspierania za pomocą rozwiązań podatkowych zamierzeń leżących poza wąsko rozumianym celem fiskalnym, lecz wskazali, że swoboda wyznaczania takich celów ma ograniczenie w postaci konieczności przestrzegania zasady równości.

Źródłem postępowania i orzeczenia był pozew pewnego niemieckiego spadkobiercy, który odziedziczył masą spadkową składającą się z pieniędzy złożonych na rachunkach bankowych oraz należności w urzędzie skarbowym (zwrot podatku). Na podstawie obowiązujących widełek fiskus wymierzył mu od tych środków podatek w wysokości 30 proc., a spadkobierca poczuł się dyskryminowany, bowiem gdyby zamiast pieniędzy dostał w spadku firmę, to nie uiściłby ani feniga (czyt. eurocenta) daniny. Sprawa zaczęła się w 2009 r. i przechodziła przez kolejne instancje aż weszła na wokandę obrońców konstytucji z Karlsruhe. Wnioskodawca, tj. Bundesfinanzhof, podejrzewał m.in., że właściciele przedsiębiorstw cieszą się zbyt dużą łatwością przekształcania aktywów prywatnych w niepodlegające opodatkowaniu aktywa biznesowe.

Ośmioosobowy skład sędziowski Trybunału wskazał jednomyślnie, że ochrona podatkowa powinna dotyczyć przede wszystkim małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) zarządzanych bezpośrednio przez właścicieli. Niebudzącym zastrzeżeń Trybunału uzasadnieniem preferencji dla MSP jest zapewnienie ciągłości ich działalności i zachowanie miejsc pracy. Zdaniem sędziów wadą niekonstytucyjności obarczone są więc przepisy, zgodnie z którymi zwolnienia podatkowe obowiązują niezależnie od rozmiarów firmy rodzinnej i od jej sytuacji finansowej.

Zgodnie z wolą Trybunału skorygowane muszą być także przepisy przyznające zwolnienia podatkowe w przypadku tzw. aktywów nieoperacyjnych, czyli nieistotnych z punktu widzenia bieżącej działalności przedsiębiorstwa. Aktywami nieoperacyjnym mogą być np. nieruchomości (ziemie, pałace itp.), a pełne zwolnienia podatkowe obowiązują teraz przy spadkobraniu i przyjmowaniu darowizn, jeśli aktywa nieoperacyjne stanowią do 50 proc. masy spadkowej/darowizny.

Trybunał stwierdził ponadto, że standardu konstytucyjnego nie dotrzymują także przepisy spadkowe, zgodnie z którymi firmy rodzinne zatrudniające do 20 pracowników nie muszą (tak jak większe firmy) wykazywać, że poddały się rygorowi utrzymywania poprzedniego stanu zatrudnienia i wielkości funduszu płac. Sędziowie podkreślili w tym miejscu, że do 20 osób zatrudnia w Niemczech aż 90 proc. podmiotów gospodarczych i zauważyli mimochodem, że krwiopijcami nie muszą być wyłącznie wielkie koncerny, ale także drobni kapitaliści. Zaostrzenie rygorów, a zapewne także obciążeń podatkowych dotknie zatem zarówno firmy duże, jak i te najmniejsze. Orzeczenie już budzi ostry sprzeciw i w trakcie prac nad nakazanymi przez Trybunał zmianami prawa napotka z pewnością silny opór kręgów biznesowych.

Ukryci mistrzowie i rodzinni giganci

Według wąskiej definicji, firma rodzinna w Niemczech to taka, która należy przynajmniej w połowie plus jeden udział do jednej osoby lub grupy rodzinnej i jest zarządzana przez tegoż właściciela lub członków danej rodziny.  (>>zobacz: polskie firmy rodzinne). W szerszej definicji warunek bezpośredniego zaangażowania właścicieli w zarządzanie i w ogóle działalność przedsiębiorstwa jest pomijany, a to nie spodobało się Trybunałowi.

Państwo niemieckie nie tyle dba, co wręcz hołubi niemiecki biznes familijny. Jest on podporą tamtejszej gospodarki, co odróżnia ją od gospodarek większości pozostałych państw Zachodu, gdzie prym wiodą spółki o rozproszonej własności, ale firmy rodzinne też oczywiście funkcjonują. Wyróżnikiem, dumą i ostoją Niemiec jest natomiast Mittelstand (dosłownie: stan średni, mieszczaństwo), czyli bardzo liczne firmy średnie i małe rozmiarami, ale jednocześnie wielkie i duże sukcesami na rynkach całego świata. Mittelstand jest w dużej części we władaniu rodzinnym. Przedsiębiorstwa zaliczane do tej kategorii liczą do 500 pracowników. Umownym pułapem Mittelstand są przychody roczne w wysokości 50 mln euro.

Fenomenem niemieckim są tzw. „ukryci mistrzowie” (hidden champions). Termin ten został ukuty przez niemieckiego guru organizacji Hermanna Simona, który określa tak firmy spełniające trzy warunki. Hidden champion jest w pierwszej trójce w swojej części rynku globalnego lub jest liderem kontynentalnym w swojej specjalności. Przychody takiego mistrza nie przekraczają 5 mld euro rocznie i jest nieznany szerszej publiczności. Simon wyodrębnił w I dekadzie obecnego stulecia 2746 takich ukrytych mistrzów, z czego niemal połowa (1307) to firmy niemieckie, które w tejże I dekadzie stworzyły tam aż jeden milion nowych miejsc pracy. Bardzo wiele, a zapewne nawet większość niemieckich ukrytych mistrzów to firmy rodzinne z grupy Mittelstand. (>>czytaj też o polskich czempionach)

Kwitną też jednak w Niemczech wielkie firmy rodzinne, które wyszły z ram Mittelstand i urosły do ogromnych rozmiarów. Stało się tak nie tylko wskutek dobrego zarządzania, udanych posunięć rynkowych i przemyślanych inwestycji dokonanych we właściwym czasie, ale także dzięki rozwiązaniom podatkowym.

Według stuttgarckiego Instytutu Firm Rodzinnych (Instituts für Familienunternehmen), przychody 50 największych niemieckich firm rodzinnych wyniosły w 2013 r. 938 mld euro. Największa z nich to grupa Volkswagen (rodzina Porsche), a druga to BMW (członkowie familii Quandt). Wśród nieźle rozpoznawanych w Polsce wymienić można takich np. potentatów jak Aldi, Bertelsmann, Henkel, Liebherr, Knauf Gips, Rossmann, Deichmann, czy Dachser.

Rozmiary i znaczenie „rodzinnej działalności gospodarczej” w Niemczech uświadamia informacja, że PKN Orlen – największy polski koncern, który swoją „wielkość’ zawdzięcza głównie bardzo wysokim cenom ropy naftowej, zająłby w rankingu największych pod względem przychodów firm rodzinnych Niemiec dopiero 8 miejsce.

Firmy rodzinne postrzegane są przez nieznające sprawy osoby postronne jako kunktatorskie, powolniejsze, ostrożniejsze, mniej innowacyjne od rzutkich w ich mniemaniu, odważnych i wręcz przebojowych spółek należących do rozproszonego akcjonariatu. Wyobrażenia te rozmijają się jednak z rzeczywistością. Grupa badaczy z Centrum Studiów nad Przedsiębiorczością i Finansami Politechniki Monachijskiej prześledziła wyniki i dane firm z frankfurckiego indeksu giełdowego CDAX za okres 1998-2008. Ustalono, że definicję firmy rodzinnej spełnia niemal połowa umieszczonych w nim przedsiębiorstw z sektora niefinansowego. Okazało się, że firmy rodzinne są mniejsze, młodsze i mają wskaźniki kapitałowe korzystniejsze (bezpieczniejsze) od pozostałych firm z indeksu CDAX.

Autorzy pracy pt. „Börsennotierte Familienunternehmen in Deutschland” podkreślają, że na podstawie własnych badań potwierdzić mogą wcześniejsze doniesienia naukowe, że własność i zarząd rodzinny pozytywnie wpływa na wyniki operacyjne przedsiębiorstw. Wskazują, że firmy rodzinne lepiej reagują na sygnały rynkowe od swoich nierodzinnych konkurentów.

Przemysł lobbuje za przywilejami

Hałas w niemieckich kręgach przemysłowych wywołały już pierwszy o wątpliwościach sędziów z Bundesfinanzhof w sprawie dobrodziejstw prawa spadkowego. Monachijski instytut badań gospodarczych Ifo ankietował wiosną 2014 r. ponad 1700 spółek niemieckich. Kierownictwa prawie dwóch trzecich oceniało, że zniesienie przywilejów w podatku spadkowym skończy się ograniczeniem inwestycji, a połowa uznała, że nadejdzie wówczas konieczność cięć w zatrudnieniu. Przepytani byli także następcy/spadkobiercy. Prawie połowa z nich podkreśliła, że gdyby nie zwolnienie z podatku spadkowego, byliby zmuszeni sprzedać dziedziczone przedsiębiorstwo, a przynajmniej jego część.

Niepewność dotycząca rozstrzygnięcia konstytucyjnego wywołała działania wyprzedzające. The Wall Street Journal przytoczył przykład założonej w 1780 r. firmy Europa-Park Gmbh prowadzącej parki rozrywki i produkującej ich wyposażenie. Jej klientami są m.in. rozsiane po świecie „Disneylandy”. Właściciele – bracia Roland (65 lat) i Jürgen (56 lat) Mack przekazali latem 2014 r. część udziałów swoim dzieciom (darowizna taka traktowana jest w Niemczech na równi ze spadkiem). Roland Mack powiedział w związku z tym, że „nie chodzi tu o mnie, a o przyszłość naszej gospodarki”. Inne źródła potwierdzają, że postępowanie podobne do braci Mack narasta wielką falą.

Całkowite przychody podatkowe budżetu Republiki Federalnej wyniosły w 2013 r. 620 mld euro, a wpływy z samego tylko podatku spadkowego – 4,6 mld euro, czyli mniej niż 1 proc. całości. Trybunał konstytucyjny przytoczył w uzasadnieniu szacunek, że w jednym tylko 2012 r. firmy niemieckie otrzymały łączne zwolnienia podatkowe w wysokości prawie 40 mld euro.

Obywatele Niemiec cieszą się nadal szczodrością własnego państwa dobrobytu, ale czują, że nie jest to manna z nieba – w grupie państw najbardziej rozwiniętych ponoszą niemal największy ciężar podatkowy. W Niemczech udział podatku i składek na ubezpieczenie społeczne w wynagrodzeniu brutto samotnego i bezdzietnego pracownika wynosił w 2013 r. 39,6 proc., a wskaźnik ten wyższy był jedynie w Belgii (42,6 proc.).

Podatki i składki są na tyle wysokie i skutecznie pobierane, że jeśli nie zdarzy się jakiś niespodziewany zwrot koniunktury lub kataklizm, to w 2015 r. po raz pierwszy od 46 lat budżet federalny nie będzie wykazywał deficytu. W tej sytuacji dalsze podnoszenie podatków miałoby niewiele sensu. Taki jest obraz ogólny, choć lewa strona opinii publicznej i polityki niemieckiej woli go raczej nie dostrzegać.

Niemiecki biznes jest oczywiście przeciwny ograniczaniu spadkowych preferencji podatkowych. Prezes Federacji Przemysłu Niemieckiego BDI (Bundesverband der Deutschen Industrie) podkreślił na wieść o orzeczeniu Trybunału, że politycy niemieccy muszą dotrzymywać obietnic i umożliwiać następstwa generacyjne w firmach rodzinnych, bowiem przeszkody na tej drodze to zagrożenie dla inwestycji i miejsc pracy. Jest w tym nieco racji, bo rzadko kto trzyma w sejfach i na rachunkach miliony z myślą o ewentualności zapłacenia podatku spadkowego, więc w razie konieczności jego uiszczenia po przejęciu firmy jedynym wyjściem może być podział i sprzedaż części firmy lub wręcz pozbycie się jej w całości. Instytut badań nad Mittelstand (IfM) z Bonn szacuje tymczasem, że tylko do 2018 r. we władanie następnej generacji właścicieli przejść ma aż 135 tys. małych i średnich firm niemieckich.

Jest też jednak druga strona medalu, na którą w głosie odrębnym zwróciło uwagę troje sędziów Trybunału. Zgadzając się z orzeczeniem podkreślili, że podatek spadkowy nie służy wyłącznie zbieraniu dochodów do budżetu, lecz jest także narzędziem państwa socjalnego. Wskazali, że w 1993 r. 60 proc. całości niemieckich aktywów finansowych netto było w posiadaniu 18,4 proc. gospodarstw domowych. W 2007 r. te same 60 proc. było w posiadaniu już tylko 10 proc. gospodarstw. Podkreślili w tym świetle, że zwolnienia i wyłączenia podatkowe nie powinny prowadzić do koncentrowania bogactw w nielicznych rękach. Święta prawda, lecz pozostaje problem, jak nie zepsuć jednocześnie struktur ekonomicznych dostarczających dochodów będących źródłem wygody i przyjemności zapewnianych przez państwo socjalne?

Orzeczenie nie jest radykalne, więc nowe przepisy nie przewrócą wszystkiego do góry nogami. Trybunał wytknął przede wszystkim nadmierne preferencje dla dziedziców wielkich koncernów pozostających we władaniu rodzin. Nie nawołuje jednak do bezwzględnej likwidacji zwolnień, a do sprawdzania za każdym razem, jak podatek spadkowy wpłynąłby w konkretnej sprawie na sytuację takiej wielkiej firmy. Łatwo powiedzieć, trudniej przeprowadzić, bo nieuniknionym skutkiem musi być bardzo bolesne dla wszystkich pogmatwanie prawa podatkowego.

Eksperci nie wiedzą oczywiście co postanowią władze i jakie projekty skierują do Bundestagu. Kreślą więc na razie dwa scenariusze generalne. Według pierwszego, nastąpiłoby zniesienie wszelkich preferencji podatkowych przy spadkobraniu firm i ustalona zostałaby jedna, niższa od obecnej stawka podatkowa jednakowa dla aktywów biznesowych i prywatnych. Drugi scenariusz zakłada jakieś zmiany w preferencjach podatkowych przysługujących spadkobiercom i ten wydaje się obserwatorom prawdopodobniejszy. Konsekwencją rozsądnego skądinąd orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego będzie zatem zapewne więcej biurokracji, więcej zamętu w prawie, a także więcej zarobku dla prawników i doradców podatkowych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test