Lewicowy guru tęskni za american dream

03.12.2017
Amerykański sen się skończył. Gospodarka USA jedzie na bezdechu, zaraz może się zacząć koszmar – twierdzi znany filozof lewicowy Noam Chomsky w swojej najnowszej książce „Requiem for the American Dream”. Intelektualny guru socjalistów nie daje jednak żadnych recept, jak Ameryka mogłaby się obudzić.  


Noam Chomsky – to nazwisko z pewnością wielu kojarzy z lewą stroną sceny politycznej i intelektualnej. I słusznie. Chomsky (rocznik 1928) jest profesorem językoznawstwa na szacownej uczelni Massachusetts Institute of Technology (pracuje na niej od ponad 62 lat), członkiem Amerykańskiej Akademii Nauk, ale także filozofem i działaczem politycznym. Dość często wypowiada się on na różne sposoby (występy w telewizji, eseje w prasie) na tematy polityczne.

Niedawno Chomsky postanowił w nieco bardziej pogłębiony sposób wypowiedzieć się na temat kondycji gospodarczej USA. Najpierw w 2015 roku – z pomocą dawców kapitału z serwisu Kickstarter – wyprodukował film „Requiem dla amerykańskiego snu” (reżyserii podjęli się Peter D. Hutchison, Kelly Nyks oraz Jared P. Scott), który jest zbiorem jego najważniejszych wypowiedzi z wywiadu-rzeki na temat umierającego American Dream („tylko w USA jest możliwa droga od pucybuta do milionera”). W tym roku wydał zaś postscriptum do filmu, książkę „Requiem for the American Dream: The 10 Principles of Concentration of Wealth and Power” („Requiem dla amerykańskiego snu: 10 zasad koncentracji majątku i władzy”, Seven Stories Press, 2017).

Chomsky w swojej publikacji przekonuje, że amerykański sen dogorywa na naszych oczach. Klasa średnia i najniższe warstwy społeczeństwa nie bogacą się. Ze wzrostu gospodarczego korzystają tylko najbardziej zamożni. Zdaniem Chomsky’ego dzieje się tak, bo we współczesnej Ameryce obowiązuje 10 zasad (którymi kierują się elity ekonomiczne i polityczne oraz podległe im instytucje) mających prowadzić do koncentracji władzy i bogactwa. Redukcja demokracji, wyższe obciążenia podatkowe nałożone na biednych i klasę średnią, swoboda finansowania partii i polityków przez wielki kapitał, parasol ochronny regulatorów rozciągnięty nad instytucjami finansowymi – to kilka najważniejszych z nich. Każdej z tych zasad Chomsky poświęca jeden obszerny rozdział swojej książki.

Filozof zwraca uwagę, że amerykański sen zawsze był do pewnego stopnia mitem, ale obecnie jest nim w o wiele większym stopniu niż kilka dekad temu (kiedy rzeczywiście były możliwe przypadki kariery od pucybuta do milionera albo chociaż od pucybuta do przedstawiciela stabilnej klasy średniej). Chomsky podkreśla również, że historia USA jest jedną wielką wojną między siłami prodemokratycznymi (chcącymi zmniejszać nierówności) a prooligarchicznymi (dążącymi do umacniania władzy polityczno-ekonomicznej wybranej grupy) i obecnie te drugie zaczynają wygrywać. Według Chomsky’ego jest to szczególnie widoczne w zakresie finansowania polityki: wybory może wygrać tylko ta partia, która wejdzie de facto w sojusz z wielkimi korporacjami i otrzyma od nich sowite przelewy w zamian za złożenie obietnic dotyczących np. powyborczych zmian w prawie.

Co ciekawe, Chomsky – mimo że jego poglądy można określić jako skrajnie lewicowe – wcale nie chce totalnej demokratyzacji życia ekonomicznego i publicznego. Przyznaje, że totalna władza najbiedniejszych może prowadzić do naruszania jednego z podstawowych praw człowieka, którym jest prawo własności. Według niego jednak system polityczny współczesnej Ameryki wynaturzył się i – coraz bardziej oddalając się od konsensusu wypracowanego przez Ojców Założycieli – zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku dyktatury oligarchicznej, pod rządami której nierówności prawdopodobnie będą się powiększać.

Profesor MIT uważa, że coś złego stało się z gospodarką USA, skoro 21 proc. PKB wypracowywane jest w sektorze finansowym, podczas gdy w 1950 roku było to 11 proc. (dominował wtedy przemysł). Jest to następstwo finansjalizacji gospodarki i wyprowadzania miejsc pracy poza granice kraju w ramach wolności przepływu kapitału – wskazuje Chomsky. „Obecnie najlepiej zarabiają nie lekarze czy inżynierowie, którzy posiadają bardzo przydatne społecznie umiejętności, ale finansiści, którzy najczęściej stosują różne brudne sztuczki w oderwaniu od podstawowej etyki i moralności” – twierdzi Chomsky.

Co najgorsze, jak uważa Chomsky, w społeczeństwie amerykańskim brakuje nadziei. „W latach Wielkiego Kryzysu, a jestem na tyle stary, by to pamiętać, było o wiele ciężej niż teraz. Ale była nadzieja, było powszechne przekonanie, że ciężką pracą i wspólnym wysiłkiem wyjdziemy z tego dołka jako naród i państwo. Obecnie takiej nadziei nie widzę” – podkreśla.

Dużą zaletą książki Chomsky’ego jest uzupełnienie jej o materiały źródłowe. Gdy filozof powołuje się na dzieło jakiegoś ekonomisty czy polityka, na końcu rozdziału pojawiają się bonusy w postaci obszernych cytatów ze źródła. W konsekwencji czytelnik otrzymuje ekspresowy przegląd amerykańskiej myśli ekonomicznej i politycznej, od Jamesa Madisona, przez Malcolma X i Abrahama Lincolna, po Alana Greenspana, bez konieczności udawania się do biblioteki czy grzebania w internecie.

Czytając książkę Chomsky’ego, można jednak odnieść wrażenie, że brakuje jej pogłębionego spojrzenia. Na przykład oficjalne statystyki mówią, że coraz więcej amerykańskich przedsiębiorstw powraca do kraju, gdyż chińska praca nie jest już tak tania, jak jeszcze 10 lat temu – Chomsky celowo lub na skutek przeoczenia nie wspomina o tym ani słowem. Utyskuje, że z Pekinu do Astany można się dostać publicznym transportem szybciej i łatwiej niż z Nowego Jorku do Bostonu, ale nie wspomina nic o kosztach takich rozwiązań (tak jakby transport publiczny, ku uciesze najbiedniejszych, miał funkcjonować obowiązkowo, bez względu na rachunek ekonomiczny). Te przypadki nie dają zapomnieć, że mamy do czynienia z książką autorstwa filozofa i działacza politycznego, a nie niezależnego ekonomisty.

Inną wadą książki „Requiem for the American Dream” jest to, że nie proponuje ona żadnych konkretnych rozwiązań, nie niesie ze sobą nawet zalążków programu ekonomiczno-politycznego – co z pewnością będzie dużym rozczarowaniem dla zwolenników lewicy liberalnej. Pod koniec publikacji Chomsky konstatuje, że media społecznościowe są dobrym narzędziem organizacji i komunikacji – i czasami są skuteczną barykadą wobec machiny propagandowej najemnych agencji public relations – ale za ich pomocą nie dokona się „prawdziwej rewolucji”, bo nic nie zastąpi relacji międzyludzkich powstających podczas spotkań twarzą w twarz. Czyli co? „Młodzi, biedni, ruszcie się z kanap” – mówi Chomsky, podobnie do papieża Franciszka? Oto cała recepta na zmianę autorstwa guru amerykańskiej lewicy? Jeśli tak, słabo to wygląda…

„Requiem for the American Dream” jest dość ciekawym spojrzeniem na współczesną Amerykę i mechanizmy nią rządzące. Publikacja profesora MIT przynosi ze sobą kilka ciekawych przemyśleń i wskazuje wiele interesujących faktów, ale nie jest pozycją obowiązkową. Jest obciążona wadą, której można się było spodziewać: mimo że stara się zachować pozory obiektywizmu, jest subiektywna. Jest tylko testamentem guru amerykańskiej liberalnej lewicy. Ten guru z niejakim sentymentem spogląda w przeszłość, utyskuje na teraźniejszość i boi się przyszłości, ale nie zostawia niemal niczego potomnym. Jeśli ktoś zna dokładnie poglądy Noama Chomsky’ego, może darować sobie sięganie po tą publikację. Również ekonomiści nie znajdą w niej niczego zaskakującego ani ponadczasowego. A zwolennicy liberalnej lewicy poczują się po lekturze amerypozostawieni samym sobie wobec potężnego i rosnącego w siłę wroga…


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły