Państwowe fundusze inwestycyjne są narzędziem polityki zagranicznej

05.08.2018
Fundusze inwestycyjne kontrolowane przez państwa często podejmują działania, które mają mało wspólnego z lokowaniem kapitału, ale wiele z poszukiwaniem zysku w obszarze polityki zagranicznej. Widać to szczególnie w działalności podmiotów rosyjskich i chińskich, pisze Tomasz Kamiński w książce „Pieniądze w służbie dyplomacji”.


Wiosna 2007 roku. Na okładce Financial Times pojawia się informacja: chiński fundusz China Investment Corp., kontrolowany przez państwo, obejmie udziały w amerykańskim funduszu Blackstone. Kwota transakcji pobudza wyobraźnię – 3 mld dol. Kilka miesięcy później Barack Obama porusza ten temat w swojej kampanii prezydenckiej: „Państwowe fundusze majątkowe mogą być motywowane czymś więcej, niż tylko czynnikami rynkowymi, jestem tym w oczywisty sposób zaniepokojony”.

Podobną tezę badawczą przyjął dr Tomasz Kamiński, naukowiec z Uniwersytetu Łódzkiego, który swoje wnioski opisał w książce „Pieniądze w służbie dyplomacji”. Badał zachowanie państwowych funduszy przez kilka lat i uznał, że realizują one pewnego rodzaju cele polityczne, nawet jeśli oficjalnie się do tego nie przyznają („zasada podwójnego dna”).

Autor wziął pod uwagę te podmioty, które spełniają definicję G.L. Clark’a z Princeton University: „PFM to rządowy lub kontrolowany przez rząd (bezpośrednio lub pośrednio) fundusz, który nie ma zewnętrznych beneficjentów, ani nie posiada zasobów innych niż rządowe lub należące do ogółu społeczeństwa. Fundusz ten inwestuje swój kapitał krótko lub długoterminowo zgodnie z interesami i celami swojego państwowego sponsora”. W ten sposób pod lupę dr Kamińskiego trafiły niemal wszystkie największe fundusze inwestycyjne z udziałem państwa, ale to podejście wykluczyło m.in. fundusz Saudi Arabia Monetary Fund, który odpowiada również za politykę monetarną w kraju. Podstawowym źródłem danych dla autora była baza SWF Institute.

Dr Kamiński z dużą dokładnością analizuje postępowanie państwowych funduszy majątkowych. Wykazuje, że PFM najczęściej nie skupiają się wyłącznie na celach ekonomicznych. Niektóre otwarcie informują o tym, że chcą realizować pewne cele polityczne, jak norweski Government Pension Fund Global, który zarządza około 850 mld dol. Inwestuje wedle określonego kodeksu etycznego (nie może lokować kapitału np. w firmach produkujących broń), a mimo to może się pochwalić całkiem przyzwoitą stopą zwrotu (5,6 proc. średniorocznie w latach 1998-2015).

Większość państwowych funduszy jest jednak nietransparentna. Nie informują one wprost o swoich planach i założeniach polityki inwestycyjnej. Przodują w tym podmioty rosyjskie. Dr Kamińskiemu przychodzi z łatwością wykazanie, że rosyjskie PFM w ostatnich latach były bardzo aktywne na terenie byłych radzieckich republik, chcąc budować strefę wpływów Federacji Rosyjskiej (m.in. udzielały pożyczek Ukrainie).

Z kolei fundusze chińskie sa najbardziej aktywne w Azji i Ameryce Łacińskiej. Potrafiły „przekupić” władze Kostaryki – w zamian za liczne inwestycje, kraj ten zerwał stosunki dyplomatyczne z Tajwanem (przykład tzw. „dyplomacji czekowej”). PFM kontrolowane przez Państwo Środka bardzo często kupują również pakiety akcji spółek o doniosłym znaczeniu strategicznym lub technologicznym, by pozyskać informacje i know how. W latach 2007-2014 weszły do akcjonariatów takich firm i koncernów, jak m.in. Morgan Stanley (bankowość), Total (branża paliwowa), Eni (branża energetyczna), Royal Dutch Shell (branża paliwowa). Fundusze chińskie są też wykorzystywane do budowy pozytywnego wizerunku Chin – szczególnie widoczne było to w latach 2011-2012, gdy obiecywały hojną pomoc krajom południa Europy (wiele z tych obietnic nie zostało spełnionych).

Jak zwraca uwagę dr Kamiński, przykłady zachowań wątpliwych etycznie w wykonaniu tego rodzaju funduszy można mnożyć. Nie tylko kłamią (albo nie mówią prawdy), nie tylko nie spełniają obietnic, ale też stosują podwójne standardy. Naukowiec z Uniwersytetu Łódzkiego proponuje spojrzeć dokładniej na zachowanie funduszu norweskiego. „Skoro z inwestycji została wykluczona Mjanma, w której dochodziło do łamania praw człowieka, to dlaczego nie wykluczono Arabii Saudyjskiej, w której nagminnie są łamane prawa kobiet? Czy nie dlatego, że norweski Statoil prowadzi potężne interesy w tym kraju? […] Tego typu pytania można mnożyć, co jest dowodem na to, że działania Norwegii są również zwykłą, dyktowaną interesem polityką zagraniczną, a nie tylko walką o przestrzeganie zasad etycznych, jak Norwegowie starają się prezentować” – wskazuje dr Kamiński.

Dostrzeganie działalności staje się coraz bardziej ważne, bo PFM rosną w siłę. „Jeszcze w 2007 roku wartość aktywów PFM była wyceniana na kwotę 3 bln dol., a w 2016 roku już na 7 bln dol. Stanowi to około 10 proc. wartości całego globalnego rynku kapitałowego. Wzrost ten jest szczególnie imponujący w kontekście głębokiego, zapoczątkowanego w 2007 roku kryzysu gospodarczego, który przecież wydrenował zasoby budżetowe wielu państw. Dla niektórych państw […] okazał się jednak szansą na wzmocnienie swojej pozycji na rynkach kapitałowych, dawniej całkowicie zdominowanych przez prywatnych inwestorów” – wskazuje dr Kamiński.

W 2016 roku najwięcej pieniędzy w PFM trzymały Chiny (około 1,6 bln dol.), Zjednoczone Emiraty Arabskie (około 1,25 bln dol.) oraz Norwegia (około 850 mld dol.).

Książka „Pieniądze w służbie dyplomacji” robi bardzo pozytywne wrażenie. Jest owocem skrupulatnej analizy, dzięki czemu zawiera duży zakres informacji o globalnym rynku państwowych funduszy (m.in. listę transakcji z ostatnich lat) oraz o wielu poszczególnych funduszach pochodzących z krajów, na których skupił się autor (Rosja, Chiny, Norwegia). Mimo że jest pracą typowo naukową, czyta się ją z łatwością, bo autor nie nadużywa żargonu naukowego.

Publikacja dr Kamińskiego jest dodatkowo cenna, bo na rynku pozycji analizujących zjawisko rozrostu PFM. Jak do tej pory jedyną książką dogłębnie prezentującą temat była „Sovereign Wealth Funds and the International Political Economy” Mandy Shemirani z 2011 roku. W dodatku autor jest świadomy, że ledwie „nadgryzł” problem, pomijając w swojej analizie choćby podmioty z krajów Zatoki Perskiej.

Niemniej dr Kamiński swoim badaniem wniósł świeże spojrzenie do skostniałych nieco nauk politycznych, którym wyraźnie brakuje skutecznych narzędzi do analizy coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości ekonomiczno-politycznej. Tym bardziej – chapeau bas.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły