Pomoc publiczna – gorzej, ale lepiej

19.11.2013
Komisja Europejska zaplanowała nową mapę pomocy publicznej. W Polsce jej dopuszczalny poziom będzie niższy niż dziś, ale na tle innych krajów i tak wypadamy korzystnie.

(CC By gingerpig2000)


Pomoc publiczna to kolejny sposób Unii Europejskiej na wyrównanie poziomu życia jej mieszkańców. Im niższe PKB, tym bardziej Bruksela jest skłonna akceptować dotowanie firm przez państwo (także z unijnych funduszy). Dlatego z jednej strony nie powinno się cieszyć, że pomoc publiczna w Polsce wciąż należy do najwyższych w Europie, a z drugiej tym, którzy odpowiadają za ściąganie inwestycji, na pewno łatwiej będzie pracować, gdy pokażą, że łączna pomoc publiczna – w tym dotacje – w Polsce może być wyższa niż w Czechach czy na Węgrzech.

Polak pod ochroną

Polska należy do nielicznych krajów, którym udało się zachować status quo, jeśli idzie o liczbę ludności mieszkających na terenach objętych pomocą publiczną. Pomocą objęte jest 100 proc. mieszkańców. Równie wysoki poziom utrzymały: Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia, Grecja, Malta, Słowenia i Rumunia. Na Węgrzech ten odsetek spadł do 76,71 proc. mieszkańców. Holandia nadal będzie oferować pomoc publiczną na terenach zamieszkanych przez 7,5 proc. obywateli. W latach 2007-13 miała jeszcze opcjonalnie tereny zamieszkane przez 2,4 proc. ludności, ale jeśli oceniać tylko podstawowe parametry, utrzymała poziom z poprzedniej perspektywy finansowej.

Nieznacznie zmniejszył się odsetek ludności objętej pomocą w Czechach, Danii, Niemczech, Szwecji, Finlandii i na Słowacji. Najbardziej – o połowę – spadł w Luksemburgu.

Trochę urósł w Wielkiej Brytanii i Austrii. Największe wzrosty terenów objętych pomocą zanotowała Hiszpania: odsetek zamieszkującej je ludności zwiększył się z 59,6 proc. do 68,66 proc. Co prawda w programie na lata 2007-13 było jeszcze opcjonalne 12,4 proc. ludności, ale jeśli wziąć pod uwagę podstawowe parametry, Hiszpania zyskała, podobnie jak Francja i Portugalia.

(infografika Darek Gąszczyk)

Mazowsze na plus

To nie wszystkie dobre informacje dla Polski. Nawet tam, gdzie teoretycznie pomoc powinna być niższa, najpewniej będzie wyższa. Tak proponuje UOKiK w dokumencie, który musi jeszcze zaaprobować rząd, a potem Komisja Europejska.

Regiony w UE zostały podzielone na obszary „a” i „c”. Te pierwsze to tereny, gdzie PKB na mieszkańca jest niższe od 75 proc. średniej dla 27 krajów UE. Można je podzielić na trzy kategorie:

– PKB na mieszkańca 45 proc. średniej UE-27 lub mniej – wówczas intensywność wynosi 50 proc.

– PKB od 45 do 60 proc. – intensywność wynosi 35 proc.

– PKB powyżej 60 proc. średniej – intensywność to 25 proc.

Na terenach najbardziej oddalonych te poziomy mogą urosnąć o 20 punktów procentowych (gdy PKB na mieszkańca nie przekracza 75 proc. średniej) lub o 10 punktów procentowych (w pozostałych regionach).

W obszarach „c”, gdzie PKB jest wyższe niż 75 proc. średniej UE, intensywność nie może przekraczać 15 proc. na obszarach słabo zaludnionych lub takich, które mają wspólną granicę lądową z krajem spoza EOG lub EFTA i 10 proc. w nieokreślonych z góry obszarach „c” (od 1 lipca 2014 r. do 31 grudnia 2017 r. może być o maksymalnie 5 punktów proc. wyższa). Jeśli obszar „c” sąsiaduje z obszarem „a” maksymalną intensywność pomocy w regionach lub częściach regionów w tym obszarze „c”, które przylegają do obszaru „a” można w razie konieczności zwiększyć, aby różnica między poziomami intensywności nie przekraczała 15 punktów procentowych.

Właśnie z tej opcji chce skorzystać polski rząd w województwie mazowieckim. W kończącej się perspektywie finansowej całe Mazowsze od 2011 r. miało najniższy w Polsce pułap pomocy publicznej – 30 proc. A naturalnie nie całe województwo to Warszawa, bo – paradoksalnie – jest tu powiat z najwyższym w Polsce bezrobociem: szydłowiecki.

  • Powiązane tematy:

W przyszłej perspektywie finansowej podregion ciechanowsko-płocki, ostrołęcko-siedlecki, radomski (tu właśnie leży Szydłowiec) i warszawski wschodni będą miały 35 proc. dopuszczalnej pomocy. W ten sposób mazowieckie podregiony leżące m.in. w pobliżu województw warmińsko-mazurskiego, podlaskiego i lubelskiego – czyli województw z najwyższą, 50-proc. pomocą, różnią się od nich tylko o 15 punktów procentowych.

(infografika Darek Gąszczyk)

– Wolelibyśmy mieć wyższy średni poziom PKB na osobę, nawet, gdyby to miało oznaczać, że pomoc publiczna byłaby dostępna w mniejszej części kraju. Ale Czechy czy Słowacja, które nie są objęte w całości, nie mają się dużo lepiej od nas. Tymczasem przedsiębiorcy uważają, że pomoc publiczna to element rynku, więc im bardziej jest dostępny, tym lepiej. To taki dylemat: czy lepiej żyć w Holandii, gdzie tylko niewielka część kraju jest objęta pomocą czy w Grecji, gdzie pomocą objęty jest cały obszar poza Atenami. Niby nasz kraj jest poza Mazowszem uznany za obszar „a”, a jednak nie jesteśmy Grecją, nie mamy takich problemów – komentuje Paweł Tynel z E&Y.

Siła różnorodności

Polska korzysta na tym, że ma dużo jednostek administracyjnych. Ciekawe jest, że większość z krajów UE ma kilka regionów, maksymalnie 10. Także większa od Polski pod względem powierzchni Hiszpania. Ale my nie dość, że dzielimy obszar kraju na 16 województw, to na dodatek województwo mazowieckie dzielimy na sześć podregionów! Jeszcze nie wiadomo, czy i inne kraje nie będą próbowały skorzystać z nowych przepisów i nie podniosą poziomu pomocy publicznej w lepiej rozwiniętych regionach graniczących ze słabszymi. Nie wiadomo, czy i w innych krajach nie pojawią się dodatkowe podregiony. Na pewno UOKiK odrobił lekcję.

Poziomy pomocy publicznej obniżą się w większości regionów. Nie ma w tym nic dziwnego.

– Ograniczenie wysokości pomocy publicznej to efekt tego, że coraz więcej krajów z niej korzysta. Dopóki było to kilka krajów, UE mogła sobie na to pozwolić, gdy zrobiło się ich kilkanaście, trzeba było powiedzieć stop. To się właśnie dzieje. UE zachowuje pomoc publiczną, ale dla naprawdę najbiedniejszych regionów – wyjaśnia Paweł Tynel.

Ale Polska – przynajmniej na części terenów – utrzyma jedne z najwyższych poziomów pomocy publicznej. W czterech województwach Polski Wschodniej: lubelskim, podlaskim, podkarpackim i warmińsko-mazurskim granty mogą sięgać aż 50 proc. inwestycji. Taki poziom można znaleźć tylko na Węgrzech, w Bułgarii i Rumunii. Na dodatek większość polskich województw zaoferuje pułap 35 proc., a to także nie jest oczywistość w pozostałych krajach UE. Taki poziom można znaleźć na Łotwie oraz – o dziwo – we Francji. Na dodatek taka Rumunia, która wydaje się biedniejsza od Polski, ma region, gdzie pomoc publiczna to tylko 10 proc. Podobnie jak w przypadku Polski chodzi o stolicę. Na Słowacji można dostać maksymalnie 30 proc. pomocy, w Czechach – 25 proc.

(infografika Darek Gąszczyk)

Poziom dopuszczalnej pomocy publicznej w Polsce jest więc korzystny dla przedsiębiorców, którzy inwestują – mogą liczyć na co najmniej takie same lub nawet wyższe niż gdzie indziej dotacje. Jednak poziom pomocy publicznej to jedno, a jej dostępność do zupełnie co innego. Zależy ona od dziesiątek stron opisujących, na jakich warunkach tę pomoc można otrzymać. Bruksela zaostrza przepisy, utrudnia – czasem wręcz uniemożliwia – udzielanie pomocy publicznej dużym koncernom. Polscy urzędnicy chcą być świętsi od papieża i jeszcze bardziej przykręcają śrubę – w najbliższych latach pieniądze będą głównie na badania i rozwój, pytanie: czy tylko naukę należy wspierać? Szczegółowe programy są w konsultacjach. Wciąż jest szansa, że programy nie osłabią, a spotęgują pozytywy płynące z nowej mapy. Ale nawet wtedy jeszcze długo większość kraju będzie udzielać pomocy publicznej.

– Jedyny region, który może wypaść to Mazowsze. Nawet Śląsk, Dolny Śląsk i Wielkopolska nie zwiększą PKB na mieszkańca wystarczająco wysoko. Pewnie zamiast 60-65 proc. średniej unijnej będą mieć 70-75 proc., ale to wciąż pewnie pozwoli na udzielanie tam pomocy publicznej – przewiduje Paweł Tynel.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test