Reakcje organów regulacyjnych na nowe zagrożenia

22.01.2019
Kiedy w 1995 roku przejąłem odpowiedzialność za nadzór bankowy w Wielkiej Brytanii, pewien doświadczony pracownik Banku Anglii ostrzegł mnie, że będzie to niewdzięczne zadanie.

Howard Davies (PS)


Żadna gazeta nigdy nie opublikuje artykułu zatytułowanego „W tym tygodniu wszystkie londyńskie banki są bezpieczne”. Ale jeśli pojawia się jakiś problem, prawie zawsze uznaje się to za skutek zaniechania organów nadzoru. W relacjach prasowych szybko pojawia się motyw strażników, którzy ucinają sobie drzemkę zamiast stać na straży bezpieczeństwa systemu bankowego.

Organa regulacyjne znajdują się w krzyżowym ogniu wzajemnie sprzecznych oczekiwań. Banki chcą, by zostawić je w spokoju, chyba że akurat potrzebują pomocy. Tymczasem konsumenci i ich polityczni przedstawiciele chcą, aby organa regulacyjne były świadome każdej transakcji i były gotowe do natychmiastowej interwencji w razie pojawienia się jakiekolwiek problemów. W latach poprzedzających kryzys finansowy z roku 2008 wahadło przechyliło się w stronę braku interwencjonizmu. Natomiast obecnie przymiotnik „inwazyjny” ma w języku organów regulacyjnych pozytywną konotację. Nadal jednak istnieje potrzeba znalezienia rozsądnej równowagi między dwiema skrajnościami.

Wrogiem dla tych, którzy pracują nad utrzymaniem odporności systemu finansowego, jest zapominanie.

Mój mądry rozmówca z Banku Anglii zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię: jedynym sposobem, w jaki organa regulacyjne mogą stworzyć pozytywną narrację na temat swojej działalności jest wcześniejsze uprzedzanie o problemach, które mogą pojawić się w przyszłości. „Regulatorzy ostrzegli dziś, że…” to tytuł dobrze nadający się do publikacji takich jak „Financial Times” lub „Wall Street Journal”. Redaktorzy czują dreszczyk podniecenia, kiedy mogą wywołać w swoich czytelnikach niepokój.

Finansowe organa regulacyjne i międzynarodowe instytucje finansowe w ostatnim okresie bardzo często korzystały z tej mądrej rady. Podczas niedawnej konferencji organów nadzoru bankowego sekretarz generalny Bazylejskiego Komitetu ds. Nadzoru Bankowego William Coen, przytoczył opinię byłego przewodniczącego Rezerwy Federalnej (Fed) Bena Bernankego, że „wrogiem dla tych, którzy pracują nad utrzymaniem odporności systemu finansowego, jest zapominanie”. Coen stwierdził ponadto, że „prawdopodobieństwo wystąpienia przyszłego kryzysu finansowego jedynie rośnie z czasem”. Wydaje mi się, że da się zrozumieć, co miał on na myśli, ale zastanawiam się nad logiką tego sformułowania.

Europejski Bank Centralny (EBC) również przedstawił swoje stanowisko, formułując bardziej konkretne obawy: „W dalszym ciągu narastają zagrożenia w obszarach wysokich wycen i obniżonych premii za ryzyko na rynkach finansowych”. EBC jest szczególnie zaniepokojony możliwością pojawienia się sprzężenia zwrotnego przenoszącego do strefy euro problemy z innych rynków. Te obawy skoncentrowane są na podmiotach zarządzających aktywami: fundusze inwestycyjne w strefie euro są podatne na „potencjalne wstrząsy na światowych rynkach finansowych”.

Bank Anglii ma podobne obawy co do ceny ryzyka. Na blogu „Bank Underground”, który szybko staje się najbardziej interesującą z wszystkich publikacji Banku Anglii, możemy znaleźć analizę ewolucji premii za ryzyko. Na podstawie cen swapów ryzyka kredytowego pokazuje ona, że inwestorzy akceptują niższe wynagrodzenie za przyjęcie danej ilości ryzyka kredytowego: wynagrodzenie za jednostkę ryzyka niewypłacalności spadło o 20 proc. od początku 2016 roku. Podobnie znacząco spadła premia za ryzyko zmienności, określana jako cena opcji zabezpieczających inwestora przed spadkami indeksu akcji. Z perspektywy czasu wiemy, że błędna wycena ryzyka była migającym czerwonym znakiem ostrzegawczym, który regulatorzy i inwestorzy zignorowali w okresie poprzedzającym kryzys z 2008 roku.

Do grona ostrzegających dołączył również Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Chociaż jego październikowy raport World Economic Outlook przedstawia pozytywny obraz globalnego wzrostu, MFW ostrzega obecnie – bez wątpienia wciąż mając w pamięci swoje przesadnie optymistyczne stanowisko z 2006 roku – że gospodarka światowa jest „podatna na nagłe zaostrzenie warunków finansowych”, a „wyceny akcji na niektórych rynkach wydają się naciągane”. W tym kontekście mówiąc o „niektórych rynkach” MFW ma na myśli Stany Zjednoczone. Udział rynku amerykańskiego w globalnych wycenach akcji jest najwyższy w historii – co jest dość niezwykłe, biorąc pod uwagę spadek udziału Stanów Zjednoczonych w globalnej działalności gospodarczej.

Jak powinniśmy rozumieć te wszystkie ostrzeżenia? Czy organa regulacyjne rzeczywiście się niepokoją, czy tylko próbują zabezpieczyć się przed krytyką? Wśród regulatorów panuje opinia, że lepiej jest, gdy w razie problemów mogą powiedzieć „a nie mówiliśmy” a także, że publikowanie od czasu do czasu mrocznych ostrzeżeń nie ma poważnych negatywnych konsekwencji. Dziennikarze rzadko sprawdzają, czy straszne prognozy władz rzeczywiście się spełniły. A nawet jeśli sprawdzą, to regulatorzy mogą zawsze powiedzieć, że najgorszego udało się uniknąć właśnie dlatego, że ostrzegali o nadchodzącym zagrożeniu.

Jednak w ostatnich tygodniach współczynnik ostrzeżeń rósł. Czy naprawdę powinniśmy się martwić i zacząć szykować się na nadchodzącą burzę?

Oczywiście trudno jest mieć całkowitą pewność, ale powodów do niepokoju jest coraz więcej. Chociaż każdy problematyczny punkt na mapie rynków wschodzących – Wenezuela, Turcja, Brazylia, Argentyna – ma swoje specyficzne cechy, zaczyna wyłaniać się pewien wzorzec. Rosnąca wartość dolara i ucieczka inwestorów do Stanów Zjednoczonych uwydatniają lokalne problemy tych państw. Chociaż dokonane przez Fed podwyżki stóp procentowych zostały bardzo starannie zasygnalizowane z wyprzedzeniem, nadal istnieją obawy, że pożądane zaostrzenie warunków finansowych na rynkach kredytowych tak naprawdę jeszcze nie nastąpiło i że kiedy wreszcie nastąpi, niektórzy kredytobiorcy mogą znaleźć się w trudnej sytuacji.

Do tego dochodzi jeszcze ryzyko wojny handlowej. Światowa Organizacja Handlu – w końcu – ostrzegła, że zintensyfikowana wojna celna może doprowadzić do gwałtownego spadku wymiany handlowej. Byłby to poważny cios dla gospodarki chińskiej, która już obecnie wyraźnie spowalnia z innych powodów.

Tak więc po łagodnym okresie w globalnej gospodarce dominuje obecnie ryzyko pogorszenia perspektyw wzrostu. Jedną dobrą wiadomością jest to, że jeśli na horyzoncie jest recesja (lub może raczej okres wzrostu niższego od tendencji długoterminowej), banki są obecnie w znacznie lepszej sytuacji kapitałowej niż poprzednim razem. Niemal z definicji mniej pewności mamy jednak co do sektora shadow banking. Być może niedługo dowiemy się, czy nowi twórcy kredytów – spośród których niektórzy nie muszą funkcjonować w ramach rygorystycznego systemu regulacji kapitałowej – właściwie wycenili ryzyko.

Howard Davies jest przewodniczącym Royal Bank of Scotland.

© Project Syndicate, 2018

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test