Energetyzująca historia energii i cywilizacji

19.05.2019
Kolejna rewolucja energetyczna kiedyś nastąpi, jednak na razie surowce z innych planet czy zimna fuzja to czyste s-f, dlatego musimy starać się mądrze gospodarować paliwami kopalnymi oraz umiejętnie korzystać z surowców odnawialnych – przekonuje Václav Smil w książce “Energy and Civilization: A History”.


Václav Smil to postać niezwykle interesująca. Czeski naukowiec posiada wiedzę i wykształcenie z wielu dyscyplin. Za młodu musiał pracować jako drwal, by utrzymać rodzinę. Być może to wtedy zaczął fascynować go temat roli energii w historii ludzkości. Ukończył biologię na Uniwersytecie Karola w Pradze, doktorat z geografii obronił na Pennsylvania State University w USA. Bardzo dba o swoją prywatność: praktycznie nie pokazuje się publicznie i nie udziela wywiadów, bo jak sam przyznaje „ciągle pracuje” (wiadomo tylko, że teraz mieszka w Pilznie).

Wielkim fanem Smila jest Bill Gates, założyciel Microsoftu, który przeczytał wszystkie 37 książek Czecha i przyznaje, że na każdą kolejną czeka „z takim zniecierpliwieniem, jak inni na kolejną odsłonę Gwiezdnych Wojen”. No i Gates doczekał się kolejnej.

Determinizm energetyczny wiecznie żywy

Energy and Civilization: A History” (MIT Press) Vaclava Smila jest dziełem monumentalnym (blisko 600 stron). Jest wspaniałą edukacyjną podróżą przez ostatnie 10 tys. lat i przez wszystkie niemal kontynenty, która ma być ilustracją do wyznawanego przez Czecha „determinizmu energetycznego”: przekonania, że sposób w jaki ludzkość wykorzystuje energię – która jest swego rodzaju „walutą” – określa tempo rozwoju. Smil pokazuje, w jaki sposób nasi przodkowie wykorzystali mięśnie i mózg do tego, by wydobyć z natury energię niezbędną do życia i rozwoju. W tym celu zabiera czytelnika do wiosek ludu Dobe Kung w Botswanie, siedzib Masajów w Kenii i Aborygenów w Australii, czy na kutry rybackie pływające u wybrzeży Alaski. Jest niezwykle dokładny w swojej analizie, wyliczając nawet jaki wydatek energetyczny był potrzebny do ugotowania strawy na ognisku kilka tysięcy lat temu; ile watów można było wydobyć ze zwierzęcia danego gatunku, a ile z niewolnika; ile energii produkował młyn wodny, a ile koń w kieracie.

“Energy and Civilization: A History” uzmysławia, że na wszystkich kontynentach w okresie od 500 lat p.n.e. do mniej więcej 1500 roku ludzie wpadli prędzej czy później na ten sam pomysł: zaczęli używać źródeł naturalnych – najpierw zwierząt i drewna, a potem wody czy wiatru – do wytwarzania energii. Przedmiotem, który pozwolił na rozwój energetyczny cywilizacji było przede wszystkim koło. Jednak dopiero pojawienie się paliw kopalnych pozwoliło na skok cywilizacyjny i rozrost miast.

Era paliw kopalnych kiedyś się skończy

Smil dużo miejsca poświęca również na przybliżenie tego, w jaki sposób ludzkość doszła do obecnej sytuacji, czyli oparcia gospodarki i energetyki na paliwach kopalnych (na dziś 84 proc. energii pochodzi z tego źródła). I przypomina, że co jakiś czas paradygmat energetyczny się zmienia, zmuszając ludzi, państwa i biznesy do przystosowania się do nowych warunków funkcjonowania.

W trakcie lektury widać nieukrywany zachwyt Smila nad geniuszem naukowców i inżynierów, którzy w okresie 1760 – 1910 przyczynili się do rozwoju technologii pozwalających na coraz efektywniejsze wykorzystywanie energii z ropy czy gazu. Bez talentu i wysiłku postaci takich, jak Luigi Galvani, Michael Faraday czy George Westinghouse, ludzkość nie byłaby dziś w tym punkcie, w którym jest: nie dysponowałaby świetną komunikacją, wysokim poziomem ochrony zdrowia, oświetlonymi w nocy miastami. W końcu wszystko do poprawnego funkcjonowania wymaga energii. Z szacunków Smila wynika, że w starożytnym Rzymie zużycie energii wynosiło 18 gigadżula na głowę w skali roku, w Anglii w 1820 roku już 60 gigadżula, a w USA w 2014 roku już 300 gigadżula.

Warto podkreślić, że w opinii Smila subsydiowanie przez rządy wydobywania paliw kopalnych prowadzi gospodarkę złą drogą. Powoduje, że zamyka się ona na alternatywne rozwiązania, które mogą być tańsze i mniej szkodzące środowisku. Czeski naukowiec ostrzega, że dalsze podążanie ścieżką pełnego wykorzystania paliw kopalnych może mocno zaszkodzić nie tylko naturze, ale i rozwojowi gospodarczemu w skali globalnej. Smil postrzega więc erę paliw kopalnych jako coś, co było nieuniknionym etapem w rozwoju ludzkości, ale też jako coś, co powinno mieć swój kres – im szybciej, tym lepiej.

Smil ubarwia swoją opowieść ciekawostkami i anegdotami. Szczęka opada, gdy czytelnik dowiaduje się, że dwaj piloci Boeinga 747 mają do dyspozycji więcej energii, niż cała ludzkość w X wieku. Albo że produkcja smartfonów jest tak naprawdę o wiele bardziej energochłonna, niż produkcja aut. Z wypiekami na twarzy można poczytać o rywalizacji Thomasa Edisona z Nikolą Teslą. Można z zaciekawieniem poznać teorię Smila co do sposobu powstania i kosztu budowy (także tego energetycznego) piramid egipskich w Gizie pod Kairem. A także przyjrzeć się zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki z perspektywy „energetycznej”. Ciekawie robi się także wtedy, gdy Smil krytykuje działalność OPEC i przedstawia remedium na ciągłe wahania ceny ropy. Albo gdy wskazuje, że wielkie rządowe projekty energetyczne – jak budowa gigantycznych tam – nie są warunkiem koniecznym do dalszego rozwoju energetycznego, a więc i gospodarczego ludzkości.

Nowa rewolucja energetyczna kiedyś nadejdzie

Interesujące jest też to, że Smil nie opowiada się jednoznacznie za przestawieniem gospodarki światowej z paliw kopalnych na energię nuklearną czy odnawialną. Dostrzega zarówno niebezpieczeństwa tkwiące w elektrowniach atomowych (przypominając Czarnobyl i Fukushimę), jak i relatywnie wysoki koszt pozyskiwania energii ze źródeł naturalnych (choć podkreśla, że chińskie inwestycje znacznie obniżyły koszty turbin wiatrowych i paneli słonecznych). Utyskuje również na to, że rewolucja technologiczna, jaka ma miejsce w ostatnich dekadach, omija energetykę. Tymczasem w roku 2012 globalne sieci teleinformatyczne pożerały 5 proc. światowej produkcji energii, a w 2020 roku będą zjadały aż 10 proc. – wskazuje Smil.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że czeski naukowiec czeka z utęsknieniem na jakieś nowe rozwiązania, które pozwoliłyby na korzystanie albo z zupełnie nowego, ekologicznego źródła energii, albo na bardziej „czyste” korzystanie ze starych. Czeka pełen nadziei, bo wie, że rewolucja nadejdzie małymi krokami wtedy, gdy nikt się nie będzie jej spodziewał. Tak jak w przeszłości żaden szaman nie nakazał myśliwym udomowiania zwierząt, tak jak król Anglii nie nakazał Jamesowi Wattowi rozpoczęcia prac nad silnikiem parowym, tak i w przyszłości pojawią się zapewne wynalazki, o których dziś ani władza, ani naukowcy nie mają pojęcia, a które zmienią (i przyspieszą) ponownie bieg historii gospodarki i cywilizacji.

Z drugiej strony Smil zaznacza, że tej nowej rewolucji energetycznej nie należy się spodziewać w ciągu najbliższych 100 lat, bo na razie kolonizacja innych planet czy zimna fuzja pozostają w sferze s-f. “Jedynym pewnikiem co do przyszłości naszej cywilizacji jest ten, że nie wiadomo, czy zostanie stworzony system zaspokajający w pełni jej wysokie i wciąż rosnące potrzeby energetyczne” – konkluduje, nieco pesymistycznie, naukowiec z Pilzna.

Jeśli ktoś chce przeczytać jedną jedyną książkę o historii energetyki i o roli energii w historii gospodarki, to “Energy and Civilization: A History” Vaclava Smila jest właśnie tą publikacją. Jej lektura zaspokaja nie tylko głód wiedzy, nie tylko daje satysfakcję z czytania, ale i z oglądania, bo jest ozdobiona mnóstwem smakowitych rycin i obrazów, wiele mówiących zdjęć i wykresów. Mogę napisać tylko jedno: gorąco polecam. Nikomu, kto weźmie ją do ręki, energii do jej przeczytania nie zabraknie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test