W Chile to prywatna inicjatywa walczy z nierównościami społecznymi

26.10.2015
W Chile myśli się jednostronnie: prywatne dobre, publiczne złe. Ja uważam, że państwo powinno swoją aktywność rozszerzyć i aktywizować ludzi do tworzenia społecznie pożytecznych biznesów – mówi Julián Ugarte, chilijski przedsiębiorca i założyciel Socialab, platformy wspierającej strat-upy nastawione na zmniejszanie nierówności.

Julián Ugarte (Campus Party Brasil CC BY-SA 2)


ObserwatorFinansowy.pl: Chile to ciekawy kraj. Dla niektórych Polaków – zwłaszcza dla zwolenników twardego, nowoczesnego kapitalizmu – nawet wzór do naśladowania. Ustalmy, jak on wygląda w rzeczywistości. Macie w Chile państwowe emerytury?

Julián Ugarte: Nie. To znaczy mamy obowiązkowe ubezpieczenie emerytalne, ale nie ma państwowego funduszu emerytalnego. Pracodawca odprowadza w imieniu pracownika pewną część jego dochodu – zdaje się, że około 10 proc. pensji – do prywatnych funduszy emerytalnych. Te inwestują i z zysków wypłacają emerytury.

Ten system działa sprawnie?

Do pewnego stopnia. Jeśli zarabiasz np. 4 tys. dol. miesięcznie, ten system jest świetny. Możesz liczyć na przyzwoitą emeryturę. Przy zarobkach na poziomie 700 dol., a tyle średnio zarabia się u nas w kraju, nie jest już tak różowo.

Ludzie muszą oszczędzać na własną rękę?

Nie ma z czego. Ceny w Chile są takie, jak w Hiszpanii.

Czyli wyższe niż w Polsce.

Zgadza się. Wszystko idzie na konsumpcję, nie na konta oszczędnościowe. Generalnie w Chile ludzie nie myślą o emeryturze w kategoriach upragnionego odpoczynku po latach pracy. Jeśli chcesz godnie żyć, musisz pracować do śmierci.

Chilijczycy to nie jest bogate społeczeństwo?

Bogacące się, ale w nierównym stopniu. Część ludzi żyje na poziomie Wielkiej Brytanii, część Polski, a część… Zimbabwe. Wciąż mamy biedę – poniżej progu ubóstwa żyje 15 proc. populacji.

Jak działa służba zdrowia?

Istnieją publiczne ośrodki opieki zdrowotnej, szpitale, ale ich jakość jest tak marna, że nikomu nie życzę, by musiał się w nich leczyć. Większości Chilijczyków nie stać jednak na prywatną służbę zdrowia. Jeśli chce pan zapytać o publiczny transport czy szkoły, sprawa ma się tak samo.

Podatki są wysokie?

Niskie. Dochodowy to 20 proc. i w tym są te wszystkie składki na edukację czy zdrowie.

Czyli państwo nie pomaga, ale też nie przeszkadza, zabierając zbyt wiele.

To prawda – nie przeszkadza. Podatki są niskie, a jeśli chcesz założyć firmę, robisz to w jeden dzień. Jeśli dzień później chcesz ją zamknąć, nie ma problemu. Robisz to. Koszt całej operacji założenia firmy to 200 dol. Podatki płacisz, gdy firma zaczyna przynosić zyski.

To znaczy, że chilijski kapitalizm działa, a Chicago Boys, ekonomiści z Uniwersytetu w Chicago, którzy w latach 70. pomagali go wprowadzać, to narodowi bohaterowie?

Kapitalizm działa. To bardzo dobrze, że wybraliśmy kapitalizm jako system gospodarczy dla naszego kraju, jednak nie powiedziałbym, że w obecnej formie jest idealny i że to wzór do naśladowania. Takiego wzoru szukałbym raczej w Europie, chociażby w Szwecji, która godzi wolny rynek z bardziej lewicowymi rozwiązaniami społecznymi. Nie podoba mi się to, że rodząc się w biednej dzielnicy Santiago masz niewielkie szanse na awans społeczny. Nie ma po temu bazy. Dlaczego? To głównie kwestia edukacji. Urodzeni w biednych dzielnicach kształcą się wśród podobnych sobie, podobnie urodzeni w dzielnicach bogatych. Mamy więc konserwujące biedę getta edukacyjne.

Jestem za tym, żeby ludzie się mieszali, wymieniali ideami, porównywali, dzielili wiedzą. Chodzi o równe szanse. Owszem, po każdego typu szkole możesz w Chile zdawać na studia, państwo ci nawet da kredyt studencki, żebyś opłacił czesne, ale po słabej szkole nie zdasz po prostu egzaminów i ten kredyt na nic ci się nie przyda. Wolność gospodarcza to wspaniała rzecz, ale nierówności to poważny problem…

I pan chce go rozwiązać.

Staram się.

W tym celu powstał Socialab?

To platforma internetowa, dzięki której osoby z pomysłami mogą pozyskać finansowanie. Nie wszystkie start-upy mają szansę. Chodzi o to, żeby zgłaszane pomysły były społecznie pożyteczne, żeby rozwiązywały jakieś realne problemy. Wychodzę z założenia, że przy odpowiednim podejściu możesz zarabiać pieniądze, rozwiązując jednocześnie problemy ludzi.

Na tym polega kapitalizm: dostarcza się ludziom produkty, które są im z jakichś względów potrzebne, czyli rozwiązuje się ich problemy…

Wie pan, to akurat różnie bywa. Generalnie na wolnym rynku ludzie myślą w kategorii celów własnych – co mi się opłaci. Socialab ma to zmienić. Sposób jest prosty. Socialab bazuje na modelu otwartej innowacji. Wyznaczamy cel, który uznajemy za społecznie uzasadniony, a potem szukamy ludzi z pomysłami na biznesy, które ten cel realizują.

Załóżmy, że chcemy ułatwić dostęp do usług zdrowotnych, a ty wymyślasz aplikację na smartfony, która diagnozuje pacjenta lepiej niż pięcioosobowe konsylium lekarskie. Możesz na tym zarobić? Na pewno. Pomagasz obniżyć koszty usług zdrowotnych i zwiększyć dostęp do nich wśród niezamożnych? Pomagasz. Cel jest osiągnięty. Chcemy zwiększyć dostępność wody pitnej? Istnieją setki sposobów, ale tylko niektóre mają potencjał biznesowy. Wspieramy rozwiązania prototypowe, w których go widzimy. Dzięki nam został zrealizowany np. bardzo ciekawy projekt, który obniża cenę żywności dla niezamożnych. Jeśli nie masz pieniędzy, stać cię tylko na bieżącą konsumpcję, kupujesz pojedyncze egzemplarze danych produktów, które w związku z tym są trochę droższe, niż gdybyś robił zapasy. Autor opracował pomysł, dzięki któremu ubodzy mogą rocznie zaoszczędzić do 260 dol. na zakupach codziennych artykułów.

Chodzi o zastąpienie produktów koncernów alternatywnymi wyrobami i wprowadzenie ciekawego algorytmu ich dystrybucji. Ten ktoś, kto to wymyślił, już na tym zarabia. Socialab ma obecnie 50 tys. użytkowników i tysiące projektów czekających na ocenę. Rozdaliśmy już 3 mln dol.

Macie udziały w firmach, w które inwestujecie?

Tak.

A skąd wy wzięliście pieniądze na ten biznes?

Zaczynaliśmy od doradzania firmom, które produkują i sprzedają produkty skierowane do osób niezamożnych. Globalnie to jest olbrzymi rynek, w końcu 63 proc. ziemskiej populacji zarabia poniżej 4 dol. dziennie. W pewnym momencie jednak znudziło nas jedynie doradzanie, chcieliśmy przyjąć aktywną rolę. Zdobyliśmy finansowanie od jednego z chilijskich telekomów, a także grant z Inter-American Development Bank. Działamy już w kilku krajach Ameryki Łacińskiej i chcemy w końcu pojawić się w Europie. Zaczynamy od Hiszpanii.

Jesteście dowodem na to, że problemy społeczne mogą rozwiązywać kapitaliści, a nie państwo.

Ale państwo powinno w tym pomagać! U nas, w Chile myśli się jednostronnie: rynek dobry, prywatne dobre, państwo złe, publiczne złe. Ja sądzę, że państwo powinno swoją aktywność rozszerzyć.

Sam zwrócił pan uwagę, że usługi państwowe w Chile mają niską jakość, to po co wam więcej takich usług publicznych?

Są niskiej jakości, bo mamy zbyt małe przychody podatkowe i nasz sektor publiczny jest biedny. Należy zwiększyć podatki, na przykład dla najbogatszych i zainwestować to w infrastrukturę społeczną. W tym momencie jedyną dobrze działającą służbą jest policja, ale nawet ona nie radzi sobie z przestępczością generowaną przez biedę. Czy nie lepiej zmniejszyć biedę, by zmniejszyć przestępczość? Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć: nie zależy mi na tym, by dane działania społeczne podejmowało zawsze państwo. Może to być prywatna firma albo hybryda państwowo-prywatna, byle było skutecznie i efektywnie.

Rozmawiamy na sopockiej plaży. Kto powinien ją sprzątać?

Właśnie to nie ma dla mnie znaczenia, dopóki sprząta dobrze. Jedno jest dla mnie bardzo ważne: żyjemy w czasach, gdy wielu młodych ludzi otwiera oczy i chce zmieniać świat. Nie wystarcza im już „ideał” pracy w korporacji, chcą, żeby ich codzienna robota miała jakieś znaczenie, chcą być na swoim i służyć innym jednocześnie. Wykorzystajmy to. Państwo mogłoby takich ludzi szukać, aktywizować. Jeśli w Sopocie jest ktoś, kto tę plażę posprzątałby taniej i lepiej, niż obecnie robi to być może jakiś urząd, państwo powinno go znaleźć, obudzić w nim potencjał, dać narzędzia i możliwości. Musimy zaangażować w ważne sprawy większą liczbę osób z potencjałem czy wizją, która wprowadza pewien kreatywny zamęt, łamie schemat i zmusza do ponownego przemyślenia oczywistości.

Po co panu rząd, czyli instytucja, której członkowie mają wszystkie możliwe powody, by nie szukać kreatywnych ludzi, którzy chcą coś zmienić?

To pan powiedział. Ja sądzę, że społeczeństwo obywatelskie jest w stanie wymusić na politykach pewne postawy i „ukarać” ich w momencie, gdy nie odpowiadają na potrzeby ludzi.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Julián Ugarte – 35-letni twórca portalu Socialab.com, przedsiębiorca społeczny, aktywista i filantrop. Rozmowa miała miejsce w czasie Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły