Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

2012 rok bez reform, ale i bez bankructw

Najgorsze, co może się stać w Europie to recesja, a nie prawdziwy kryzys, jak po upadku Lehman Brothers. Niemcy wciąż mają wzrost, podnosi się gospodarka amerykańska, także Polska odnotuje w tym roku wzrost około 3 procent - przekonywali ekonomiści w czasie zorganizowanego w SGH panelu "Co nas czeka w 2012 roku”.
2012 rok bez reform, ale i bez bankructw

Stanisław Gomułka, Maria Drozdowicz-Bieć, Bohdan Wyżnikiewicz i Witold Orłowski, w SGH. (Fot. OF)

Oto prognozy ekonomistów:

Prof. Maria Drozdowicz-Bieć (BIEC)

W 2012 roku różnice w tempie rozwoju między krajami, które relatywnie dobrze się rozwijają (Niemcy, Francja, Wielka Brytania), a tymi które zaliczamy do bankrutów (Hiszpania, Włochy, Portugalia, Grecja) będą się tylko pogłębiały. Nie spodziewam się rozwiązania europejskiego kryzysu zadłużeniowego. Myślę, że czeka nas wiele doraźnych działań ze strony Europejskiego Banku Centralnego, który będzie starał się dosypać trochę pieniędzy jeśli nie bezpośrednio przez wykup papierów dłużnych, to pośrednio zasilając sektor bankowy. Aktywny będzie także Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

W Polsce podstawowym czynnikiem wzrostu będzie eksport. I to jedyne podobieństwo do kryzysu z 2009 roku. Spadek importu oraz wzrost eksportu będzie oczywiście efektem osłabienia się złotego do podstawowych walut. Pierwsze i drugie półrocze będą się od siebie znacznie różniły jeśli chodzi o przebieg procesów gospodarczych. W pierwszym będziemy mieli wciąż wysoki popyt konsumpcyjny pomimo wysokiej inflacji, wzrostu opodatkowania gospodarstw domowych i rosnących kosztów po stronie przedsiębiorstw.

Te wszystkie czynniki – np. wzrost podatku VAT, podwyższenie akcyzy, wprowadzenie podatku na węgiel spowodują wzrost inflacji i ograniczenie popytu w drugim półroczu. Wówczas tempo wzrostu PKB w ujęciu rocznym powinno spaść z 3-4 procent do 2-3 procent.

(Opr. DG)

(Opr. DG)

Prof. Stanisław Gomułka (BCC)

W strefie euro zakładam scenariusz stagnacji gospodarczej. Recesja będzie we Włoszech, Grecji, Hiszpanii i Portugalii, ale nie w całej strefie euro i nie w całej Unii Europejskiej. Nawet zaś jeśli wystąpi, to nie będzie bardzo poważna. Zakładam wzrost między +1 procent a – 1 procent. Nie będzie rozpadu strefy euro, lecz powolne wprowadzanie zmian instytucjonalnych. W razie jakiegoś poważnego kryzysu na pewno będzie interweniował EBC, żeby nie dopuścić do nadmiernego wzrostu rentowności papierów skarbowych Włoch i Hiszpanii.

Zakładam również utrzymanie się w miarę rozsądnego wzrostu w Stanach Zjednoczonych. W ostatnich dwóch kwartałach tempo inwestycji przekroczyło tam 10 procent.

Oczekuję osłabienia złotego z dodatnim efektem dla eksportu, choć nie w takiej skali jak w 2009 roku. Największe zagrożenia dla Polski mogą przyjść z zewnątrz. Znajdujemy się w tej chwili pod presją wymagań Unii Europejskiej zmniejszania deficytu finansów publicznych i pod ogromną presją rynków finansowych.

Całe szczęście podobieństwo między Polską a Węgrami nie obejmuje rentowności obligacji. U nas 10. letnie kosztują poniżej 6 procent, na Węgrzech 10-11 procent. Gdybyśmy mieli takie same rentowności nasza sytuacja byłaby bardzo trudna – koszty obsługi długu byłyby o jakieś 30 miliardów złotych większe. Na szczęście rynki finansowe robią rozróżnienie między Polską a Węgrami. I mam nadzieję, że tak będzie dalej, choć ryzyko wzrostu rentowności oczywiście istnieje.

Prof. Witold Orłowski (PwC)

Będziemy mieć do czynienia z wlokącą się próbą naprawy finansów publicznych w strefie euro. Pakt fiskalny może być zawetowany przez któryś z małych krajów. Nie przez Hiszpanię, czy Włochy, które są pod ścianą, ale na przykład przez Finlandię, albo Słowację, które mogą uznać, że jest dla nich niekorzystny. Jest to ważne bo bez porozumienia dotyczącego paktu fiskalnego Europejski Bank Centralny nie zadeklaruje jasno, że będzie bronił słabszych krajów.

Oczywiście gdyby doszło do dramatu będzie im pomagać, bo nie będzie miał wyjścia. To co się stało po bankructwie Lehman Brothers było przecież drobiazgiem w porównaniu z tym co by się stało po bankructwie Hiszpanii albo Włoch. Gdy będzie ono blisko EBC nie będzie miał innego wyjścia niż kupno obligacji tych dwóch krajów.

Jeśli chodzi o Polskę módlmy się, żeby Narodowy Bank Polski nie był zmuszony kupować obligacji naszego rządu. To co bezkarnie może robić FED i co pewnie bezkarnie mógłby robić również EBC, w naszych warunkach skończyłoby się o wiele gorzej. Nawet bez takich działań nastroje w polskiej gospodarce ulegną pogorszeniu. Spadną zarówno inwestycje prywatne jak i publiczne. Stanie się tak jeśli rząd faktycznie zdecyduje się wprowadzić oszczędności. Ministrowi finansów będzie najłatwiej docisnąć samorządy, które cięć będą szukać nie w wydatkach na szpitale czy szkoły, ale w wydatkach na inwestycje właśnie.

Mamy także problemy w wyniku niestabilności kursu złotego. Pomoże on oczywiście polskiemu eksportowi, ale z drugiej strony będziemy mieli do czynienia z wysoką inflacją, która sprawi, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie. Kolejne zagrożenie widziałbym w sektorze finansowym. Zagraniczni właściciele polskich banków mogą wydać im polecenie zmniejszania akcji kredytowej, mimo że na naszym rynku nie będzie takiej potrzeby. To wbrew rozsądkowi, ale czasem tak centrale działają.

Prof. Bohdan Wyżnikiewicz (IBnGR)

Nie jestem czarnowidzem. Pesymistyczny obraz sytuacji narzucają głównie media, które straszą bankructwami krajów. Tymczasem bankructwo jest pojęciem z mikroekonomii i nie ma zastosowania do państwa. Państwa nie bankrutują, najwyżej ogłaszają niewypłacalność. Nie zrobią tego jednak nawet Hiszpania i Włochy, bo nikt do tego nie dopuści ze względów politycznych. Najpoważniejszym zagrożeniem zostaje jednak kontrolowane wyjście Grecji ze strefy euro.

Optymistycznie patrzę także na wzrost gospodarczy w Polsce. Mamy Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, mamy ciepłą zimę, co nie jest bez znaczenia w inwestycjach budowlanych. Mamy w końcu dobrą markę wśród inwestorów zagranicznych. To będzie po prostu inne spowolnienie, dużo bardziej łagodne od tego z 2009 roku.

Opr. Marek Pielach

Debata z udziałem członków Towarzystwa Ekonomistów Polskich odbyła się 10 stycznia 2011 r. Panel prowadził Ryszard Petru, partner PricewaterhouseCoopers. Gospodarzem spotkania była Szkoła Główna Handlowa w Warszawie

Stanisław Gomułka, Maria Drozdowicz-Bieć, Bohdan Wyżnikiewicz i Witold Orłowski, w SGH. (Fot. OF)
(Opr. DG)
prognozy-makroekonomiczne-na-2012

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Wysokie zarobki to nie przepis na szczęście

Kategoria: Społeczeństwo
Szczęście w pewnym stopniu zależy od zarobków, posiadanego majątku czy od prestiżu wykonywanej pracy, ale naprawdę jest składową wielu tak czynników – zarówno tych ekonomicznych, jak i pozaekonomicznych. Takie płyną wnioski z książki „Szczęście i jego determinanty ekonomiczne” dr. Tomasza Szuberta.
Wysokie zarobki to nie przepis na szczęście

Nowy rok, stare problemy

Kategoria: Trendy gospodarcze
Motorem wzrostu gospodarki chińskiej jest obecnie konsumpcja. Nowoczesnym formom sprzedaży towarzyszy większa dojrzałość konsumentów i zmiana stylu kupowania, szczególnie wśród osób młodych.
Nowy rok, stare problemy