Autor: Anna Wielopolska

Korespondentka Obserwatora Finansowego w USA.

Zmierzamy ku nowemu feudalizmowi

Tydzień rekordów wszech czasów na światowych giełdach. Wszystkie oczy skierowane na ruch Donalda Trumpa w sprawie podatków w USA. Równolegle do hossy zachodzi zjawisko cofania się do feudalizmu.
Zmierzamy ku nowemu feudalizmowi

Ceny na światowych giełdach w minionym tygodniu sięgnęły kolejnych rekordów, windując wartość globalną notowanych firm mierzoną indeksem MSCI World Market Cap do poziomu 50 bln dolarów, a kluczowy dla amerykańskiej giełdy Nasdaq powyżej progu 6000 dolarów. Inwestorów uspokoiły wyniki pierwszej rundy wyborów we Francji wskazujące, że kraj może nie skręcić w stronę populizmu. Drugą przyczyną są bardzo dobre wyniki kwartalnych dochodów amerykańskich firm. Wbrew ocenom, że giełda będzie zwyżkować bez względu na to, co powie Donald Trump, po raz pierwszy inwestorzy zareagowali powściągliwiej na ogłoszony przez Trumpa projekt cięć podatkowych. Nie tylko dlatego, że była to jedna stroniczka wyliczająca kilka punktów, ale również dlatego, że mają coraz mniejsze zaufanie, iż Trump wprowadzi to, co obiecuje.

Zachowanie rynków sarkastycznie i trzeźwo skomentowali autorzy ZeroHedge, wskazując, że programy luzowania ilościowego banków centralnych napędziły hossę, czyniąc nas wszystkich inwestycyjnymi geniuszami. Wystarczyło kupić akcje, nieruchomość czy cokolwiek innego, a rynek zmieniał to jak za midasowym dotknięciem w złoto. Jeśli wydaje się to zbyt piękne, by trwało, wrażenie jest raczej sensowne, bo coraz więcej chmur zbiera się na tym niebie. Na przykład zadłużenie Amerykanów na kartach kredytowych jest najwyższe od czterech lat i wynosi blisko 1 mld dolarów. Ponadto sektor nieruchomości przekroczył poziom cen bańki nieruchomościowej, której pęknięcie uruchomiło kryzys 2008 roku w USA.

Do tego dochodzi jeszcze większa bańka nieruchomościowa w Chinach. Jest ona o tyle bardziej niebezpieczna, że o ile w USA rynek nieruchomości to niespełna 5 proc. PKB, o tyle w Chinach to ponad 15 proc. Czyni to ten rynek specjalnie wrażliwy na niewielkie nawet spowolnienie w budownictwie i sprzedaży nieruchomości.

Aby zakończyć cytowanie kraczącego ZeroHedge — naprawdę czarny esej o czekającej nas przyszłości. Autor określa ją „feudalizmem algorytmicznej ekonomii” i przekonuje, że najwyraźniej czeka nas tzw. sharing albo on-demand economy, czyli praca bez etatu — dorywcza, tymczasowa i na zlecenia. Model ten, jak już widać, pozbawia pracowników ochrony w postaci ubezpieczenia zdrowotnego, prawa do wakacji i zwolnienia chorobowego, ale również emerytur. Taki system nazywa się feudalizmem i do niedawna wydawało się, że jest to domena już tylko historyków.

Gdzie szukać pomocy? Organizacja Narodów Zjednoczonych upomniała właśnie Biały Dom, że wycofanie reformy Obamacare będzie przejawem rasizmu i naruszeniem podstawowych praw człowieka. Pozbawi bowiem prawie 30 mln obywateli USA dostępu do ubezpieczeń zdrowotnych. Zważywszy jednak, że jedna czwarta funduszy ONZ pochodzi z USA i że Donald Trump nie ma zbyt wielkiego respektu dla żadnych organizacji, upomnienia ONZ nie wydają się mieć większego znaczenia.

Feudalny system – zdaniem Andersa Aslunda z Rady Atlantyckiej w Waszyngtonie – istnieje już w Rosji. Konkretnie neofeudalny kapitalizm. Aslund zaczyna swój komentarz od stwierdzenia, że Rosja Putina wygląda jak sklerotyczny i zastały Związek Radziecki Leonida Breżniewa. W jednej tylko sferze Putin jest bardziej innowacyjny — w korupcji. Przez 18 lat rządów zdołał stworzyć ekonomiczną republikę kolesiów i przeprowadzić masową renacjonalizację rosyjskiej gospodarki, która podwoiła własność skarbu państwa z 35 proc. do 70 proc. całej ekonomii. Wbrew pozorom, które stwarza na przykład rosyjska giełda (nieistniejąca za komunizmu), państwowe firmy nie działają jak kapitalistyczne jednostki — administracja dla uniknięcia zapaści z powodu spadku cen ropy naftowej narzuciła na te firmy silne restrykcje finansowe uniemożliwiające na przykład inwestycje. Taki model wydaje się być wzorowany na prastarym rosyjskim modelu gospodarki feudalnej. Aslund wyraża nadzieję, że opozycja, na przykład Aleksieia Navalnego, może zacząć trząść systemem.

Ciekawą mapę powiązań europejskiego systemu bankowości z instytucjami parabankowymi przedstawili ekonomiści na łamach portalu VoxEU. Odkryli, że 60 proc. transgranicznych i transsektorowych powiązań europejskich banków to właśnie powiązania z parabankowością poza Unią Europejską i że 65 proc. stanowią tu instytucje spoza rynku pieniężnego, jak fundusze inwestycyjne i firmy finansowo-giełdowe.

Banki inwestycyjne tymczasem zaczynają wyprowadzać część swoich pracowników z londyńskiego City. Jak dotąd zapowiedziana jest wyprowadzka ponad 12 tys. osób, ale według lobbystycznej grupy TheCityUK Brexit wypłoszy z City ponad 70 tys. miejsc pracy. Niemiecka kanclerz Angela Merkel upomniała tymczasem Brytyjczyków przed utrzymywaniem kompletnie iluzorycznych nadziei na łatwe, szybkie i owocne wyjście z Unii Europejskiej.

Ekonomiczna zapaść części amerykańskiego społeczeństwa, którą Donald Trump chce rozwiązać za pomocą muru na granicy z Meksykiem, jest lekcją dla reszty świata, która boryka się z podobnymi problemami, twierdzi Ricardo Hausmann, przedsocjalistyczny minister planowania Wenezueli, obecnie na Harvardzie. Zatytułował swój artykuł „Gdzie budować mur Trampa?”.

Zapaść gospodarcza dotyka w USA szczególnie tzw. Rust Belt, czyli region przemysłowy rozciągający się od Michigan na północy do wschodniej Pensylwanii. Została spowodowana łańcuchową reakcją, której początek dał przemysł samochodowy. Niegdyś był podstawą rozwoju tego regionu, jednak firmy (tak amerykańskie, jak i zagraniczne) zaczęły inwestować w innych regionach Ameryki, pozostawiając powoli w Rust Belt opustoszałe miejscowości. Podobny efekt może mieć także na przykład postępujące obecnie zamykanie sklepów sieci sprzedaży detalicznej, ponieważ również zabiera lokalnym społecznościom miejsca pracy. Geograficzne zapory takie jak mury nie są rozwiązaniem, podobnie jak próby ożywiania umierających sektorów. Jedynym wyjściem jest pomoc w rozwoju przyszłościowych modeli pracy.

Warto pamiętać, że to iż jeden z najważniejszych dla amerykańskich rynków indeks Nasdaq osiągnął rekordową cenę, jest wynikiem zwyżki cen zaledwie pięciu z 2,5 tysiąca firm, które ten indeks reprezentuje (czyli 0,2 proc. całej listy). Firmy te to liderzy sektora technologii — Apple, Amazon, Facebook, Microsoft i Alphabet, czyli spółka matka Google.

O wzroście znaczenia firm technologicznych świadczy też to, że przed kryzysem w 2008 roku sektor finansowy w USA był celem najlepszych studentów z wydziałów biznesu i zarządzania — z uwagi na najwyższe zarobki, prestiż i wpływ w sferze gospodarki i polityki. Obecnie jednak palmę pierwszeństwa przejmują powoli firmy z Krzemowej Doliny. Cztery wiodące giganty technologii, tzw. FANG, czyli Facebook, Amazon, Netflix i Google, zaczynają doganiać Wall Street również z zarobkami — najwyższą wypłatą jest 120 mln dolarów, jakie otrzymał za rok pracy jeden z pracowników Waymo, spółki-córki Google

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Cenne dane klientów banków

Kategoria: Analizy
Wejście dużych firm technologicznych do świata finansów ułatwia im dostęp do nowej, ogromnej wartości – danych bankowych klientów. Stanowi to sygnał ostrzegawczy dla organów regulacyjnych w zakresie koncentracji coraz bardziej osobistych danych w kilku dużych platformach.
Cenne dane klientów banków

Ciąg dalszy zamieszania walutowego

Kategoria: Trendy gospodarcze
W październiku Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych przedstawi Kongresowi półroczny raport wskazujący, czy i które kraje manipulują swoimi walutami w celu uzyskania nieuczciwej przewagi handlowej.
Ciąg dalszy zamieszania walutowego